Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / Abramowicz tęskni za Rosją?

Abramowicz tęskni za Rosją?

Abramowicz spogląda z utęsknieniem w stronę Rosji
Za rosyjskimi sukcesami sportowymi kryją się ogromne pieniądze, czego najlepszym przykładem jest drużyna Zenitu Sankt Petersburg. Ostatnio można zauważyć wzmożony ruch finansowy w sferze sportowej, co wyraźnie przekłada się na wyniki – Rosjanie wracają do piłkarskiej, koszykowej i hokejowej elity. Co na to Abramowicz, wyspiarski emigrant?

Roman Abramowicz, rosyjski miliarder i oligarcha, w 2003 r. zakupił Chelsea Londyn i na dobry początek wpompował w drużynę ponad 110 milionów funtów. Rok później jego firma Sibneft podpisała opiewającą na 58 milionów dolarów umowę sponsorską z CSKA Moskwa. Po roku odsprzedał swoje udziały w Sibnefcie, jednak do tego czasu zdążył jeszcze zebrać gratulacje (i wypłacić niemałe premie) za zwycięstwo moskiewskiego klubu w Pucharze UEFA. Zapewne, gdyby wiedział, że niebawem rosyjski futbol zacznie wchodzić na futbolowe salony w Europie, nie zrezygnowałby ze wspierania rosyjskiego zespołu. Teraz Abramowicz siedzi na Wyspach i z rozżaleniem spogląda w stronę Kremlu. Czy to oznacza, że niebawem przestanie zwracać uwagę na Chelsea?

Nieco ponad dwa tygodnie temu, Zenit ogrywał Manchester United na stadionie Louisa II w Monaco. Abramowicz siedział w loży obok Hiddinka, trenera rosyjskiej reprezentacji. Kiedy gracze z Petersburga zdobywali bramki, wstawał i bił brawo. Rosjanie przyćmili najlepszy zespół Starego Kontynentu, zdobywcę Ligi Mistrzów, ruski futboł (ros. русский футбол – tak, tak, uczmy się języka rosyjskiego, bo niebawem to na Syberii będzie futbolowe centrum „Europy”) triumfował. Jestem ciekaw, czy podczas wznoszenia Superpucharu przez zawodników Zenitu, w umyśle rosyjskiego oligarchy nie zrodził się pomysł „a może by tak ponownie zainwestować na Wschodzie i wesprzeć rodaków?”.

Tutaj niezbędne jest pewne sprostowanie. Abramowicz, owszem, inwestuje sporo w rodzimy sport, jednak o ile kiedyś robił to przede wszystkim na szczeblu klubowym, to teraz zwrócił się bardziej w stronę reprezentacji i tak na przykład oligarcha wspiera kadrę piłkarską (za zakwalifikowanie się na ostatnie Euro 2008, reprezentanci otrzymali 2 miliony funtów do podziału), rozwój młodych zawodników, a przede wszystkim opłaca kontrakt szkoleniowcowi drużyny narodowej, Guusowi Hiddinkowi. Angielski „The Times” ocenił te coroczne wydatki Abramowicza na około 27 milionów funtów, co przy jego obecnych zarobkach – 50 tysięcy funtów na godzinę (sic!) – jest mniej więcej takim wydatkiem, jak dla mnie zakup paczki chipsów.

Magazyn „Forbes” oszacował majątek Rosjanina na około 12,5 miliarda funtów. Premier naszych wschodnich sąsiadów, Władimir Putin, stara się odbudować sportową potęgę kraju i choć na brak pieniędzy nie może narzekać, oczywistym jest, że nie pogardzi żadną dotacją. Na razie pieniądze wpompowane w rozwój sportu na terenie Rosji przyniosły imponujące rezultaty: koszykarski klub CSKA Moskwa w ciągu ostatnich trzech lat, aż dwukrotnie zdobywał tytuł najlepszej drużyny na Starym Kontynencie, reprezentacja hokeja na lodzie, po 15 latach przerwy, zdobyła nareszcie Mistrzostwo Świata, a Zenit Sankt Petersburg zwyciężył w Pucharze UEFA. Teraz pora na Ligę Mistrzów…

Rosyjski futbol przebojem wchodzi na salony, to nie ulega wątpliwości. Cechą charakterystyczną dla tamtejszego rynku piłkarskiego są wszechobecne pieniądze, które pozwalają nie tylko na kupowanie zawodników z tej samej półki cenowej, co europejscy potentaci, ale przed wszystkim fundusze te pozwalają na zatrzymanie gwiazd, czego najlepszym przykładem jest Andriej Arszawin (notabene łączony między innymi z Chelsea). Niewiele brakowało, a również i Roman Pawluczenko zostałby w Spartaku, jednak determinacja Ramosa okazała się silniejsza niż starania włodarzy moskiewskiego klubu o zatrzymanie rosyjskiego Torresa w drużynie.

Jak uczy najnowsza historia, zawodnicy zza naszej wschodniej granicy, z reguły nie najlepiej radzili sobie w zachodnich ligach (wystarczy spojrzeć na obiecującego Sytcheva czy Kerzhakova), więc niechętnie opuszczają własne podwórko, tym bardziej mając zapewnione przyzwoite warunki finansowe. I tak, w kadrze na ostatni mecz eliminacyjny z Walią (10 września) został powołany zaledwie jeden zawodnik występujący poza ojczyzną, a był nim wspomniany już wcześniej Pawluczenko. Należy podkreślić, że w reprezentacji Rosji grają Rosjanie (a nie naturalizowani obcokrajowcy) występujący na co dzień w rodzimych klubach. Patrząc na ostatnie Mistrzostwa Europy, można śmiało powiedzieć, że rosyjski futbol przeżywa rozkwit. Po sukcesach na szczeblu narodowym, zapewne można oczekiwać wzmożonego zainteresowania tamtejszym rynkiem, co stwarza szansę na zaistnienie rosyjskich drużyn w Lidze Mistrzów.

Na chwilę obecną Abramowicz inwestuje na Wyspach. Być może Rosjanin rozumie zasady piłki nożnej, jednak nigdy nie pojmie angielskiej mentalności, co jest oczywiste gdyż nie wychowywał się w tamtejszej tradycji. Zupełnie inaczej czułby się w Rosji, gdzie zdaje sobie sprawę jaką wagę mają na przykład derby Moskwy. W Anglii mecze londyńskiej Chelsea z Arsenalem, Tottenhamem czy West Hamem to dla niego spotkania niewątpliwie prestiżowe, ale jednak mieszczące się w kategoriach zwykłego meczu. Perspektywa budowania klubowej potęgi futbolowej w Rosji musi być więc kusząca, jednak czy na tyle, aby zrezygnować ze sponsorowania The Blues? Zresztą, zawsze można płacić składkę dla Petera Kenyona, a zająć się budowaniem klubowej potęgi w Rosji.

Na razie znaki płynące ze Stamford Bridge i Kremla wskazują na to, że Abramowicz zostanie przy swojej londyńskiej pasji. Chelsea jest drugą siłą w Europie (biorąc pod uwagę rezultat zeszłorocznej LM), również w Anglii dzierży tytuł wicemistrza i gdyby nie postawa Manchesteru United zapewne od kilku lat na Wyspach panowałaby niebieska hegemonia. W obecnych rozgrywkach Premier League ponownie zanosi się na zaciętą rywalizację o mistrzostwo, a Chelsea jak zwykle zaliczana jest do grona faworytów. To niewątpliwie cieszy rosyjskiego oligarchę i jednocześnie sprawia, że jego zainteresowanie w dużej mierze koncentruje się na płycie stadionu Stamford Bridge. Dodatkowo zaciekawienie angielskim rynkiem i rozgrywkami ligowymi, podsyca realna możliwość detronizacji Manchesteru United, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że miliarder ma apetyt na mistrzostwo Premiership po dwóch latach przerwy.

Bez względu na to, jakie myśli kołatają się w głowie Abramowicza, pewne jest, że podczas jutrzejszego spotkania z Manchesterem United, oligarcha odłoży na bok pobudki patriotyczne i cały rosyjski futbolowy biznes, koncentrując się na tym, co będzie się działo na boisku. Tatuś Roman będzie oglądał swoją pociechę Chelsea, ściskając za nią kciuki. Tego możemy być pewni.

Przewiń na górę strony