Mamo, tato, mam pytanie… – czyli o dylematach kibica
Każdy miewa momenty, w których targają nim mieszane uczucia. Większość ludzi, znajdujących się w takiej sytuacji pyta o opinię rodziców bądź najbliższego przyjaciela. Niezmiernie trudno przecenić ich porady, sugestie, które, niezależnie od tego czy zgadzają się z naszymi przemyśleniami, czy też zgoła odwrotnie, zmuszają do refleksji, w pewien sposób ukierunkowują. Istnieją jednak problemy, wątpliwości, z którymi trzeba uporać się samemu. Przyczyna jest prosta, brzmi wręcz szyderczo, szczególnie, że stwierdzenia tego jakże często nadużywają dziewczyny, a mianowicie „Ty tego nie zrozumiesz”. I właśnie o dylematach kibica, których nie zrozumie mama, przyjaciel, dziewczyna i pies sąsiada – o ile nie są zapaleńcami – chciałem dziś napisać. Spróbuję przedstawić kilka – mam nadzieję ciekawych – sytuacji, w których moje serce pompuje krew w dwie strony.
Witeek! Obiad!
Drogi czytelniku, założę się, że właśnie przypomniałeś sobie przynajmniej jedną sytuację, w której w podobny, równie brutalny sposób próbowano odciągnąć Cię od meczu United. Mam mnóstwo podobnych flashbacków, szczególnie z czasów, kiedy byłem młodszy i zostałem ustawiony pod ścianą. Pojawia się dylemat, żadne z wyjść nie wydaje się dobre. Przysłowiowy obiad podałem jako przykład konfliktu na linii rodzina – drużyna. Sytuacji, w których musimy zdecydować po której stajemy stronie, można podawać bez liku: wyjazd do rodziny, niespodziewani goście w salonie czy też wspólne wyjście gdzieś do kawiarni, w godzinach rozgrywania spotkania.
Nasuwa się oczywiste pytanie, czy to wszystko nie może poczekać? Zdaje się, że tak, ale załóżmy, że nie poczekało. Zostając u siebie, oglądając – w oczach innych – zwykły mecz, zranimy uczucia innych, zepsujemy plany, czy też uznają nas za egoistów. Niestety, w oczach części społeczeństwa, kibicowanie nie jest wartościowym argumentem, silnym na tyle, aby przez te dwie godziny móc się całkowicie odciąć od innych czynności. Szczęśliwie takie sytuacje nie należą do częstych, ale znalezienie się w podobnej takiej, sprawia, że niczym sędzia musimy wydać werdykt krzywdzący dla którejś ze stron.
„Ludwiku Dorn! Sabo! Nie idźcie tą drogą!”
.. i poszli. 2 lipca 2007 roku jeden z najlepszych snajperów młodego pokolenia podpisał kontrakt z Liverpoolem. Chodzi oczywiście o Fernando Torresa. Będący przez kilka lat obserwowany i nakłaniany przez Sir Alexa Fergusona do transferu, zdecydował o dołączeniu do The Scousers, czym sprawił mi chyba największy zawód w historii kibicowania. Gdy tylko przeczytałem o zainteresowaniu włodarzy United młodym Hiszpanem, starałem się dowiedzieć o nim jak najwięcej. Parę meczów Atletico i youtube starczyło, żeby mnie kupić. Momentalnie zdobył moje uwielbienie. Sposób poruszania się po boisku, talent do zdobywania bramek, podobnie jak Inzaghi czy Owen miał to szczęście, że piłka go po prostu szukała pod polem karnym. Pewien, że prędzej czy później pojawi się na Stretford End, przeglądając wiadomości o transferach, prawie spadłem z krzesła czytając o jego transferze na Anfield. Mógł wybrać wszystkie silne drużyny Europy, tylko nie ich.. Poczucie bycia zdradzonym, zawód, hańba.
Tyle, że nie zmieniły się moje poglądy na temat jego umiejętności. Uważam go za aktualnie najlepszego(zabij mnie, a się nie wyprę!) snajpera w Europie i zawsze wzbudza we mnie podziw na boisku. Występujący w tym miejscu konflikt między interesami tego piłkarza, a jego drużyną nie pozwala mi życzyć całkowitej klęski Liverpoolowi, ale tym bardziej sukcesów. Każdy kibic ma swojego ulubionego piłkarza, niekoniecznie występującego w drużynie, którą wspiera. Moim jest oczywiście nasz #11, ale zaraz po nim w hierarchii, mieści się wyżej wspomniany Torres. Nie oglądając meczu swojej drużyny, z przeciwną, w której występuje piłkarski idol, zmusza do stanięcia po którejś stronie. Nie można przecież być tzw. „piknikiem”. Podobna sytuacja ma miejsce podczas meczów międzynarodowych, chociaż tutaj sytuacja jest bardziej klarowna. Mimo wszystko, większość z nas ubolewałaby nad, przykładowo słabą formą Rooneya, gdyby ten pięciokrotnie zepsuł 1vs1 z którymś z naszych bramkarzy. Nie mam żadnego problemu z opowiedzeniem się za Manchesterem, podczas meczu z Liverpoolem, ale w przypadku, gdy np. Vida wślizgnie się w nogi Torresa, nie czuję się zbyt komfortowo. Mam tylko nadzieję, że po sezonie (o czym coraz głośniej), problem sam się rozwiąże i El Niño zmieni trykot. ;-)
Zdarzają się sytuacje, gdy nogi nie idą w parze z umysłem
Wyobraź sobie czytelniku piłkarza, który w wypadku czerwonej kartki kolegi z drużyny, mógłby przeciąć się na pół i spokojnie uzupełnić po nim lukę. Zawodnika porywającego techniką, brylującego na murawie, osobę, która prowadzi Twoją ulubioną drużynę, strzela masę bramek, absorbuje uwagę przeciwników, słowem: wydaje się być niezastąpionym ogniwem. Niestety jego umiejętności ograniczają się do piłkarskich, interpersonalnie jednym słowem, klapa. Dumny jak paw, przekonany o swojej wartości, uważający się za pępek świata człowiek przewodniczy Twojej ulubionej drużynie. Osoba, której nie możesz zdzierżyć, jego wypowiedzi, dziecinne zachowanie, pycha odpychają na kilometr, aczkolwiek jako kibic zdajesz sobie sprawę, że jest to kluczowy element układanki.
Oczywiście w momentach, gdy jego bądź co bądź genialne zagrania ratowały drużynę czy też po prostu podnosiły poziom całego widowiska, byłem dumny, że Krystyna gra dla „Nas”, ale zdawałem sobie sprawę, że będzie się potem chełpił i cały entuzjazm uchodził ze mnie z następnym oddechem. Kiedy mówiło się jego odejściu do Realu, nie wiedziałem czy się cieszyć, czy płakać. Świadomość, że tak wielce utalentowany zawodnik, bajeczna „7-ka” odejdzie i trzeba będzie spróbować w jakimś stopniu go zastąpić, czy może bardziej zminimalizować stratę jego wpływu na grę Manchesteru była frustrująca. Dobrze, że cały szum, niezdrowa atmosfera mogły wreszcie ucichnąć, a z drugiej strony została po nim pustka. Drużynie brakuje tego ogniwa, jego blasku(żelu – przyp. Red.), ale zlikwidowano ognisko zapalne.. Czas pokaże czy było to dobre posunięcie – In SAF we strust! Chociaż do dziś mam mieszane uczucia..
O świńskich głowach i im podobnym
Przykładów sprzedajnych piłkarzy jest cała masa.. Są jednak ludzie, których przejście za miedzę boli bardziej. Dlaczego? Bo oddawali za swój klub całe zdrowie, pomogli święcić im największe triumfy. Sztandarowym przykładem – bo z własnego podwórka jest tutaj osoba Michaela Owena. Gdybym był kibicem Scousersów, prawdopodobnie podzielałbym zawód, wobec pojawienia się ich wychowanka ‘poolu w trykocie United. Jednakże należy pamiętać, że wcześniej wielokrotnie wprowadzał swoich fanów w euforię, przyprawiał o palpitację serca, jestem pewien, że grał dla nich ze wszystkich sił. Koleje losu, plaga kontuzji, sprawiły, że po kilku latach wrócił do północnej Anglii, tyle, że do nas. Łatwo wyzwać, znienawidzić, ale czy słusznie? Czy poprzez swoje dokonania nie zapracował sobie na emeryturę, szacunek tych, którzy go wspierali? Czy sama łatka zdrajcy przekreśla okres świetności, usuwając w niepamięć wszystkie poprzednie lata? Trudniejszym przykładem jest osoba Luisa Figo. Bezpośrednie przejście do największego rywala za ogromne pieniądze to pięta Achillesa dla każdego kibica.
Tyle, że warto pamiętać, ile trofeów pomógł on wywalczyć w poprzednich latach. W pewien sposób można to przyrównać do upadłego związku dwóch osób. To tak, jakby po wielu latach małżeństwa żona odeszła do faceta, z którym jej mąż nigdy nie potrafił się dogadać. Na usta cisną się najgorsze obelgi, nienawiść, wręcz obrzydzenie. Pamiętajmy jednak, że każde małżeństwo zostawia po sobie potomstwo. Żona dała mężowi dzieci, piękne lata ich dorastania. Figo „dał” Barcelonie Puchar Zdobywców Pucharów i inne trofea. To było jego dziecko dla wszystkich kibiców. Czy można, czy prawdziwy kibic powinien wszystko przekreślić? Czy mąż może znienawidzić żonę, która dała mu wspaniałe dzieci? A może jednak każdy fan powinien patrzeć przez pryzmat wszystkich dokonań, płodów wcześniejszego rzemiosła? Zapewne każdy ma swoje przemyślenia na ten temat..
Zainspirowała mnie piłka
W tym wypadku chcę opisać historię jednej piłki, można by wręcz powiedzieć.. piłeczki. Piłka jest czarna, niektóre łaty są w połowie czerwone, układają się w linię. Widnieje na niej logo Nike i właśnie.. Herb Manchesteru. Brzmi dumnie, jestem z niej dumny, byłem z niej dumny… W moje 20-te urodziny dostałem wyżej opisaną piłkę od pewnej osoby. Był to swoisty prezent. Właściwie to ciężko mi wyobrazić sobie lepszy prezent o podobnej wartości nominalnej. Tak zwany strzał w 10-kę. Sęk w tym, że osoba, która mi ją podarowała, pozostawiła (w dosłownie kilka dni później) po sobie bardzo złe wrażenie, wręcz fatalne. Zostały obnażone jej wszystkie brudy, dowiedziałem się o niektórych jej zachowaniach, poznałem jej drugą twarz. Postanowiłem pochować wszystkie przedmioty z Nią związane, żeby niepotrzebnie nie zawracać sobie głowy i wtedy zobaczyłem tą piłkę, umieszczoną w honorowym miejscu na półce, wyeksponowaną w pucharze.
Piłka, która stała się dla mnie relikwią z chwilą jej otrzymania, chlubnie prezentująca moje przywiązanie do Czerwonych Diabłów, niestety została przesiąknięta drugim obliczem, zawodu. Ilekroć na nią spojrzę mam ochotę ją chwycić, uśmiechnąć się do diabełka z trójzębem w ręku, ale co jakiś czas przywołuje też inne wspomnienie.. Nie potrafiąc przejść obojętnie wobec tamtych wydarzeń, myślę nad jej schowaniem, spuszczeniem powietrza, ale z drugiej strony, jest ona uosobieniem tego co kocham, tego w co wierzę, kim jestem i gdzie się znajduję. To jest właśnie mój dylemat kibica, drogi czytelniku. I choćbym chciał, nie potrafię go rozwiązać.
Autor: VitoBdG
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(20 głosów, średnia: 4,50 na 5)







kapatlny artukuł!
Zwłaszcza, że czuje sie (i jestem!) związany z nim całym sercem ;D
I faktycznie, przypomniałes mio tych niezliczonych ”krzyyyysiuu… odiaaad”
a Ferdek Torres? miałeś co do niego racje. Byłby godnym zastępcą VanGooola, którego tak uwielbiałem ;/
ani ładu ani składu. każdy akapit o czymś innym, bez żadnego przejścia/połączenia, a cały tekst ma zespolić tytuł i ostatnie zdanie. jak dla mnie – to za mało. ładny masz język, przyjemnie się to czyta, ale konstrukcja tekstu jest na kolanach. siedząc na czacie, zobaczyłem w tym prompterze na dole początek komentarza sobczaaka i niezwłocznie otworzyłem artykuł, skoro „kapitalny”. tytuł obiecujący, niesztampowy, ale zawartość… mocno średnia. wygląda to, jakbyś miał pomysł na 3 teksty, ale nie miał ochoty/warsztatu/czasu, żeby wszystkie trzy napisać, więc zebrałeś to do kupy, nie trudząc się nawet, żeby to jakoś ładnie skleić, i napisałeś wstęp i zakończenie. surowo prawie, jakbyś użył ctrl+c ctrl+v. do tego pomieszanie z poplątaniem – najpierw piszesz o ‘zdjarcy’ Torresie, później o odejściu CR7, później znów o ‘zdrajcach’ Figo i Owenie. chaos, chaos i jeszcze raz chaos. w zasadzie po skończeniu artykułu, musiałem wrócić do ‘podtytułów’, żeby sobie przypomnieć, o czym pisałeś, bo ten chaotyczny zbiór rozmyślań nie zostawia jednego czytelnego wrażenia i nie skłania do przemyśleń (no bo mam myśleć o zdrajcach, o wyborze meczu nad inne zajęcia, czy o transferze Torresa..?). tak to wygląda z mojej strony.
masz fajny język – dobrze się go czyta, a zarazem nie jest nudny i prosty. to jest bardzo obiecujące. przed opublikowaniem następnego tekstu radzę poświęcić mu więcej uwagi, przemyśleć, co chcesz nim powiedzieć i jaki ma być pożądany przez Ciebie efekt. później popracować nad konstrukcją i nad płynnymi przejściami między pomysłami. myślę, że wtedy wartość i atrakcyjność Twoich felietonów wzrośnie kilkakrotnie :)
pozdr.
Mówią, że jeden negatywny komentarz jest warto dziesięciu pozytywnych. Pod warunkiem oczywiście, że krytyka jest konstruktywna, a Twoja zdecydowanie zasługuje na takie miano. Cieszę się, że wyraziłeś swoją opinię, niecierpliwie czekam na komentarze jeszcze kilku osób związanych z tym blogiem, spodziewając się, że wypowiedzą się w podobnym tonie. Jedyna rzecz o której mogę zapewnić, że artykuł jest zbiorem własnych przemyśleń, zarówno pomysł jak i wykonanie. Pozdrawiam
Nie mogę się z tym zgodzić co napisał AX1D. Wszystkie te „3 teksty” dotyczą tego samego – dylematu, w którym za każdym razem po jednej stronie barykady jest dobro Manchesteru United, ukochanej drużyny autora. Bez sensu byłoby robienie z tego 3 oddzielnych felietonów, ponieważ mimo że wydaje się że tematyka inna(zdrajca Torres, pyszny Ronaldo itd), wszystkie traktują o tym samym.
idąc tym tokiem rozumowania, 99% tekstów na redlogu można przeredagować w jeden, bo przecież dotyczy „Manchesteru United, ukochanej drużyny autorów”…
Nie mówię przecież że dotyczy on Manchesteru United, bo prawie każdy tekst na Redlogu dotyczy Diabłów. Mówię o tym, że dotyczy on dylematu, w którym za każdym razem po jednej stronie barykady jest dobro Manchesteru United. Ścierają się tu różne obiekty/wydarzenia, bardzo ważne dla autora, z jego ulubioną drużyną. Wypad z rodziną czy mecz United, dobro (prawie) ulubionego piłkarza czy dobro United, Manchester bez pysznego(wg. autora) Cristiano, czy z nim, mocniejszy. Wreszcie największy dylemat – wyrzucić obiekt przypominający o okropnej osobie, czy zostawić go, skoro ma ogromny związek z MU. Cały tekst dotyczy tego samego – różnych konfliktów, dylematów, problemów, z jakimi nie tylko autor się spotyka.
Genialny artykuł! Teraz wiem już wszystko!
To kto w końcu zabił John F. Kennedy`ego :)?
Pewnie jakiś tasam, choć to nie ja jestem wszechwiedzący. :)
Po genialnym pomyśle Krzyśka, ten felieton bardzo mnie zasmucił. Wiadomość „powracamy do standardowego poziomu na redlogu” nie jest najprzyjemniejszą. Nie wiem co mam więcej napisać, zgodzę się w stu procentach z AX1D. Ładnie piszesz, ale to wszystko. Sądzę, że nawet nie miałeś konkretnego pomysłu na tekst, po prostu otwarłeś Worda i zacząłeś pisać wszystko co przyszło Ci do głowy jak leci. Felietony powinny – moim zdaniem – skłonić do dyskusji nad danym tematem, coś ze sobą nieść, jakieś – kontrewersyjne, bądź mniej – zdanie autora. Tutaj naprawdę nie wiem co było ‘myślą przewodnią’. Przepraszam, jeśli jestem zbyt surowy, ale dam dwa bo nic oprócz języka i w miarę wciągającej (choć też nie do końca)… hmm… oprawy (?) mnie nie zajęło. Liczę na lepsze felietony z Twojej strony. Narzekam na to, że od dłuższego czasu autorzy nie mają oryginalnych tematów na teksty. Tutaj tego tematu nawet NIE BYŁO. Co mógłbym Ci poradzić? Zanim siądziesz do pisania wymyśl O CZYM chciałbyś napisać, wybierz ów temat jakiś w miarę oryginalny, zbierz do niego informacje, poczytaj, poszperaj w necie i dopiero potem staraj się ułożyć z tego jakąś ‘pracę’. Pozdrawiam.
kontrOwersyjne*
hmm…. nie przesadzaj z tym poziomem :-) widac ze redlog daje szanse mlodym i nowym ludziom i moim zdaniem musimy te nowe twarze wspierac i zachecac do rozwoju no i oczywiscie pisania.Nie od razu Krakow zbudowano takze badzmy dobrej mysli i trzymajmy kciuki!
Nie mówię, że ten poziom jest zły. Ale gdyby porównać TEN redlog, a redlog za czasów Wakaru, Lukiego, Szymcio i Mateusza Matczaka (nie wiem, czy również i Paweł Burzała, który wzbudził przed finałem LM niezapomnianą dyskusję na RL również nie odszedł) to jednak jest to niebo a ziemia. A że pamiętam TAMTE czasy, to te wydają mi się bardzo… ubogie. I dlatego cały czas czuję niedosyt i mówię o niższym poziomie widząc coś na wzór takich tekstów. Oczywiście, rozwój, praca dla każdego kto chce zobaczyć jak to jest być Dziennikarzem Sportowym, przepustka do tego zawodu i pomoc młodym, uzdolnionym – ja to wszystko rozumiem. Ale przez to, że redlog staję się nową szkołą dla młodych felietonistów odbija się to na jego jakości. Fakt, nie od razu Kraków zbudowano, ale kiedyś jednak zbudowano :).
Hehe pamiętaj, że Szymcio na początku też nie pisał świetnie. Nie od razu Kraków zbudowano. Chodzi mi o to, że jak ktoś nowy pisze to nie oczekujmy, że od razu będzie pisać jak ktoś kto ma już w tym jakieś doświadczenie.
I nie mogę się zgodzić co do Mateusza Matczaka… on nie dorasta to pięt wielu osobom… a jego teksty to tylko i wyłącznie poruszanie kontrowersyjnych tematów (do czego chłopak ma talent – trzeba mu to przyznać), ale co do reszty – wiele osób bije go na głowę ;-)
Ok, ale może zmieńmy temat bo to nie dyskusja na komentarze…
hada,
rozumiem Twoje podejście, ale skoro tamte osoby odeszły i to już spory czas temu, może najwyższy czas przekonfigurować system oceny felietonów, pogodzić się z odejściem niedoścignionych mistrzów, a teksty pojawiające się teraz na RL oceniać względem ich samych, a nie tego, co było miesiące/lata temu. niezdrowym jest ustawiczne wracanie do jakiegoś, nawet najlepszego momentu z przeszłości. to jest choroba ;) trzeba ruszyć naprzód i motywować ‘nowych’ do podnoszenia ich poziomu, a nie krytykować wszystko z góry w dół… jak Ci się podoba taki pomysł? (i nie pisz, że nie krytykujesz wszystkiego z góry w dół ;) to nie jest najważniejsze w mojej wypowiedzi).
pozdr.
manfan – MattMan jak nikt inny umiał dobrać temat, a dyskusje nad jego felietonami to… no, cud miód i orzeszki :D. Nie umiem też mu niczego większego zarzucić. Miał praktycznie co tekst zajebiste tematy i o nich pisał. Teraz tego nie ma.
AX – Nie żyję przeszłością, ale skoro już postawiono górną granicę to oceniam teksty jej względem. Nie mogę się rozpływać nad np. tą pracą, ‘bo teraz są takie czasy’, kiedy w rzeczywistości myślę kompletnie inaczej, a to, że siłą rzeczy przystawiam każy kolejny tekst do tych z najlepszego okresu tego bloga to… cóż, chyba słuszna skala. I po odejściu niektórych z tych redaktorów dałem czas na odbudowanie się redlogowi – bo to już chyba prawie rok minął. Widzę jednak, że od pewnego czasu poziom stoi w miejscu. Prosta metafora – jeżeli (odpukać) United w tej chwili zejdzie na psy i w następnym sezonie będzie kandydatem do spadku to mam się cieszyć z bezbramkowego remisu z Aston Villą, albo Evertonem? Skoro pokazaliśmy, że możemy być na szczycie to oczekuję, że znowu tam dotrzemy – nadzieja ze stałymi (wygórowanymi?) ambicjami. Nie mogę się cieszyć, że będziemy na 15 miejscu w tabeli sezon czy dwa po tym jak byliśmy w Wielkiej Czwórce. Przynajmniej ja tak to widzę. No nic, kończę tę dyskusję.
Cóż – życzę, by na redlogu znajdowały się coraz to lepsze teksty. (Tak w ogóle, to TAKIE COŚ powinno być chyba najlepszą motywacją – naśladowanie tych ‘najlepszych’ tekstów i ich autorów, by stać się kiedyś tacy jak oni, albo ich w pewnym momencie nawet prześcignąć. Bo za piękne oczy piątki niestety nie dam.) Pozdrawiam :).
@hada: ja Ciebie rozumiem, ale…
1) nie chcę zrażać osób, które stawiają swoje pierwsze kroki na Redlogu porównywaniem do najwyższej półki… postawienie zbyt wysokiej poprzeczki może przynieść nienajlepsze rezultaty.
2) A co Mattmana – ja jego tekstów nie lubiłem. Nie powiem, że były złe, ale ihmo ich siłą było poruszanie tematów kontrowersyjnych, które miały wzbudzić emocje itd. Ot takie żerowanie na ludzkich reakcjach tak jak robią to gazety pokroju faktu i innych super ekspresów. Jedyna różnica taka, że było to robione w lepszym językowym stylu. Zresztą moja opinia nie jest odosobniona. Było doskonale widać jak nie było kontrowersyjnych tematów… wtedy nie było Mattmana – i to ma świadczyć o czyjejś wielkości itd? Imo nie. Choć zapewne zaraz pojawią się komentarze jaki to Mateusz był zajebisty ;-), ale ile ludzi tyle opinii.
Podsumowując – Witoldzie! Ja za Ciebie trzymam kciuki i czekam na następne Twoje teksty! Jestem pewien, że z każdym będziesz coraz lepszy i przegonisz Mattmana (a co!).
hada,
1) skoro tamci, jakże zajebiści, odeszli, a ci nadchodzący są słabsi, to w sumie należałoby zamknąć redloga, tak? skoro tendencja jest, w Twoim odczuciu zniżkowa, a elita nie wróci, to nie ma ratunku…
2) ale to są inni ludzie. nie miejsce tworzy teksty, tylko ludzie. to tak, jakbyś wymagał od FCUM zdobycia mistrzostwa kraju, albo chociażby FA Cup, no bo przecież są z Manchesteru, a skoro inny Manchester może, to i oni mogą. nie mogą, bo to są inni ludzie. nawiązując do Twojej metafory – jeśli w United nastąpi zmiana składu i trenera, wycofają się sponsorzy, a długi sięgną zenitu, to wciąż będziesz oczekiwał mistrzostwa? tylko dlatego, że nazwa to UNITED? tu chodzi o ludzi i ich umiejętności. oczekujesz od polskiej reprezentacji piłki nożnej, że będzie wygrywała w mistrzostwach, że będzie odnosiła sukcesy takie, jak za górskiego, jak za deyny, bońka, laty i smolarka seniora? nie. i sam fakt, że to reprezentacja polski nic nie znaczy, bo to LUDZIE. zebrani pod jakimś szyldem, ale LUDZIE – inni i z innymi możliwościami/predyspozycjami. my też jesteśmy innymi ludźmi i oceniać nas można tylko przez pryzmat tego, co wcześniej napisaliśmy. jeśli vito napisze 10 tekstów i każdy następny będzie gorszy, krytyka będzie jak najbardziej słuszna. a teraz, w moim odczuciu nie jest. nie można żądać od ludzi poziomu innych ludzi tylko z powodów miejsca. oczekujesz, że wszyscy skoczkowie narciarscy z polski będą teraz wyskakiwać mistrzostwa co sezon..? małysz mógł, to oni też powinni móc. to, że piszemy tu, a nie gdzie indziej, to żadna podstawa, żeby odnosić nasze teksty, czy nasze umiejętności do tych, którzy byli tu przed nami (nieważne, czy byli lepsi, czy gorsi). takie jest moje zdanie.
@AX1D:
Nie. I chyba nie muszę tłumaczyć ‘dlaczemu’, bo nawet mi się nie za bardzo chce. Wszystko musiałbym napisać od nowa, tylko innymi słowami.
@manfan:
Czyli przy pierwszym tekście mam zawsze dawać piątkę? Bo przecież to jego pierwszy tekst, więc statystycznie jest najlepszy i zajebisty. Wybacz, ale po pierwsze – nie będę wkuwał na pamięć nicków autorów i ich tekstów, a po drugie – mówimy o jednej lidze. Redlog to redlog (czy dawny, czy dziesiejszy), tak więc mówiąc metaforą: mam prawo oceniać Małysza względem Gregora Schlierenzauera, bo skaczą w jednych zawodach. Nie będę oceniał Małysza względem… Małysza, bo przecież jak w pierwszym dniu był na miejscu 40, a w drugim na 39 to wychodziłoby, że jest zajebisty. Mojego ‘systemu’ oceniania nie zmienię i nie będę pisał czegoś, z czym się w głębi duszy nie zgadzam. Nie będę każdemu dawał piątki, ‘bo przecież są młodzi, mają czas się rozwinąć i trzeba ich zachęcać’. Jeżeli coś mi się nie podoba to dam adekwatną ocenę nie patrząc na nick. A dlaczego mi się nie podoba? Bo wcześniejsze teksty, w moim odczuciu, były lepsze. Innymi słowy – felieton ocenię względem felietonów, które były wg mnie najlepsze (czyli Małysza względem najlepszych skoczków – Schlierenzauer pierwszy, to od niego rozpoczynam liczenie i przy nim Małysz jest 39), a nie innych felietonów tego samego autora (Małysza oceniam względem skoków najlepszego skoczka, a nie względem jego). Wydaje mi się to chyba zrozumiałe.
@AX1D:
Fakt, nie oczekuję. Ale jest pewna różnica – mogę jechać reprezentację za to jaki poziom prezentują W OPARCIU o to, że za Górskiego było o niebo lepiej. Rozumiesz?
Temat kończę, bo do niczego mnie, ani Ciebie ów nie zaprowadzi, a skali ocen nie zmienię. Jeżeli ktoś napisze gniota to podam mu odnośnik (w bardziej czy mniej subtelny sposób) do felietonu, który był zajebisty – może się czegoś nauczy i, wzorując się, będzie pisał coraz to lepsze teksty.
Tyle, pozdrawiam.
Nie ma litości dla nowicjuszy. Hadaszyszek dobrze mówi, dać mu wódki! :D
To jest tak samo jak z ocenami Sky’a. Zawodnicy dostają je za reprezentowanie pewnego poziomu, a nie za drzemiący w nich potencjał. Skala powinna być stała, raz przyjęta. Nie można jej dostosowywać indywidualnie dla każdego z osobna. Chyba, że wyniki mają pokazywać „ścieżkę rozwoju”, a nie służyć do porównywania prac na Redlogu.
hada,
po pierwsze – bez nerwów. próbuję zrozumieć Twój tok rozumowania i naświetlić Ci mój. o to chodzi w dyskusji.
po drugie – nie każę Ci nikomu dawać piątek. jeśli tekst jest słaby, to jest słaby.. ale jeśli jest niezły i jedynym powodem słabszej oceny (i nie chodzi o piątkę, ale o komentarz i ustawiczne wracanie do przeszłości) jest to, że kiedyś ktoś pisał lepiej, to moim zdaniem jest niedorzeczne. powinniśmy nie czytać nikogo od czasu Gombrowicza, nie oglądać żadnej drużyny od czasu orłów Górskiego, dopóki nie osiągną podobnego poziomu. a w międzyczasie, jeśli osiągną jakieś korzystne rezultaty, i tak nie cieszyć się z nich, bo to nie drugie miejsce na mistrzostwach… rozumiesz, o co mi chodzi? bo ja nie rozumiem tego z „w oparciu o Górskiego”…
i tu się różnimy. ja właśnie będę.
Może i nie jestem Hemingwayem i moje teksty również nie stoją na najwyższym poziomie, ale mam mieszane uczucia co do Twojego artykułu, Witku… Nie do końca wiedziałem, na czym się skoncentrować, bo poruszałeś pewien wątek, a nagle przechodziłeś do innego i nie mogłem spamiętać treści poprzednich. Próbkę Twoich możliwości możemy znaleźć w zakończeniu artykuły, który jest naprawdę dobry, ale to trochę zbyt mało. Drzemie w Tobie potencjał, który powinieneś wykorzystać i czekam na Twoje następne teksty – powodzenia! :)
Nie chce się powtarzać, przeczytaj to co napisałem do AX1D.
Widzę, że na Redlogu grasuje kilku ukrytych zazdrośników, którzy ocenili felieton bardzo dobry, na notę 1 albo 2. Bo jak wytłumaczyć notę 3.17, skoro po trzech pierwszych ocenach artykuł miał średnią 5.0???
Zazdrośnicy wiedzcie, że dobry felieton będzie wciąż dobrym, nawet gdy mu dacie kilka przesiąkniętych zazdrością jedynek:)
Aaaaa, pokiełbasiły mi się oceny i artykuły!!!!
Zapomnijcie to, co napisałem u góry, bo miało nie tyczyć tego artykułu. Wszystko się porypało… .
Kolejny autor z bardzo widocznym przerostem formy nad treścią. A tekst „W moje 20-te urodziny dostałem wyżej opisaną piłkę od pewnej osoby. Był to swoisty prezent.” to mistrzostwo w przerostach.
Sugestie: nie jesteś naszym dziadkiem, ani my nie mamy 6 lat. Nie ma lekkości pióra, a przynajmniej nie jest dla mnie wyczuwalna. Czytanie takiego potoku:
„Sztandarowym przykładem – bo z własnego podwórka jest tutaj osoba Michaela Owena. Gdybym był kibicem Scousersów, prawdopodobnie podzielałbym zawód, wobec pojawienia się ich wychowanka ‘poolu w trykocie United. Jednakże należy pamiętać, że wcześniej wielokrotnie wprowadzał swoich fanów w euforię, przyprawiał o palpitację serca, jestem pewien, że grał dla nich ze wszystkich sił.”
Nie przychodzi mi łatwo, mimo, że wszystko rozumiem.
słabo panie.