Nie przegap
Strona główna / Liga Mistrzów / Liga Mistrzów 2008/2009 – półfinały – dzień I

Liga Mistrzów 2008/2009 – półfinały – dzień I

Liga Mistrzów 2008/2009 - półfinały - dzień I
Po dwóch tygodniach wracają najbardziej elitarne rozgrywki klubowe na świecie. Na placu boju pozostały tylko cztery drużyny, naszpikowane gwiazdami, pełne ambicji i woli walki. Zdecydowanego faworyta brak, choć wiele osób próbuje już wyświęcić Barcelonę, okrzykniętą po pół sezonu drużyną wszech czasów. Pamiętajmy jednak, że liga hiszpańska do najsilniejszych pod względem defensywy nie należy, a FC Basel Sporting Lisbona, Olympique Lyon i pogrążony w kryzysie Bayern Monachium (z tymi drużynami Barca radziła sobie najlepiej) to nie są wielcy przeciwnicy na skalę europejską. Chelsea natomiast toczy heroiczne boje na trzech frontach, w każdym spotkaniu zostawiając na boisku całe serce. Jednak najważniejsza wydaje się właśnie Liga Mistrzów. Czy zaszczepiona przez Hiddinka determinacja wystarczy, by powstrzymać magiczną Barcelonę?

Być może będzie to ostatni pojedynek pomiędzy drużynami z Anglii i Hiszpanii – dwóch najsilniejszych lig europejskich (proszę nie sugerować się głośnym rankingiem, w którym stwierdzono, że najlepsze drużyny ma liga ukraińska). Będzie to ostateczny sprawdzian ligi hiszpańskiej – czy Barcelona jest jedynym zespołem, który potrafi tam grać w piłkę na europejskim poziomie, czy może nie ma już żadnej, a Barca jest najlepsza wśród tych przeciętniaków? O tym, że w Hiszpanii panuje system dwupartyjny (Duma Katalonii i Galaktyczni) wiadomo nie od dziś. Teraz wciąż trwają spory, czy jest to system rodem ze średniej piłkarsko Szkocji, czy jednak hiszpańska szabelka (bardziej adekwatny byłby rapier chyba) potrafi pokonać angielskie czołgi.

Barcelona zaliczyła w ten weekend kolejną wpadkę. Szczęśliwy (sic!) remis z Valencią sprawił, że Real zbliżył się do Katalończyków już na cztery punkty, a wciąż ma do rozegrania Gran Derbi u siebie. Nawet jeśli Królewscy nie wygrają w tym roku ligi będzie to jeden z najbardziej pasjonujących pościgów w historii piłki nożnej. Jeśli natomiast wygra – to ta gonitwa również wygra, tym razem w cuglach. Choć Blaugrana wciąż potrafi grać pięknie i efektownie, ma widoczne problemy z odrabianiem strat i wyrachowaną grą w obronie – pokazał to zeszłoroczny dwumecz z United, tegoroczny mecz z Valencią, może to również pokazać dwumecz z Chelsea.

Bardzo dobrze prezentuje się sytuacja kadrowa Katalończyków. Jedynym niedostępnym piłkarzem Josepa Guardioli jest Gabriel Milito, który zmaga się z kontuzją już ponad rok. Rafael Marquez wraca z zawieszenia za żółte kartki.

Londyńczycy natomiast są jednym z milszych zaskoczeń ostatniej części sezonu. Pod wodzą nowego trenera, jednego z największych specjalistów w swoim fachu wykonują naprawdę ogromną pracę, utrzymując się we wszystkich rozgrywkach dłużej, niż planowano (LM miała skończyć się na 1/4, FA na najwyższej możliwej do ugrania, liga na utrzymaniu się w czwórce).

Chelsea niejednokrotnie pokazała już wolę walki oraz olbrzymią determinację (chociażby pamiętne 4:4 z Liverpoolem). Jest drużyną niezwykle silną, która już zdążyła ustabilizować swoją pozycję w Anglii i Europie jako jedna z czołowych drużyn. Od kilku lat próbuje jednak spełnić wielką ambicję właściciela Romana Abramowicza – zdobyć puchar Ligi Mistrzów. Rok temu drużyna ze Stamford Bridge była bardzo bliska, minimalnie przegrywając w finale w karnych z drużyną Manchesteru United. W tym roku, kiedy walka o mistrzostwo w zasadzie nie dotyczy już The Blues, a finał FA Cup dopiero 30 maja, Guus Hiddink i jego podopieczni mogą skoncentrować się na upragnionej Lidze Mistrzów.

Holender będzie miał jednak problem ze skompletowaniem składu. Pomijając niezbyt rozbudowaną ławkę rezerwowych, nie będą mogli wystąpić Deco, Joe Cole i Paulo Ferreira (kontuzje kolan), zagrożony jest występ Ricardo Carvalho (kontuzja ścięgna podkolanowego), dodatkowo Ashley Cole został zawieszony ze względu na kartki. Oznacza to, że najmocniej przetrzebiona będzie linia defensywna Chelsea, a w ataku Barcelona dysponuje zawodnikami najwyższej klasy.

Barcelona ma mniejsze problemy ze składem oraz wystąpi na własnym boisku. Jednak konieczność koncentrowania się na lidze, ostatnia wpadka i oddech Realu na plecach mogą stanowić spore obciążenie psychiczne dla podopiecznych Josepa Guardioli. Na Chelsea natomiast nie ciąży żadna presja, natomiast ma pewne problemy kadrowe. Typuję remis ze wskazaniem lub nieznaczne zwycięstwo Barcelony. I heroiczny bój za tydzień, który da nam odpowiedzi na mnóstwo arcyciekawych pytań.

Przewiń na górę strony