Nie przegap
Strona główna / Liga Mistrzów / Liga Mistrzów 2008/2009 – ćwierćfinały; dzień II

Liga Mistrzów 2008/2009 – ćwierćfinały; dzień II

Liga Mistrzów 2008/2009 - ćwierćfinały; dzień II
Po dość nieoczekiwanym przebiegu pierwszych dwóch spotkań ćwierćfinałów Ligi Mistrzów nadszedł drugi dzień tego etapu rozgrywek. Czekają nas kolejne dwa mecze, a każdy z nich jest określany mianem absolutnego szlagieru. W pierwszym z nich zmierzą się Barcelona i Bayern Monachium. Bawarczycy przyjadą na Camp Nou po upokarzającej porażce (5:1) z Wolfsburgiem. Z kolei w drugim meczu mamy odgrzewanego po raz piąty kotleta – Liverpool podejmie na Anfield Road wicemistrzów Anglii i Europy – londyńską Chelsea. Po raz piąty w ciągu ostatnich pięciu lat.

Barcelona – Bayern Monachium

Po meczach 1/8 Ligi Mistrzów powątpiewałem w wiarę wszystkich ludzi co do tego, że murowanym faworytem jest Barcelona. Bądź co bądź Bayern wygrał w dwumeczu 12:1 – być może z jedną ze słabszych drużyn stawki, ale wygrać z kimkolwiek dwa mecze w takim stosunku to duży wyczyn. Wierzyłem, że Bayern zrobi na złość wszystkim fanom Barcelony i przejdzie do półfinału, a potem do finału, w którym miał spotkać się z Manchesterem United. Teraz już nie tylko wątpię w finał dla United, ale też nie mam złudzeń, że Bawarczycy będą mieli ogromne problemy, aby dostać się chociaż do półfinału.

Barcelona, prowadzona przez debiutującego w roli trenera najwyższej klasy Josepa Guardiolę jest sensacją obecnego sezonu. Ich efektowna gra i takież zwycięstwa przyćmiły nawet zabójczą skuteczność i konsekwencję, prezentowaną przez graczy United w środku sezonu. Po krótkiej zadyszce Duma Katalonii zaczęła drugą wspaniałą serię i wciąż zachowuje bezpieczną, sześciopunktową przewagę nad Realem Madryt, który mimo ogromnej determinacji nie może zbliżyć się do odwiecznych rywali. Na 9 spotkań przed końcem sezonu wszystko wskazuje na to, że Barcelona po raz 19 w historii sięgnie po Mistrzostwo Hiszpanii.

Abidal i Yaya Toure są jedynymi piłkarzami Barcy, którzy z pewnością nie zagrają. Do składu wrócił Iniesta i Puyol, a kilku ważnych zawodników, jak Henry, Messi i Alves odpoczywali w ostatnim meczu z Valladolid. Oznacza to, że Guardiola ma do dyspozycji silny i całkiem wypoczęty skład z wysokim morale. Wygląda na to, że zagrożeniem dla Barcelony może być tylko ona sama – forma zawodników, ich mentalność i zdrowie. Jeśli te trzy elementy będą utrzymywane na wysokim poziomie to Barcelona może być drużyną nie do pokonania w tym sezonie.

Bayern natomiast jest dla mnie zagadką. Mają niezwykle silny skład z wicemistrzami Europy – Klose, czy Podolskim – w składzie, a także Frankiem Riberym, porównywanym z Ronaldo czy Messim. Potrafią wygrać 7:1 ze Sportingiem Lizbona, a przegrywają w lidze z bezpośrednim rywalem – Wolfsburgiem – aż 5:1. Sytuacja na czele tabeli Bundesligi jest niezwykle napięta, pierwszy zespół ma tylko 1 punkt przewagi nad czwartym. Bayern w tym zestawieniu znajduje się na drugim miejscu i wciąż walczy o ostateczny triumf.

Dodatkowo wątpliwe są występy Lahma, Lucio i van Buytena, a bez nich obrona Bawarczyków będzie jeszcze bardziej wrażliwa na ofensywnie grającą Barcelonę. Jurgen Klinsmann nie skorzysta także z usług Mirosława Klose, który wciąż zmaga się z kontuzją. Przetrzebiony Bayern, osłabiony mentalnie po druzgocącej porażce z bezpośrednim rywalem może okazać się dla Barcelony łatwym przeciwnikiem.

Barcelona jest zdecydowanym faworytem bukmacherów i nie ma się co dziwić. Fenomen obecnego sezonu zdaje się być nie zatrzymany, a z chwilowego kryzysu wyszli bardzo szybko (czego niestety nie można powiedzieć o United) i wciąż są faworytem całych rozgrywek, mimo niekorzystnego losowania.

Liverpool – Chelsea FC

Piąty rok z rzędu obie drużyny spotykają się regularnie w każdej edycji Ligi Mistrzów (raz w fazie grupowej, trzy razy w fazie pucharowej). Te pojedynki nikogo nie faworyzują, gdyż obie drużyny wygrały po dwa mecze i cztery razy zremisowały. Stosunek bramkowy: 5 do 5. Zapowiada się zacięty pojedynek, choć przypuszczam, że nie tak emocjonujący, jak życzyli by tego sobie kibice. Spodziewam się raczej partii szachów i próby nerwów.

Nieznacznie faworyzowany jest jednak Liverpool, który w ostatnich meczach przechodzi sam siebie. Wygrał 4:0 z Realem Madryt, potem 4:1 z Manchesterem United i 1:0 z Fulham, choć wynik powinien być dużo większy zważając na ilość sytuacji, którą mieli The Reds. Podopieczni Beniteza są bardzo zmobilizowani by nie pozwolić United zdobyć mistrzostwa i wyrównać rekordu ich klubu (18 tytułów), a także by przerwać 19 lat ligowej posuchy, podczas której Liverpool nie zdobył ani jednego mistrzostwa. Jednak po okresie słabej dyspozycji United, który Gerrard i spółka bezlitośnie wykorzystali, gracze sir Alexa Fergusona ponownie pokazali kły, wygryzając zwycięstwo w meczu z Aston Villą. Dzięki temu Liverpool wciąż traci punkt do obrońców tytułu, mając o jedno spotkanie mniej do rozegrania. Walka jednak z pewnością toczyć się będzie do samego końca i być może drugi rok z rzędu będziemy świadkiem sytuacji, w której mistrzostwo rozstrzygnie się w ostatniej kolejce.

Benitez ma do dyspozycji bardzo szeroką kadrę, gdyż jedynie Sami Hyypia i Philipp Degen leczą długoterminowe kontuzje. Hiszpan ma z czego wybierać, gdyż jak zwykle dysponuje wieloma zawodnikami, choć w większości słabo znanymi w szerszych kręgach. Mimo to skład Liverpoolu pokazał, że jest silny, a przede wszystkim wyrównany i niewielu jest graczy, których strata wyraźnie odbija się na grze zespołu.

Chelsea również liczy się w wyścigu po mistrzostwo, choć odstaje od pozostałych dwóch zespołów (3 punkty straty do Liverpoolu i 4 do United, przy jednym spotkaniu mniej do rozegrania). Zespół dostał skrzydeł pod wodzą Guusa Hiddinka, jednak wciąż nie jest w najlepszej dyspozycji i nie pokazuje tego, do czego przyzwyczaił pod rządami Mourinho i Avrama Granta. Zajmują trzecie miejsce i choć wciąż ambitnie walczą, mają najmniejsze szanse na zdobycie mistrzostwa, tak ze względu na wyniki, jak i ze względu na szerokość składu, jakim dysponuje holenderski szkoleniowiec.

Biorąc udział wciąż w trzech rodzajach rozgrywek brak wyrównanej, szerokiej kadry może bardzo szybko odbić się bokiem drużynie Hiddinka i sprawić, że Chelsea odpadnie o wiele wcześniej, niż wszyscy się spodziewali. Do tego kontuzjowani są Didier Drogba, który odżył pod wodzą nowego szkoleniowca, Jose Bosingwa, Paulo Ferreira i Joe Cole – czterech bardzo dobrych zawodników, którzy decydowali i decydują o sile ofensywnej i defensywnej drużyny.

Zarówno ja, jak i bukmacherzy faworyta pojedynku upatrują w Liverpoolu, którego świetna forma zainteresowała już całą piłkarską Europę. Choć skuteczność w ostatnim meczu z Fulham nie należała do najlepszych, to Liverpool był stroną zdecydowanie przeważającą. I jeśli trenerzy nie umówią się na partię szachów, to prawdopodobnie The Reds znowu będą dominowali.


Pierwsze spotkania przyniosły nieoczekiwane rezultaty. Dwa remisy to nie to, czego spodziewali się kibice i bukmacherzy. Za tydzień z pewnością będziemy świadkami emocjonujących rewanżów, w których lepszą pozycję będą miały Porto i Arsenal, ponieważ zagrają na swoich stadionach. Czy dzisiejsze mecze będą miały w sobie równie dużą dawkę suspensu? Czy może wszystko rozstrzygnie się zgodnie ze zdroworozsądkowymi przewidywaniami? Druga para spotkań ćwierćfinałów piłkarskiej Ligi Mistrzów już dzisiaj wieczorem!

Przewiń na górę strony