Dimitar Berbatow nigdy nie był moim ulubieńcem. Jego pierwsze mecze na „Old Trafford” nastawiły mnie do niego negatywnie. Dużo strat, mało efektywności, a z efektownością jeszcze gorzej. Do tego wygryzł mojego ulubieńca (kiedyś), Carlosa Teveza. Wszystko zmieniło się na początku tego sezonu. Jednak gdy ja zaczynam sympatyzować z ów piłkarzem, ktoś próbuje się go pozbyć.
Archiwum autora: Lach
Złamany sezon
Jeśli miałbym wskazać największego pechowca ostatnich kilku sezonów, dałbym ex aequo pierwsze miejsce Alanowi Smithowi i Antonio Valencii. Latynos miał jednak więcej szczęścia, bo w przeciwieństwie do swojego angielskiego kolegi po fachu wielotygodniowy uraz nie skreślił go z listy piłkarzy, na których Alex Ferguson konsekwentnie stawia.
O wzorach do naśladowania na podstawie Ryana Giggsa
Nie na darmo mówi się, że media to czwarta władza w kraju. Środki masowego przekazu mogą człowieka wywindować na sam szczyt lub zrównać z błotem. W tej drugiej opcji szczególnie lubują się kolorowe czasopisma, które kochają niszczyć dobre imię tym, którzy postrzegani byli dotąd za wzór i którym zdarzyło się tylko jedno przewinienie.
Wszyscy święci
Bycie kibicem piłki nożnej w dzisiejszych czasach, wcale nie jest najłatwiejszym kawałkiem chleba. Szczególnie, jeśli do tego mieszka się w kraju między Bugiem a Odrą leżącym. Wystarczy dobry pretekst oraz nieudolność władz, która największą porażkę potrafi nazwać sukcesem, a katastrofę mamy gotową. Nie jestem zwolennikiem upolityczniania piłki nożnej, czy innych dziedzin sportu. Niestety jednak - ten tekst, otrze się o sferę polityczną dość znacznie.
(Nie)moralne transfery
Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że Polska to jednak w wielu sprawach zacofany kraj, w stosunku do swoich zachodnich sąsiadów. To właśnie my, jako jeden z nielicznych krajów, (liczących się jednak co nieco na świecie) nie zaczęliśmy jeszcze korzystać z energii atomowej. To właśnie my, za grube miliony sprowadzamy do kraju technologie, które gdzie indziej są już eksponatami muzealnymi. Nasze zacofanie ma także miejsce w sporcie. O rzeczach, o których wiemy mało, wypowiadamy się bardzo krótkowzrocznie. To co na pierwszy rzut oka wydaje nam się złe, odtrącamy bez namysłu, nie biorąc nawet pod uwagę opcji, że możemy popełnić dziejowy błąd.
Od stu do stu
„Transfery”. Słowo to u większości kibiców wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony wiąże się z przyjściem do ukochanej drużyny nowego super-snajpera. Z drugiej ze smutkiem, ponieważ oznacza, że będzie musiał odejść z dotychczasowego klubu. W dobie wielomilionowych transferów większość sum, za które sprzedawani są piłkarze, nie robi na nas dużego wrażenia. Przy obecnym progresie, bariera 100 milionów funtów powinna pęknąć już za kilka lat… Ale czy zastanawiał się ktoś z Was, ile kosztował pierwszy transfer w historii futbolu?
Nie wszystko złoto, co się świeci
Wyobraźmy sobie, że przenosimy się w czasie do roku 2035. Zasiadamy w niedzielne popołudnie wygodnie przed telewizorem, włączamy nasz odbiornik i oglądamy długo wyczekiwane derby Manchesteru. I gdy obie jedenastki wybiegają na boisko, my zastanawiamy się komu kibicować. Paranoja? Wcale nie.
Redlog.pl – Manchester United – blog fanów Because we are United