O przewadze piłki klubowej

O przewadze piłki klubowej
Jedno jest pewne – wszyscy kochamy piłkę nożną. Niezależnie od przynależności narodowej i barw klubowych czynnikiem łączącym wszystkich kibiców jest wspólna, ze wszech miar wielbiona przez nas dyscyplina. W jej obrębie można jednak wyróżnić dwie swego rodzaju podtypy; piłkę klubową i reprezentacyjną – podział może niezauważany przez nas na co dzień, ale jakże istotny. Jako, że niedawno weszliśmy w okres wakacyjny, jesteśmy świeżo po Mistrzostwach Europy U-21 i w trakcie Copa America, warto zwrócić uwagę na to, jak różni się stosunek do piłki klubowej i reprezentacyjnej zarówno wśród piłkarzy, jak i kibiców. Utarło się niegdyś powiedzenie, że piłka klubowa jest dla kibiców-koneserów, a piłka reprezentacyjna dla wszystkich, ale należy sobie postawić pytanie, czy aby nie zaczyna ono powoli tracić na aktualności?

Zawodnicy…

Co jest ważniejsze dla zawodnika – klub czy reprezentacja? Zdawałoby się, że na to pytanie nie ma właściwej odpowiedzi, ale może, z drugiej strony, jest tyle odpowiedzi, ilu piłkarzy? Żeby przybliżyć ten problem przywołam dwa przeciwległe bieguny – z jednej strony mamy włoskiego walczaka z drużyny świeżo upieczonych mistrzów Włoch – Gennaro Gattuso, który, po wygraniu w 2007 roku Ligi Mistrzów, zapytany przez włoskiego dziennikarza o to, czy ten tryumf jest dla niego wart więcej niż wygrany rok wcześniej mundial, obruszył się i nadąsany zrugał pismaka za tak głupie, jego zdaniem, pytanie. Włoch jednoznacznie zasugerował więc, że wygranie Mistrzostw Świata jest uczuciem nieporównywalnym do tego, które towarzyszy wygraniu najbardziej prestiżowego trofeum piłki klubowej.

Po przeciwnej stronie barykady znajdują się tacy piłkarze jak Paul Scholes czy Eric Cantona. Nasz ukochany Rudzielec zakończył karierę reprezentacyjną już w 2004 roku w wieku zaledwie 29 lat, mimo, że barwy Manchesteru godnie reprezentował niespełna 7 lat dłużej. Król Eric natomiast w całej swej bujnej karierze w reprezentacji Trójkolorowych rozegrał zaledwie 45 meczów, co może nie jest skrajnie niskim wynikiem, ale patrząc na umiejętności i popularność tego piłkarza, nie jest to na pewno ilość współmierna do jego talentu. Cantona w reprezentacji był zupełnie innym zawodnikiem, mniej efektownym i mniej walecznym, wielokrotnie wspominał również, że bieganie z diabełkiem na piersiach jest dla niego ważniejsze niż reprezentowanie barw narodowych, co tylko potwierdził niedawnym wyznaniem, że kariery trenerskiej chciałby spróbować albo w klubie z Old Trafford albo w reprezentacji… Anglii.

Patrząc na piłkarzy jak Dymitar Berbatow albo Park Ji-Sung, którzy w minionym sezonie zakończyli kariery reprezentacyjne (mimo, że drużyna Koreańczyka ma niemal zawsze pewny udział w mundialu), nie można się oprzeć wrażeniu, że duża część piłkarzy w reprezentacji gra niejako z przymusu i obowiązku, a bardziej przywiązuje się do barw klubowych. Nie bez znaczenia pozostają w tej kwestii również wypowiedzi Sir Alexa Fergusona, który nieraz podkreślał, że piłka klubowa to „wyższa półka” i że takiego poziomu, jaki zapewnia Liga Mistrzów, żadne inne rozgrywki nie są w stanie zagwarantować. Czy więc dla piłkarzy kluby są ważniejsze niż reprezentacje? Na ogół tak, ale są też „piłkarscy patrioci”, którzy błyszczą na turniejach reprezentacyjnych, na których dają z siebie 110% możliwości, a cały późniejszy sezon grają na dużo niższych obrotach.

…i kibice

Kolejne pytanie, które należy postawić, to czy dla nas, kibiców, ważniejsze jest wspieranie piłki klubowej czy reprezentacyjnej? W pierwszej chwili odpowiedziałbym bez wahania, że klubowej, bowiem United zawsze jest w moim piłkarskim sercu na pierwszym miejscu, ale zaraz potem pojawia się moment zawahania – czy, gdybym stanął w przyszłym sezonie przed hipotetycznym wyborem „potrójna korona dla United” albo „Mistrzostwo Europy dla Polski”, umiałbym wybrać bardziej cenne i dające mi więcej radości trofeum? Przyznam, że chyba nie. Na szczęście (albo nieszczęście) takich wyborów dokonywać nie musimy. Niemniej wciąż pozostaje ostatnia, najbardziej istotna i najmniej teoretyczna kwestia popularności obydwu „dyscyplin”. Jeszcze 25 lat temu cały świat odpowiedziałby chórem, że piłka reprezentacyjna jest bardziej popularna, wtedy nie było żadnych wątpliwości. Mało kto z nas pamięta jakie dokładnie barwy klubowe reprezentowali Pele albo Maradona, a doskonale kojarzymy ich występy na Mistrzostwach Świata. Kolejni triumfatorzy Pucharu Europy i Ligi Mistrzów giną w dziejach piłki nożnej, a zwycięzców Mistrzostw Świata wspomina się po dziś dzień. Obecnie jednak piłka nożna weszła na kolejny poziom, jej popularyzacja w Afryce i, przede wszystkim, w Azji, sprawia, że wskaźnik popularności znacząco przesunął się w stronę piłki klubowej. Ligę Mistrzów ogląda cały świat, a sam Manchester United ma na nim około 300 milionów kibiców. Takiej ilości fanów nie jest w stanie przyciągnąć żadna reprezentacja świata. Mimo więc, że finał mundialu to nadal najpopularniejszy „mecz” naszego globu, którego oglądalność przytłacza oglądalność jakichkolwiek innych rozgrywek (w USA więcej ludzi oglądało finał mistrzostw w RPA niż finał NBA), to piłka klubowa zrównuje się popularnością z reprezentacyjną, a nawet zaczyna ją przeganiać.

Obecnie, bardziej niż rozgrywki Copa America, Złoty Puchar CONCACAF czy młodzieżowe Mistrzostwa Europy elektryzują nas transferowe plotki i newsy, tak więc śmiało można stwierdzić, że palma pierwszeństwa znajduje się obecnie w ogródku piłki klubowej, a ta reprezentacyjna „pożycza” ją tylko raz na dwa lata, na okres Mistrzostw Świata lub Europy.

Autor: Paweł „Rarian” Olewiński


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (6 głosów, średnia: 3,33 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



31 komentarzy do “O przewadze piłki klubowej”

  1. Lach pisze:

    Tekst ciekawy. Słyszałem już gdzieś tą opinię, że Liga Mistrzów coraz bardziej zyskuje w stosunku do chociażby MŚ, które tracą na popularności.

    „potrójna korona dla United” albo „Mistrzostwo Europy dla Polski”


    Dla mnie osobiście, nie byłby to trudny wybór. United to moja pasja, ale nade wszystko kocham swój kraj, z nim wiele mnie łączy i to on jest dla mnie najważniejszy, więc bez większego wahania wybrałbym tą drugą opcję ;).

  2. Zawil pisze:

    świetny artykuł. Z jednej strony rozumiem zawodników, którzy rezygnują z występów dla swojego kraju na rzecz własnych klubów, czyli codziennych pracodawców – przemęczenie, możliwe kontuzję, dodatkowe treningi, brak odpoczynku – to wszystko wpływa na dyspozycję i formę w klubie, w którym kontrakt kiedyś ma swój kres.
    Z drugiej jednak strony, gdybym sam był piłkarzem, to nigdy nie odmówiłbym występu na rzecz swojego kraju. Gra w klubie, to praca, pieniądze, kontrakt, ale występ reprezentacyjny do duma i honor.
    Każdy jednak ma swoje podejście do tej sprawy i każdą decyzję należy uszanować i zrozumieć oddanie piłkarza na rzecz klubu, w którym gra.

    a co do kibiców:

    piłka klubowa jest dla kibiców-koneserów a piłka reprezentacyjna dla wszystkich

    i tyle w tym temacie. Szczera prawda.

    pozdr.

  3. grzesiek32p pisze:

    Mimo więc, że finał mundialu to nadal najpopularniejszy „mecz” naszego globu, którego oglądalność przytłacza oglądalność jakichkolwiek innych rozgrywek


    Rekord ogladalnosci nalezy do pilki klubowej, a jest to tez dzielem United;) Final MS w 2006r ogladalo 750 mln ludzi co bylo wtedy rekordem ogladalnosci, jednak w 2007 roku mecz Arsenalu z United obejrzalo ponad miliard osob!!! pamietam, chcialem ogladac na necie ale nie bylo takiej mozliwosci, nawet transmisja radiowa sie ciela;)

  4. Kris1908 pisze:

    Tekst bardzo fajny.
    Zwrócę uwagę na to, dlaczego piłka reprezentacyjna traci na atrakcyjności. Jest to też wina systemu rozgrywek, w którym mecze międzypaństwowe odbywają się od wielkiego dzwona i są porozstrzeliwane. Dla przykładu siatkówce jest inaczej i to pomaga reprezentacjom.

    Utarło się niegdyś powiedzenie, że piłka klubowa jest dla kibiców-koneserów a piłka reprezentacyjna dla wszystkich,


    Dla tych wszystkich zostawiłbym jeszcze Ligę Mistrzów. Bądź, co bądź, tu też jest spora oglądalność ludzi, którzy w piłce tak głęboko, jak my, nie siedzą.

    czy, gdybym stanął w przyszłym sezonie przed hipotetycznym wyborem „potrójna korona dla United” albo „Mistrzostwo Europy dla Polski”, umiałbym wybrać bardziej cenne i dające mi więcej radości trofeum?


    Całe szczęście, że to tak nie działa :)

  5. Rarian pisze:

    Rekord ogladalnosci nalezy do pilki klubowej, a jest to tez dzielem United;) Final MS w 2006r ogladalo 750 mln ludzi co bylo wtedy rekordem ogladalnosci, jednak w 2007 roku mecz Arsenalu z United obejrzalo ponad miliard osob!!! pamietam, chcialem ogladac na necie ale nie bylo takiej mozliwosci, nawet transmisja radiowa sie ciela;)

    Hmmm, przyznam szczerze, że o tym nie słyszałem, chętnie zobaczyłbym jakiś artykuł zawierające te dane, bo przyznam, że są zaskakujące. Gdybym miał powiedzieć jaki mecz piłkarski drużyn klubowych mógłby dorównać popularnością finałowi mundialu to postawiłbym na finał Ligi Mistrzów, ten z 2009, kiedy, w bardzo mocnym składzie, spotkaliśmy się z równie imponująco wyglądającą „na papierze” Barcą, a nie nasze spotkanie z Arsenalem, dlatego chętnie bym o tym poczytał :), ja w tezie o wyższej oglądalności MŚ opierałem się głównie o http://edition.cnn.com/2010/SPORT/football/07/11/world.cup.final.television/index.html i dane o oglądalności zaczerpnięte z wikipedii, ale być może są one błędne/przeszacowane.

    Dla tych wszystkich zostawiłbym jeszcze Ligę Mistrzów. Bądź, co bądź, tu też jest spora oglądalność ludzi, którzy w piłce tak głęboko, jak my, nie siedzą.

    Zgadzam się :) i w sumie taka jest pointa artykułu – w tym momencie, moim zdaniem, piłka klubowa również zaczyna być rozrywką dla „wszystkich” (a już zwłaszcza ta w postaci LM).

  6. Hubercik pisze:

    Moim zdaniem Liga Mistrzów już od dawna nie dostarcza tylu emocji co kiedyś. Tak samo jak MŚ czy Europy. Przede wszystkim futbol reprezentacyjny stał się baaaaardzo k… uciekło mi słowo. Chodzi o to, ze na turniejach zawsze jest zasada. 1 mecz mozna zremisowac byle go nie przegrac. W futbolu klubowym taka zasada nie wystepuje. Jest to futbol atrakcyjniejszy, ciekawszy no i roznorodniejszy.

    • Kris1908 pisze:

      Moim zdaniem Liga Mistrzów już od dawna nie dostarcza tylu emocji co kiedyś.


      Przede wszystkim od fazy grupowej Ligi Mistrzów dużo ciekawsze są chociażby wczesne fazy Pucharu Anglii. No, chyba, że trafi się taki rodzynek, jak LFC, i nie awansują :)

    • Rarian pisze:

      Hubercik, wydaje mi się że słowo, którego Ci brakowało to… losowy :D, dobrze myślę? Jeśli tak, to zgadzam się, chociaż z drugiej strony nie przypominam sobie by kiedykolwiek było inaczej. Fakt, kiedyś i w LM i na MŚ był system podwójnej fazy grupowej, ale nie oszukujmy się, to rozwiązanie było dość słabe. System „play-offów” ma też swoje plusy, co prawda zmniejsza miarodajność przez zwiększenie losowości, ale przez to, pojedyncze mecze bywają naprawdę emocjonujace. Prawda jest taka, że każdy typ rozgrywek, czy to ligowy czy turniejowy ma swoje plusy i minusy i dobrze, że mamy do czynienia i z jednym i z drugim.

      • Kris1908 pisze:

        Liga Mistrzów jest pucharem, więc samej ligi powinno być w niej malutko. Puchary są po to, by nawet słabsze drużyny mogły przebojem namieszać, do wyłaniania najlepszych zawsze najbardziej nadawać będą się ligi.

    • Hubercik pisze:

      Tzn. LM jest losowa w Play Offach. Na MŚ masz drabinke wg ktorej wychodzisz z grupy i jest duzo kombinowania.

      A slowo ktorego chcialem uzyc tyczylo sie podejscia reprezentacji do MS czyli zamiast pokazywac swoje mozliwosci to graja na alibi, czyli zeby nie przegrac 1 meczu. Glupie podejscie bo przegrana w 1 meczu wcale nie przekresla wyjscia z grupy.

      To slowo to takie…
      zaczyna sie na kon… chyba.

  7. sayper pisze:

    Nie sposób się nie zgodzić z tym, że piłka klubowa jest dla koneserów, a reprezentacyjna dla wszystkich. Moi rodzice który nie interesują się sportem zwykle oglądają mecze reprezentacji. Jak pytam po co, skoro i tak nie wiedzą o co gramy, z kim, to odpowiadają „bo nasi grają”. Proste. Międzynarodowe turnieje są tak dobrze nagłaśniane, że każdy stara się czegoś dowiedzieć, obejrzeć jakiś mecz, nawet tylko po to żeby było o czym rozmawiać w pracy.

    Co do poziomu rozgrywek, zgadzam się z tym co wielokrotnie powtarzał Ferguson. Na mistrzostwach każdy mecz ma gigantyczną stawkę, przypomina to bardziej szachy niż piłkę nożną. Pierwsze spotkania w grupach w RPA były tak beznadziejnie nudne że zasypiałem przed TV. Każdy bał się popełnić błąd, wszyscy grali zachowawczo, mało agresywnie. Podczas gdy w Lidze Mistrzów drużyny mogą pokazać na co naprawdę je stać. Zagramy za ofensywnie i kontrami stracimy dwie bramki? Nie ma sprawy, jest rewanż, zagramy inaczej. Ja z pewnością wolę tą drugą opcję.
    Wygląda na to że Mundial i Euro mają większa oglądalność, ale Liga Mistrzów prezentuje wyższy poziom.

    • Kris1908 pisze:

      Na mistrzostwach każdy mecz ma gigantyczną stawkę, przypomina to bardziej szachy niż piłkę nożną. Pierwsze spotkania w grupach w RPA były tak beznadziejnie nudne że zasypiałem przed TV. Każdy bał się popełnić błąd, wszyscy grali zachowawczo, mało agresywnie. Podczas gdy w Lidze Mistrzów drużyny mogą pokazać na co naprawdę je stać.


      Niestety w Lidze Mistrzów mecze grupowe są w przeciwieństwie do Mistrzostw w większości o pietruszkę bądź z góry wynik jest przesądzony, więc faza grupowa jest nudna. Popatrzmy na ubiegły sezon – ciekawe spotkania United to jeden mecz z Rangersami i jeden, dobra, dwa spotkania z Valencią. Szachy z Rangersami + oba mecze z Bursą to po prostu nudy :) Podobnie bywało w latach ubiegłych.

      Mimo wszystko poza pierwszą serią spotkań, na mundialu jest prawdopodobnie równiejszy, chociażby z powodu niebywałej motywacji, co widzieliśmy w przypadku m. in. Nowej Zelandii. Przykłady Unirei Urziceni czy Kopenhagi to mało!

      • sayper pisze:

        W CL w grupie mogą się spotkać dwie wyrównane drużyny, Valencia i United, Inter i Tottenham itd. Trafiają się naprawdę świetne widowiska, tak jak wyżej wymieniony mecz Interu i wiele innych. Na pewno częściej niż w fazie grupowej Mundialu.
        W grupach w RPA naliczyłem 25 spotkań o wynikach 0:0, 1:1, 1:0. To nie świadczy zbyt dobrze o widowiskach. Można mówić, że pora wakacyjna nie sprzyja do grania, szczególnie w Afryce, ale mówimy o profesjonalistach.

        Chodzi mi o to, że po części masz rację. W grupach Cl zdarzają się denne spotkania, jak to kiedy Valencia złamał nogę i inne, ale moim zdaniem ogólny poziom jest wyższy niż na mundialu.

      • Hubercik pisze:

        Jest tez zasada, ze cel uswieca srodki. Badz co badz wygranie MŚ jest duzo bardziej prestizowe niz LM.

  8. Queiroz pisze:

    nie można się oprzeć wrażeniu, że duża część piłkarzy w reprezentacji gra niejako z przymusu i obowiązku


    Nie do pomyslenia dla mnie, kiedys to byl honor nosic na koszulce barwy narodowe, spiewac hymn… Teraz? Nie dosc ze za reprezentacje dostaje sie pieniadze, to jest to i tak malo bo przeciez w klubie 10 x wiecej wiec po co sie meczyc…

    To samo z popularnoscia pilki klubowej, wszystko kasa. Nieporownywalnie wiekszy obrot pieniedzy niz w reprezentacyjnym futbolu. Co nie zmienia faktu, ze gdybym mial wybierac tak jak wyzej pisaliscie, wybralbym sukces Polakow :) tej radosci po prostu nie da sie porownac z sytuacja, gdzie praktycznie nie jestesmy w zaden sposob zwiazani z dana druzyna (czy nam sie to podoba czy nie) Mozemy miec koszulki, byc co jakis czas na meczu ale wciaz bardziej bedziemy kibicami Polski niz Manchesteru. No, ale takich dylematow raczej miec nie bedziemy, dobrze ze z sukcesow jednych mozemy sie cieszyc :)

    p.s. brawo siatkarze!

    • adipete pisze:

      Daj spokoj z tymi siatkarzami, nie ma kraju na swiecie w ktorym siatkowka bylaby tak popularna, a my sie rajcujemy gdy we wlasnym kraju zajmujemy ledwie 3 miejsce, w rankingu wyprzedzaja w nas druzyny, ktorej nie maja w pelni profesjonajlnej ligi. Z pilkarzy sie smieja, poronwujac do tych przebijaczy, tak jakby i w jedno i w drugie gral caly swiat.

      • Kris1908 pisze:

        Zajmujemy trzecie miejsce w najbardziej prestiżowym corocznym turnieju O_O Czyli coś jak Liga Mistrzów w piłce nożnej, przy czym w niej nie ma ekip chociażby z Ameryk.

        Popatrz na mecze choćby w Brazylii – siatkówka nie jest popularna?

      • Queiroz pisze:

        haha dobre. We wloszech, rosji, brazylii, na kubie. Mocna liga z klubami grajacymi regularnie w siatkarskiej lidze mistrzow, do tego siatkarze z najlepszych reprezentacji przyjezdzajacy do nas.

        Ale rzeczywiscie, w dupie z tym 3 miejscem w LS i mistrzostwem europy 2 lata temu, szczypiornisci to tez frajerzy bo nikt tego nie oglada. Kocham umniejszanie sukcesow naszych a wyolbrzymianie porazek, to takie polskie :)

      • Rarian pisze:

        Prawda jest taka, że popularnością i renomą żaden sport świata nie dorównuje piłce nożnej, a jeśli któryś miałby być najbliżej to byłaby to koszykówka/tenis/formuła 1, a na pewno nie siatkówka czy piłka ręczna, ale to nie jest żaden powód by deprecjonować wartość naszych sukcesów w tych dyscyplinach. Trzeba się cieszyć Małyszem, siatkarzami i szczypiornistami, czyli tym co mamy (lub mieliśmy) i pracować nad tym, żebyśmy mieli podobne sukcesy w popularniejszych dyscyplinach (czyli przede wszystkim w piłce, ale do tego daleka droga).

      • Queiroz pisze:

        Powiesz, ze sukces bo Kubica wygra jeden wyscig to zaraz bedzie „jeden Polak, raz mu sie udalo i juz wielkie halo, niech wygra caly sezon”

        Teraz historyczny sukces Kubota, ale tez kogo to obchodzi, pewnie mial latwa drabinke a Monfils byl rozbity choroba swojego trenera czy tam fizjo.

        Z reszta dla mnie wartosciowsze sa jednak sukcesy w sportach druzynowych, indywidualnie latwiej o rodzynki i talent, a zebrac grupe osob ktora robi cos lepiej od wszystkich, to jest dopiero radocha :)

  9. lisiu69 pisze:

    Możecie mnie zrugać, ale dla mnie ważniejszy od sukcesu naszych „kopaczy” jest sukces United. Bardziej się identyfikuje z klubem z którym jestem na co dzień, niż ze zlepkiem kopaczy których widzę raz na 2 miesiące. Reprezentacja to zlepek indywidualności z różnych klubów, spotykają się rzadko, a na turnieje które są rozgrywane w czerwcu największe gwiazdy przyjeżdżają bardzo przemęczone po morderczym sezonie, i rzadko się zdarza żeby piłkarz który miał świetny sezon w klubie to samo grał na turnieju. Zauważyłem także, że gdy mistrzostwa odbywają się w dziwnych miejscach (Korea, RPA) najlepsze drużyny (na papierze) zwykle grają kichę, a do półfinałów docierają zespoły których nikt by się tam nie spodziewał przed turniejem (Korea, Turcja, Urugwaj). Również na ostatnich turniejach większość meczy od 1/4 do finału kończy się dennym 1:0. Większy poziom imprez możemy oglądać gdy są rozgrywane w krajach o tradycjach piłkarskich (Francja, Niemcy, Austria/Szwajcaria)- przypuszczam że MŚ w Katarze (!!) również nie będą za ciekawe. Liga Mistrzów od fazy pucharowej, czy nawet Liga Angielska (najciekawsze mecze) stoją na o wiele wyższym poziomie. Możemy tam obserwować morderczą walkę od początku do końca, a nie zmęczonych gwiazdorów, czy piłkarzy turniejowych (Klose, Podolski) którzy w bardziej wymagającym futbolu klubowym osiągnęli bardzo mało.
    No, ale to kwestia gustu, co każdy bardziej lubi.

    • Kris1908 pisze:

      Zauważyłem także, że gdy mistrzostwa odbywają się w dziwnych miejscach (Korea, RPA) najlepsze drużyny (na papierze) zwykle grają kichę, a do półfinałów docierają zespoły których nikt by się tam nie spodziewał przed turniejem (Korea, Turcja, Urugwaj).


      Przypomnę, że we Francji w 1998 roku trzecie miejsce zajęła Chorwacja.

  10. Rarian pisze:

    Jeszcze tak kwoli wyjaśnienia, kilka osób (m.in. Sayper i Zawil) stwierdziło, że twierdzenie o piłce klubowej dla koneserów nadal jest w pełni aktualne. Wydaje mi się, że tak nie jest. Co prawda u mnie w rodzinie też widać taką gradację jak u Saypera,pt. „wszyscy (kobiety i mężczyźni) oglądają Polskę” -> „wszyscy faceci Ligę Mistrzów” -> „ja jako jedyny oglądam ligi krajowe”, ale tak to wygląda tylko u nas (w kulturze europejskiej). Przykładowo w Chinach, Indiach, krajach arabskich, piłka klubowa absolutnie dominuje nad reprezentacyjną (bo i brak w sumie reprezentacji do wspierania, no bo komu mogą kibicować tacy Chińczycy albo Libijczycy na ME/MŚ).

    Szokiem było dla mnie, kiedy przypadkowo oglądając program o Libii i Kadafim, dziewczyny, które robiły za jego „bodyguardów” wszystkie zadeklarowały w wywiadzie z dziennikarzem, że są kibickami Manchesteru United, podobno u nich cały kraj ogląda Premier League i każdy ma swoich faworytów. Wydaje mi się więc, że, o ile w skali polskiej to powiedzenie nadal ma rację bytu, o tyle w skali światowej już nie. Kraje, które od niedawna weszły do kultury piłkarskiej bardziej skupiają swe zainteresowanie w okół piłki klubowej.

  11. lisiu69 pisze:

    Widzę że merytoryczne komentarze na tej stronie są usuwane. (mój poprzedni)
    Tak więc będzie niemerytorycznie i niekulturalnie:
    MODERATORZE TY STARA KURWO PIERDOL SIĘ NA RYJ! DZIĘKUJĘ.

    // zachowałem pisownię w oryginale ;-), pozdrawiam stara kurwa moderator ;-) , jak widzisz Twój poprzedni komentarz znajduje się na stronie…, na przyszłość czytaj FAQ:

    Jeśli komentujesz po raz pierwszy raz na Redlogu musisz poczekać, aż nasz algorytm sprawdzi czy nie jesteś spamerem. Nasz blog był często atakowany przez spamerów dlatego każdy nowy komentujący jest sprawdzany. Jeśli już nasz system Ciebie rozpozna nie będziesz mieć problemów z komentowaniem, ale pamiętaj – musisz używać tego samego adresu email oraz loginu, jeśli będziesz zmieniać te dane algorytm będzie za każdym razem sprawdzać czy przypadkiem nie są to dane spamera przez co Twoje komentarze mogą pojawiać się opóźnieniem.

    Zanim takie oskarżenia rzucasz i obrażasz moderatorów, którzy nie ślęczą przed komputerem 24/h to pomyśl i przeczytaj FAQ, albo napisz maila na adres redakcji jak tak Ci śpieszno :*

    • lisiu69 pisze:

      No, to macie szczęście. Nie mam zamiaru się wstydzić z powodu mojego wpisu, wręcz przeciwnie- mówię co myślę. Już raz tak było że za normalny wpis na innym forum dostałem bana, więc nie dziw się że mam traumatyczne wspomnienia. Swoją drogą dziwny system…

  12. Lach pisze:

    Zauważyłem także, że gdy mistrzostwa odbywają się w dziwnych miejscach (Korea, RPA) najlepsze drużyny (na papierze) zwykle grają kichę, a do półfinałów docierają zespoły których nikt by się tam nie spodziewał przed turniejem (Korea, Turcja, Urugwaj). Również na ostatnich turniejach większość meczy od 1/4 do finału kończy się dennym 1:0. Większy poziom imprez możemy oglądać gdy są rozgrywane w krajach o tradycjach piłkarskich (Francja, Niemcy, Austria/Szwajcaria)


    To normalne. Osobiście uważam, że w Europie gra się najciekawszy futbol i na pewno Europejczykom gra się lepiej na terenie podobnym do tego, który mają u siebie w kraju, niż na drugim końcu świata.
    Acz nie uważam, żeby był to dobry przykład na porównanie. Nie wiemy bowiem, jak zagrałyby takie zespoły jak Manchester czy Barcelona, gdyby cały turniej europejskiej Ligi Mistrzów odbywał się np. w Australii. Być może nasza Wisła, zaszłaby dalej niż wspomniane kluby.

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..