Wszyscy zastanawiali się po cichu, co przyniósł mecz United w Lidze Mistrzów. Gertruda była przekonana, że konfrontacja Manchesteru z zespołem z Bazylei była niczym sztuka – ba! – spektakl rozgrywany na deskach The Globe, albo innego Teatru Marzeń, i dostarczyła moc niezapomnianych wrażeń. Jakub twierdził, że wtorkowy pojedynek zapewnił (w ostatniej chwili!) klubowi dodatkowy punkt w walce o awans do fazy pucharowej, natomiast samym zawodnikom miano w-dalszym-ciągu-niepokonanych w obecnym sezonie. Celinę dręczyła skądinąd myśl, że spotkanie okazało się być gorzką pigułką do przełknięcia. Pigułka ta zdała się być opatrzona wielkim napisem: „koniec wyśmienitej formy z początku rozgrywek”. Pan Jan dziwił się, że mecz, nad którym wszyscy się tyle po cichu zastanawiali, przyniósł aż 6 bramek, a mimo to nie dostarczył mistrzom Anglii kompletu oczek. Ksiądz Łukasz zasugerował, że taki stan rzeczy spowodowany może być tym, iż tylko połowę goli strzelonych w środku tygodnia na Old Trafford zdobyły Czerwone Diabły. Poza tym, jego zdaniem, żadne z tych trafień nie powinno być w ogóle rozpatrywane jako prawidłowo zdobyte. Z pewnością opinia klechy nie była nawet rozpatrywana w kontekście ewentualnej możliwości przeprowadzenia jakiejkolwiek merytorycznej rozmowy.