Kibicowanie najlepszym – pójście na łatwiznę?

Kibicowanie najlepszym - pójśćie na łatwiznę?
Dziś chcielibyśmy podjąć się tematu, który niewątpliwie do łatwych i banalnych nie należy. Można by rzec więcej… nad owym tematem większość z nas po prostu się nie zastanawia. Dlaczego? Bo tak nam wygodnie, bo to kwestia przyzwyczajenia, bo to specyficzny stereotyp, z którego być może nie zdajemy sobie sprawy. Jako ludzie, co wydaje się dość logiczną reakcją, zawsze chcielibyśmy odnosić zwycięstwa, być na szczycie, z wewnętrzną satysfakcją odczuwać dumę w różnych sferach swojego życia, w tym również w sferze sportowej. Czyż nie? Dość tych ogólników Drodzy Czytelnicy. Śmiałym krokiem przejdźmy do sedna, do konkretów…

W artykule pt: „Biały orzeł czy Czerwony Diabeł” skupiliśmy się głównie na pojęciu „patriotyzm”. Dziś może być podobnie, jednak z pewną, dość wyraźną różnicą. Na początku warto byłoby zadać pytanie: Czy ktoś z Was lubi przegrywać? Czy porażka ma słodki smak? Tak, to pytanie retoryczne. Tutaj pojawia się problem, niemały problem. Skoro tak bardzo nie lubimy przegrywać, niejednokrotnie nie ma w nas pokory, nastawieni jesteśmy głównie na zwycięstwa, sukcesy. To nie jest oskarżenie, to tylko smutny fakt. Skoro tak jest, skoro my tacy jesteśmy, czy nie idziemy na łatwiznę kibicując najlepszemu i najbogatszemu klubowi na świecie? Przecież zdajemy sobie sprawę z tego, że Manchester United to klub Gwiazd, sławy, pieniędzy. Jakimi kategoriami powinniśmy kierować się, wybierając swoją ukochaną drużynę? Jeśli decydujemy się na Manchester United to dość logiczne jest, że zwycięstwa w przypadku tak wielkiego klubu są kwestią niepodważalną. Co to za sztuka kibicować najlepszym? Fascynować się klubem, który posiada tak wiele gwiazd? Co to za sztuka cieszyć się zwycięstwem mając świadomość, że to najbogatsze kluby świata, że przecież one mogą wszystko? Dlaczego wybieramy ligę Angielską? To proste. Bo jest najpiękniejsza, najbardziej waleczna, najlepsza na świecie.

Fascynują mnie ludzie kibicujący klubom, które ledwo oddychają w tabeli, dajmy na to, Polskiej ligi. Dlaczego? Bo to zupełnie inna bajka. Tam zwycięstwo ma inny wymiar. Docenianie wyniku z przeciętnym rywalem, który przecież nie ma żadnego znaczenia na arenie sportowej, jest kwestią normalną. Tam na mecz przychodzi 2 tysiące ludzi, którzy ze łzami w oczach potrafią cieszyć się z remisu, a po porażce i tak z dumą w sercu śpiewają ‘jesteśmy z wami’!. Mój znajomy krótki czas temu stwierdził, że brzydzi się bogactwem współczesnej piłki nożnej. Brzydzi się tym, że futbol stał się maszyną produkującą pieniądze. Bo jeśli masz pieniądze, masz sławę, masz fanów. Na koniec puentując swoją opinię, powiedział mi, że woli cieszyć się ze zwycięstw drugoligowego przeciętniaka, niż gapić się w telewizor i oglądać gwiazdki, których nigdy nie ujrzy nawet na oczy. Takie zdanie daje naprawdę wiele do myślenia.

Nie fascynuje Was fakt, że to właśnie największe kluby świata, najpotężniejsze mocarstwa piłkarskie, posiadają przeogromną armię fanów? To dość oczywiste, że piłka nożna w Polsce jest na żenująco niskim poziomie. To retoryczne, że korupcja, brak pieniędzy sprawia, że poziom futbolu w naszym kraju jest po prostu kompromitujący, wręcz patologiczny sportowo, odbiegający od naszych ideałów, życzeń i marzeń. Rozumiem, że gdyby w polskiej lidze grały same “gwiazdeczki”, zdobywając najważniejsze trofea, problemu już nie byłoby wcale? Orange Ekstraklasa nie potrafiłaby na dzień dzisiejszy utrzymać finansowo nawet jednego klasowego gracza z Premiership. Rozumiem, że jeśli te pieniądze znalazłyby się dość szybko, w naszym kraju graliby zawodnicy światowego formatu, zaczęto by budować wielkie stadiony na miarę Teatru Marzeń. Wtedy problemu nie byłoby żadnego? Wiem, gdybać można naprawdę długo, ale po prostu przeraża fakt, że nie zgadzając się ze sportową rzeczywistością w Polsce, uciekamy, uciekamy do Anglii, Hiszpanii, Włoch, Niemiec.

Dlaczego kibicujemy Czerwonym Diabłom? Dlaczego kibicujemy akurat angielskiemu zespołowi? Bo fascynuje nas jego historia? Jeżeli tak, to śmiem twierdzić, że historia polskich zespołów, ich tradycje znacznie mniej do nas przemawiają. Jaki jest tego powód? W czym tkwi siła? Przyjrzyjmy się więc tej sprawie z innego punktu widzenia. Siatkówka w naszym kraju jest bardzo popularnym sportem i temu nikt nie zaprzeczy. Na mecze polskich zespołów przychodzą tłumy, jednak w tej dyscyplinie sportowej, problemu, który dziś poruszyliśmy, nie ma. W najlepszych zespołach w naszym kraju, grają głównie reprezentanci Polski, wielkie gwiazdy. Oczywiście jest też mnóstwo obcokrajowców, którzy prezentują klasę światową, tylko, że tutaj pieniędzy nie brakuje i w tym sęk. Skra Bełchatów została trzecim zespołem w Lidze Światowej. Dostrzegacie tę aluzję z naszej strony? Jeśli Polacy nie tworzą blogów sportowych, nie kochają klubów siatkarskich z Włoch (najlepszej ligi świata) Rosji (najbogatszej ligi świata) właśnie dlatego, że piłka siatkowa w Polsce jest na dość wysokim poziomie, to jak, Waszym zdaniem, taka sytuacja sprawdziłaby się w futbolu? Myślę, że byłoby dokładnie tak samo. Tzn? Jeśli byłyby pieniądze, PZPN nie obrażałoby kibiców w Polsce, my nie musielibyśmy uciekać za granicę, szukać innych bogatych klubów, nie musielibyśmy się wstydzić. Wstyd… to słowo idealnie oddaje to, co chcielibyśmy w tym momencie przekazać.

Mamy wrażenie, że polską cechą narodową stało się kibicowanie najlepszym. Pojawiamy się tam, gdzie pojawiają się sukcesy. To oczywiste, że polski sportowiec wybijający się ponad przeciętność, regularnie sięgający po trofea, jest powodem do dumy, urasta do rangi bohatera narodowego, sprawia, że my – Polacy – czujemy się docenieni przez światową rzeszę kibiców. Wystarczy wspomnieć Adama Małysza, Otylię Jędrzejczak czy choćby Roberta Kubicę. Boleć może jednak to, że tak szybko przeskakujemy z jednej dyscypliny na inną, kiedy po sukcesach przychodzą porażki, już nie tak chętnie dopingujemy byłych mistrzów. Czyż nie?

Przejdźmy dalej. Cieszy fakt, że są jeszcze w Polsce ludzie, którzy potrafią kibicować zespołom w trzeciej lidze. Widocznie potrafią znaleźć tam radość, która ewidentnie ma inny smak niż radość przeżywana przez nas. Tam walczą o wejście do drugiej ligi, tam gra się na murawie z dziurami, w szatniach przecieka dach, a na zawodników czekają zwykłe drewniane ławy i woda mineralna. My wybraliśmy inną formę radości. Dlaczego? Przecież my walczymy o miano najlepszego zespołu Starego Kontynentu, prawda? My musimy być lepsi, co nas obchodzą jakieś „szaraki” z Polski, którzy ledwo umieją kopać piłkę. Jeśli dostrzegacie tutaj ironię, to jak najbardziej słusznie.

Nie lubimy przegrywać, brzydzimy się porażką, boimy się jej. One nas nie budują, uciekamy od nich… jak najdalej. Wybieramy najlepsze kluby świata, by przeżywać tak wiele radości dzięki wygranym meczom, turniejom, trofeom… Łatwiej się cieszyć niż pocieszać innych. Porażki frustrują i być może tutaj tkwi drugie dno tego problemu.

Spora grupa kibiców Czerwonych Diabłów pochodzi z naboru na Camp Nou. Kiedy Ole Solskjaer zdobywał bramkę w ostatnich minutach spotkania i United sięgnęło po miano najlepszej drużyny na Starym Kontynencie, nagle część z widzów zwróciła swoje zainteresowanie w stronę ekipy Fergusona. Nie oszukujmy się, że przyciągnęła nas wspaniałą historia klubu, o której wówczas zapewne nie mieliśmy większego pojęcia. Tak, to sukces i związana z nim dramaturgia, łzy szczęścia, dreszcze emocji sprawiły, że zadomowiliśmy się na Old Trafford. Oczywiście podobnie było, kiedy Czerwone Diabły sięgały po tytuł Mistrzów Anglii czy ostatnio zwyciężyły w finale na Łużnikach. Rzadko można spotkać kibica, który powie, że zaczął kibicować drużynie po przegranym spotkaniu, dlaczego?

Podziwiamy zwycięzców, to oczywiste. Kiedy mijała sława jednych, nadchodzili drudzy, a ludzie podążali za tym, kto zdetronizował poprzedniego mistrza. Podobnie rzecz ma się we współczesnym futbolu. Najlepszym przykładem ostatnich lat jest Chelsea i rewolucja dokonana przez Romana Abramowicza. Kiedy The Blues zaczęli sięgać po trofea i liczyć się w Europie, kibice zafascynowani zupełnie nową drużyną i wschodzącą supergwiazdą – Frankiem Lampardem, zaczęli tłumnie dopingować londyńczyków. Nagle, okazało się, że Chelsea potrafi wygrywać, więc może warto kupić sobie niebieski trykot? Wokół nas pojawiło się nagle pełno ludzi w koszulkach z lwem na piersi. Mało kto powiedział wprost, że zaczął kibicować dzięki pieniądzom rosyjskiego oligarchy, ale to chyba jasne, że kilka tysięcy fanów nie zafascynowała nagle historia londyńskiego klubu, tradycje, legendy, dusza tego zespołu. Tutaj dochodzimy do kolejnej sprawy, niewątpliwie wartej komentarza.

Część futbolowych sympatyków nie kibicuje wybranej drużynie, ale pojedynczym piłkarzom. Również w tej sferze bardzo wyraźnie widać, jak na naszą świadomość oddziałują sukcesy. Kiedy na topie był Ronaldinho, wszyscy zachwycali się jego umiejętnościami, a dziś? Ronnie niewątpliwie stoczył się z piłkarskiego szczytu, jednak to nie oznacza, że ma zostać potępiony przez swoich „wiernych” fanów. Niewielu dopinguje i wierzy w Brazylijczyka (no, może poza fanami AC Milan), niewielu jest takich, którzy traktują go nadal jako wybitnego zawodnika. Dlaczego? Bo jego era już przeminęła? Wypalił się? Bo nie jest już najlepszy? Czy dlatego mamy rzucić koszulkę z nazwiskiem Ronaldinho w kąt? Ci, którzy naprawdę wspierali Ronniego, powinni być dumni, że tak genialny piłkarz grał w barwach Barcelony, że mieli okazję podziwiać na Camp Nou piłkarskiego magika. Sympatykom talentu brazylijskiego gwiazdora nie powinna być również obca wiara i nadzieja, że kiedyś Ronaldinho znowu zaczaruje.

Paradoksalnie, kiedy grają dwie drużyny obojętne naszemu piłkarskiemu sercu, z reguły dopingujemy tych słabszych. Jesteśmy za gorszymi, jednak tylko na jeden mecz, tylko teraz, potem znowu wrócimy myślami do Manchesteru United, do naszego sportowego nieba. Dlaczego jesteśmy takimi hipokrytami? Czyżbyśmy bali się porażek, nie potrafili znieść, że ktoś okazał się lepszy? Mimo pozornej sympatii do słabszych klubów, tak naprawdę kochamy najbogatszy zespół na świecie. Nie powiemy oczywiście, że czujemy miłość do pieniędzy, ale do historii klubu, do piłkarskich legend. Wmawiamy sobie to, ponieważ to tak górnolotnie brzmi i uzasadnia nasze zainteresowanie ekipą Fergusona. Ale czy prawda nie jest inna? Czy nasza piłkarska dusza nie uciekła z kraju w poszukiwaniu sukcesów? Przecież nam w Polsce, brakuje zwycięstw, brakuje radości rodzącej się w futbolu. Tutaj jest tylko jedno wielkie korupcyjne bagno. Nie ma gwiazd, nie ma pieniędzy, teraz nawet nie wiadomo, kto gra w naszej polskiej lidze. A my, zamiast zmieniać piłkarską rzeczywistość w naszej ojczyźnie, emigrujemy na Wyspy. Czy tak powinniśmy postępować? Odcinać się od rodzimej piłki, pędząc w stronę błyszczących pucharów i wielkich sukcesów? Czyżbyśmy wstydzili się ubrać koszulkę jakiegoś Kowalskiego, zamiast Giggsa czy Scholesa? Bo teraz na topie jest Manchester United, bo to właśnie oni wygrali Ligę Mistrzów? Prawdziwą sztuką jest dopingować drużyny walczące o niższe cele…

Jak to jest, kiedy wspieramy kluby grające wówczas w niższych klasach rozgrywkowych? Jak smakują zwycięstwa poprzedzone czasem wieloletniego oczekiwania? Czy nie warto wyrzec się sukcesów i gwiazdorstwa, dla przeżycia chwil, kiedy nasz ukochany zespół w kraju sięga po wymarzone trofeum? Sukces poprzedzony latami posuchy na pewno smakuje zupełnie inaczej, jest czymś wyjątkowym, urasta do pewnej rangi, której nigdy nie będzie dane poznać kibicom najlepszych zawodnikom najlepszych klubów. Niestety wielu z nas nie jest na tyle cierpliwym, aby znosić lata upokorzenia i wyszydzania ze strony fanów innych klubów. Lepiej rzucić przegranego i w supermarkecie współczesnego futbolu udać się do działu opatrzonego etykietką „zwycięzcy”. Tam spojrzeć na koszulki Manchesteru United, Chelsea czy Realu Madryt i jedną z nich wrzucić do koszyka – satysfakcję mamy gwarantowaną. Możemy być pewni, że taka marka nas nie zawiedzie i zapewni kilka słodkich chwil.

Warto pamiętać, że w nieustannej pogoni za zwycięzcami, nie zaznając w życiu klęski, nie będziemy mogli nazwać siebie prawdziwymi kibicami, a co najwyżej, futbolowymi konsumentami. Jeżeli chcemy poczuć piękno piłki nożnej, musimy pamiętać, że w życie fana wpisane są również porażki. Nie bójmy się więc znosić przegranych, nie wstydźmy się łez smutku, lecz pamiętajmy, że kiedy nadejdzie wielka chwila i nasi piłkarze wzniosą wymarzony puchar, będziemy mogli powiedzieć – zawsze byłem z nimi, razem wspięliśmy się na szczyt. Wstydzimy się dopingować polskie zespoły, być ich największymi fanami, bo przecież można kibicować najlepszym na świecie, prawda? To takie proste.

Jeśli nie chcesz mieć swego udziału w klęskach, nie będziesz go miał również w zwycięstwach. – Antoine de Saint-Exupéry

autorzy: Mateusz Matczak & Łukasz Szoszkiewicz


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (25 głosów, średnia: 4,60 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



25 komentarzy do “Kibicowanie najlepszym – pójście na łatwiznę?”

  1. Ewelina pisze:

    Zacznę tak: Tekst świetny. Gratuluję!
    Potem przejdę do sedna: macie rację, ale czy jesteście pewni, ze zamiast pięknej piłki na najwyższym poziomie wolelibyście oglądać… cóż… powiedzmy sobie szczerze… kaleki na polskim boisku. To piękne, że ktoś potrafi kibicowac naszym polskim ligowcom, ale powinniśmy zadać sobie tez jeszcze jedno pytanie. Czy to co się dzieje na polskich boiskach to jest piłka nożna. Kolega ci powiedział, że brzydzi się pieniędzmy w piłce nożnej, a nie brzydzi się polskiej ligi? Dostrzegasz tu ironię?
    Śmiem twierdzić, że Adam Małysz w dalszym ciągu jest polskim bohaterem i skoki narciarskie wcale nie ciszą się mniejsza populatrnością. Również nasz Adaś może liczyć na pełne wsparcie polskich kibiców. Wbrew wszystkim pozorom, wcale nie odszedł w odstawkę. Wystarczy sobie przejrzeć fora, żeby zpobaczyć ile ludzi wciąż jest z nim.
    Pragnę też powiedzieć, że prawdopodobnie cała Polska (wliczając w to mnie) za parę dni będzie trzymała z całej siły kciuki za Wisłę Kraków, która będzie grała z wielkim zwycięzcą FC Barceloną.

  2. Heenzap pisze:

    Nie jest tak, że Manchester nie ponosi porażek… Po prostu na Old Trafford mają one inny wymiar i z pewnością były próbą dla nie jednego dzieciaka, bo rozumiem, że to właśnie do nich kierujesz swój tekst. Tzw. skakanie z kwiatka na kwiatek jest rzadkie i głupie w wieku późniejszym, przynajmniej w mojej okolicy… Poza tym bzdurą jest, że ktoś wstydzi się miejscowych klubów, ich porażek, ogólnego poziomu. Wiem, że Legia to nie piłkarskie dno, ale mimo to podam ich za przykład. Lubię ich, mogę zobaczyć graczy na żywo. Ale czy przez to jestem gorszym fanem United skoro Old Trafford mam tylko w komputerze i to w słabej jakości… Paradoksalnie jest wręcz odwrotnie.

  3. siberus pisze:

    Fajny tekst, na coś takiego czekalem :), Witam was ja wielki fan VfL Bochum, zero sukcesów, oprócz może 5 miejsca w Bundeslidze, i tam 3 runda Pucharu UEFA, nie mieszkam tam, nie mam tam rodziny, nie wiem skąd to się wzięło, chyba przez Tomka Wałdocha, jakoś tak 95 rok się obudziłem i było :), pokochałem, ich i chociaż to najbiedniejsza drużyna Bundesligi bez sukcesów wlecząca się to po pierwszej to po drugiej Bundeslidze to i tak im kibicuje :)

  4. Paweł pisze:

    Mnie też zawsze to zastanawiało. Powiem tak- wśród osób które nie za bardzo interesują się piłką obecnie panuje moda na Manchester. Denerwowała mnie 2 lata temu Barcelona, bo wtedy każdy praktycznie ją wielbił, tak samo sprawa z Ronaldinho.

    Ja jestem od 7 lat fanem Chelsea, rozumiem też, że temu klubowi kibicują także „sezonowcy”, którzy dołączyli się 2 lata temu, czy rok. Byłbym z nimi nawet gdyby nie wywalczyli niczego w nadchodzącym sezonie, w przeciwieństwie do właśnie „sezonowców”…

    W Polsce natomiast Lech Poznań, nie tylko dlatego, że mieszkam w Wielkopolsce:)

  5. Terrry pisze:

    Bardzo dobry tekst. Spostrzeżenia z którymi zgadzam się w 100%, zwłaszcza ze stwierdzeniem, że prawie zawsze zaczynamy kibicować po zwycięstwie. Jestem kibicem Chelsea i wkurza mnie ta nagonka, że jesteśmy sezonowcami, że lecimy na sukcesy itp. itd. Zalatuje tu mocno hipokryzją, gdyż większość ludzi w tym kraju tak zaczynała kibicować. Dopiero później, przy okazji porażek, okazuje się jaka naprawdę jest nasza wiara w klub i czy rzeczywiście nie jesteśmy sezonowcami. Wierzę w to, że można kibicować słabemu klubowi jeśli jest to nasz lokalny klub, nie wierzę, że można zacząć kibicować zagranicznej drużynie w momencie, w którym nie odnosi ona żadnych sukcesów. Choć zawsze znajdą się wyjątki.

    Nie zgodzę się natomiast z tym, że fani Chelsea polecieli na kase Romana Abramowicza. Zupełnie nie rozumiem na co tu lecieć? Co mi z jego kasy? Zgodzę się, że polecieliśmy na sukcesy, które były zbudowane pieniędzmi Rosjanina, ale wątpię żeby ktoś został kibicem The Blues tylko ze względu na pieniądze Abramowicza.

  6. Olle pisze:

    Ciekawy tekst. Mam tylko jedno zastrzeżenie – absolutnie nie łączyłbym kibicowania danemu klubowi bądź sportowcowi z tym, czy jest bogaty czy nie. Zdażają się niechlubne wyjątki (nagły wysyp kibiców Chelsea 4-5 lat temu), ale tylko potwierdzają regułę, że kibicujemy zazwyczaj z powodów czysto sportowych (czasem także politycznych :)).

  7. kisia92 pisze:

    Kuźwa jak widzę autor:Mateusz Matczak, to aż chce mi się ten text czytać. Jak nie zaczniesz kiedyś pisać dla porządnego magazynu to uznam Polskich dziennikarzy za totalnych idiotów.

    ale do sedna. Sprawa ważna, zapomniana, Tabu. Dużo racji jest w tych słowach, mocnych to fakt, ale prawdziwych. Naprawdę niewielu jest fanów, którzy pokochali United w czasie gdy nie odnosił on spektakularnych sukcesów, albo gdy nie grał w nim uwielbiany przez miliony zawodnik.

    Ja kibicuje moim Czarnym Żagań z których jestem dumna, wygrali z miejscowym rywalem awans do II ligi(wprawdzie III to jest, ale nazwa to nazwa), ale to nie jest taka miłość jaką darze United. Tego nie da sie porównać. Gdyby w Polsce naprawdę istniały Odnoszące sukcesy kluby to byłoby inaczej. My cieszymy się, że Wisła wygrała mecz z jakimś Izraelskim klubem, o którym przed meczami nikt nie słyszał^^

    „Czyżbyśmy wstydzili się ubrać koszulkę jakiegoś Kowalskiego, zamiast Giggsa czy Scholesa? ”
    Podałeś zły przykład. Idąc szkolnym korytarzem w koszulce z 18 na plecach, jakiś chłopak, nie wiem z 1gim chyba, zapytał się mnie kto to jest Scholes, bo on zna Manchester ale o takim zawodniku nie słyszał;) Musiałam go trochę doinformować^^ Teraz na ‘topie’ jest Ronaldo i Rooney no i powoli Tevez;)

  8. uhuh pisze:

    To prawda że zacząłem kibicowac MU po świetnym sezonie 98/99 ale od tamtej pory niewazne co sie dzieje, dalej im kibicuje.

  9. Kont pisze:

    heenzap napisal
    Lubię ich, mogę zobaczyć graczy na żywo. Ale czy przez to jestem gorszym fanem United skoro Old Trafford mam tylko w komputerze i to w słabej jakości… Paradoksalnie jest wręcz odwrotnie.

    zgadzam sie, old trafford tylko w komputerze przy bardzo słabej jakosci, ledwo odrozniajac zawodnikow bo nie widac numerów a gdzie dopiero twarze piłkarzy

    porazki united sa inne niz innych klubow, ale pamietacie jak MU nie wyszlo z grupy w LM…

  10. Olle pisze:

    …i przez dwa sezony zdobyło tylko Puchar Ligi. Pamiętamy, pamiętamy. To wtedy po raz ostatni dało się normalnie podyskutować na devilpage :D. Gdyby nie Krystyna, stracilibyśmy wszystkich naszych sezonowców :)

  11. ElDevilo pisze:

    Nie do końca się zgadzam :) Tak jak ktoś wcześniej wspomniał, nie patrzymy tylko na wygrane, ale także na jakość. Przepraszam Cię bardzo, ale nie mam najmniejszej ochoty oglądać polskiej ekstraklasy, gdyż nie sprawia mi to najmniejszej przyjemności. Owszem, kiedy grają w pucharach to zawsze jestem za nimi. Z tym, że wiem, jak wygląda ich gra. I tu jest problem. Gdyby nasi grali ładny football to myślisz, że ludzie by nie oglądali meczów? I nie chodzi tu tylko o wygrywanie. Chodzi o sam styl. Ja osobiście oglądam mecze, gdyż lubię popatrzeć na ładną, składną grę, piękne bramki. Tu jest problem moim zdaniem.
    Ale sam teks na 5. Pozdrawiam :)
    Ps. United zacząłem kibicować po przegranym spotkaniu z Arsenalem. Nie wiem co mnie w nich urzekło, ale poczułem, że to jest ten klub :)

  12. adi pisze:

    hm.
    szczerze, uczuciem do Manchesteru United zaraziłam się od ojca, który od zawsze stał za nimi murem. Zaczęło się to kiedy miałam bodajże 7 lat. Ledwo umiałam czytać, ale mecze z tatą zawsze oglądałam. Później po sezonie 98/99 jeszcze bardziej mi się spodobali i kibicowałam im zawsze przez te kolejne 10 lat. I zawsze stałam za nimi murem, jak koledzy wyśmiewali się, że Manchester to idioci. Zawsze pytałam ich „A Real, który odkupuje wszystkim same gwiazdy? Co będą mieli z wygranej, skoro kolekcjonują najlepszych?” Wtedy Ci przymykali swoje ryjki, a ja mogłam odsapnąć. Nigdy nie ubrałabym koszulki innego zespołu, nawet gdyby Manchester spadł na najniższe miejsca w rankingu. Brzydzę się ludźmi, którzy zawsze podążają za tymi najlepszymi. Manchester nie zawsze był naj i nie zawsze wszystko wygrywał. Kiedyś zaprzyjaźniłam się nawet z chłopakiem który „wielbił man united ponad życie”. jednak gdy tylko man u zaczął przegrywać, ten przeniósł się na chelsea i teraz the blues byli dla niego najlepsi. i w trakcie rzutów karnych, gdzie CR7 nie strzelił, nie przeszło mi nawet przez myśl, że gdy przegrają, zamienie ich na The Blues. Jeszcze raz powiem BRZYDZĘ SIĘ TEGO.

    Jak już gdzieś w jakimś komentarzu wspomniałam kibicuje także dwóm wujkom którzy grają w trzeciej lidze, i chociaż i przegrywają i wygrywają to: ich przegrane mnie zbytnio nie poruszają, a wygrane nie sprawiają mi takiej radości, jaką sprawiają mi mecze Manchesteru.

    i szczerze mówiąc, nawet nie obchodziło mnie to że ManUnited ma najwięcej kasy, nawet szczerze mówiąc właśnie się o tym dowiedziałam. ważniejsze było dla mnie pożegnanie Ole Solskjeara niż czytanie ile mają pieniędzy.

    szczerze, mam taką nadzieję, że jest jeszcze kilku takich kibiców, którzy nie patrzyli tylko na wygrane i którzy nie zostawią manchsteru przy najbliższej okazji.

  13. Man maniak pisze:

    Tekst wbił kij głęboko w mrowisko:). Swoją drogą to jestem ciekaw komentarza MattMana, który sam jest przecież kibicem Manchesteru United, a nie polskiej drużyny… Cóż, według mnie wszystko zależy od tego jak się człowiek zapatruje na sposób kibicowania. Można krytykować kogoś za to, że zaczął kibicować Man United w ’99 roku, ale zrewanżował się za to podczas suchych lat, kiedy to United nie wychodził z grupy LM. Należy tu oddzielić sezonowców od ludzi z pasją. Kibicujemy temu zespołowi jakiemu kibicujemy, tak wyszło i teraz już jakby nie mamy innego wyjścia niezależnie od tego czy klub jest na szczycie czy na dole. Teraz mamy powody do dumy, ale jak za kilka lat Ferguson odejdzie, klub nie wygrzebie się z długów i na sukcesy będziemy musieli czekać kolejne kilka lat?? Jestem przekonany, że wszyscy kibice z prawdziwego zdarzenia zostaną, nawet jeśli będziemy musieli walczyć o utrzymanie w lidze. A przyczyny kibicowania są różne, nie są to tylko pieniądze. Może po prostu niektórzy ludzie nie widzą komu kibicować. Co ma zrobić ktoś, kto, żeby chodzić na mecze musiałby przyłączyć się do jakiejś bojówki?? Wszyscy kibicujemy reprezentacji Polski i to jest pewne, ale z klubami już jest różnie, w końcu globalizacja postępuje i nie zawsze da się identyfikować klub z narodowością. Bo, czy kibiców, którzy w ramach protestu przestali chodzić na mecze Pogoni Szczecin można nazwać sezonowcami?? Taka jest sytuacja i tyle, kibicowanie to raczej indywidualna sprawa.

    za tekst 5/5

  14. Barni pisze:

    Ja kibicuję Red Devils od meczu z Benficą kiedy, okazało się że wogóle odpadają z pucharów. Od tego czasu oglądam każdy mecz, towarzyski, ligowy i reszte. Nie oglądnąłem jednego: finału PA dwa lata temu.

  15. Kula pisze:

    „Zgodzę się, że polecieliśmy na sukcesy, które były zbudowane pieniędzmi Rosjanina, ale wątpię żeby ktoś został kibicem The Blues tylko ze względu na pieniądze Abramowicza”

    Polecieliście na sukcesy budowane pieniędzmi Rosjanina, czyli gdyby nie było pieniędzy Romana ( i nie byłoby sukcesów )grupa fanów Chelsea nie byłaby tak duża jak teraz. W skrócie nie byłoby kasy nie byłoby wielu fanów. Ergo wielu ludzi kibicuje Chelsea tylko dlatego, że 4 lata temu przyszedł Rosjanin i zainwestował miliony funtów w klub. Czyż nie ?

    Troche jak tłumaczenie „Nie lecę na jego kase (bo na co tu lecieć) tylko na jego trzy wille, jacht i dwa Ferrari ale przecież to nie ma nic wspólnego z pieniędzmi”

  16. Prezydent pisze:

    Tekst poruszył istotny temat, na który też niejednokrotnie się zastanawiałem. Ale nie macie racji pisząc, że Polacy wstydzą się swoich macierzystych klubów. Na redcafe w podpisach userów można zauważyć, że oprócz MU kibicują także swoim lokalnym zespołom. Kibicują ‘swoim’ przez zwykły lokalny patriotyzm albo sympatię do drużyny (nie musi być przecież z tego samego regionu. Ja osobiście w piłce kibicuję tylko MU. W Toruniu gdzie mieszkam, istnieje rywalizacja żużlowego Apatora i piłkarskiej Elany, a ja wychowałem się na żużlu.
    A propos autorów, nie zapominajcie, że jest ich dwóch! Jeżeli więc chwalicie Matta musicie też chwalić Lukiego :) I odwrotnie xD

  17. zbigniew19 pisze:

    Wg mnie to, jakimi jesteśmy kibicami zależy od tego jakimi jesteśmy ludźmi. Czy jesteśmy wierni swym zasadom i przekonaniom, czy potrafimy bronić ich w każdej sytuacji. Ja kibicem ManUtd zostałem przez zwykły dziecięcy wybór. Młodszy brat miał koszulkę Yorke’a i gdy zobaczyłem Diabły wychodzące na boisko obok piłkarzy Juventusu przed rewanżowym meczem sezonu 98/99, pomyślałem sobie: będę kibicował tym czerwonym. Nie wiedziałem wtedy nic o tej drużynie. Zero wiedzy o historii, zero o sukcesach, piłkarzach. Pamięć o drużynie została do czasów, gdy zacząłem już na poważnie interesować się piłką klubową i był to akurat sezon dominacji CFC i kompromitacji Diabłów w LM. Od tego czasu jestem wiernym kibicem i tak już zostanie.

    A co do polskiej piłki. Nie jestem zapalonym kibicem lokalnej drużyny z okręgówki, bo nie zamierzam udawać zachwytu nad grą w stylu „wyjazd” itp. Że nie wspomnę o „miłości” do klubu reprezentujących go piłkarzy i wogóle ich stosunku do samej piłki nożnej.

  18. Miszczu pisze:

    Tak naprawdę nie ma znaczenia z jakiego powodu ktoś zaczął kibicować danemu klubowi. Czy to był błysk sukcesu, czy wspaniała gra czy kolor koszulek. Ważne jakim się jest kibicem. Jak się zachowuje po przylgnięciu do swojego klubu. Ja rozwija z czasem. Przecież ta pierwsza, bezpośrednia przyczyna naszego wyboru jest później bez znaczenia, co najwyżej jako miłe wspomnienie.

    Problem jest taki, że wielu z nas nigdy na Old Trafford nie będzie, część była tylko parę razy, a jedynia garstka jest tam regularnie. Naturalne więc nasuwa się pytanie o sens kibicowania, skoro zamiast na trybunach, siedzimy w pubach czy domowych fotelach. Kiedyś zresztą rozmawiałem o tym z jednym rodzimym fanem United z Salford. I doszliśmy do wniosku, że skoro przeżywam jakieś emocje z grą United, że denerwuje się podczas ważnych pojedynków, że zwycięstwa sprawiają mi niesmaowitą radość a porażki wpędzają w przygnębiony stan (najczęściej poparty chęcią mocnego najebania się ;)), że skoro nićc związane z tym kloubem nie jest mi obojętne, że nie są mi nawet obce łzy w najcięższych chwilach, to jednak mimo wszystko mogę siebie nazwać prawdziwym fanem Manchesteru United. Jeśli jest miłość, to niczego innego nie potrzeba. Serio, tak przynajmniej myślę.

    Polska liga to zupełnie inna para kaloszy. Nigdy nie interesowałem się OE w nadmiarze. Jest tylko jedna rzecz: Górnik Zabrze. Z chęcią zawsze jeździłem na mecze przy Roosvelta. Zabrzański klub to moja druga miłość, ta lokalna. Różnica jest tylko taka, że Premier League wciąga mnie cała. Nie tylko United, ale też cała otoczka, wszystkie kluby, poszczególni zawodnicy. Jest czysto, efektownie, jest widowiskowo. Tego w Polsce nie ma. Tam jest kultura futbolu która mnie urzekła.

  19. zbigniew19 pisze:

    Miszczu
    Co to za problem, że większość z nas nigdy nie obejrzy ManUtd na żywo na OT (chyba, że redlog zorganizowałby jakąś masową wycieczkę:) Czy oglądanie meczu z trybun czyni Cię kogoś prawdziwym kibicem? Zresztą co tu się rozpisywać. Jeśli odczuwa się to wszystko co Ty (może niekoniecznie tą chęć sięgnięcia po coś mocniejszego w większej ilości:), to jest się prawdziwym kibicem. Koniec kropka.

  20. Iv pisze:

    moje serce nie zostalo w MU z powodu ładnej dupki zawodnika, opietej w ladne spodenki, ani slawy 1999 roku.

    MU, jest po prostu, jest po prostu… tym co daje mi pewne życiowe wartości.

  21. Miszczu pisze:

    zbigniew19

    Wiesz, ja tam myślę, że jednak pewna różnica istnieje. Musi istnieć, skoro doping na stadionie to „sól” kibicowania. Musi, bo przecież tamci goście co nie opuszczają ani jednego meczu są związani z United od dziecka, często z pokolenia na pokolenie. Dla nich United to przede wszystkim lokalna duma, coś co było ich odkąd pamiętają. Z tym się wiążą, przecież, pewnie całe rodzinne historie, a mecze są traktowane jako ważny element życia. Jakby nie patrzeć ta karykatura kibica z przed monitora czy TV troszkę prawdy w sobie ma.

    Ale, jak piszesz, jeśli coś czuje się do tego klubu, to jest się jego prawdziwym fanem.

  22. maniakante pisze:

    kurde to ja chyba jakiś inny jestem, bo dla mnie najlepszym zawodnikiem świata jest Henry ( a wszyscy wiedzą gdzie on grał :)),a jednak od dzieciaka kibicuje Diabłom :)a jak gdzieś w necie wyczytałem że jest zainteresowanie henrykiem ze stronu MU to aż mi ciarki po plecach przebiegły :) ot taki mały offtop…

  23. Cris pisze:

    Ja kibicuje ManU od wieku 6 lat,zaraziłem sie od brata,patrzyłem na niego i widziałem uśmiech na twarzy gdy oglądał mecze ManU.Gdy urosłem też im kibicowałem i to nie dlatego że są najbogatsi,dlatego że grali pięknie.Teraz nie wyobrażam sobie kibicowac komu innemu,nawet gdyby odeszli Ronaldo,Rooney,Carrick i jeszce kilku innych kluczowycgh graczy to nadal kibicowałbym United bo oni są w moim sercu na zawsze.:)

  24. Szymcio pisze:

    Świetny tekst, jak zwykle, gratuluję Matt.

    Co do problemu który poruszyłeś… No cóż, kibicowanie MU od dziewięciu lat, wcale nie jest pójściem na łatwiznę. Były przecież w tym czasie takie klęski w drużynie, że czasem można było zapaść się pod ziemię. Kiksy bramkarzy, szkolne błędy Silvestre’a i innych obrońców, w tym sprowadzonego za bajońską sumę, Rio Ferdinanda… Porażki, dominacja Chelsea, nie osiągnięcie niczego w Europie przez tyle długich lat… Ileż to razy byłem wyśmiewany, za to, że MU znowu nie poradziło sobie z jakimiś słabeuszami, czy za kolejnego gola samobójczego któregoś z defensorów. Ciężkie jest życie fana MU, który kibicuje Diabłom dłużej niż rok.

    Też podziwiam fanów trzecio-drugoligowców. Radocha z wygranego meczu jest tam ogromna. Śpiewy, transparenty… Nawet na meczach A klasy jest podobnie. Kibice głośno dopingują swoich ulubieńców, widać, że są z nimi. Opinia Twojego znajomego jest bardzo ciekawa. Przecież Ferdinand, Rooney, czy inni nie wiedzą nawet o naszym istnieniu, a my przecież kochamy cały klub i za każdym zawodnikiem „skoczylibyśmy w ogień”. Jednak żaden z graczy Fergusona nie wie, że gdzieś tam w głębi Polski siedzi przed telewizorem Szymon, który ogląda mecz, trzęsą mu się ręce, wrzeszczy, rozpacza, czasem przez pół meczu stoi, a na końcu biega po podwórku wrzeszcząc: „Wygrali! WYGRALI!!!”. Czy faktycznie nie lepiej kibicować jakiemuś klubikowi, w którym czasem są problemy ze skompletowaniem w niedzielę składu, ale za to każdy piłkarz Cię zna i cieszy się z tego, że jesteś na trybunach i wrzeszczy ile sił w płucach: „Do boju, do bojuuuuu…!!!”.

    Skąd się biorą tzw. „sezonowcy”? Niekoniecznie stąd, że lubią być trendy i nosić koszulkę Robinho, Kaki lub C.Ronaldo, w zależności od pozycji tych klubów na świecie. Być może boją się kpin w żywe oczy, boją się wyśmiewania laików, bo drużyna której kibicują przegrała. Nie lubią szydzenia do tego stopnia, że ograniczają się do noszenia koszulek, tego gracza, który jest „na topie”…

    Kibicowanie Czerwonym Diabłom, nie jest pójściem na łatwiznę i nigdy nie było. Są momenty gorsze i lepsze. Wiadomo, że gdy jest naprawdę źle, to część „fanów, przechodzi” na kibicowanie innemu teamowi. Ale prawdziwi sympatycy danej ekipy zawsze są z nią, nie ważne, czy ukochany klub przegrywa z Chelsea 0:3, czy z Liverpoolem wygrywa się 3:0. I to właśnie w futbolu jest piękne!

  25. Mati pisze:

    Tekst naprawdę masakrycznie dobry. Cieszę się, że na tej stronie(na którą rzadko niestety zaglądam) pojawiają sie takie artykuły. Problem jest poważny i wbrew pozorom często poruszany prze ze mnie i moich kolegów kibiców. Moim najlepszym przyjacielem jest kibic Chelsea i Realu. razem chodzimy na mecze do pubów i bardzo często dyskutujemy na tematy wierności klubowi, sezonowców czy kasy Romana.

    Zacząłem kibicować United po sezonie 98/99 czyli jak zdobyli The Treble miałem wtedy 8 lat, można więc rzec że idealnie wpisuje sie w tezę przedstawioną przez autora tego tekstu. Jednak od tego czasu zawsze kibicowałem United zawsze. Kiedy nie wyszli z grupy w LM, kiedy zajmowali 3 miejsce w PL nawet przez myśl mi nie przeszło żeby zacząć kibicować innemu klubowi. Kiedyś kibicowałem United i uwielbiałem Ruuda, Ruud odszedł ja dalej kibicuje diabełkom, bo nie zawodnicy są najważniejsi tylko klub. Po 10 latach historia zatoczyła koło i znów mamy sukces w LM. Opłacało sie czekać, rozpiera mnie duma że kibicuje United. A gdyby w tym sezonie nic nie zdobyli nadal będę z nimi. jak ktos juz napisał wcześniej po prostu czuje że to ten klub.

    Co do problemu polskiej ligi to wiadomo, że w tym bagnie nie da sie długo wytrzymać, poziom sportowy mierny korupcja wszędzie, to chyba normalne, że przyjemności z footbolu w Polsce jest jak na lekarstwo. Dlatego kibice wolą fascynować się innymi ligami gdzie i piękno piłki i poziom sportowy graczy jest o niebo wyższy nie Wdzie tym nic złego. piłka ma sprawiać przyjemność, kibicowanie to nie jest męczeństwo czy asceza.

    Ja też jestem z Torunia, u nas w mieście doszło do takiej paranoi, że z braku porządnych drużyn piłkarskich kibice Elany i apatora (żużel) tłuka się, co dla mnie jest chore bo co ma żużel do piłki. Dla mnie w klubowej piłce istnieje tylko United i wiem, że tak zostanie bo ja juz swoją próbę przetrwałem i jestem z tego dumny, bo z czystym sumieniem mogę nazwać siebie wiernym kibicem United i to jest piękne

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..