Desperados

Gwoli wyjaśnienia – tekst nie ma na celu rozbawiać. Po prostu postanowiłem przedstawić poszczególnych piłkarzy Red Devils jako gangsterów. Czy ktoś z Was, drodzy Czytelnicy, porównywał Manchester United do mafijnej rodziny? Nie? Ja postanowiłem to uczynić. Powtórzę raz jeszcze – tekst nie ma na celu rozbawiać, ani też nie wszystkie opisane w nim wydarzenia są prawdziwe.
Od kilku ładnych lat Manchester United kojarzy się z jedną osobą – Cristiano Ronaldo. Nam, kibicom z prawdziwego zdarzenia średnio się to podoba, ale nie mamy na to większego wpływu. Gdy przedstawimy nawet największemu futbolowemu laikowi swój ulubiony klub, odpowiada on: „To tam, gdzie gra ten… Ronaldo, nie?”. My wówczas sypiemy potokiem wyzwisk i bluźnierstw pod adresem tegoż konowała, przypominając mu o istnieniu Rooneya, Ferdinanda, Vidica, Andersona, Evry czy Teveza, ani przez moment nie zważając na to, iż żółtodziób nie wie zupełnie, o kim mówimy. A przecież tego typu piłkarze to nasi twardziele, ludzie, których nie przeraża ani podarta koszulka, ani krew spływająca po ciele, ani walka wręcz z przeciwnikiem. Teraźniejsi Desperados, prosto z Old Trafford.
Często są w cieniu kolegów, nierzadko przemykają chyłkiem wśród pochwał wygłaszanych pod adresem piłkarzy bardziej finezyjnych, obdarzonych zmysłową techniką, subtelnymi ruchami, grającymi pod publiczkę. Jednak czy tacy zawodnicy jak Nani, Cristiano Ronaldo, Giggs oraz Berbatow zbieraliby laury za swoją grę, gdyby nie mieli za plecami ludzi pracujących na ich chwałę? Szczerze wątpię. Dlaczego nie docenia się typowych boiskowych zabijaków, którzy masakrują rywali ostrymi wejściami i walczą o jak najlepszy wynik dla swojej drużyny do końca? Postaram się przedstawić naszych najwspanialszych twardzieli.
Rio Ferdinand – człowiek, bez którego trudno wyobrazić sobie dziś Manchesteru United. Istna ikona zespołu, dobry duch, który zdaje się być na całym boisku. Morduje w wyrafinowany sposób. Rzuca się na rywala, pozbawiając go krzty godności, upokarza i dopiero wówczas dobija. Najlepszym przykładem był mecz z Liverpoolem na Anfield Road w ubiegłym sezonie. Anglik zmiażdżył w nim hiszpańskiego napastnika, Fernando Torresa. Potraktował jak śmiecia, którego należy zniszczyć, by nie zawadzał. Kolejne nieprawdopodobne interwencje doprowadzały Hiszpana do rozpaczy. Kulminacją pojedynku było wypchnięcie z „naszego” pola karnego Torresa właśnie przez stopera Red Devils. Fernando rozpaczliwie dopominał się o rzut karny za to zagranie, ale Rio nie dość, że zaczął machać dłonią w geście „Wstawaj!”, to jeszcze szepnął co nieco do ucha napastnikowi Liverpoolu i wyjątkowo lekceważąco go odepchnął. Zaraz po Papie Fergusonie najważniejsza osoba w rodzinie. Klasa sama w sobie.
Nemanja Vidic – facet likwidujący tych, którzy uciekną Ferdinandowi. Nieco mniej elegancki od Anglika, za to bardziej skuteczny. Potrafi wykonać dwa bezbłędne wślizgi, jeden po drugim, po których przeciwnik ma problemy ze wstaniem o własnych siłach. Innym razem „dominuje na poziomie pierwszego piętra”, unicestwiając jak rasowy snajper. Sprowadza do poziomu napastników wrogiej drużyny. Nie przebiera w środkach, gdy trzeba gra bardzo twardo, ale nigdy nie brutalnie. Nieustępliwość okupił licznymi ranami. Dwa razy został trafiony w nos, wskutek czego nabrał on dziwnego kształtu. Serb jest postrachem nie tylko napastników, ale i bramkarzy. W tym sezonie ustrzelił już trzech. Dwa razy trafienia te były decydujące, gdyż zdobywane w ostatecznym rozrachunku bitwy.
Patrice Evra – niepozorny, niski Francuz rzadko bawi się w cackanie. Jest bardzo szybki, choć czasem niedokładny. Potrafi jednak powstrzymać ataki najlepszych skrzydłowych na naszej planecie. Nie dali mu rady ani Joe Cole, ani Aaron Lennon. W dodatku, udało mu się, po zaciętej bitwie, położyć na łopatki słynnego argentyńskiego najemnika – Leo Messiego. Patrice musiał się strasznie namęczyć, podczas pojedynku, ale ostatecznie był w nim górą. Poza tym Evra jest niebywale złośliwy i gdy tylko ma ochotę, i czas, zaczyna swoistą grę z oponentem. Poniża go, prezentując nienaganną technikę. Konkurent ze łzami w oczach, jest zmuszony oglądać okrutne zabawy Francuza. O umiejętnościach bokserskich Patrice’a, przekonał się również ogrodnik Chelsea, który ośmielił się nazwać go „czarnuchem”. Niestety, sąd ukarał Evrę za łobuzerski wyrok czterema meczami absencji. To bynajmniej nie ostudziło waleczności francuskiego defensora. Ponoć już trenuje wślizgi prawą nogą.
Michael Carrick – najspokojniejszy, najbardziej elegancki i inteligentny. Michael nie jest typem człowieka, który morduje na oślep, nie zważając na własne rany. On spokojnie osacza ofiarę, doskakuje do niej i… zabiera piłkę. Szkoda tylko, że często wytworność przedkłada nad skuteczność wskutek czego, męczennik zdoła mu zbiec. Carrick jest jednak zbyt leniwy, by za nim podążać. Wie, że jeszcze nieraz go spotka, a wówczas, przeciwnik, będzie błagał o litość. Anglik jest bardzo precyzyjny, dba o wszystkie szczegóły swoich „operacji”. Wie, co zrobić, by sędzia nie zauważył jego faulu. Potrafi atakować i bronić z jednakową pasją. Ot, nasz geniusz zbrodni.
Anderson – elegancki, czarnoskóry jegomość, którego czasem ponosi młodzieńcza fantazja. Marzy mu się praca we włoskiej mafii, jednak na Wyspach, czuje się jak ryba w wodzie. Papa Alex martwił się, czy Predator poradzi sobie, w okrutnych realiach brytyjskiego półświatka, ale właściwie nie miał o co. Anderson może i od czasu do czasu zawodzi, ale zazwyczaj w meczach ze średniakami. W bataliach z najgorszymi wrogami, koncentruje się maksymalnie. Do jego ofiar, należą m.in. hiszpański informator Arsenalu – Cesc Fabregas oraz strzelec wyborowy z Liverpoolu, Steven Gerrard. Ciał nigdy nie odnaleziono.
Carlos Tevez – nazywany przez kolegów „Dzikusem”. Argentyńczyk bowiem, należy do osób, które sieją mnóstwo spustoszenia, często nie do końca potrzebnego. Zdarza się, że traci kontakt z rzeczywistością, i wierzy, że może wszystko. Wówczas, z opresji ratuje go Carrick, w najgorszym przypadku duet Rio – Nemanja. Tevez jednak mimo wszystko, walczy z olbrzymią pasją, pokazuje charakter na boisku, nie boi się różnych spięć, a i snajper z niego niezły. Niedawno, w mało prestiżowej strzelaninie, udało mu się trafić do siatki rywali aż cztery razy. Papa Alex był zachwycony. Szkoda tylko, że Carlos ostatnio nie pokazuje swoich umiejętności w momentach, które są dla niego najważniejsze (czyt. w Premiership). Mimo wszystko, Apacz jest bardzo ważny dla rodziny. Widok rywali trzęsących spodenkami, podczas sprintu Argentyńczyka na bramkę, jest bezcenny.
Wayne Rooney – przerażający, nieustraszony Anglik, przed którym klękają najsłynniejsze formacje defensywne w Europie. Nigdy nie jest delikatny, jego toporne ruchy, symbolizują straszny charakter i okrucieństwo które ma wypisane na twarzy. Siłowy pojedynek z Waynem, to ryzyko urazu. Także próba prowokowania krewkiego Anglika, może się dla złośliwca skończyć bardzo nieprzyjemnie. W języku Rooneya, nie ma bowiem słowa „przebaczenie”. Dopadnie przeciwnika prędzej czy później. Uciec mu nie sposób, bowiem Wazza zawsze rzuca się w pościg za ofiarą i niemal za każdym razem ją dogania. Jego jedynym mankamentem, jest fatalna celność. Rzadko się zdarza, by Anglik podczas kilku meczów z rzędu trafiał do siatki rywala. Gdy jednak mu się ta sztuka powiedzie, cały Manchester szaleje. No, właściwie tylko połowa, bo druga część płacze, gdy Rooney wykańcza to, co rozpoczął Carrick.
To co słyszysz, to towarzyszy nocnym wypadom Desperados, nocnej ciszy są zagładą jak tornado wszyscy jadą…
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(15 głosów, średnia: 4,80 na 5)







Fajny text aczkolwiek nie zgodze sie ze Giggs to osoba nie walczaca o pilke z zawzietoscia i determinacja.
Moze jego lata swietnosci minely bezpowrotnie ale gdy byl u szczytu swojej formy byl zarowno postrachem obroncow jak i napadziorow.
Tekst bez wątpienia napisany z dużą dozą humoru, ale oryginalnego pomysłu niestety nie mogę pochwalić, ponieważ podobny cykl tekstów będących fuzją tematyki futbolowej i „godfatherowskiej” ukazuje się już od dłuższego czasu na Kanonierzy.com. Myślę, że zbieżność nie jest zamierzona, tym niemniej podobne teksty widuję comiesięcznie na stronie „zaprzyjaźnionego” Klubu ;)
moja szczególną uwagę zwróciło takie sformułowanie jak „bawi się w cackanie” ;)i „Do jego ofiar, należą m.in. hiszpański informator Arsenalu – Cesc Fabregas” i zachodzę w głowę kiedyż to Francesc padł ofiarą Andersona, bo chyba nie 8 listopada br.?
komentarz może trochę „krytykancki” mi wyszedł, ale szczerze przyznam, że mimo wszystko tekstu gratuluję.
z poważaniem V
AFC- ale Kanonierzy nie mają „ojca chrzestnego”:)
http://www.youtube.com/watch?v=rQg6ATbASAw&feature=related
Sam tekst mi się strasznie podobał i mimo, że nie mial na celu rozbawienia czytelinka, to prawie się popłakałam.Zastanawiam się jednak czy pisałes o tym samym Manchesterze, który ja uwielbiam. O klubie z tradycja i historią, ze świetnymi technikami i grającą piękny futbol drużyną… Nie wiem czy podobaja mi sie takie porównania… Piłka nożna to piłka nożna, a nie boks. Dla mnie tam gdzie się zaczyna „wojna” kończy sie futbol. Może to zbyt idealistyczne podejście do tego tematu, ale mimo wszystko przedstawienie naszych klubowych twardzieli w tak wyolbrzymiony sposób niepsecjalie przypadł mi do gustu. Człowiek czytając ten artykuł zapomina, że United to przede wszystkim futbol w najpiękniejszym znaczeniu tego słowa.
Pomijając to całe moje ględzenie, tekst sam w soie jest naprawdę niezły. Serdecznie Ci go gratuluję.
AFC- no trudno, usuneli moje poprzednie komentarze, może mnie tu nie lubia, lub pliki z youtube łamia jakieś prawa autorskie:)
Ale juz tak do Ciebie i Arsenalu, nie miej mi za złe, ale Wy tam u Siebie o „gofatherze” i mafi gadacie ? To już dzieci u Was ( bo u Was są ciągle dzieci) do jakiejś mafii należa:)
To oczywiście żart, i jakkolwiek Wenger, to w „porzo koleś”, to nie jest chyba dobra przedszkolanką.
Pilkarze Fergusona wyrastają na prawdziwych „synów mafii”, a Wengera to na razie na „porzadnych obywateli”, no… że niby sie ciagle o nich dobrze mowi i są bardzo przyzwoici, i w ogole fajne chłopaki… z talentem, podziwiani i „fajne dzieci” w ogóle. Ale raczej, zaden Best, czy Maradona to z nich nie wyrośnie:)
Droga/i „lv” pisząc mój wcześniejszy komentarz miałem na myśli nie Drużynę z północnego Londynu, a cykl felietonów łączących tematykę piłkarską z „godfatherowską”, które to felietony ukazują się już od dłuższego czasu na jednej z polskich stron o The Gunners!
dzieci, a raczej młodzi ludzie mają to do siebie, że cały czas się rozwijają i Twój osąd jakoby nikt z obecnego składu AFC nie ma szans, by być wielkim piłkarzem nie może się nijak obronić, bo to pokaże czas. Póki co pozostaje jedynie Twoje subiektywne zdanie przeciwko…mojemu subiektywnemu zdaniu :)
Moim zdaniem o wiele trudniej jest zrobić z „fajnego dziecka” piłkarskiego „porządnego obywatela” (co Wenger robi jednak z bardzo dużym powodzeniem-musisz to obiektywnie przyznać) niż dodawać już tylko ostatnie szlify do już oszlifowanych diamentów(wybacz, że posłużę się taką kamieniarską retoryką:))o ile się nie mylę to z wymienionych w tekście „synów mafii” tacy jak Ferdinand czy Tevez byli już praktycznie w pełni ukształtowanymi piłkarzami nim przyszli do Man Utd dlatego pozwolę sobie kłam zadać Twojej teorii, że ktoś – jak to ująłeś- „wyrasta” pod okiem SAF. No, może poza Rooney’em choć on przecież też przyszedł z innego klubu i wychowankiem nie jest…Tematu Berbatov’a w kontekście bycia „synem mafii” czy w ogóle jakimś wzmocnieniem dla tej „Rodziny” z Old Trafford poruszał nie będę żeby sytuacji nie zaogniać ;)
z poważaniem V
przepraszam za 2 wpisy z rzędu, ale w niedługim czasie po zamieszczeniu tego pierwszego zniknął on więc zabrałem się za napisanie drugiego po czym pojawił się ten pierwszy na powrót :)
zaiste tajemnicze rzeczy dzieją się na redlog’u :)
PS.proszę o usunięcie postu nr 1. Z góry Dziękuję.
Coś chyba 2 razy podobny komentarz Ci się dodał ;-)
Edit:
pewnie błąd systemu cache’owania :P nic specjalnego :P
przyczynę opisałem powyżej, proszę o wybaczenie i usunięcie wpisu z 11:18. Ten późniejszy jest w miarę podobny jednak wydaje mi się, że ciut bardziej „zaczepny” zobaczymy co z tego wyniknie ;)
AFC- z pełnym szacunkiem, bo i ja sie do niego dołaczam, w tym sensie, ze Arsene Wenger ma wielkiego nosa do młodych talentów, bo faktycznie ma.
Ale cos Wam tam nie chodzi… potem ?
Przyznam sama, ze wolałabym dzos walczyć z Arsenalem o mistrzosto Anglii, niż z jakims Liverpoolem i Chelsea, no ale jak za Arsenal, ciagle tych samych kłopotów nie załatwie.
Moim zdaniem Arsene- wybitny trener, za bardzo skupia sie na rozwoju pilkarskim swoich dzieciaków, a zaniedbuje ich rozwój psychologiczny.
Potem z dzieci o wybitnym talencie, wyrastaja dzieci o wybitnym talencie, ale juz przestarzałe?
Bardzo ciekawe porównanie przyznam się szczerze i o ile autor zaznaczył że tekst nie miał rozbawić to w rzeczywistości trzeba podejść do tego z lekkim przymrużeniem oka. Tekst bardzo mi się podobał (z resztą nie pierwszy Twój. Gratuluję i tak trzymaj ;)
lv – dyskurs nasz schodzi na nieco inne tory, bo to chyba nie miejsce na rozważania na temat Arsene’a Wenger’a, metod i efektów jego pracy z młodzieżą. ja, jak i wielu Fanów AFC wierzę, że w końcu uda mu się zatrzymać większość składu przez 3-4 lata (będzie to trudne niezwykle, bo zarobki na The Emirates są niskie – Theo Wallcott zarabia 33.000 funtów/tydzień -, ale tutaj pomóc może właśnie przywiązanie młodych do Klubu, ich wdzięczność za to, że AW ich „wynalazł”)to AFC ma szansę być Drużyną nie do pokonania i to wcale nie jest jakaś moja mrzonka…
Cóż, póki to się nie stanie, ARSENAL będzie pozostawał takim trochę „romantycznym” Klubem, który opiera się światowej tendencji do tego, by płacić niebotyczne kwoty, podkupować piłkarzy i robić wszystko, by ten czy ów został w klubie na rok dłużej – vide 130.000 funtów/tydzień. A później i tak nie uniknie się historii jak ta z…Andersonem, który gra na OT,ale jawnie mówi o chęci gry w Interze – to Was, kibiców Man Utd pewnie boli – taka futbolowa paranoja, której AFC jakoś ucieka jednak ta ucieczka jest „romantyczna”, bo brak trofeów też – że tak powiem – niezbyt cieszy…
O ile mnie pamięć nie myli to jakąś dekadę temu Man Utd miał właśnie takie „młode wilki”, które zawojowały Europę, a w we wczesnych latach 90-tych taką drużynę miał Ajax – młodzież też potrafi :)
PS. ARSENAL wcale jeszcze z walki o tytuły w tym roku nie odpadł ;)
AFC- mądra dyskusja, na mądre tematy jest wskazana w każdym miejscu. Theo zarabia u Was 33 tys na tydzień, a Roo ( moj pupilek) przyszedl do MU już z kwotą 40 tys za tydzien.
Szanuje Theo i szanuję Arsenal, za to, ze chca być „romantycznym klubem” i szanuje MU, za to, ze mimo iż ma zaciągniety przez włascicieli kredyt do spłacenia, próbuje dalej być wyplacalnym klubem:)
„nie zgodze sie ze Giggs to osoba nie walczaca o pilke z zawzietoscia i determinacja”. Ależ ja tego wcale nie napisałem. Stwierdziłem tylko, że Ryan to nie jest typ boiskowego zabijaki.
„oryginalnego pomysłu niestety nie mogę pochwalić, ponieważ podobny cykl tekstów będących fuzją tematyki futbolowej i “godfatherowskiej” ukazuje się już od dłuższego czasu na Kanonierzy.com”. Jak sam następnie piszesz, podobieństwo między wpisami na kanonierzy.com, a moimi wypocinami jest absolutnie przypadkowa.
„Tekst bardzo mi się podobał (z resztą nie pierwszy Twój. Gratuluję i tak trzymaj”. A dziękuję, dziękuję :)
„Może to zbyt idealistyczne podejście do tego tematu, ale mimo wszystko przedstawienie naszych klubowych twardzieli w tak wyolbrzymiony sposób niepsecjalie przypadł mi do gustu”. Jak to w mafii – pisałem bez skrupułów :D
Dziękuję za komentarze i pozytywne ocenienie mojej pracy. Zachęcam do dalszej dyskusji.
TO jest humor i wyczucie tematu.
bardzo dobrze się to czyta, a opis Rooneya cud, miód, orzeszki;)
Koncowy cytat – jeden z lepszych kawalkow na Alfie i Omedze ;)
Tekst super. 5.