Nie przegap
Strona główna / Dlaczego? / Ciężki kawałek chleba

Ciężki kawałek chleba

Sir Alex Ferguson

Dziś wszyscy w koło mówią 'Leo, Leo, Leo!” Ale niech Polska przegra dwa mecze na Euro, a to się szybko zakończy. Futbol jest taki sam wszędzie i my, trenerzy musimy być na to przygotowani.
Leo Beenhakker


Tak Leo Beenhakker wypowiadał się przed Mistrzostwami Europy na temat euforii jaka zapanowała wokół jego osoby po wygranych eliminacjach. Wszyscy Polacy żywili ogromne nadzieje związane z pierwszym, historycznym występem na turnieju wyłaniającym najlepszą drużynę Starego Kontynentu. Zamiast tak bardzo oczekiwanego sukcesu, Euro przyniosło nam wielkie rozczarowanie. Atmosfera wokół Holendra zrobiła się cięższa, już nikt nie skandował jego imienia. Po sobotnim zwycięstwie nad Czechami Leo odzyskał dobrą prasę. Od bohatera do zera i odwrotnie? Taka jest specyfika zawodu trenera.

O tym, że menadżerowie nie mają łatwego życia wiemy nie od dzisiaj. Każdy ich ruch obserwują miliony sympatyków piłki nożnej, z których każdy wie lepiej kogo należy powołać na dane spotkanie lub zmienić w końcówce gry. To zjawisko jest szczególnie widocznie w kontekście powołań do zespołu narodowego. Gdy nadchodzi Mundial lub Euro cała uwaga obywateli skupia się na selekcjonerze kadry i jego wyborach. Rzadko zachodzi sytuacja, kiedy wszyscy są zadowoleni z decyzji sztabu. Engel nie powołał Tomasza Iwana, Janas zostawił w domu Dudka i Frankowskiego. Zagraniczni trenerzy wzbudzali nie mniej kontrowersji: Aragones podziękował za współpracę Raulowi, Domenech nie znalazł miejsca w kadrze dla Davida Trezeguet, a Włosi w Austrii i Szwajcarii musieli sobie radzić bez Alessandro Del Piero. Przykładów można mnożyć w nieskończoność, codziennie pojawiają się nowe.

Trenerzy drużyn występujących w Lidze Mistrzów 2008Presja jaka towarzyszy temu zajęciu jest wręcz niewyobrażalna. Cały kraj, miasto i społeczność śledzi każdy Twój ruch i poddaje pod surowy osąd każdą decyzję. Nie inaczej jest w przypadku klubów piłkarskich. Manchester United, Chelsea, Real Madryt, FC Barcelona AC Milan to wielkie światowe firmy, których zadaniem jest wygrywanie wszelakich trofeów. Wywalczenie kolejnego tytułu jest traktowane niemalże jako obowiązek. Menadżer bez sukcesów jest skazany na odrzucenie nie tylko ze strony kibiców ale przede wszystkim właścicieli, którzy rzadko wykazują się cierpliwością.

Obecnie, to właściciele okazują się największą przeszkodą w swobodnym prowadzeniu klubu. Pod tym względem, trenerzy z Premier League mogą wiele pozazdrościć swoim kolegom z zagranicznych drużyn. Ekspansja i rozwój ligi angielskiej spowodowały, iż coraz bogatsi ludzie zaczęli się interesować klubami z Wysp Brytyjskich. Jako ludzie przedsiębiorczy o dużej władzy przywykli do tego, iż to oni podejmują najważniejsze decyzje, czego wynikiem bywa ingerencja w działania menadżerów. Modę na kupno i posiadanie własnego zespołu zapoczątkował nie kto inny jak Roman Abramowicz.

To dla Ciebie Roman!W lipcu 2003 roku, Rosjanin sfinalizował zakup Chelsea za 140 milionów funtów. Jak przystało na miliardera, pan Roman miał wielkie ambicje piłkarskiego podbicia Anglii i Europy. 100 mln funtów wydane na nowych piłkarzy nie wystarczyło Claudio Ranieriemu, aby zdobyć jakikolwiek tytuł. Wicemistrzostwo kraju za Arsenalem i przegrany półfinał Ligi Mistrzów z AS Monaco w sezonie 2003/04 zakończyły współpracę obu panów. Wtedy też na Fulham Road zapadła decyzja, aby etat na ławce powierzyć Jose Mourinho, który był świeżo upieczonym zdobywcą Pucharu Europy z FC Porto. Portugalczyk dał się poznać w Londynie jako człowiek, który potrafi zapanować nad gromadą świetnych piłkarzy kupionych za ciężkie pieniądze Abramowicza. Ogromny szacunek i zaufanie jakim obdarzyli go zawodnicy zaowocowały między innymi zdobyciem dwóch z rzędu mistrzowskich tytułów Premier League. Wygranie Ligi Mistrzów, z różnych powodów, okazało się jednak nieosiągalne dla menadżera The Blues. Przegotowania do sezonu 2006/2007 przyniosły spekulacje o rezygnacji Mourinho z pracy na Stamford Bridge. Powodem miały być nie najlepsze stosunki z właścicielem klubu. Do Chelsea ściągnięto przyjaciela rosyjskiego miliardera – Andrija Szewczenke. Dzisiaj już chyba nikt nie ma wątpliwości, że Jose miał nikły wpływ na decyzje o kupnie napastnika. Ukrainiec zmarnował się w Londynie i nie zaoferował nic w zamian za 30 mln funtów jakie na niego wydano, a dodatkowo przyczynił się do pogorszenia relacji na linii Mourinho – Abramowicz. W końcu, po nieudanym początku sezonu, 20 września 2007 Portugalczyk odszedł z Chelsea.

Fabio CapelloPrzenieśmy się teraz na południe Starego Kontynentu, do stolicy słonecznej Hiszpanii, Madrytu i przyjrzyjmy się warunkom z jakimi muszą się zmierzyć śmiałkowie podejmujący wyzwanie pracy na Santagio Bernabeu. W 2003 roku, ówczesny prezes Realu, Florentino Perez i zarząd klubu zadecydowali o tym, iż Vincente del Bosque nie powinien dalej trenować zespołu Królewskich. Menedżer, który w krótkim czasie wygrał dwukrotnie Ligę Mistrzów i Primera Division został zwolniony po pierwszym słabszym sezonie w Europie. W kolejnych rozgrywkach zastąpił go Carlos Queiroz. Portugalczyk nie zdobył żadnego trofeum, co rzecz jasna poskutkowało zakończeniem jego przygody na Półwyspie Iberyjskim. W rozgrywkach 2003/2004 Galacticos prowadziło aż 3 różnych trenerów: Jose Antonio Camacho, Mariano García Remón oraz Vanderlei Luxemburgo. Jak widać, praca pod nadzorem Florentino Péreza nie była łatwa. Jego następca, również nie był zbyt łaskawy dla swoich szkoleniowców – Fabio Capello stracił posadę na Santiago Bernabeu, mimo zdobycia kolejnego trofeum w La Liga. Decyzję o zwolnieniu Włocha można wytłumaczyć jednak stylem gry jaki Real reprezentował pod jego kierownictwem – defensywnym i mało finezyjnym. Nie do tego przyzwyczaili swoich sympatyków piłkarze mistrza Primera Division.

Większość menedżerów z zazdrością spogląda na sir Alexa Fergusona, nie tylko ze względu na liczbę wywalczonych tytułów, która notabene powala na kolana ;-). Szkot od początku swojej pracy na Old Trafford cieszy się wielkim zaufaniem włodarzy United. Kiedy 6 listopada 1986 roku powierzono mu misję prowadzenia Czerwonych Diabłów, United było jednym wielkim barem, a braki w kondycji u niektórych (co mocniej wychylających za kołnierz) graczy były delikatnie mówiąc, niepokojące. Ferguson szybko wprowadził należytą dyscyplinę i drużyna zaczęła powoli wychodzić na prostą, czego najlepszym przykładem było wicemistrzostwo Anglii w sezonie 1987/88. Kolejne rozgrywki były już mniej udane, a grudzień 1989 roku sir Alex opisał jako „najbardziej ponury okres jaki doświadczył w karierze”. Po serii 8 spotkań bez zwycięstwa (6 porażek i 2 remisy), na trybunach Teatru Marzeń kibice wywiesili transparent:

„3 lata wymówek i wciąż gówno z tego wynika. Pa pa Fergie.”

Sir Alex FergusonWtedy Szkot był naprawdę blisko ujrzenia wypowiedzenia ze strony włodarzy United. W powszechnej opinii dziennikarzy i kibiców pojedynek z Nottingham Forest w 3 rundzie Pucharu Anglii miał być jego ostatnim meczem na ławce trenerskiej przy Sir Matt Busby Way. Zespół z East Midlands utrzymywał w lidze równą, dobrą formę i wszyscy spodziewali się kolejnego nieudanego występu Czerwonych Diabłów. Stało się jednak inaczej: w pierwszej odsłonie padł remis, a w powtórce podopieczni naszego bossa wygrali 1:0. To zwycięstwo bardzo podbudowało całą drużynę: w maju, w finale FA CUP Manchester pokonał Crystal Palace i sir Alex mógł się cieszyć z pierwszego ważnego trofeum, które zdobył dla The Reds. Dzisiaj wiemy jak bardzo opłacalna była ta odrobina cierpliwości ze strony właścicieli United.

Alex Ferguson oraz Arsene Wenger to bardzo osobliwe i rzadko spotykane przypadku we współczesnym futbolu. Utrzymanie się na swoim stanowisku przed tyle czasu (odpowiednio 21 i 12 lat) wydaje się być obecnie mission impossible.

Maurizio ZampariniW tym miejscu warto przytoczyć przykład Maurizio Zampariniego – właściciela Citta di Palermo. W 1. kolejce nowego sezonu Serie A jego zespół poniósł porażkę z Udinese. Pan Prezes podczas opijania przegranej wpadł na genialny pomysł zwolnienia Stefano Colantuono. Ta idea widocznie przypadła mu do gustu, bowiem zrobił to po raz 27. (sic!) od kiedy wszedł w piłkarski światek. Wcześniej dawał się we znaki 15 trenerom Venezii, drużyny, której wcześniej był właścicielem. Szczególną estymą cieszy się u niego Francesco Guidolin, który pojawiał się i znikał na ławce trenerskiej aż trzykrotnie. Jego ostatnia przygoda z sycylijskim klubem zakończyła się 24 marca 2008 r. Wówczas to Guidolina zastąpił inny ulubieniec porywczego właściciela Palermo – Stefano Colantuono. Warto zaznaczyć, że Colantuono wyleciał z roboty na Stadio Renzo Barbera niecałe pół roku wcześniej, 26 listopada 2007 r. Obecnie trenerem drużyny z ojczyzny mafii jest Davide Ballardini. Ostatnio pan prezes zapowiedział nawet, iż widzi możliwość dłuższej współpracy z nowym szkoleniowcem:

„Z Ballardinim wszyscy tworzymy drużynę i cała grupa jest zadowolona, że ma okazję z nim współpracować. Przedłużenie kontraktu z trenerem to żaden problem. Nadal o tym nie rozmawialiśmy, ale naprawdę, to żaden problem. W każdej chwili umowa może zostać przedłużona.”

… albo zerwana ;-).
Jak sądzicie, jak długo wytrwaliby w Palermo Ferguson i Wenger?

Oprócz prezesów, menadżerowie muszą ogarnąć i odpowiednio 'wychować’ piłkarzy jakich mają do dyspozycji. Nie chodzi tutaj bynajmniej o wyszkolenie taktyczne czy kondycyjne podopiecznych (chociaż gdyby się tu dłużej zastanowić to wpojenie odpowiedniego myślenia na boisku polskim zawodnikom zajmuje na pewno więcej czasu niż tym z Anglii, Włoch czy Hiszpanii). Zespół składa się z 23 zawodników, z których każdy ma inny charakter, mniej lub bardziej konfliktowy. Wszyscy chcą grac w pierwszym składzie i nie wszyscy muszą się lubić, szczególnie, gdy rywalizują ze sobą o miejsce w wyjściowej jedenastce. Nad całym tym galimatiasem musi zapanować trener i pogodzić indywidualne ambicje każdego z zawodników.

Sprawy się dodatkowo komplikują, gdy do ekipy dołącza jakiś konfliktowy zawodnik, typowy Bad Boy. Specjalistą w poskramianiu ognistych temperamentów jest oczywiście sir Alex Ferguson. Szkotowi udało się przemówić do rozsądku Cantonie oraz Keano. W Manchesterze najważniejszy jest klub i piłka nożna. Odwrotna sytuacja miała miejsce w Barcelonie podczas kadencji Franka Riijkaarda. Ta uwaga tyczy się głównie Ronaldinho. Po drużynowych i indywidualnych sukcesach w Hiszpanii oraz Europie, Brazylijczykowi woda sodowa uderzyła do głowy i w jego hierarchii wartości chipsy przeskoczyły na wyższą pozycję niż treningi. Ego Samuela Eto nie pozwalało mu na wyjście na murawę z ławki rezerwowych. W Chelsea po odejściu Mourinho, zespół trenował Avram Grant, istne przeciwieństwo charyzmatycznego Portugalczyka. Z prasy codziennie dochodziły anonimowe głosy graczy niezadowolonych z osoby, która miała wydawać im polecenia na boisku. Paradoksem jest to, iż pod londyńczycy pod jego wodzą doszli do finału Ligi Mistrzów, czego nie udało im się dokonać nawet Mourinho.

Co można zatem w skrócie powiedzieć o zawodzie menedżera? Jest to ciężka i żmudna praca, a każda decyzja obarczona jest ryzykiem niepowodzenia. Sukces ma wielu ojców, natomiast porażka jest sierotą. Czyżby? Myślę, że w piłce nożnej za głównego winowajcę zawsze będzie uważany trener.

Przewiń na górę strony