Nie przegap
Strona główna / Naszym okiem / I tak poradzimy sobie bez Rooneya

I tak poradzimy sobie bez Rooneya

Wayne Rooney kontuzja
W piątek, na zwykłej sesji treningowej kontuzji doznał Wayne Rooney. Drugiej już w tym sezonie. Wszyscy doskonale wiemy jakie problemy towarzyszyły Manchesterowi United w sierpniu i wrześniu tego roku, gdy właśnie zabrakło 22-letniego Anglika. Informacja o urazie jednego z naszych trzech napastników jest bolesna, ponieważ na (co najmniej) cztery tygodnie – bo na tyle przewiduje się leczenie urazu – zostajemy tylko z Carlosem Tevezem i Louisem Saha. Można w sumie powiedzieć, że z Argentyńczykiem, ale mamy cichą nadzieję, że Francuz nie zawiedzie kibiców i przez okres nieobecności Rooneya mówiąc uszczypliwie „nie połamie się”.

Jak doszło do urazu Rooneya? Otóż całe to zdarzenie było szalenie przypadkowe. Anglik grał z innymi zawodnikami w piłkarską odmianę siatkówki, czy jak kto woli – tenisa, polegającą na przebijaniu piłki na pole przeciwnika tylko za pomocą głowy. Znamy Rooneya i wiemy, że dla niego nie ma straconych piłek. Pobiegł za jedną i niefortunnie jego stopa wkręciła się w metalową część słupka podtrzymującego siatkę. Wayne upadł, trzymał się za bolącą kostkę i przy pomocy innych zawodników opuścił boisko, by później zostać wysłanym do szpitala na prześwietlenie. Okazało się, że ma skręconą prawą kostkę i nie zagra przez następne cztery tygodnie.

Możemy jednak mówić o szczęściu w nieszczęściu, ponieważ jeden weekend wypada na spotkania eliminacyjne do Mistrzostw Europy, zatem Manchester United nie rozegra tego jednego spotkania więcej. Mamy też już zapewniony awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów, więc nic się nie stanie jeśli nie zagra w nich Rooney, bez niego powinniśmy mimo wszystko zapewnić sobie jeszcze tylko pierwszą pozycję w grupie F.

Nie będę już zanudzał, przejdźmy do konkretów, do tego co było założeniem tej notki. Chodzi głównie o pytanie, czy poradzimy sobie bez Rooneya? Pierwszy mecz bez udziału Anglika, w niedzielę z Blackburn, bardzo wymagającym przeciwnikiem pokazał nam, że nie jest tak źle. Musimy jednak pamiętać, że było w miarę dobrze przede wszystkim z tego powodu, że na boisko w Manchesterze United wyszła dwójka napastników i to jest znacząca różnica w porównaniu z naszą grą z początku sezonu, kiedy przez niespełna miesiąc rolę drugiej atakującego pełnić musiał Ryan Giggs, a dobrze wiemy, że w tej roli nie spisuje się tak dobrze, jak na skrzydle. A więc receptą na sukces, na przetrwanie tych czterech tygodniu bez Rooneya będzie pełna gotowość do gry naszego chorowitego, czy jak kto woli szklanego Francuza. Opinie na temat gry Louisa po meczu z Rovers wspaniałe może nie były, ale na pewno przyzwoite. Bo Saha przydaje się nawet jak nie strzela.

Jakie jeszcze zostały nam mecze do rozegrania bez Wayne’a? Następnym będzie spotkanie przeciwko Boltonowi, na wyjeździe. Rok temu, kiedy w klubie tym pracował Sam Allardyce przed wyjazdem United na Reebok Stadium bałbym się wyniku tego spotkania. W tym sezonie zespół z miasta niedaleko położonego od Manchesteru jest w kiepskiej formie, czerwona latarnia Premiership. Złożyło się na to zapewne odejście z klubu „Big Sama”, a „Little Sammy” (Sammy Lee) zaczął bieżące rozgrywki beznadziejne. Sam też w końcu stracił swoją posadę i teraz w Boltonie urzęduje Gary Megson, urodzony w Manchesterze. Z Boltonem powinniśmy sobie zatem poradzić bez większych problemów, warto dodać, że mecz ten będzie pierwszym spotkaniem po powrocie piłkarzy ze spotkań reprezentacyjnych. Możemy już potwierdzić, że pewne miejsce w pierwszym składzie będzie mieć Ryan Giggs, który najbliższy tydzień spędzi w domu z rodziną, przychodząc czasem na treningi z młodzieżą, która nie została powołana na mecze swojej kadry.

Trzy dni po meczu z Boltonem na Old Trafford zawita Sporting Lizbona, drużyna walcząca w dalszym ciągu o awans do 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. Tak naprawdę to tylko zwycięstwo w meczu z United da Portugalczykom jakąkolwiek szansę na osiągnięcie tego celu. Przyjadą zatem w pełni zmobilizowani, ale „Czerwone Diabły” także nie powinny odpuścić. Walczą o pierwsze miejsce w grupie F, co przy losowaniu par 1/8 finału będzie o tyle korzystniejsze, że nie spotkają się ze zwycięzcą innej grupy, a „tylko” z drużyną, która w końcowej klasyfikacji zajęła drugą lokatę. Nie wydaje się, że Sir Alex Ferguson oszczędzałby Rooneya w tym spotkaniu, gdy tylko ten byłby zdrowy, ale mimo wszystko za bardzo drużyna na tym nie ucierpi. Zagra z pewnością Carlos Tevez. Biorąc pod uwagę kłopoty z napastnikami wystawienie Louisa Sahy byłoby nieporozumieniem, lepiej zostawić go całego na mecze ligowe, na obecną chwile są one zdecydowanie ważniejsze. Zatem nieobecność Rooneya w tym spotkaniu po raz kolejny nie da się we znaki.

Następne dwa ligowe mecze w pięciodniowym odstępie (3 i 8 grudnia) to spotkania także nie należące do tych podwyższonego ryzyka. Fulham zajmuje aktualnie 13. pozycję w tabeli ligi angielskiej i nie jest jakimś specjalnie wymagającym rywalem, w dodatku ten poniedziałkowy mecz rozegrany zostanie na Old Trafford, gdzie Manchester United w tym sezonie jeszcze nie przegrał. Tak samo sobotnia potyczka z Derby County – zdecydowanie najsłabszą drużyną tegorocznych rozgrywek odbędzie się w „Teatrze Marzeń”. Nie musimy zatem się bać tych dwóch pojedynków. Jeśli taki Liverpool strzelił im sześć goli to czego my mielibyśmy się obawiać?

I tak doszliśmy do ósmego grudnia. Przenieśmy się na chwilę do tego dnia. 29 dni wcześniej kontuzji doznał Rooney, wstępna diagnoza mówiła, że nie zobaczymy go na boisku przez cztery tygodnie, czyli około 28 dni. Ja przypomnę, że miał on nie jechać na Mundial, a w Niemczech zagrał jednak dwa spotkania. Po kontuzji odniesionej w sierpniu tego roku miał nie pojawić się na boisku do końca października, a wrócił już w drugiej połowie września. Jestem przekonany, że jego kontuzja minie szybciej niż się spodziewaliśmy, a on sam nawet jeśli nie zagra w meczu z Derby County na Old Trafford (choć to byłaby najlepsza okazja) to pojedzie do Rzymu na mecz z AS Romą, 12 grudnia. Zatem cztery dni później, kiedy odbędzie się mecz z Liverpoolem reprezentant Anglii powinien być już w pełni zdrowy, gotowy kondycyjnie i palący się od walki z „The Reds”, na mecze z którymi jest zmotywowany trzy razy bardziej od zwykłego piłkarza.

W moim wpisie chciałem zawrzeć prośbę, byśmy nie martwili się o los Manchesteru United bez Wayne’a Rooneya, bo i tak sobie poradzimy. Wiem, że początek sezonu może spowodować zwątpienie. Ale ja radziłbym jednak szukać pozytywów, a to że rywali nie mamy zbytnio wymagających w okresie nieobecności Rooneya pozwala nam być ludźmi jeszcze bardziej szczęśliwymi. Bo mimo wszystko to mecz z Blackburn był najtrudniejszy w ciągu tych czterech tygodni przerwy dla Rooneya.

Przewiń na górę strony