Nie przegap
Strona główna / Naszym okiem / Chelsea wygrywa, United pod ścianą

Chelsea wygrywa, United pod ścianą

Ryan Gigg podczas meczu z Chelsea
Rozczarowanie, wielkie rozczarowanie. Po przegranym meczu z Chelsea wszystko może się zdarzyć. Manchester United może sięgnąć po dublet, bądź pozostać z… pustymi rękami. Trudno to sobie wyobrazić, lecz przegrywając z „The Blues” jesteśmy lepsi już tylko ze względu na różnicę bramek. Jeszcze kilka tygodni temu, wielu kibiców „Diabłów” ściskało kciuki za CFC, by ta pokonała na Stamford Bridge Arsenal. Zespół z zachodniego Londynu wyprzedził wówczas „Kanonierów”, a wczoraj zdobył być może najważniejsze trzy punkty w sezonie. Czy wyśmiewany przez cały światek piłkarski Avram Grant dokona cudu i Chelsea wygra ligę po raz czwarty w swojej historii?

Nemanja VidićTego nie spodziewał się nikt. Po kilku słabych tygodniach, gdy izraelski menadżer objął zespół Romana Abramowicza, wszyscy skreślili Chelsea. „Niebiescy” zgubili kilka cennych punktów, a w tym samym czasie Arsenal i Manchester United były w wielkim gazie. Na dziś, sytuacja jest zgoła inna i dla wielu fachowców, głównym faworytem rozgrywek jest w tej chwili zespół z SB. Nasz wczorajszy rywal znacznie poprawił swoje morale ogrywając United i zyskując przewagę psychologiczną przed dwoma ostatnimi meczami o mistrzostwo Premier League. Obie drużyny nie mogą już ani razu się potknąć, co zmusi szkoleniowców do wystawienia najsilniejszych jedenastek. Tu też rodzi się problem, gdyż z urazami zmagają się Wayne Rooney, Nemanja Vidić, Louis Saha, a nawet… Anderson, co było przyczyną jego zejścia z boiska w Londynie.

Przed Chelsea i Manchesterem United bardzo trudna końcówka sezonu. Obie drużyny mają przed sobą dwie ostatnie kolejki i rewanżowy mecz Ligi Mistrzów. Jeśli wszystko pójdzie po myśli angielskich tuzów, być może „Czerwone Diabły” zyskają szansę do rewanżu za wczorajszą porażkę w finale Ligi Mistrzów. Porażki z największymi rywalami są zawsze trudnym orzechem do zgryzienia, zwłaszcza na tym etapie sezonu. Musimy być maksymalnie zmobilizowani do nadchodzących potyczek z West Ham United i Wigan. Zespół „Młotów” od dawna nie jest dla nas zbyt przyjaznym oponentem. W tym sezonie na Upton Park ponieśliśmy porażkę 1:2, a Cristiano Ronaldo nie wykorzystał rzutu karnego. W poprzednim sezonie przegraliśmy zaś obie gry, nawet tę na Old Trafford. Tyle tylko, że to była ostatnia kolejka, a United byli już mistrzem kraju, gdy londyńczycy walczyli o utrzymanie się w lidze. Jedynym strzelcem bramki był wówczas… Carlos Tevez.

Wigan zostało zdemolowane 4:0 na Old Trafford, ale to zespół, który również może sprawić niespodziankę. Przed kilkoma tygodniami zawodnicy z JJB Stadium urwali rzutem na taśmę punkty Chelsea, remisując na Stamford Bridge 1:1. Na pewno nie możemy ich zlekceważyć, zwłaszcza że mają atut w postaci własnego boiska.

Wayne RooneyCzemu ma służyć krótkie przypomnienie naszych rywali? Otóż są to zespoły, z którymi niezależnie od wszystkiego trzeba wygrać, choć Chelsea zdaje się mieć nieco trudniejszy terminarz. W ramach 37. kolejki ligi, podopieczni Avrama Granta jadą do Newcastle, by zmierzyć się ze „Srokami”. To wcale nie musi być łatwy mecz, nawet gdy United wygrali z nimi na St. James’ Park 5:1. Drużyna okupuje obecnie 12-tą lokatę w lidze i jest już niezagrożona spadkiem do Championship. Widoczny jest progres, który zanotowano w Newcastle w kilku ostatnich kolejkach, a więc Chelsea nie może jechać jak po swoje, gdyż powinien to być bardzo wymagający przeciwnik.

Zespół Boltonu również miewał wzloty i upadki (więcej upadków) i wciąż stara się o utrzymanie w Premier League. „Kłusaki” potrafiły wbić dwa gole Arsenalowi, więc należy trzymać kciuki, że będzie ich stać na to samo z nożem na gardle.

Poruszając temat meczu. Zacząłem to podsumowanie od słów „rozczarowanie”, gdyż styl gry United nie mógł się podobać. Gospodarze od początku narzucili swoje tempo i mieli kilka dogodnych sytuacji do zdobycia bramek. Znów, jak w meczu z Barceloną, defensywa naszego klubu grała pewnie, ale od momentu kontuzji Nemanji Vidicia wszystko zaczęło się sypać. Serb został uderzony kolanem w nos przez Didiera Drogbę i musiał natychmiastowo opuścić boisko. Arbiter Alan Wiley nie podyktował za to zagranie nawet rzutu wolnego dla „Czerwonych Diabłów”. Na boisko musiał wejść Owen Hargreaves, który bardzo dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków na prawej stronie tej formacji na Camp Nou.

Smutek piłkarza UnitedOd początku widoczny był brak Cristiano Ronaldo, który w tym arcyważnym meczu siedział na ławce rezerwowych. Grał za to Nani, zawodząc na całej linii. Od pewnego czasu, bardzo wielu kibiców domagało się wystawienia młodego Portugalczyka w pierwszym składzie. Z miejsca w podstawowej jedenastce wygryzał go bowiem równie bezbarwny Ryan Giggs. Walijczyk zagrał jednak lepiej od Naniego, który był najgorszym zawodnikiem na placu gry. Presja tego meczu źle podziałała na byłego skrzydłowego Sportingu Lizbona, który kompletnie nie radził sobie z rywalami, mając nawet problemy w przyjmowaniu piłki. Mnóstwo strat, niecelnych zagrań i co gorsza… wszystko bez żadnych konsekwencji. Sir Alex Ferguson nie zrezygnował z niego i Nani wybiegł również na drugą połowę, a ostatecznie rozegrał pełne 90 minut.

AndersonRozumiem zdjęcie z boiska Andersona, który – jak przeczytałem na kilku serwisach – nie był w stanie kontynuować gry. Nie potrafię już jednak wytłumaczyć z jakiego powodu na boisku zameldował się John O’Shea. Nie ma się co oszukiwać, że nie jest to piłkarz wielkiego formatu i wystawienie go w takim meczu było sporym ryzykiem. Zwłaszcza, że po wyrównującym golu przejęliśmy inicjatywę. Wraz z O’Shea na boisku, w środku pola zrobiła się luka i Chelsea ponownie przejęła inicjatywę. Brazylijczyk zagrał z wielkim poświęceniem, lecz okupił to niestety lekkim urazem, który wykluczył go z ostatnich 30 minut. Wielka szkoda, że nasz szkoleniowiec nie postawił na Carlosa Alberto Teveza. Wraz z Argentyńczykiem wzrósłby nasz potencjał ofensywny, a od momentu gola mieliśmy jeszcze kilka minut bardzo dobrej gry.

SAF wyszedł jednak z założenia, że wynik można już tylko bronić i bardzo się przeliczył. Niestety ucierpieli na tym wszyscy. On sam, jego podopieczni i kibice. Gdy Wayne Rooney strzelał bramkę, poczułem nagły przypływ sympatii dla Ricardo Carvalho, który podarował nam bramkę. Kilkanaście minut później, gdy ten sam Portugalczyk ściskał już Michaela Ballacka, byłem załamany.

Nie chcę już analizować sytuacji z karnym, bo przyprawia mnie to o ból głowy. Trudno. Było uderzenie w rękę? Było. Tak więc, bardzo nieszczęśliwie ponosimy porażkę na Stamford Bridge w dniu, w którym mogliśmy przypieczętować sprawę tytułu. Teraz wszystko znów jest możliwe, więc nie możemy zakładać dwóch banalnych spotkań z drużynami z dolnej części tabeli. To nasze dwa najważniejsze mecz sezonu. Jeśli piłkarze tego nie wygrają, nie zasłużyli na tytuł. Przede wszystkim, muszą też zapomnieć o takich panach, jak Mike Riley, Glenn Turner, czy Rob Styles. Życie toczy się dalej, a w Premiership wszystko zależy od piłkarzy naszego zespołu.

Na Old Trafford zagramy teraz z Barceloną i jestem niemal przekonany, że odniesiemy zwycięstwo. Ten zespół nie ma trzech gorszych spotkań pod rząd. Nasi ulubieńcy okażą sportową frustrację, zagrają z pełnym poświęceniem. Wierzę w to z całego serca. Teraz wszystko w ich nogach, piłka jest po stronie United. Musimy wierzyć.

Przewiń na górę strony