
Kiedy w 1940r. urodził się w Aberdeen, ani jego ojciec, który był rybakiem, ani jego matka, ani tym bardziej żadne z sześciorga starszego rodzeństwa w swoich najśmielszych oczekiwaniach nie przewidziało, kim ten śmieszny brzdąc zostanie w przyszłości. Zresztą… W tamtych czasach nie liczyły się przecież marzenia tylko to, żeby w danym zawodzie zarabiać na utrzymanie rodziny i żyć na normalnym poziomie. Tym bardziej tutaj, gdzie ledwo wiązali koniec z końcem. Jakoś sobie radzili, ale ojciec regularnie musiał udawać się do lombardu, a najmłodszy syn mógł co najwyżej marzyć o nowym swetrze czy spodniach, które nie byłyby po starszym rodzeństwie. Dziś mówi otwarcie o tym, że pierwszą parę butów rodzice kupili mu, gdy miał już 14 lat. A korków… cóż. Korków być może nie miałaby jeszcze długo, długo, gdyby nie wspaniałomyślni sąsiedzi, którzy pewnego dnia kupili mu je w prezencie. Paradoksalnie, być może to właśnie ci obcy ludzie, a nie rodzina, umożliwili i niejako wywróżyli mu karierę jak z bajki o Kopciuszku. Być może właśnie oni położyli kamień węgielny pod legendę małego Denisa Lawa.
(więcej…)