Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Nie wszystko złoto, co się świeci

Nie wszystko złoto, co się świeci

Nie wszystko złoto, co się świeci
Wyobraźmy sobie, że przenosimy się w czasie do roku 2035. Zasiadamy w niedzielne popołudnie wygodnie przed telewizorem, włączamy nasz odbiornik i oglądamy długo wyczekiwane derby Manchesteru. I gdy obie jedenastki wybiegają na boisko, my zastanawiamy się komu kibicować. Paranoja? Wcale nie.

Historia

Teraz cofnijmy się o 6 lat. Był koniec sezonu 2004/2005, kiedy na kibiców „Diabłów” spadł grom z jasnego nieba: Manchester United przejmuje amerykański multimilioner Malcolm Glazer! Już podczas pierwszego przyjazdu na „Old Trafford” było gorąco… ale żeby nie wdawać się w szczegóły, które wszyscy dobrze znamy, przejdę od razu do rzeczy. Stosunek fanów do przybysza z Ameryki był na początku bardzo różny. Najbardziej zdesperowana część supporterów na znak protestu założyła nawet nowy twór o nazwie FC United of Manchester. Inni powiedzieli, że na czas pobytu tej familii w ich mieście, zawieszają swoją działalność kibicowską, jeszcze inni stwierdzili, że będą trzymać kciuki tylko za piłkarzy, a nie za klub (choć sam tego stanowiska do końca nie rozumiem, przecież jedno wiąże się z drugim) i w końcu ostatnia część, najbardziej stoicka, orzekła, że pożyjemy zobaczymy i dała nowym właścicielom szansę.

FC United of Manchester

My skupmy się na tej pierwszej grupie. Dnia 21 czerwca 2005 roku oficjalnie powstał „młodszy brat” naszego klubu, o nazwie tytułującej ten rozdział. Klub miał nawiązywać do korzeni, w konkursie na nazwę nominowany był nawet Newton Heath FC, od nazwy słynnego protoplasty Manchesteru United. Wykorzystano barwy podobne do oryginalnych – czerwono-czarne, logo również zbliżone, lecz bez Diabła. Zapytacie, dlaczego o tym piszę. Wiem, że pewnie większość nie podzieli mojego zdania, lecz może choć części czytelników uświadomię, że cieszenie się z każdej akcji anty-glazerowskiej jest po prostu krótkowzroczne. Kojarzy ktoś niezbyt chlubną listę, na której zostali wymienieni wszyscy sponsorzy „Diabłów”, którzy kasę rzekomo dawali „w łapę” Amerykanom, a nie kasie klubu? Nie wiem, może tak było, ale takimi zachowaniami nie przekonamy do siebie nowych darczyńców, a przecież klub bez sponsora jest jak ciało bez duszy, które usycha z powodu wewnętrznej pustki (czytaj: funduszy). Wiem, że wydaje się wam, że ten zespół to na dzień dzisiejszy zgraja amatorów, która w bezpośrednim starciu nijak miałaby się do naszych piłkarzy. Ale jak twierdzą fachowcy, jeśli klub nadal będzie się tak rozwijał, to do Premier League może zapukać już w 2020 roku… Wrażenie to potęgują niezwykle ambitne plany, o których dokładniej można sobie poczytać na oficjalnej stronie FC United. I co wtedy? LUDZIE! Przecież oni nam ukradną fanów! Czy tylko ja to widzę? Może teraz to wydaje się nawet fajne. Nowy klub, skierowany przeciw ogólnie znienawidzonemu właścicielowi, ale czy ktoś zdaje sobie sprawę jak wydarzenia mogą potoczyć się potem? Przecież wszyscy wiemy, że Amerykanie nie będą rządzić wiecznie. Przecież kiedyś odejdą, a wtedy klub, który miał być żywym sprzeciwem, nie powinien mieć już racji bytu, bo i problemu nie będzie, a jestem święcie przekonany, że tamtym już tak na Old Trafford spieszno wtedy nie będzie! Nie wierzmy w bajeczki! Teksty typu: „Two clubs, one soul” czy inne, to utopia! Wierzcie mi, jeśli kibicujesz w takiej sytuacji dwóm klubom, to w ostatecznym momencie (nie ma bata) jeden znienawidzisz. Część znienawidzi oryginalny Manchester, a co za tym idzie, „Diabły” stracą silnego sponsora, jakim są kibice. I co wtedy wszyscy powiedzą? To wszystko wina Glazerów. Gdyby nie przyszli w 2005 roku w ogóle by nie było całego problemu. Nikt nie będzie się  zastanawiał nad tym, że po trochu wszyscy przyłożyliśmy do tego rękę, wierząc ślepo we wszystkie anty-glazerowe akcje (choć nie twierdzę, że wszystkie są złe!). Myślicie sobie, że dramatyzuję? Przestudiujcie historię Milanu i Interu. A w szczególności połóżcie duży nacisk na rok 1908 w historii obu klubów. Wyjaśnię pokrótce o co chodziło. W 1908 roku Włoska Federacja Piłkarska wprowadziła przepis zakazujący obcokrajowcom występów w rozgrywkach mistrzowskich. Po konflikcie wśród członków klubu, dotyczącego ewentualnej przyszłości w zespole zawodników spoza Włoch, wystąpiła z niego „nowoczesna” grupa członków, zakładając swoją własną drużynę – Internazionale. Słowo „międzynarodowy” określało charakter klubu, który miał być otwarty na przedstawicieli wszystkich nacji. Prawdopodobnie był to jednak tylko pretekst do opuszczenia Milanu. Jak wiadomo, dziś oba kluby są dla siebie wrogami numer jeden. Wiem, że porównanie tamtej sytuacji do sytuacji Manchesteru jest może niezbyt trafne,  bo w obu przypadkach chodziło o co innego, ale ja chciałem tylko zobrazować czym może się skończyć rozpad w klubie. W naszej sytuacji skutki mogą być opłakane. Chyba, że w końcu się ockniemy i spojrzymy na to wszystko chłodnym okiem, nie tylko przez pryzmat nienawiści do Amerykanów. Ale jest jeden warunek! Musimy zrobić to teraz, bo za 10 lat może być już za późno…

Wnioski

Będzie krótko, zwięźle i na temat. Miejmy wzrok wyczulony  na takie akcje. Niektóre rzeczy mogą przybrać naprawdę zły obrót dla naszego ukochanego klubu. I jak mówi stare przysłowie: uważajmy, bo nie wszystko złoto, co się świeci…

Autor: Krzysiek Zarychta

Przewiń na górę strony