Barcelona drużyną dekady? Bez przesady!

Barcelona drużyną dekady? Bez przesady!
Po finale Champions League, podczas którego Barcelona przypieczętowała pierwsze europejskie The Treble od 10 lat, stopień mentalnej onanizacji uprawianej wśród publicystów sportowych osiągnął niebotyczny poziom. Podobnie stało się z wymiarem egzaltacji języka osób wyżej wymienionych – ilość patetycznych przymiotników na tekst przekroczyła poziom prezentowany przez romantycznych poetów. Jeden z dziennikarzy Sport.pl posunął się nawet do stwierdzenia, że Barcelona jest najlepszą drużyną tej dekady. A ja, nie jako kibic United, ale jako zwyczajny obserwator mówię z całą stanowczością: Za wcześnie!

Duma Katalonii rozegrała świetny sezon – zdobyła The Treble (wie ktoś, jak to będzie po hiszpańsku?) i oczarowała ogromną ilość młodych ludzi na całym świecie (wczoraj byłem na treningu piłkarskim swojego 8-letniego siostrzeńca; koszulek Barcy czy Argentyny z napisem Messi było zdecydowanie najwięcej; wspomniany krewny miał piłkę Blaugrany), zdobywając całą rzeszę nowych kibiców (o ich raczej małym zaangażowaniu pisałem ostatnio w tekście Barcelona 2:1 Manchester United). Messi przejął część wielbicieli Ronaldo, choć w nim gustują raczej mali chłopcy niż dziewoje, które mogłyby służyć za poziomicę. No i świetnie, Barca też będzie miała historię, do której będzie mogła się odwoływać gdy przyjdą chude lata. A przyjdą na pewno.

Jednak patrząc na ostatnie dziesięć lat, Barcelona tylko raz jeszcze złożyła naprawdę fantastyczny zespół, który rozpalił wyobraźnię kibiców i obserwatorów. Wtedy prym wiedli Ronaldinho i Deco, dziś zapomniani przez większość piłkarskiej Europy, bezskutecznie próbujący przywołać lata dawnej chwały odpowiednio w geriatrycznym Milanie i nieco rozsypanej Chelsea, którą ponownie przyklepał Guus Hiddink (ciekawe, na ile taka prowizorka wystarczy). Obecne gwiazdy – Iniesta, Xavi, Messi, nie bez kozery wymienieni w tej kolejności – już uzyskali status półbogów, ich wartość w oczach ludzi rośnie wraz z każdym wymienionym podaniem. A tych przecież nie brakuje. Tylko jakoś o ich zdrowy rozsądek mniej się boję, niż o brazylijsko – portugalski duet.

Wracając jednak do meritum – Barcelona magiczna jest dopiero po raz drugi w ciągu ostatnich dziesięciu lat i nikt nie wie, czy znowu nie będzie to jednoroczny wyskok. Josep Guardiola jest świeżakiem, jeśli chodzi o ten poziom rozgrywek i wielką niewiadomą jest to, jak poradzi sobie teraz, kiedy jego zawodnicy naprawdę stali się gwiazdami i naprawdę coś osiągnęli, przyćmiewając nawet wyczyny laysożernego miłośnika samby. Żelazna dyscyplina, będąca jedną z podpór sukcesu hiszpańskiego trenera może się zawodnikom szybko znudzić, zwłaszcza po powrocie z wakacji. Samo motywująca się machina może mieć problemy z ponownym napędzeniem się w sierpniu. Guardiola, który stanowił jeden z motorów tegorocznego sukcesu, może teraz stać się najsłabszym ogniwem drużyny.

Poza tymi dwoma latami Barcelona nie była kombajnem do trofeów. Od sezonu 99/00 (poczynając liczenie od niego wyjdzie nam do chwili obecnej 10 sezonów, czyli dekada) Blaugrana zdobyła: 2 Puchary Ligi Mistrzów, 3 Mistrzostwa Hiszpanii, 1 Puchar Hiszpanii i 2 Superpuchary Hiszpanii. Pucharów lokalnych, czy towarzyskich nie liczę, bo chyba nikt nie traktuje ich szczególnie poważnie. Łącznie – 2 trofea międzynarodowe i 6 krajowych. Jak na dziesięć lat? Moim zdaniem średnio.

Jednak żeby nie być gołosłownym, przytoczę przykład kilku innych klubów. Zacznijmy od największego przeciwnika Barcelony – Realu Madryt. Ich trofea pochodzą głównie z epoki prezesa Pereza i drużyny „Galaktycznych”, która zaczęła się mniej więcej 10 lat temu i skończyła trochę ponad 3 lata temu. W ostatniej dekadzie Real zdobył: 2 Puchary Ligi Mistrzów, 4 Mistrzostwa Hiszpanii i 3 Superpuchary Hiszpanii. Łącznie – 2 międzynarodowe i 7 krajowych. O jedno więcej od zmitologizowanej Blaugrany. A drużyną dekady chyba nikt z nas ich nie nazwie.

Lecimy do ligi włoskiej. Tutaj rozpatrzę dwa przypadki – Milanu i Interu Mediolan. Rossoneri wiedli prymat w rozgrywkach europejskich, Nerrazuri w krajowych. Pierwsza z drużyn zdobyła 2 Puchary Ligi Mistrzów, 2 Superpuchary Europy i 1 Klubowe Mistrzostwo Świata. Do tego dołożyła Mistrzostwo Włoch, Puchar Włoch i Superpuchar Włoch. Sumujemy – 5 trofeów europejskich i 3 krajowe. Nie zapominajmy też o dodatkowym finale Ligi Mistrzów, do którego Milan dotarł 4 sezony temu, by ulec w jednym z najlepszych spotkań tego typu z Liverpoolem. Nerrazuri z kolei dzierżą mistrzowskie tytuły kraju kolejnych czterech sezonów, a także 2 Puchary Włoch i 2 Superpuchary Włoch. 8 krajowych i 0 europejskich.

Trafiamy w końcu do ligi angielskiej. Tutaj, nie tylko z racji tematyki tego bloga, prym wiódł Manchester United. 6 tytułów Mistrza Anglii, 1 Puchar Anglii, 2 Puchary Ligi Angielskiej, 3 Superpuchary Anglii. Poza krajem – 1 Mistrzostwo Europy i 1 Mistrzostwo Świata. Daje nam to zawrotną liczbę 12 tytułów krajowych i 2 międzynarodowych. Więcej od Barcelony? Zdecydowanie. A drużyną dekady też bym ich nie nazwał, wspominając chude 3 lata pomiędzy rokiem 2003 i 2006.

Wśród najlepszych zespołów trzech najsilniejszych lig europejskich Barcelona wypada raczej przeciętnie, oddając prym nie tylko słabiutkiemu ostatnio Realowi, lecz także Manchesterowi United, który zdobył o 6 tytułów krajowych więcej. A chyba nikt nie zaprzeczy, że liga angielska jako całość stoi na dużo wyższym poziomie, niż hiszpańska. Pomijając Barcelonę i Real niezbyt wiele klubów ma szansę zdobyć cokolwiek w Hiszpanii. W Anglii rywalizacja jest niezwykle zażarta, drużyny (w tym krezusi) z Premier League odpadają w Pucharze Ligi i Pucharze Anglii z drugoligowym Burnley.

Poza tym, największy sprawdzian Barcy dopiero przed nią. Dla United finał Ligi Mistrzów był 66 spotkaniem sezonu, dla Blaugrany 62. Jednak w przyszłym sezonie to Barcelona będzie obciążona mianem niepokonanej, to na niej wszystkie drużyny skupią swoją największą siłę, no i to ona rozegra dodatkowe spotkania Superpucharu Europy i Hiszpanii oraz, co najważniejsze, Klubowych Mistrzostw Świata. Nie na darmo przed tegorocznymi rozgrywkami w Japonii Rafał Stec wieścił Manchesterowi drastyczny spadek formy i koniec marzeń o potędze. Sir Alex Ferguson po dziś dzień uważa, że najważniejsze było wymęczone zwycięstwo ze Stoke City, odniesione tuż po turnieju w Azji. Odbyć taką podróż w środku sezonu, a potem wrócić i dalej grać na najwyższym poziomie – to zadanie z pewnością trudne i sama Barcelona nie podołała mu rok po zwycięstwie w Lidze Mistrzów z 2006 roku. I nie mówcie, że posucha w 2007 roku była li tylko winą imprezowania Ronaldinho, bo to by była kpina.

Dopiero gdy ilość spotkań na najwyższym poziomie jest olbrzymia drugi rok z rzędu, warunki do gry coraz trudniejsze, a przeciwnicy coraz bardziej zmotywowani można ocenić prawdziwą siłę zespołu. Josep Guardiola nie dysponuje aż tak szeroką kadrą, jak drużyny Wielkiej Czwórki (Ferguson skorzystał w sezonie z 35 piłkarzy, Guardiola z 25), zawodnikom zmęczonym nie tylko sezonem lecz także medialną burzą, która nasili się w wakacje trudno będzie utrzymać świeżość przez cały przyszły rok i kolejne sześćdziesiąt kilka spotkań. Kolejny poważny problem do rozważenia przed przyszłym sezonem dla mało doświadczonego trenera, jakim jest Guardiola (swoją drogą, widzicie go wystawiającego 17-letniego debiutanta w obliczu trzeciej z rzędu porażki na pół godziny przed końcem spotkania? Ja raczej nie).

Utrzymanie formy przez rok nie jest aż tak wielkim wyczynem, jak mogłoby się wydawać. Hull City grając przez pół roku na pełnych obrotów dorobiło się zaskakującego miejsca w pierwszej dziesiątce, by potem opaść z sił i do ostatniej kolejki walczyć o utrzymanie. Objawienie sezonu, czyli Martin O’Neill i jego Aston Villa długo trzymała w szachu osłabione Arsenal i Chelsea, jednak także ona musiała w pewnym momencie wyścigu przyznać, że zwyczajnie brakuje jej sił, by rywalizować z szerokimi składami Wielkiej Czwórki oraz doświadczonymi trenerami pokroju Wengera, Hiddinka, Beniteza czy Ferguosna, idealnie znającymi warunki gry na wysokich obrotach przez wiele sezonów z rzędu.

Barcelona jeszcze nie jest drużyną dekady. Przed nią jeszcze największy sprawdzian – obrona zdobytych trofeów. Jednak jeśli obronią The Treble lub chociaż zdobędą The Double… Nie będę miał więcej pytań, uznam Barcelonę Josepa Guardioli za drużynę dekady. Uznałbym może i za drużynę wszechczasów, gdyby nie to, że historia piłki nożnej do 1999 roku jest mi znana jeno ze źródeł pisanych czy też nielicznych wideo, a to naprawdę mało, by ponad nimi wszystkimi umieszczać Barcelonę. Nawet taką z podwójną potrójną koroną.

Nie chcę być źle zrozumiany (choć pewnie i tak będę, co poniektórzy wyciągną tylko to, co chcieliby zobaczyć w tym tekście), moim celem nie jest poniżenie Barcelony i wyróżnienie na tym tle Manchesteru United. Ponieważ Barcelona wygrała zasłużenie, United nie poradzili sobie psychicznie po stracie pierwszej bramki. Jednak na wyświęcanie jej jest dużo za wcześnie, tak samo jak perorowanie nad jej świetnością, wspaniałością i czym tam jeszcze. Mój kolega, a zarazem redaktor Redloga, Miłosz, powiedział o fanach Barcy i dziennikarzach „Dajmy im się cieszyć. Oddajmy co cesarskie cesarzowi”. I miał rację. Ale to co boskie zostawmy w spokoju, bo Katalończykom jeszcze do tego daleko.


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (24 głosów, średnia: 4,71 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



65 komentarzy do “Barcelona drużyną dekady? Bez przesady!”

  1. fidain pisze:

    Piątka! ;)

    Zgadzam się z całym tym tekstem, to samo piszę w komentarzach na wielu blogach gdzie przesadnie gloryfikuje się Barcelonę. No ale jak potem dostaję odpowiedź, że jest to próba odebrania zasłużonej chwały Barcie to przestaje się chcieć cokolwiek.

    Tu pewnie niedługo też usłyszymy takie argumenty bo ja mam wrażenie, że fani Barcy zamiast cieszyć się na swoich stronach to wolą siedzieć na stronach United i udowadniać, że ziemia jest płaska.

    Pozdrawiam,

    PS. Ja słyszałem już o drużynie wszech czasów. Drużyna dekady to najlżejsze określenie :P

    PS2. Widzę, że jako dekadę bierzesz okres od sezonu 99/00 (zresztą zgodnie z definicją dekady) także zgadzam się, że United taką drużyną niekoniecznie jest. Ciekawa byłaby natomiast dyskusja o najlepszej drużynie ostatnich dziesięciu lat (tylko jeden rok różnicy ale za to jaki!) bo wtedy do koszyczka United dokładamy The Treble i chyba konkurencja zostaje daleko w tyle :)

  2. NiLok pisze:

    na przestrzeni całego sezonu można powiedzieć, że Barcelona grała kosmos. ale w finale Ligi Mistrzów to, co widziałem, to nie była ta magiczna „Duma Katalonii”, tylko mądrze i długo rozgrywająca piłkę hiszpańska drużyna. nie przypominała nieosiągalnego i niepokonanego zespołu mistrza Hiszpanii – można było ją pokonać. problem jednak w tym, że Manchester United, zdeprymowany szybko i za łatwo straconym golem, zagrał słabiutko i bez woli walki. na jego tle Barcelona dalej wyglądała kosmicznie. ale żeby od razu trąbić o najlepszym zespole dekady, to jest naprawdę jakaś pomyłka.

    Wiktor: bardzo dobry tekst. :)

    PS. nie wiem jak to było dokładnie po finale LM z 1999 roku, ale zastanawiam się czy dziennikarze nie-angielscy również pisali o „Czerwonych Diabłach” tak pochwalne teksty? wydaje mi się, że nie, ale jak było naprawdę, nie wiem.

  3. ibet pisze:

    Tekst bardzo dobry, ale dwie rzeczy wytknę.

    1.Dekada powinna liczyć się od sezonu 00/01 do 09/10, tak samo jak rok 2000 należał jeszcze do XX wieku. Chyba bardziej pasowałoby określenie: „ostatnie 10 lat”, wtedy można je przyjmować dowolnie np. 1996-2006, ale to nie jest dekada w takim rozumieniu jak np. lata ’90 a chyba o to Ci chodziło.

    2.Nie zgodziłbym się z takim zaniżaniem ligi hiszpańskiej w stosunku do angielskiej. Na początku tej dekady to więcej sukcesów w LM odnosiły drużyny hiszpańskie. W sezonie 1999/2000 (należącym wg Ciebie do tej dekady) mieliśmy trzy drużyny hiszpańskie półfinale, rok później dwie. W Anglii wcale tak nie jest, że każdy może wygrywać z każdym, bo jednak od kilku lat „Big Four” tylko zamienia się miejscami na szczycie a drużyny tuż za nimi nie osiągały do tej pory sukcesów w Pucharze UEFA. Można też napisać, że liga angielska jest zdominowana przez jeden zespół MU, który w 17 lat zdobył 11 tytułów.
    Mimo wszystko liga hiszpańska jest dzisiaj drugą siłą w Europie i jak widać mistrz Hiszpanii jest w stanie niestety pokonać mistrza Anglii.

    • Silvan pisze:

      Fakt masz rację, i przyznam się bez bicia że sam byłem tym który jechał po lidze hiszpańskiej w ostatnim czasie, i stawiał ją niżej niż ligę włoską… Noi mistrz Hiszpanii trochę mnie naprostował :P + powtórka z historii LM ostatniego 10cio lecia.

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Wiesz, też długo zastanawiałem się nad sposobem ujęcia słowa „dekada”. Zgadzam się zdecydowanie z Tobą, że dekada w znaczeniu chronologii kolejnych dziesięcioleci zaczyna się od sezonu 00/01, jednak chciałem uniknąć komentowania sezonu 09/10, w którym Barcelona może albo potwierdzić swoje boskie aspiracje, albo potwierdzić wypowiedzi sceptyków. Uznajmy, że chodziło o „ostatnią dekadę” w rozumieniu „ostatnie 10 lat”.

      Zaniżam poziom ligi hiszpańskiej w kontekście obecnego sezonu, za który to Barca została okrzyknięta wszelkimi ochami i achami, jakie są dostępne w światowych językach. Być może Big Four zamienia się miejscami, ale zwróć uwagę na to, ile angielskich drużyn walczyło w tym sezonie o utrzymanie i ile o europejskie puchary. Praktycznie do ostatniej kolejki nie było drużyny, której było wszystko jedno, jaki wynik osiągnie. Aston Villa i Tottenham nie osiągnęły sukcesów w Pucharze UEFA, bo im się to nie opłaca finansowo. Dlatego wystawiały rezerwy. Hiszpańskie zespoły są drugą siłą Europy, ale hiszpańska liga nie jest drugą w Europie, mam nadzieję, że czujesz tę subtelną różnicę ;).

      • fidain pisze:

        Jeśli rozumujesz „ostatnie 10 lat” to nie powinno się wziąć pod uwagę ostatnie 10 sezonów a nie 9? ;) A wtedy wliczałby się też sezon 98/99 :P

      • Wiktor Marczyk pisze:

        1. 99/00
        2. 00/01
        3. 01/02
        4. 02/03
        5. 03/04
        6. 04/05
        7. 05/06
        8. 06/07
        9. 07/08
        10. 08/09

        Równe dziesięć mój drogi. Poza tym, brak w tym zestawieniu sezonu 98/99 odbiera potencjalnym przeciwnikom mojego tekstu argument, że chcę wyświęcić MU zamiast Barcy, a takiego celu absolutnie nie miałem.

      • fidain pisze:

        Shame on me! Nie umiem liczyć :)

      • ibet pisze:

        Ligi porównuje się po wynikach ich najlepszych klubów w europejskich pucharach. Nie istnieją rozgrywki, w których 17 zespół z Anglii walczyłby ze swoim odpowiednikiem np. z Francji. Aktualnie hierarchia jest taka:
        1.Anglia
        2.Hiszpania
        3.Włochy
        Z drugiej strony ranking UEFA z powodu upadającego prestiżu Pucharu UEFA zniekształca nieco obraz, bo jak nie dojść do takiego wniosku skoro za ten sezon 08/09 tyle podobną ilość punktów do Anglików uzyskali… Ukraińcy.

      • Wiktor Marczyk pisze:

        ibet – dlatego argument o Pucharze UEFA omijam szerokim łukiem. Swoją drogą, pomysł rozgrywek dla zespołów z drugich lig jest co najmniej ciekawy…

  4. Silvan pisze:

    Mam wrażenie że kibice United próbują trochę na siłę odebrać Barcelonie choćby odrobinę blasku, nie wiem czy jest sens to robić bo czas w końcu zweryfikuje ich wartość. Wiele jednak jest prawdy w tym że Barcelona może mieć poważny problem z motywacją zawodników na nowy sezon, tym bardziej po tak spektakularnym sukcesie i udowodnieniu wszystkim w około swojej wartości. O ile na krajowym podwórku podnoszący się z kolan Real raczej jeszcze nie będzie w stanie im się przeciwstawić, bo Perez sam cudu nie gwarantuje o tyle w Europie może im być trudno obronić mistrzostwo bo kilka innych klubów w tym United będzie walczyło bardziej zażarcie o zwycięstwo. Do tego im również może przytrafić się zadyszka, z powodu obowiązków nowego mistrza jak wszystkie dodatkowe mecze klubowe mistrzostwa itp. Będę bacznie ich obserwował i zobaczymy jak ich forma będzie wyglądać w okolicach 60-tego meczu w sezonie… Pod tym względem bardzo cieszę się że United nie będą musieli rozegrać aż tylu spotkań, co w tym sezonie (66 to chyba jakiś rekord). Nie oszukujmy się zatrzęsienie spotkań też miało duży wpływ na wynik finału LM. Dajmy jednak Barcelonie i jej kibicom się pocieszyć ogromnym sukcesem jakim jest potrójna korona której nikt nie zdobył od 10ciu lat !. Kiedy United zdobywalo potrójną chwałę 10 lat temu pismaki też przekolorowali wiele teksów, artykułów itd. wynosząc Diabły na piedestał, oni kochają zwycięsców (zwłaszcza potrójnych) – tak to już jest i trzeba nauczyć się to ignorować.

    My za to patrzymy już w przyszłość. Nowy sezon przyniesie nowe wyzwania i z pewnością nowy większy apetyt na sukces. Wrócą kontuzjowani Brown i Hargreaves, Fergie nauczony na błędach na pewno coś pozmienia tak aby w Europie można było powalczyć o chwałę. Macheda ,Welbeck i Rafael nam dorastają. Może Berbatov wczuje się bardziej w rolę i Ferguson znajdzie dla niego odpowiednie miejsce na boisku – znów nauczony na własnych błędach. Czekam na artykuł którego autor zamknie rozdział pod tytułem sezon 2008/09 i zacznie zaglądać z nadzieją do tego następnego ! – albo sam się wezmę za pisanie jeśli ktoś mnie szybko nie wyręczy :P

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Silvan, odebranie Barcie chwały też nie było moim celem, co zresztą podkreśliłem w tekście. Nie o to chodzi, że w tym sezonie nie są świetni. Bo są, błyszczeli na wszystkich arenach, zaprezentowali futbol, któremu nikt się nie oparł. Tym niemniej nadmierne wyświęcanie ich już w tym momencie to mocne przegięcie. Jak mówiłem – największy sprawdzian dopiero przed nimi. A przede wszystkim przed Guardiolą.

      Teksty o przyszłym sezonie już niedługo. Musimy ostrożnie dysponować tematami, bo wakacje będą długie, a chcielibyśmy, abyście pozostawali z nami przez całe lato.

      • Silvan pisze:

        No fakt, może nie grali takiego kosmosu jak mogłoby się wydawać i jak to przedstawiały media. Jednak zdobyli potrójną koronę, nie ważne w jakim stylu (chociaż najgorszy to on na pewno nie był)ważne że ją zdobyli, a zwycięsców się nie sądzi – jeśli trofea są wyznacznikiem wielkości (a jeśli nie są to nie wiem co jest) to Barcelona ma ich komplet w tym sezonie. Nawet nie mam zamiaru silić się na ich krytykę bo brak argumentów którymi można podważyć ich wielkość w świetle The Treble. I przepraszam, ale zdania nie zmienię – myślę że ten artykuł jest w ten czy inny sposób próbą wyładowania frustracji z powodu przegranego finału :/

      • Wiktor Marczyk pisze:

        Chciałbym zostawić to co już się wydarzyło – nie ulega wątpliwości, że Barca osiągnęła coś wybitnego – piąte w historii piłki nożnej europejskie The Treble. Moje wątpliwości odnoszą się li tylko do tego, co przed nami i do tego, że osiągnięcie katalończyków nie może być pretekstem do nazywania jej drużyną wszechczasów. Moim zdaniem do ukucia takiego terminu potrzebne jest większe spektrum czasowe. Bo tak samo mogę powiedzieć, że United jest drużyną wszechczasów dzięki wygraniu 7:1 z Romą. Okres roku to dla mnie za mało. Przez tyle to i Reading potrafiło grać w swoim pierwszym sezonie w PL.

  5. Beksio pisze:

    Tekst mi się podobał, ale nie mogę się ze wszystkim zgodzić.

    Tak jak napisał ibet w Anglii są 4 bardzo dobre zspoły, a reszta odstaje. Gdyby tak nie było to w pierwszej czwórce byłyby częstsze zmiany. W Anglii najlepsze zespoły potrafią przegrać z ekipami z 2 ligi, ale czy to świadczy o bardzo wysokim poziomie 2 ligi? Czy może o ogromnej motywacji słabszych zespołów i wystawianiu graczy rezerwowych przez mocarzy? W Hiszpanii o ile dobrze pamiętam Real odpadł w pucahrze z 3 ligowcem i zapewne takich przykładów można znaleźć więcej.

    Co do głównego tematu i nazywania Barcelony drużyną dekady/wszechczasów to według mnie można to interpretować na 2 sposoby. Biorąć pod uwagę ilość zdobytych pucharów itd to zgadzam się w 100% z autorem, Barcelona nie jest najlepszą drużyną… Ja osobiście poprzez stwierdzenie drużyna wszechczasów rozumiem poziom/siłę jaki prezentowała w tym sezonie Barcelona. W starciu z tą drużyną żadna inna powiedzmy, że z ostatniej dekady przegrałaby…

    Nie chcę być źle zrozumianym ;) Nie chcę pokazać, że Barca jest najlepsza itd. Chcę jedynie pokazać, że okreslenie drużyna dekady można rozumieć na dwa różne sposoby.

    • Beksio pisze:

      Dopiero zauważyłem duży błąd… Jestem troche zajęty i tego posta pisałem kilkanaście minut doskakując co jakiś czas do kompa ;) Niestety nie przeczytałem go przed wysłaniem…

      W starciu z tą drużyną żadna inna powiedzmy, że z ostatniej dekady nie odniosła by zwycięstwa…

      Tak to miało wyglądać ;)

    • fidain pisze:

      No to już akurat jest takie gdybanie. Nie chce tu mówić, że Manchester w formie by wygrał czy coś bo ot bez sensu. Ale taką Chelsea od wygranej dzieliły sekundy, więc czy tak żadna drużyna z poprzednich 10 lat by nie wygrała? Nie wiem bo nikt nie wie ale nie sądzę. W ogóle mnie Barca jakoś w lidze mistrzów w tym sezonie nie zachwyciła. Oglądałem oba mecze z Bayernem i z tak grającym Bayernem jak w pierwszym meczu to wysoko wygrałaby każda drużyna na tym etapie rozgrywek. Barca nie pokazała nic specjalnego a w Monachium to odniosłem wrażenie, że w ogóle nie chce jej się grać. W meczach z Chelsea Barca tak się męczyła, że aż żal było to oglądać. Meczy z Lyonem nie oglądałem ale sądząc po wynikach to tez nie był to jakiś wielki show.

      Paradoksalnie najładniejszy chyba mecz Barcy w fazie pucharowej to był finał. Ale nie było to też nic wspaniałego, najwyżej lanie nie stawiającego oporu przeciwnika. Imho ładniej zagrała np. Chelsea w zeszłym roku w finale mimo, że przegrała.

      • Pawlik pisze:

        Oglądałem oba mecze z Bayernem i z tak grającym Bayernem jak w pierwszym meczu to wysoko wygrałaby każda drużyna na tym etapie rozgrywek.

        No tutaj to się ewidentnie zapędziłeś fidain. ;) Czyż to nie jest dopiero gdybanie? ;]

      • fidain pisze:

        Oczywiście, mówienie, że United wygra z Turem Turek również jest gdybaniem dopóki nie zagrają razem. Ale w taki sposób nigdy do niczego nie dojdziemy. Bayern w tym dwumeczu nie zaprezentował nic, totalna padaka. Był wtedy w straszliwie słabej formie. Przypomnę, ze chociażby na 4 dni przed meczem z Barcą w Bundeslidze Wolfsburg zdemolował go 5:1

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Przypomnę Aston Villę, która przez długi czas trzymała w szachu Wielką Czwórkę, przez pewien czas nawet liderując w tabeli. Przypomnę Tottenham, który przez wiele lat próbował się dostać do Wielkiej Czwórki. No i przywrócę argument o tym, że do ostatniej niemalże kolejki rozstrzygały się sprawy mistrzostwa, gry w pucharach i relegacji i wszystkie zespoły miały o co grać do ostatniej minuty. Co do argumentu o zwycięstwach drugoligowców nad potentatami – przypadek Burnley, które Pucharze Ligi pokonało kolejno Fulham, Chelsea, Arsenal i prawie pokonało Tottenham. Ja rozumiem, że CC to spotkanie drugoligowców z rezerwami pierwszoligowców, ale w taką serię przypadków nie wierzę.

  6. griever pisze:

    „W starciu z tą drużyną żadna inna powiedzmy, że z ostatniej dekady nie odniosła by zwycięstwa…”

    Oprócz Wisły Kraków. A tak poważnie to tym zdaniem spieprzyłeś sobie całego posta. Z tego, co wiem, to Barca nie jest niepokonana w tym sezonie, więc jeśli swoją wypowiedź ograniczasz tylko do jednego meczu (co już samo z siebie jest totalną kpiną na poziomie kibiców Liverpoolu, którzy twierdzą, że ich drużyna była lepsza, mimo że ma mniej punktów), to odpowiem Ci, że gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem. Gdyby gdyby gdyby gdyby gdyby Fletcher grał, gdyby MU wystąpiło w czerwonych trykotach, gdyby mecz nie odbył się w Rzymie, gdyby Ronaldo wykorzystał choć jedną z sytuacji na początku meczu. GDYBY GDYBY GDYBY.

    Tylko jedno jest pewne – w finale Champions League Barcelona była lepszym zespołem. Pozostańmy przy faktach, a nie wyobraźni, bez żadnego gloryfikowania i przypisywania dodatkowych osiągnięć.

    • Pawlik pisze:

      No i tutaj w końcu mogę się zgodzić już w 100 %. Brawo za tą wypowiedź.

      Barcelonie możemy powiedzieć „Congratulations, but… next season we’ll be back! ]:->

    • Beksio pisze:

      Ja nie napisałem, że według mnie Barca to drużyna dekady i rozwaliłaby każdego ;) Może i źle się wyraziłem, ale chodziło mi tylko o [b]przedstawienie drugiej interpretacji stwierdzenia, że Barca to drużyna dekady.[/b]

      Poprostu słysząc/czytając takie stwierdzenie wydaję mi się, że chodzi właśnie o siłę drużyny w tym sezonie, a nie o ilość trofeów zdobytych w jakimś tam okresie.

      Napiszę jeszcze raz,że mój post nie miał na celu przedstawianie Barcelony jako najlepszej drużyny…

      • Pawlik pisze:

        Ja zrozumiałem chyba Twoją myśl. ;p

        Uważasz po prostu, że takie stwierdzenie z ust kogoś może odnosić się do tego, iż uważa on Barcę z tego sezonu za najsilniejszą drużyną jaką widział w tej dekadzie. Dobrym tropem poszedłem? ;)

        Możliwe, że tak ktoś uważa, nie mówię, że nie. Z oczywistych względów my się z nim nie zgodzimy i niech tak chyba lepiej pozostanie. :)

      • Beksio pisze:

        Pawlik -> tak, o to mi chodziło :) Pozdrawiam

      • Wiktor Marczyk pisze:

        Beksio, ja też pojmuję sens Twoich słów, ale chciałbym się im sprzeciwić. W ten sam sposób mogę powiedzieć, że z takim Manchesterem, jaki zaprezentował się nam w pamiętnym meczu z Romą (7:1 na Old Trafford) też nikt by nie wygrał, więc są drużyną wszechczasów. Dla mnie najlepszy zespół w historii musi prezentować wysoki poziom przez okres kilku lat. Nie mówię, żeby wciąż triplety zbierali, ale jakieś znamiona dominacji w kraju i Europie by się przydały – przynajmniej trzy półfinały z rzędu poparte trzema Mistrzostwami i co najmniej dwoma Pucharami Hiszpanii.

  7. Marcin pisze:

    Przeczytałem kilka tekstów autora i doszedłem do wniosku, że reprezentuje on wynik zmiany jaka dokonała się w sposobie pojmowania futbolu na Old Trafford. Ponieważ moje kontakty z piłką nożną zaczęły się co najmniej 10 lat wcześniej niż wskazanego autora, toteż zasadniczo różnimy się w ocenie obecnej drużyny United. Dla mnie drużynami, na których rozwijała się moja fascynacja piłką nożną to był Milan z holenderskim trio, Barcelona Cruyffa, Manchester lat 90 – tych i wreszcie reprezentacja Brazylii z lat 90 – tych. Nikt wówczas jeszcze nie mógł przypuszczać, że pojawi się ktoś taki jak Mourinho czy Benitez, czy też kolejny oszołom –Rehhagel i w istocie zmienią oblicze piłki.

    Bo mimo nieśmiałych prób Arsenalu, dwóch przebojowych sezonów Barcelony i chwilowego zatracenia Anccelottiego, to jest dekada taktyki i defensywy. I tę filozofię futbolu, dla mnie bardzo trudnego w odbiorze, obrał upokarzany w pewien sposób niepowodzeniami głównie z Mourinho, Ferguson. Jakże inny jest obecny Manchester od drużyny, która rzutem na taśmę zapewniła sobie zwycięstwo na Camp Nou w 1999r., pokazują chociażby porównania ich meczów grupowych LM z Barceloną właśnie z 1998r.

    Tamta gra Manchesteru przypominała mi bardzo Barcelonę (tak jestem kibicem właśnie tej drużyny). Była taka idealistyczna w swoim założeniu, niezwykle ofensywna a jednocześnie nietracąca swojego angielskiego rodowodu. Było coś naprawdę niesamowitego w akcjach skrzydłami Giggsa i Beckhama, fantastycznych wymianach piłki między Colem i Yorkiem, charyzmie Keana. To był mój Manchester.

    Może właśnie dlatego, że podobnie jak Barcelona nie dawał kibicom seryjnych tryumfów w LM, ale raczył ich pojedynczą (może nawet trochę przypadkowym, zważywszy na okoliczności finału z Bayernem) chwilą ekstazy. Taka też jest Barcelona. Jak ktoś kiedyś napisał – trochę taka dla romantycznych kibiców, urzeczonych jej stylem gry.

    Dla mnie Barcelona, jeżeli nadać jej miano drużyny dekady, jest nią wyłącznie ze względu na styl. Niepowtarzalny, magiczny, nie do powtórzenia przez żadną inną drużynę na świecie. Bo choćbyście drodzy kibice Manchesteru nie wiem jak zachwycali się ilością zwycięstw ligowych, pucharowych i jakich tam jeszcze nie wymieniłem, to przy obecnej polityce Fergusona, zespół United (któremu zresztą nadal kibicuję w lidze angielskiej) nigdy nie zagra tak jak drużyna z 1999r., a tym bardziej nigdy nie zagra tak jak Barcelona. A to właśnie dla mnie jest kwintesencja piłki nożnej – umiejętność dostarczenia kibicom takich wrażeń artystycznych, jak to czyni Barcelona w ostatnim czasie. A przy tym jest wierna tej filozofii, która pozostawia kibiców nienasyconych w celebrowaniu kolejnych sukcesów.

    W jakimś sensie miał rację Ferguson przed finałem, że jego drużyna może powtórzyć sukcesy Realu, bo w tak zdominowanym przez taktyczne wariacje obronne futbolu, tak grający Manchester czuje się jak ryba w wodzie. Dla mnie jednak symptomatyczne jest to, że niewiele było meczów Manchesteru w tym sezonie, które potrafiłem oglądać do samego końca, nie czując się znudzonym, co dawniej było nie do pomyślenia. A na meczach Barcelony siedziałem urzeczony jeszcze długo po końcowym gwizdku zastanawiając się czemu mecz trwa zaledwie 90 minut. Cóż wszystko to rzecz gustu, a pewnie i znak czasu. Wszak mnie nigdy nie przyszło by go głowy szukać drużyny wszech czasów licząc ilość pucharów w gablocie. Ale czy w ogóle przyszło mi by do głowy szukać drużyny wszech czasów kiedy mogę obejrzeć mecz Barcelony?

    • fidain pisze:

      No tak ale czy styl gry nie jest kwestią gustu? A jak wiemy: „„de gustibus non disputandum est”.

      Zauważyłem, że gdzieś w głowach kibiców piłkarskich jakiś czas temu (pewnie jeszcze przed moim urodzeniem ;) ) urodziło się takie niepisane prawo, że „Joga Bonito” to jest najwyższy i najważniejszy styl piłkarski. I nawet jeśli jakaś drużyna wygrywa puchary a nie gra „pięknej brazylijskiej piłki” to możemy najwyżej powiedzieć, że gratulujemy sukcesów ale kosztem stylu. A ja powiem: figa! Bo każdemu się podoba co innego. I mi się np. „Joga Bonito nie podoba i pewnie nie jestem jedyny. Podoba mi się szybka, dynamiczna ale przemyślana piłka gdzie swoje ważne miejsce ma również taktyka. Bo przecież grać taktycznie nie jest synonimem stawiania autobusu w bramce! Ten kto to tak myśli jest dla mnie idiotą. Czy Manchester nie wygrywał spotkań po 2,3-0 grając taktycznie? Ba, wręcz defensywnie! Skuteczne rozbijanie ataków przeciwnika, stopniowe spowalnianie tempa gry by nagle niczym uderzenie sztyletem wbić jedną, drugą, trzecią piękną, morderczą kontrę. Taka gra jest dla mnie ubóstwieniem futbolowych ideałów. Dlatego nigdy nie zgodzę ze stwierdzeniem, że dana drużyna nie ma stylu. Co najwyżej nie ma takiego stylu jaki wygłaszającemu tą tezę się podoba.

      I dlatego też nie mogę czytać tych wszystkich piewców, którzy chcą uczynić Barcę najlepszym zespołem wszech czasów ze względu na najpiękniejszy styl. Bo co to znaczy? A dlaczego takim zespołem nie uczynić Chelsea Mourinho? Też miała swój specyficzny styl i też wykonywała go perfekcyjnie. Takie rzeczy są po prostu na tyle subiektywne, że nie da się na ich podstawie przyznawać obiektywnych tytułów.

      Pozdrawiam,

      PS. Osobiście uważam, że dzisiejszy Manchester gra ładniej niż ten z lat 90 chociaż tamten też mi się podobał (przynajmniej na tyle na ile mogę ocenić po archiwalnych meczach, które oglądam bo z tamtego okresu mało pamiętam bo i ciężko w Polsce było załapać się na ligę angielską).

      PS2. Jestem w stanie się zgodzić, że w obecnym sezonie United grało w wielu meczy w dość brzydkim (nie podobającym mi się! :P ) stylu. Ale wynikało to myślę, ze zmęczenia sezonem oraz wylotu do Japonii i zwycięstwa były trochę wymęczane. A i tak były takie piękne mecze jak Manchester – Arsenal 3:1, Manchester – Chelsea 3:0 czy Manchester – Tottenham 5:2. Chociaż faktycznie poprzedni sezon był imho stylowo lepszy w wykonaniu diabłów.

      PS3. Jedno z gorszych widowisk jakie dane mi było oglądać w tym sezonie? Arsenal – Liverpool 4:4. Gra w obronie na poziomie naszej ekstraklasy, nieskładne budowanie akcji, hulaho i do przodu. Błeee…

      • Marcin pisze:

        W żadnym miejscu nie stwierdziłem, że Joga Bonito ma być ubóstwiane przez wszystkich. Wyraźnie zaznaczyłem, że ocena stylu gry jest sprawą indywidualną i każdy ma prawo zachwycać się choćby mistrzowską Grecją. Cóż, ja jestem zwolennikiem stylu gry Barcelony. Osobiście uważam również, że taktyka inna niż wspomniany autobus w polu karnym, na Barcę w tym sezonie nie działała. Bo nawet w tym finale, który był średnim meczem w wykonaniu Barcelony (i wpłynęło na to wiele czynników; zresztą Manchester też grał przeciętnie), poprzez taktykę Fergusona inną od tej zastosowanej przez Hiddinka, o wiele bliżej było (podkreślam – moim zdaniem) do pogromu United niż do wyrównania wyniku.

        Oba zespoły – Manchester i Barcelona – grają zupełnie inny futbol, i mają do tego innych wykonawców. Są nie do skopiowania. Xavi i Iniesta z Barcelony w Manchesterze albo by nie grali, albo by nie byli tymi samymi piłkarzami. Podobnie Scholes, Anderson czy Fletcher w Barcelonie. Kiedyś Mourinho powiedział po meczu z Barceloną, że jego drużyna nie wygrała by prawdopodobnie ligi hiszpańskiej, podobnie jak Barcelona angielskiej. I jest w tym wiele racji.

        Natomiast czym innym jest kwestia wierności pewnej filozofii gry w piłkę. Uważam, że Ferguson sprzeniewierzył się swoim ideałom z lat 90 – tych. I tyle. Pod względem efektywności gry wyszło mu na dobrze. Co do efektowności – tutaj się różnimy oceną. A Barca, cóż, zawsze taka sama. Nawet jak nie idzie, a sezon jest słaby, to jedzie na Santiago Bernabeu atakować (i co z tego, że przegrywa, w tym wypadku wynik nie znaczy tego samego co w Anglii). To zresztą kwestia dużo głębsza, wynikająca z mentalności ludzi i kibiców otaczających klub. W żadnym razie nie twierdzę, że jedynie poprawna, a ta z Old Trafford jest chybiona (po prostu są to zespoły z innych narodów). Mnie filozofia Barcy odpowiada i to bardzo.

        Wracając jeszcze do taktyki. Zgadzam się w stu procentach, że to co zaproponował Hiddink nie jest synonimem taktyki. Mam jednak takie odczucia, że jest to w tym momencie jedyny sposób gry mogący przynieść sukces przeciwko Barcelonie. W otwartej grze nie ma obecnie rywala zdolnego zmierzyć się z Barceloną. A Ferguson naiwnie sądził, że będzie w tym sezonie pierwszym. W pewnym sensie działał chyba również pod presją kibiców i mediów. Skoro Manchester był lepszy od Chelsea to tym bardziej jest w stanie zagrać w dowolny sposób przeciwko Barcelonie. Mylił się.

        Jakiekolwiek próby usprawiedliwiania Manchesteru, a w szczególności tworzenie teorii, że to Manchester przegrał finał a nie Barcelona go wygrała, uważam za szalenie niesprawiedliwe i wręcz idiotyczne. Równie dobrze można by się zastanawiać co by było, gdyby Barcelona (w znacznie większym stopniu uzależniona od gry pierwszym składem od Manchesteru) zagrała w pełnym zestawieniu. Tyle, że czasami mam wrażenie, że dla kibiców rywali Barcelony, przekonanych wcześniej o wyższości ich zespołu nad Blaugraną, zwycięstwo tej ostatniej nawet wynikiem dwucyfrowym, byłoby przypadkowe. A to co uczyniła Barca w tym sezonie przypadkiem nie jest. Jest czymś co warto uszanować i docenić, choćby ze względu na pracę jaką wykonuje zespół któremu się kibicuje. I nie szukać na siłę argumentów umniejszających zasługi rywala. Nie wypisywać herezji w stylu „mentalnej onanizacji uprawianej wśród publicystów”, wszak każdy ma prawo do własnej oceny. A z reguły jest to ocena kogoś wychowanego, jak Ci nieszczęśni publicyści, na futbolu innymi niż królujący obecnie na boiskach w Anglii.

        Moim zdaniem jedyną opcją dla Manchesteru w tym finale było zagrać tak jak Chelsea, a rozwiązania taktyczne zaproponowane w Rzymie zachować dla rywali z Premier League, gdzie po prostu gra się inaczej. Nie gorzej czy lepiej, ale inaczej.
        Również pozdrawiam

      • fidain pisze:

        Och to nie był zarzut w Twoją stronę. Po prostu Twój komentarz sprowokował mnie do takiej wypowiedzi ;)

      • Wiktor Marczyk pisze:

        Marcin – Ferguson był wbrew pozorom blisko ogrania Barcelony stylem ofensywnym. Nikt przed meczem ani w pierwszych dziesięciu jego minutach nie mógł przewidzieć tej nieszczęsnej akcji Samuela Eto’o. Wiesz równie dobrze, jak my, że to ona obudziła Barcę i zabiła Manchester. W tym momencie to Barca zagrała jak Anglicy – spokojnie trzymając w swoim polu karnym, by przeprowadzić jedną decydującą kontrę. Dalsza część meczu to inna bajka.

        Kto wie, jakie są ideały Fergiego? Może on liczy na efektywność, a nie efektowność? Może dla niego to jest miernik? Może nie ma ideałów taktycznych, a wynikowe, bo chce być elastyczny? Zobaczymy poza tym, co zrobi Guardiola, gdy jego żelazna ręka w szatni i hurra optymizm na stadionie przestaną skutkować (chociaż w finałowym spotkaniu jego zespół popisał się podziwu godną rozwagą i wyrachowaniem).

    • fidain pisze:

      Aha jeszcze co do tego sprzeniewierzania się ideałom przez Fergusona. Ciężko mi to oceniać bo by trzeba znaleźć jakąś wypowiedź SAF’a z lat 90 gdzie mówi jakie ma futbolowe ideały. A nie wydaje Ci się, że on wtedy po prostu nie umiał grać inaczej? Przecież on wciąż się uczy! Sam napisałeś, że nie umiał grać z Mourinho i potem obrał taką taktykę. A moim zdaniem on, paradoksalnie, się jej od Mourinho nauczył i teraz ją wykorzystuje do własnych celów.

      Myślę (choć jak mówię ciężko to oceniać), że mimo wszystko ideałami Fergiego zawsze było przede wszystkim wygrywanie i zrzucenie Liverpoolu „z ich pieprzonej grzędy”. Więc wykorzystuje wszystkie możliwości żeby te sukcesy osiągać.

      • Marcin pisze:

        Widocznie źle zrozumiałem Twój komentarz. Natomiast co do ideałów Fergusona to moje stwierdzenie być może było faktycznie przesadzone. Taką hipotezę wyprowadziłem ze sposobu gry United, a nie z jakiejś wypowiedzi Fergusona. Czy nie umiał grać inaczej? Myślę, że paradoksalnie grał inaczej niż większość zespołów angielskich, zachowując, o czym już wspomniałem, pierwiastek brytyjskiego futbolu. Nie umiał na pewno tak grać w obronie jak obecnie, i faktycznie wiele się nauczył w tym względzie od Mourinho i Beniteza. Został w pewien sposób do tego zmuszony, chcąc pozostać w mistrzowskim wyścigu. Jasne, nabyte uprzedzenia do Liverpoolu, też zrobiły swoje, aczkolwiek z Benitezem Ferguson nie miał kłopotów aż do kończącego się sezonu.
        Zupełnie nieczuły pozostał na nowe trendy za to Arsene Wenger i wyszedł na tym gorzej, ale też pamiętać należy, że Francuz nie inwestuje takich pieniędzy w zespół. I jego postawa jest mi bliższa.
        Ale to też pokazuje różnicę w postrzeganiu futbolu w różnych kręgach.

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Cóż, lata 90′ w piłce nożnej to jednak dla mnie historia i nie mam zamiaru tego ukrywać. Choć większość mojego świadomego i naprawdę zaangażowanego życia kibica przypada faktycznie na okres olbrzymich zmian w sposobie postrzegania piłki nożnej, to nie uważam, bym był jakiś upośledzony piłkarsko (wiem, nie powiedziałeś tego, ale co poniektórzy mogliby takie wnioski wysnuć).

      Fakt, nijak nie można porównać Manchesteru United z 1999r. do tego sprzed roku czy z obecnego sezonu. Tak samo, jak nie porównamy obecnej Barcy z tą Cruyffa. Futbol się zmienia i niestety trzeba do tego przywyknąć. Nawet ta unosząca się nad murawą Barca z United zagrała dobrze, ale wynikało to raczej z rozwagi i taktycznej konsekwencji niż z hurra optymizmu.

      Ale, jak zauważył fidain – de gustibus non disputandum est. Dlatego wydaje mi się, że określanie jakiejś drużyny tak wzniosłymi przymiotnikami jak „magiczna, zjawiskowa, najlepsza w historii” powinno mieć podstawy raczej racjonalne, niż uczuciowe. Może nie podoba Ci się racjonalizacja piłki, jednak wydaje mi się, że do rzucania tak ważnych, bądź co bądź, haseł potrzeba trochę zdrowego rozsądku, a nie emocjonalnego uniesienia.

      Zresztą, nie chciałbym, by United grali jak Barca. Zanudziłbym się na śmierć od ilości podań. Bo ile można oglądać, jak Xavi podaje do Iniesty, ten do Messiego, ten cofa do Toure, potem piłka do Henry’ego, który niby to wbiega, ale znowu podaje do Xaviego, żeby ten przełożył ją do Eto’o, ten wchodzi w pole karne, podaje do Messiego, dwa dryblingi, odegranie na drugą stronę pola karnego do Henry’ego, ten wbija piłkę w pole karne, a tam z 5m dobija Eto’o. Dla mnie trochę przekombinowane to.

      • Jędrzej pisze:

        Zanudziłbym się na śmierć od ilości podań. Bo ile można oglądać, jak Xavi podaje do Iniesty, ten do Messiego, ten cofa do Toure, potem piłka do Henry’ego, który niby to wbiega, ale znowu podaje do Xaviego, żeby ten przełożył ją do Eto’o, ten wchodzi w pole karne, podaje do Messiego, dwa dryblingi, odegranie na drugą stronę pola karnego do Henry’ego, ten wbija piłkę w pole karne, a tam z 5m dobija Eto’o. Dla mnie trochę przekombinowane to.

        Przekombinowane by to było, gdyby taka gra nie dawała efektów, a jaki efekt dała taka gra w tym sezonie, wszyscy wiemy. Dla Ciebie nie jest przyjemnością, jak Twój zespół swoją efektywną grą wprost ośmiesza przeciwnika?

  8. Lukas pisze:

    He dobre ważne jest to co jest tera, a tu próbuje się wytykać co będzie to zweryfikuje czas w tej chwili Barcelona to jest najlepsza drużyna na świecie i nie ma co do tego wątpliwości!

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Tak, ale nie drużyna dekady, czy wszechczasów. Na chwilę obecną jest najlepsza, ale jej sakralizacja po ledwie jednym roku to przesada.

  9. kikorr pisze:

    Marcin – pelna zgoda, ogladanie Manchesteru Unitedw tym sezonie przyprawialo o bol zebow, juz nie siegam pamieci lat 90, ale gdzie sa te spotkania z przed 3 lat, jak chociazby klasyki z arsenalem – to byly mecze, kwitesencja ang pilki, Fergie zmienil styl, ale nie z wlasnej woli, ale z powodu tlumacza, ktorego sukcesy przypadly na chude lata man, fergie skopiowal styl chelsea, a mogl sobie na to pozwolic (a nawet musial, jesli chcial odniesc sukces w pl) z powodu pilkarzy jakich mial/ma (ronney – robotnik, ronaldo – pilkarz kompletny), rowniez bylem/jestem rozczarowny tymi zmianami taktycznymi fergusona na przestrzeni 2 lat (ultra def, a ronaldo cos z przodu zrobi)

    dlatego raczej bardziej martwilbym sie o przyszlosc United, ktorego taktyka opiera sie na ronaldo, jego odejscie z powoduje, ze w lidze przestaniecie sie liczyc

    natomiast barca swoja sile opiera na wychowankach ( 7 w pierwszej 11 w finale lm), ktorzy stanowia kregoslup tego zepolu (messi, xavi, iniesta, pique, puyol)

    • fidain pisze:

      dlatego raczej bardziej martwilbym sie o przyszlosc United, ktorego taktyka opiera sie na ronaldo, jego odejscie z powoduje, ze w lidze przestaniecie sie liczyc

      :D :D :D

      Poprawiłeś mi humor, nie ma co.

    • Pawlik pisze:

      A propos Pique.

      Przed finałem twierdziłem, że jest gorszy od Evansa. Jednak rzeczywistość brutalnie zmieniła moje poglądy. Gerard się bardzo rozwinął od odejścia z Man Utd. Jest świetnym stoperem. Evans może napawać nas nadzieją, bo ma ogromny talent, ale Pique jest lepszy w tej chwili od niego na 100%.

    • Pawlik pisze:

      Jedną z ważniejszych ról w taktyce United na pewno spełnia Cristiano, ale widzę, że chyba za dużo news’ów czytałeś o przeprowadzinach Ronaldo do Realu i szukaniu następcy etc.

      A skoro twierdzisz, że United bez Ronaldo nie utrzymają się w ścisłej czołówce PL to gratuluję… Nothing else.

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Mistrzu – Ty oglądałeś mecze United w tym sezonie? O_o Taktyka oparta na Ronaldo? Bez kpin proszę. To samo mówiło się za czasów van Nistelrooya. Odszedł i co? Od razu zaczęło się układać.

      Ronaldo sam by w tym sezonie nic a nic nie ugrał, bo przytrafiały mu się naprawdę słabe okresy, kiedy grał totalny piach i machał rękami tylko.

      Poza tym, Fergie nie skopiował stylu Chelsea, ale go zmodernizował. To nie jest aż takie murowanie bramki, jakie zaprezentowała Chelsea. Bądź co bądź wyników po 3:0 i więcej nie było wcale w tym sezonie tak mało, jak wiele osób chciałoby uważać.

  10. mateoq pisze:

    A wedlug mnie W sezonie 98-99 bylismy lepsi. Real w sezonie 2002-2003 moim zdaniem tez byl lepszy (choc mial zdecydwanie gorsza defensywe) w ogóle mam wrazenie ze dzisiejsze gwiazdy nie dorastaja do piet
    gwiazom przelomu 19 i 20 wieku. Zidane Ronaldo Roberto Carlos Beckham….. (Nedved, Del Piero oj mogbym dlugo wymieniac)
    Mam wrazenie ze w sezonie 2002/2003 to Messi i Cristiano nawet na podium by nie byli w plebiscytach.

    • fidain pisze:

      w ogóle mam wrazenie ze dzisiejsze gwiazdy nie dorastaja do piet gwiazom przelomu 19 i 20 wieku.

      No, Billy Meredith to był gość!

      Sorry, nie mogłem się powstrzymać :P

  11. ibet pisze:

    MU są zbyt klasową drużyną, aby opierać grę na jednym piłkarzu, nawet takim jak C.Ronaldo. Sam CR7 meczów nie wygrywa, chociaż często ma w nich duży udział. Jego odejście zmieniłoby grę MU, ale klub z takim potencjałem finansowym jest w stanie sprowadzić zawodnika, który prędzej czy później zapełni tę lukę.

  12. o2 pisze:

    nie wiem czy pamiętacie ,ale jak MU wygrało w ubiegłym roku LM to w glosie komentatorów [ większości] nie można było się dosłuchać zachwytu takiego jak teraz nad Barcą , a wręcz rozczarowanie , tym ze to United ,a nie Chelsea zbudowana przez Romka wygrała to trofeum .
    Barca zagrała swoje , Man Utd niestety nie ,jeśli grając na swoim normalnym – wysokim poziomie , bez kłótni i pretensji Teveza , z normalnie grająca obrona , z walczącym Rooneyem , z [niestety niesłusznie zawieszonym]Flechem to śmiem twierdzić ,że to United teraz byłby nazywany ów drożyną dekady .

    no ale cóż , mleko się rozlało , „Fergi ma dwa miesiące na jego wytarcie i wydojenie krowy na nowo”- wierzę , że dobrze wykorzysta ten czas na porządki .

  13. Kinia pisze:

    Dobry artykuł! Może nie ze wszystkimi punktami się zgadzam, ale mnie samą, mimo że kibicuję Barcelonie, trochę denerwuje obwoływanie już Barcy drużyną dekady/wszechczasów czy piernik wie czego… Ale ja tłumaczyłabym to tak, że dziennikarze mają często zdolność do przesady i myślę, że gdyby to Manchester wygrał finał, to też byłyby „ochy” i „achy”, może nawet większe, bo w końcu United byliby pierwszymi, którzy obroniliby trofeum LM…

    • Silvan pisze:

      Dokładnie, już parę razy wspominałem o tym że pismakami nie należy się przejmować. Wszystko są w stanie ubarwić tylko po to żeby artykuł wydawał się bardziej interesujący. W tym momencie z Barcelony robi się już „magiczną” drużynę wszech czasów, za chwilę czepią się tego że Ferguson musi odejść bo nie ma już pomysłów itd. Trzeba nauczyć się traktować ich z przymrużeniem oka.

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Kinia – dzięki. Możesz być gwarantem tego, że tekst nie jest pisany przez pryzmat mojej domniemanej zazdrości nie możności pogodzenia się z wynikiem finału.

      Co do pismaków macie sporo racji, ale kimże więcej jesteśmy my, niż zwykłymi dziennikarzami? ;)

  14. NiLok pisze:

    a to ja jeszcze taką małą dygresją walnę. pytałeś w tekście jak będzie po hiszpańsku The Treble. na Półwyspie Iberyjskim po prostu powiedzą tak, jak w Polsce, potrójna korona, czyli la triple corona. :)

  15. Queiroz pisze:

    Ahh jak miło znów coś przeczytać, weekendowy wyjazd i brak internetu, człowiek wraca i nadrabia wszystko :) Drużyna dekady nie, sezonu- chyba tak, chodźbyśmy chcieli by było inaczej… mimo wszystko komentarze dziennikarzy i tych, którzy chcą nimi być… ehh… akurat ogladalem powtorke końcówki finału na Polsat Sport, słowa Pana Borka określające grę Barcy…Ma-Sa-Kra! Więcej cukru jak w torcie, pozdrawiam!

  16. Karol pisze:

    Teraz pytanie do autora – kto jest Twoim zdaniem drużyną dekady??

    • Queiroz pisze:

      Gdybym to ja był autorem, powiedziałbym iż żadna drużyna na przestrzeni ostatnich 10 lat nie dominowała na tyle, by samodzielnie wejść na najwyższy stopień podium w konkursie drużyna dekady- ale nie jestem;] Wiktor? ;)

    • Wiktor Marczyk pisze:

      Zdecydowanie popieram Queiroza. Pierwsza dekada XXI wieku to okres bardzo silnych wahań, rewolucji w sposobie postrzegania piłki nożnej i w sposobie jej uprawiania. Czas zbyt szybkich i częstych przemian by móc jednoznacznie wybrać drużynę dekady. Na pewno nie jest to Manchester – przypomnę tu lata posuchy, kiedy zespół SAF-a nie wychodził z grupy LM.

      Obecnie drużyny wymieniają się tytułem najlepszej sezonowo. Raz ten, raz inny. Ostatnim zespołem, który przez nieco dłuższy czas dominował był galaktyczny Real. Ale te 3 sezony z początku stulecia to dla mnie za mało na tytuł drużyny dekady.

  17. A.D. pisze:

    Dla mnie jednak symptomatyczne jest to, że niewiele było meczów Manchesteru w tym sezonie, które potrafiłem oglądać do samego końca, nie czując się znudzonym, co dawniej było nie do pomyślenia. A na meczach Barcelony siedziałem urzeczony jeszcze długo po końcowym gwizdku zastanawiając się czemu mecz trwa zaledwie 90 minut.

    A ktoś Ci każe United oglądać ? Ja jeszcze ani razu nie byłem znudzony na meczu Manchesteru w tym sezonie, więc nijak nie przekonuje mnie argument, że sympatykowi Barcy nie chciało się oglądać meczów MUFC.

    <blockquote?ronney – robotnik, ronaldo – pilkarz kompletny
    :D :D Park – Ronaldinho, Messi – rzemieślnik, Iniesta – popychadło, Xavi – pseudoscholes :D :D

    dlatego raczej bardziej martwilbym sie o przyszlosc United, ktorego taktyka opiera sie na ronaldo, jego odejscie z powoduje, ze w lidze przestaniecie sie liczyc

    Hah xD już nawet tego nie skomentuję.. Loffciam takich jak Ty, dzięki nim redlog.pl jest o wiele barwniejszy i poprawia humor ;*

    natomiast barca swoja sile opiera na wychowankach ( 7 w pierwszej 11 w finale lm), ktorzy stanowia kregoslup tego zepolu (messi, xavi, iniesta, pique, puyol)

    Faktycznie, macie 7 wychowanków w ekipie, shame on me, jesteście wielcy!!!!!111jedenjeden

    Teraz pytanie do autora – kto jest Twoim zdaniem drużyną dekady??

    Blaugrana! Prezentują magiczny futbol, zmietli nas z powierzchni ziemi, Messi jest bogiem, a Guardioli bija na głowę Fergusona! W tym sezonie zdobyli Potrójną Koronę, za rok zdobędą 10 trofeów, yeah.

    Swoją drogą, w czwartek mnie oświeciło, jestem Katalończykiem !!11jeden

    :)

  18. XXL pisze:

    Tylko jedno zastrzeżenie. Uważam, że nie powinno się liczyć Pucharu Ligi skoro w innych ligach nie ma jego odpowiednika.

  19. ania pisze:

    Andres Iniesta la la la la, Andres Iniesta la la la la la la

    Campeone campeone

    nie ma to jak news kibica pobitego Manchesteru . czy autor oglądal tak jak ja wszystkie mecze Barcy w tym sezonie? czy wie co to niezwykły duch drużyny? coś aka Manchester 99? tak? to następnym razem zamim dodasz tekst zastanów się dwa razy.
    dziękuję.

    Ser del Barca es el millor que hi ha !!!

    • Wiktor Marczyk pisze:

      A potem się dziwić, że wszyscy kpią z dziewczyn – kibiców.
      http://redlog.pl/2009/04/12/mizoginia-w-swiecie-pilkarskim-czyli-od-dziewczyny-kibica-slow-kilka

      Duch drużyny? Tak, słyszałem coś o tym. Choć bardziej w meczach United z Tottenhamem, czy Aston Villą.

      Czasami życie redaktora jest trudne – ma coś na kształt psiego obowiązku odpisywać na każdy komentarz pod swoim tekstem. Trudna to robota – wierzcie mi.

      • mmmmmlody pisze:

        Moim zdaniem takiego obowiązku nie ma. Czasami wręcz aż prosi się o to by na niektóre komentarze nie odpowiadać. Niczemu to bowiem nie służy, a ludzie, którzy piszą coś tylko po to, żeby sprowokować jakieś przekrzykiwanie się, przerzucanie wyzwiskami, bądź tylko po to, żeby coś napisać, są jedynie zachęcani do dalszej mało konstruktywnej działalności. Taki internetowy terroryzm, a z terrorystami się nie rozmawia. Dodatkowo im mniej się o nich mówi, tym mniejszą mają siłę przebicia.
        Dlatego nie dziwię się, że np. Michał Pol odpowiada pod swoimi felietonami jedynie na sensowne pytania, riposty i nie odpisuje każdemu kto się z nim nie zgadza, bo „jego zdaniem jest inaczej”. Wydaje mi się, że jeżeli nie ma pytań co do samego tekstu wynikających z jakich niejasności, to pisanie przez autora po raz drugi, trzeci czy czwarty, tego, że ma takie a nie inne zdanie, mija się z celem.
        Nie chcę być źle zrozumiany, ale jeżeli autor ma odpisywać tylko dlatego, że wydaje mu się, że ma taki obowiązek, to ja staję murem za autorem, żeby z niego taki przymus zdjąć ;)

    • fidain pisze:

      onet.pl wannabe? :D

  20. Wiktor pisze:

    Świwtny tekst. Tak samo uważam, jak Wakaru. Co tu dużo mówić – nagle zapanował wielki szał i podniecenie na Barcelonę. Każdy mówi, jaka to wielka jest Barca, że jest najlepszą drużyną historii. Gówno prawda.

    Ciekawe, czy tak samo było w ’99 po zdobyciu The Treble przez United albo rok temu. Bo nie pamiętam już tego.

    Co do Barcelony – zagrali kosmiczny sezon, pokazywali świetny futbol. Zobaczymy jednak za rok – czy obronią tytuł ligowy i dojdą chociaż do finału LM. Bo gdyby nie trochę szczęścia i sędzia nie zdobyliby pucharu LM. Wcale przez to nie odbieram tego, czy Barcelona zasłużyła. Bo – co tu dużo mówić – zasłużyła. Do zobaczenia za rok ;)

  21. ania pisze:

    najlepiej podpiąc wszystko pod łatkę: kobicka, może jeszcze sezonowa? daruj sobie.

    ”Barcelona magiczna jest dopiero po raz drugi w ciągu ostatnich dziesięciu lat i nikt nie wie, czy znowu nie będzie to jednoroczny wyskok.”
    był jednoroczny w latach 2004-2007, więc czemu nie teraz?

    ”jak poradzi sobie teraz
    kiedy jego zawodnicy naprawdę stali się gwiazdami i naprawdę coś osiągnęli.
    nic nie znaczący turniej o dzwięcznej nazwie Euro 2008 nie miał wpływu na nic, tylko mecze z Wigan mogą zostać zaliczone do miana tych, które zostają w nogach piłkarzy, te z Włochami nie.
    Spójrz na grę Xaviego czy Puyola w finale LM, oraz to ile grali w tym sezonie i co najważniejsze jak grali.

    ”przyćmiewając nawet wyczyny laysożernego miłośnika samby.”
    tu już przesadziłeś. albo nie, w końcu każdy piłakrz ma prawo chodzić, każdy wie gdzie, a co dopiero wziąć udział w reklamie jakichś chipsów. szanować wasze legendy? zawsze, tylko w drugą stronę to też obowiązuje.

    poprzedni post był pisany na szybko, w tym przedstawiłam te fragmenty, które mnie smucą jako kibicki, bo ogólnie tekst bardzo dobry. jednak jak czytam po zdobyciu el triplete (to odpowiedz na pytanie w tekście, aż dziw, że autor tak obeznany w realiach hiszpańskiej piłki tego nie wiedział, aż przez wszystkich wykpiwana pseudo fanka Barcy musiała to napisać;)), takie pojedyncze bzdury, to nie mogę pochamować ręki, którą ciągnie do klawiatury. :)

  22. RyaN pisze:

    Wiktor, a niech mówią, że Barca jest „najlepsza w historii piłki” itp. ;)

    Większość osób chciałaby by to jego klub był najlepszy, a jeszcze bardziej żeby cały świat tak uważał i myślał „wow, Ty to masz fajnie – kibicujesz najlepszemu klubowi dekady na świecie”. Choć niekoniecznie musi się to pokrywać z rzeczywistością.

    Z marketingowego punktu widzenia drużyny A sytuacja, w której media piszą „Zespół B to najlepszy klub dekady” nie jest najlepsza. To zespół B zgarnia i zgarnie największe profity w najbliższym czasie ;)

    Ze sportowego punkty widzenia zespół B może w następnym sezonie grać pod większą presją co może odbić się na wynikach czy stylu gry. Z drugiej strony do zwycięzców chętniej dołączają najlepsi piłkarze (choć to jeden z wielu elementów niekoniecznie, aż tak istotnych ;) ).

    Wracając do głównego wątku artykułu mogę dodać tylko – tak masz rację Wiktor. Za wcześnie jest na nazywanie Barcy drużyną dekady. Ale mogę nią zostać jeśli w następnym sezonie zagrają znaczenie lepszy futbol niż pozostałe drużyny i zdobędą LM!

    Marcin napisałeś, że

    A Barca, cóż, zawsze taka sama. Nawet jak nie idzie, a sezon jest słaby, to jedzie na Santiago Bernabeu atakować (i co z tego, że przegrywa, w tym wypadku wynik nie znaczy tego samego co w Anglii). To zresztą kwestia dużo głębsza, wynikająca z mentalności ludzi i kibiców otaczających klub. W żadnym razie nie twierdzę, że jedynie poprawna, a ta z Old Trafford jest chybiona (po prostu są to zespoły z innych narodów).

    Czy rzeczywiście, we wszystkich sezonach i meczach Barca tak grała?

    Dla mnie Barcelona, jeżeli nadać jej miano drużyny dekady, jest nią wyłącznie ze względu na styl. Niepowtarzalny, magiczny, nie do powtórzenia przez żadną inną drużynę na świecie. Bo choćbyście drodzy kibice Manchesteru nie wiem jak zachwycali się ilością zwycięstw ligowych, pucharowych i jakich tam jeszcze nie wymieniłem, to przy obecnej polityce Fergusona, zespół United (któremu zresztą nadal kibicuję w lidze angielskiej) nigdy nie zagra tak jak drużyna z 1999r.,…

    Nigdy nie mów nigdy. Po prostu po sukcesach (the treble) na United spadła ogromna presja. Kibiców nie interesuje już tylko mistrzostwo Anglii chcą by United w każdym sezonie wygrywało wszystko! Tak jak napisałeś tutaj sprawa jest znacznie głębsza i nie chodzi tylko o mentalność. W lidze angielskiej jest więcej kasy i ludzie oczekują czegoś innego. Jednak mimo wszystko jestem przekonany, że United jest w stanie zaprezentować jeszcze futbol z lat 90-tych.

    …a tym bardziej nigdy nie zagra tak jak Barcelona.

    można by też powiedzieć „tak samo jak Barcelona nigdy nie zagra tak jak United”. Nie znaczy to jednak, że obie drużyny nie zagrają pięknego, widowiskowego futbolu! Choć widziałem na Redlogu akcje WHU z Wigan (jedna z najpiękniejszych bramek sezonu) – dla mnie akcja ala „Barca” ;)

    Jednak to dobrze, że są różne ligi, różne style, różni ludzie – można nauczyć się czegoś nowego :)

    Ogólnie temat, który poruszyłeś Marcinie jest wart głębszego przemyślenia i ciekawego artykułu (najlepiej dyskusji dobrych znawców piłki ze szczególną znajomością realiów ligi angielskiej, hiszpańskiej oraz wiedzy na temat kultury obu krajów).

    —— na zakończenie ——

    Dla kibica to jego drużyna będzie najlepsza (choć niektórzy potrafią przyznać, że pod X względem inna drużyna jest lepsza).

    Dla statystyków śmiesznego dla mnie rankingu (http://www.iffhs.de/?10f42e00fa2d17f73702fa3016e23c17f7370eff3702bb1c2bbb6f28f53512) najlepszy jest Manchester United (2. FC Barcelona 3.Chelsea Londyn… w 2006 na 1msc była chyba FC Sevilla a United chyba w 10 nie było ;] ;) ).

    Dla dziennikarzy przeważnie ten kto gra ostatnio na topie (przeważnie o zwycięzcy) – FC Barcelona ostatnio ;).

    Najlepiej ustalić na początku dekady mierzalne kryteria oceny i później można wyłaniać taką drużynę ;) Z drugiej strony dla kogo to? Dla podwyższania ego kibica?

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..