Nie przegap
Strona główna / Dlaczego? / Diabeł tkwi w szczegółach

Diabeł tkwi w szczegółach

Diabeł tkwi w szczególach
Sobotni lub niedzielny mecz w lidze to tylko kulminacja całotygodniowych treningów. Trener i reszta sztabu szkoleniowego nie mają ani chwili wytchnienia, bowiem proces przygotowawczy do kolejnego pojedynku rozpoczyna się wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego, który kończy dopiero co rozegrane spotkanie.

Pierwsze kilka godzin po meczu to prawdziwa wojna nerwów. Sfrustrowanym ostatecznym wynikiem zawodnikom puszczają nerwy i stanowią zagrożenie dla arbitra, przeciwników, a także kolegów z własnej drużyny. Nieodpowiedzialne zachowanie piłkarzy po meczu może rzutować na ich postawę w kolejnej potyczce oraz skutkować karami nałożonymi przez piłkarskie władze. Dlatego najważniejszym zadaniem trenera po ostatnim gwizdku sędziego, jest to, aby cało i zdrowo doprowadzić zespół do szatni. Dettmar Cramer, były trener między innymi Bayernu Monachium (z którym dwukrotnie zdobył Puchar Europy) i Bayeru Leverkusen podaje w swojej książce przykład pucharowego spotkania pomiędzy Bayernem Monachium i Herthą Berlin. Arbiter niesłusznie podyktował ‘jedenastkę’ dla ekipy ze stolicy, a sam piłkarz Herthy ostentacyjnie dał do zrozumienia przeciwnikom, że zanurkował w polu karnym. Stojący na linii bramkowej Sepp Maier nie zdołał obronić rzutu karnego, Bayern przegrał 2:1 i odpadł z rozgrywek. Legendarnemu bramkarzowi puściły nerwy i próbował sam wymierzyć sprawiedliwość. Wtedy niezbędna okazała się interwencja Cramera, który mocując się z Maierem (a należy dodać, iż było to niczym pojedynek siłowy Dawida z Goliatem!) przytrzymał go, aż opadły pierwsze emocje i sam zawodnik się w końcu opanował. Interwencja trenera uchroniła zawodnika od kar, pieniężnych czy meczowych i medialnej nagonki.

Szatnia

Szatnia. Kulminacyjny punkt emocji. Ostatni bastion szczerości. Ci, którzy zawiedli, płaczą, są besztani. Bohaterowie tańczą jak małe dzieci.

SPORTS 3/1991, S. 32ff

Zbiórka w szatni i pomeczowa konferencja to najważniejsze momenty po zakończonym spotkaniu. Zadaniem trenera jest nastawić odpowiednio psychicznie swoich graczy do kolejnego pojedynku, ostudzić hurraoptymizm spowodowany wysokim zwycięstwem oraz podnieść na duchu i ratować morale zespołu po porażce. Każde nieprzemyślane słowo wypowiedziane na konferencji prasowej może obrócić się przeciwko niemu. Publiczna krytyka danego piłkarza spowoduje u niego spadek zaufania do trenera, poczucie niedocenienia i w efekcie regres formy. Dlatego menedżer powinien panować nad samym sobą, co jest trudne zważając na to, iż po meczu nie ma czasu na jego dokładną analizę, a dziennikarze nie przepuszczą żadnego pytania.

Dlatego Dettmar Cramer starał się być powściągliwy na pomeczowych konferencjach, by nie popsuć atmosfery w zespole, a najciekawsze informacje i przemyślenia zostawiał dla siebie.

Bardzo mi przykro, ale nie będę tu nikogo atakował ani krytykował. Właściwie niepotrzebnie tu przyszedłem, bo to co powiem, to jedynie popłuczyny tego, co powinienem, ale czego niestety nie wolno mi powiedzieć.
A nie wolno mi dlatego, bo jeszcze dziś wieczorem zacytujecie to na wszystkich kanałach, w Studiu Sport, Aktualnościach Sportowych, Wiadomościach i następnego dnia napiszecie o tym we wszystkich gazetach. Zanim w niedzielny poranek o 9.30 spotkam moich piłkarzy, będą już oni odpowiednio nastawieni przez swoich przyjaciół, gotowi do walki ze mną.

Dettmar Cramer

Sezon 2001/02 miał byc ostatnim w karierze trenerskiej sir Alexa Fergusona. Mimo wieku Szkota, ogłoszenie przejścia na emeryturę było prawdziwym szokiem dla wszystkich, w szczególności dla zawodników. Jak to sie odbiło na wynikach? Cały zespół zupełnie stracił formę, a piłkarze United czuli się wyraźnie przybici perspektywą zmiany trenera. Nawet żona sir Alexa namawiała go do kontynuowania kariery.

To był tak naprawdę pomysł Cathy [żony Fergusona – przyp.aut.]. Gdyby nie ona i pełne wsparcie od chłopaków, w ogóle bym nie zastanawiał się nad zmianą decyzji.

W końcu, w lutym 2002 roku boss United ogłosił, iż daje sobie kolejne 3 lata zanim zacznie odcinać kupony na emeryturze. Od tego czasu minęło 7 lat, a Szkot wcale nie zwalnia tempa. Nie ukrywajmy tego jednak: piłkarsko na pewno nie, ale fizycznie się starzeje i nie będzie w nieskończoność prowadzić Czerwonych Diabłów. Nic nie trwa wiecznie. Z tym, że teraz Ferguson stara się powoli przygotować wszystkich na swoją rezygnację. Postawienie piłkarzy przed faktem dokonanym w 2001 negatywnie wpłynęło na wyniki zespołu i sir Alex już nie popełnia tego błędu i nie chce siać zamętu w głowach piłkarzy. Jak widać nawet taka znakomitość menedżerska sparzyła się na niepotrzebnie wypowiedzianych słowach, które wprowadziły niepewność w poczynaniach jego podopiecznych.

„Mecz trwa 90 minut!”

Sepp Herberger
Poczucie bezradności i bezsilność to chyba najgorsze z możliwych uczuć towarzyszące człowiekowi. Trudne sytuacje życiowe są znośne dopóki istnieje nadzieja na ich rozwiązanie i co ważne, można je rozwiązać poprzez działanie. Dlatego trener piłkarski to, mówiąc bez kozery, jeden z najbardziej stresujących zawodów na świecie. W czasie meczu ma ograniczone pole manewru. Jest niejako skazany na bierne przyglądanie się widowisku. 3 zmiany na całe 90 minut, 10-minutowa przerwa i pokrzykiwania na zawodników z linii bocznej to jego jedyne narzędzia w rozgrywanym spotkaniu. Do tego, zmęczonym i wzburzonym zawodnikom niezwykle ciężko jest przekazać taktyczne uwagi. W tym momencie na wagę złota są motywacyjne umiejętności ‘coachów’. Nawet jeśli drużyna gra totalny 'piach’, wstyd spojrzeć na tablice wyników czy spojrzeć kolegom w oczy, zadaniem trenera jest wzniecić w piłkarzach wulkan, który może zmienić oblicze meczu.

Przykłady można przytaczać bez liku. Manchester United w 2001 przegrywał do przerwy 0:3 ligowy mecz z Tottenhamem (w dodatku w Londynie!). Sir Alex Ferguson musiał w przerwie meczu mocno nadwyrężyć swoje struny głosowe. „Hairdryer treatment” (głośny krzyk w odległości kilku centymetrów od twarzy zawodnika) przyniósł nadspodziewane efekty: Czerwone Diabły wyszły odmienione na druga połowę spotkania i zaaplikowały Spurs 5 bramek, wygrywając ostatecznie 5:3. Podobnych scenariuszy w karierze menadżerskiej Szkota jest o wiele więcej (choćby finał LM w 99 roku i 2 gole w doliczonym czasie gry). Sęk w tym, aby nosić w sobie mentalność zwycięzcy i nigdy się nie poddawać.

Fritz Walter, niemiecki napastnik i kapitan Mistrzów Świata z 1954 roku wspomina swojego kolegę Schorscha Gawliczecka, z którym grał razem w Kaiserslautern:

Kiedy było jeszcze 5 minut do końca meczu, a my dostawaliśmy 0:3, Gawliczeck zawsze mówił: – „Chłopaki, jeszcze nam się uda, jeszcze nam się uda!”

Do dzisiaj pamiętam Euro 2000 i grupowy mecz pomiędzy reprezentacją Słowenii i byłej Jugosławii. Słoweńcy byli niemałą rewelacją turnieju w Belgii i Holandii, a w ich ataku szalał wtedy Zlatko Zahovic. Moment dekoncentracji (właściwie trzy) i Jugosłowianie odrobili straty w 5 minut, a mecz zakończył się trzy-bramkowym remisem.

Sam Dettmar Cramer podaje idealny przykład z czasów swojej trenerskiej kariery w Bayernie Monachium. Zespół z Bawarii udał się na trudny wyjazdowy mecz w Bochum. Sędzia zarządza przerwę, a goście przegrywają 1:4! Menedżer całkiem przewrotnie w szatni mówi:„Wiecie, całkiem nieźle nam idzie”, na co w gorącej wodzie kąpany Franz Beckenbauer wypalił:„Psycholog się znalazł!”. Cramer spróbował zmotywować swój zespół i z nadzieją na lepszy wynik wyszedł na drugą połowę meczu. Tymczasem, trzy minuty po przerwie jest już 1:5! Wtedy gola po kontrataku strzelił Schwarzenbeck. Było więc 2:5. Ostatnią bramkę po samotnej akcji zdobył Uli Hoeness i ostatecznie Bayern wygrał 6:5!

Najważniejszy mecz rozgrywa się poza boiskiem, a ściślej mówiąc w głównie w umysłach i głowach piłkarzy. Fakt faktem, że w nowoczesnej piłce tak wiele drobiazgów decyduje o końcowym sukcesie. Jednak bez odpowiedniego nastawienia psychicznego nie można zbyt wiele zdziałać.

Braku wiary we własne siły i odporności psychicznej można zarzucić większości polskich piłkarzy. Przykro to stwierdzić, ale trochę przywykłem do upokarzających porażek Polski w ostatnich minutach spotkania. Nie oznacza jednak, że odwróciłem się od reprezentacji. Ktoś powie, że na Mundialu w Niemczech nasi gracze prowadzili heroiczny bój z gospodarzami. Co nam z tego skoro daliśmy sobie wbić gola w ostatnich minutach? Historia pamięta zwycięzców, a Polacy zapamiętają głównie ból, rozpacz i rozczarowanie po takiej porażce. Polscy piłkarze nie mają po prostu ‘jaj’, żeby dowieść korzystny wynik do końca i zawojować coś na większej imprezie. Żeby odnieść sukces trzeba się nastawić na walkę o zwycięstwo, a nie walkę o przetrwanie. Bardzo trafnie polską mentalność skwitował Wojciech Kowalczyk, który w książce Kowal. Historia prawdziwa opisuje jeden ze swoich reprezentacyjnych występów: „Zagraliśmy typowo polski futbol – to znaczy po strzeleniu gola w ciągu minuty znów był remis.”

Trening

Odpowiednie nastawienie mentalne to oczywiście nie wszystko. Wojowniczą postawą można wiele zdziałać, ale zespół 8. ligi angielskiej w życiu nie wygra z ekipą Premiership, co najwyżej może napsuć jej trochę krwi. Umiejętności, ot co. Trening siłowy jest mniej przyjemny niż zabawy z piłką, ale nie mniej ważny. Menedżer musi posiadać ogromną siłę przekonywania, by uzmysłowić swoim podopiecznym, że praca nad kondycją to podstawa sukcesu. Przed sezonem przeprowadza się forsowne i ciężkie ćwiczenia, które stwarzają podstawy kondycyjne na cały sezon. W trakcie rozgrywek pracuje się już lżej, po to by utrzymać pożądany poziom. Nie wolno w żadnym wypadku przeciążyć piłkarzy: nogi to w końcu ich narzędzie pracy! Zakwaszenie i przemęczenie mięśni nóg ma bezpośredni negatywny wpływ na panowanie nad piłką.

Da się też zauważyć całkiem interesujące zjawisko, że po skończonym treningu, na którym osiągnięto określone granice wytrzymałości lub nawet na krótki czas je przekroczono, zawodnicy podśpiewują sobie i pod prysznicem panuje lepsza atmosfera niż po ćwiczeniach technicznych. Chłopcy są po prostu z siebie dumni!

Dettmar Cramer

Angielskie tygodnie

Do spadku skuteczności mogą przyczynić się tak zwane Boxing Days, w których mecze gra się co trzy dni. Sobota, środa, znowu sobota i tak w kółko. W angielskiej Premiership jest to ważny moment rozgrywek w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Natomiast od 7 do 31 stycznia Manchester zagrał 7 spotkań, mając zazwyczaj tylko 2 dni do odpoczynku. Jutro zakończy się za to seria 9 meczów w ciągu 30 dni. Poza tym, w ciągu 2 dni przerwy nie można wystarczająco odpocząć, ani dostatecznie wyleczyć drobnych kontuzji. Przy takich przeciążeniach niewielkie urazy mogą się przerodzić w poważne, długotrwałe kontuzje. Angielskie tygodnie nie sprzyjają zatem rozgrywaniu wybitnych pojedynków. W przypadku United niejednokrotnie obserwujemy dużą rotację w składzie i cierpliwie wymęczone zwycięstwa, po niezbyt porywającej grze.

Jak zatem utrzymać u zawodników stałą mobilizację, gdy trzeba grać co 3 dni, nie ma czasu na odpoczynek ani na spotkanie z rodziną? Zwłaszcza w okresie Świąt rozłąka z rodziną jest dla piłkarzy ciężka do zniesienia. Głośno ostatnio było o anonimowej wypowiedzi jednego z arbitrów sekundujących pojedynki w Premier League. Ów sędzia stwierdził, iż zawodnicy często umyślnie faulują, by dostać karę od Football Association i móc odpocząć od szalonego tempa rozgrywek i spędzić więcej czasu w domu. Mało tego! Niektórzy są na tyle bezczelni, że jeszcze przed wyjściem na murawę proszą sędziów o pokazanie im kartonika.

A na zakończenie, metody motywacyjne Janusza Wójcika opisane przez Kowala:

Golimy frajerów! Wślizg, wślizg, wślizg! Ta adrenalina, przesyłana w słowach przez trenera, wszystkim nam się bardzo udzielała. Byliśmy tak naładowani, że nawet gdy krzyczeliśmy „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, to było słychać tę pozytywną agresję. To był brutalny okrzyk.
[…] Finał, ludzie, telewizja, historia, olimpiada, sukces, kariera. Nagle chlast! Trener Wójcik wymierzył mi soczysty cios w plecy. Nie było czasu, żeby teraz rozmyślać, co będzie. Cios w plecy skutecznie leczył z takich stanów. Leczył zawsze i dobitnie. To był ulubiony sposób trenera, aby pobudzić zawodników. Plecy szczypały, ale poziom adrenaliny wzrastał lawinowo. Poza tym Wójcik lubił zadawać pewne pytania.

– Kowal! Co zrobimy z tymi frajerami?

– Jak to co? Opierdolimy!

To była najbardziej pożądana odpowiedź. Jeśli ktoś nie lubił przeklinać, mówił „ogolimy”. Jednak „opierdolimy” było jak najbardziej na miejscu. To był miód na serce trenera. Ponieważ można było mieć pewność, że ja użyję właśnie tego słowa, w dodatku z szelmowskim uśmiechem na ustach, trener lubił zwracać się przede wszystkim do mnie.

Przewiń na górę strony