Bohaterowie drugiego planu

Darren Fletcher oraz John O'Shea
Ostatnie wydarzenia, które odbyły się z udziałem Manchesteru United, skłoniły wielu z nas do rozpatrzenia podstawowych wartości kierujących współczesnym futbolem. Wiele akapitów poświęcono granicy pomiędzy gwiazdą, idolem a legendą; nie zabrakło również burzliwych komentarzy po „pyskatych odzywkach” Carlosa Teveza. Po dość długiej przerwie chciałbym powrócić dziś z tematem, w którym będę chciał przeciwstawić się stereotypom współczesnego świata piłki nożnej, a jednocześnie połączyć w całość wszystkie te czynniki, które w ostatnich dniach szokowały zapewne niejednego kibica Czerwonych Diabłów.

 

W przyszłym sezonie chcę strzelić United bramkę. Przysięgam, że nie będę cieszył się przed kibicami „Czerwonych Diabłów”, ale wykrzyczę moją radość Fergusonowi prosto w twarz.

 

Dokładnie 10 dni temu przebudziłem się w okolicach godzin południowych i nieświadom niczego zasiadłem przed komputerem w celu dokonania szybkiego rozeznania wśród porannych informacji. Zastanawiałem się ,czy przypadkiem sir Alex nie dokonał jakiegoś zaskakującego transferu, czy nie pojawiły się interesujące nazwiska na łamach prasy brukowej spekulującej bez ustanku. Jakież zaskoczenie ogarnęło mnie, gdy odwiedzając jeden z portali natrafiłem właśnie na te słowa wspomnianego już wcześniej Carlosa Teveza. Powyższa wypowiedź skłoniła mnie do poruszenia tematu… tematu, który mam nadzieję uwidoczni różnicę pomiędzy mięczakami a bohaterami współczesnego futbolu.

 

Zacząłem od osoby Carlosa Teveza, więc podążę już tym wątkiem. Wszyscy wiemy, jak wyglądały ostatnie dni Argentyńczyka na Old Trafford, ale… czy wszyscy pamiętają jego początki? Postanowiłem odświeżyć sobie pamięć i cofnąć się o 2 lata wstecz, gdzie saga napastnika w klubie z Manchesteru miała dopiero się rozpocząć…

 

17 lipca 2007r.
Chcę bardzo szybkiego rozwiązania. Moim pragnieniem jest gra dla Manchesteru United, lecz również chcę w pozytywny sposób opuścić West Ham, ponieważ ten klub był dla mnie bardzo dobry przez ostatni rok, kiedy grałem w Anglii.
17 sierpnia 2007r.
Czuję się bardzo szczęśliwy, ponieważ dołączyłem do najlepszego klubu na świecie z najlepszymi piłkarzami. Nie jest trudno dostrzec jakości, którą posiada każdy gracz
11 września 2007r.
Jestem zachwycony mogąc pracować z takim fachowcem jak jest Sir Alex Ferguson. To wspaniały człowiek, cały czas mnie wspiera.
21 października 2007r.
Muszę przyznać, że kiedy przybyłem do Manchesteru tego lata, miałem wątpliwości, jak zostanę przyjęty przez kolegów z zespołu. Dawno nie byłem tak zdenerwowany, jak tamtego dnia. Jednak tacy zawodnicy, jak Ryan Giggs, Paul Scholes i Rio Ferdinand zrobili wszystko, żeby mi pomóc. To było niesamowite. Naprawdę to doceniam, bo kiedy pierwszy raz pojawiłem się w Anglii, w szatni West Hamu, nikt nie okazał mi jakiegokolwiek wsparcia.
18 maja 2008r.
Naprawdę bym chciał przedłużyć mój kontrakt, ponieważ jestem tutaj niezwykle szczęśliwy. Jeśli byłaby taka konieczność to mógłbym go podpisać teraz. Od pierwszego dnia pobytu wszyscy są bardzo życzliwi dla mnie, a kibice krzyczą ‘Argentyna’. Jestem z tego bardzo szczęśliwy.
22 maja 2008r.
Sir Alex Ferguson zawsze daje mi pewność siebie. Wiem, o czym myśli i wiem, czego potrzebuje. Zawsze dyskutujemy na temat decyzji, jakie podejmie. Od zawsze mnie wspierał i jestem mu za to bardzo wdzięczny.


2 września 2008r. – transfer Berbatowa

 

17 września 2008r.
Od momentu, kiedy tu przyszedłem wiedziałem, że będę chciał podpisać z klubem długoterminowy kontrakt. Ostatni sezon był dla nas bardzo dobry i jeśli prezes dałby mi do podpisania nową umowę, to byłoby wspaniale. Jeśli to zrobi, to na pewno ją podpiszę.
20 września 2008r.
Nie wyobrażam sobie, bym miał odejść z Manchesteru. Wszystko mi tu odpowiada. Moja rodzina jest szczęśliwa w Anglii, a ja żyje w świetnych stosunkach z klubem. Moim najlepszym przyjacielem jest Patrice Evra. Zresztą wsparcie i poczucie tej wielkiej piłkarskiej rodziny to coś, czego nigdy w życiu nie zaznałem. Chcę podpisać kontrakt i zakończyć tu swoją karierę.
10 października 2008r.
Muszę teraz walczyć jeszcze bardziej zacięcie. Kiedy dostaję szansę i wchodzę na boisko, muszę pokazać się z jak najlepszej strony.
26 października 2008r.
Myślę, że mała rywalizacja nam nie zaszkodzi. Dla mnie to dodatkowa motywacja, by być zawsze gotowym i czekać na decyzję trenera. Najważniejsze bym nie zawodził, gdy jestem potrzebny. Mam w głowie wszystko ułożone i realizuję swoje założenia, liczę że w tym sezonie jeszcze wam coś udowodnię.
17 grudnia 2008r.
Czuję się tutaj szanowany zarówno przez piłkarzy, jak i pozostałych pracowników klubu
02 stycznia 2009r.
Dla mnie to trudny sezon i nie ma sensu tego ukrywać. Nie gram tak często jakbym chciał, gdyż mamy niesamowitą konkurencję w ataku. Napastnikom naprawdę nie jest łatwo dostać się do pierwszego składu. Nie oznacza to jednak, że chce odejść.
18 lutego 2009r.
Miałem dobry start w Manchesterze i chcę tutaj zostać jeszcze kilka lat. Ciężko byłoby opuszczać jeden z największych klubów na świecie. Rozmawiałem z działaczami Manchesteru United, ale jeszcze nie z sir Alexem Fergusonem.
21 lutego 2009r.
Wobec Manchesteru United i kibiców żywię gorące uczucie. Fani sprawiają, że czuję się fenomenalnie. Na chwilę obecną nie wiem jednak czy zostanę. Nie dlatego, że nie chcę, ale dlatego, że to nie ode mnie zależy. Od działaczy Manchesteru United zależy czy będą chcieli mnie zatrzymać w zespole. W tym sezonie często siedzę na ławce i trudno mi to zrozumieć, bo nie gram przecież źle.
03 kwietnia 2009r.
Tutaj rządzi sir Alex. Nie ma wątpliwości, kto tu dowodzi. Ale jest on także prawdziwym dżentelmenem. Od momentu kiedy tu trafiłem traktuje mnie z szacunkiem. Najlepsze u niego jest to, że wszystkich zawodników traktuje równo i nie ważne czy kosztowali miliony czy są też to młodzi zawodnicy.
22 kwietnia 2009r.
Nawet jeśli strzelisz trzy czy cztery gole, to nie grasz w następnym meczu. Jest tutaj wielu bardzo dobrych zawodników, ale ja muszę grać. Trenuję każdego dnia i nigdy nic nie mówię złego na moich kolegów.
10 maja 2009r.
Nie byłem traktowany jak członek rodziny. Oczywiście fani mnie szanowali, ale zarząd United nie podpisał ze mną kontraktu, więc nie szanują mnie, jako piłkarza.
16 maja 2009r.
To mogło być pożegnanie. To jest naprawdę trudne. To było wzruszające. Kocham Manchester United i kocham fanów tego klubu.


czerwiec 2009r. – Tevez oficjalnie poza United

 

26 czerwca 2009r.
Nie wiem, gdzie będę grał w najbliższym sezonie, ale mogę powiedzieć, że nie będzie to Manchester United. Gdy tutaj przyszedłem to, jak każdy zawodnik, musiałem walczyć o miejsce w składzie. Pierwszy sezon był dla mnie dobry. Grałem w pierwszym składzie, ewentualnie wchodziłem z ławki. Respektowałem to. W drugim sezonie sprawy potoczyły się inaczej, bowiem, po pojedynku z Liverpoolem, menedżer już na mnie nie stawiał. Fani cały czas mnie wspierali. Cały czasy, gdy grałem prezentowałem się dobrze. Jestem przecież profesjonalistą. Nie czułem żadnego wsparcia od zarządu po zakupie Berbatowa. To ja wciąż musiałem wykonywać zadania, które miał wykonywać Bułgar. W zeszłym sezonie, po Ronaldo, byłem najlepszym strzelcem zespołu. Zdobyliśmy teraz dwa trofea (Puchar Ligi i Mistrzostwo Anglii), ale wciąż nie wiem czemu mnie tak potraktowano. Nie rozmawiali ze mną o przedłużeniu kontraktu. Ferguson prosił mnie, abym nie przejmował się transferem Berbatowa, ale ja wówczas zostałem odstawiony na boczny tor. A ja byłem gotów oddać życie za koszulkę Manchesteru United
05 lipca 2009r.
Jeśli zagram dla City, nie sądzę żeby sympatycy United uważali mnie za zdrajcę. Z tego co pamiętam, zostałem wyrzucony z klubu i teraz muszę wybrać najbardziej korzystną dla mnie ofertę. Moje odejście było spowodowane sportową sytuacją w United, z którą nie byłem w stanie się pogodzić. Mój pierwszy sezon był wspaniały pod każdym względem. Często grałem i czułem się szanowany przez trenera, jednak w kolejnym sezonie stało się coś, czego do końca nie rozumiem. Po meczu na Old Trafford, kiedy Liverpool pokonał nas 4-1, Ferguson całkowicie mnie ignorował, tak jakby porażka była tylko moją winą. Tak naprawdę The Reds przeważali w każdym aspekcie gry. Fani stali po mojej stronie, jednak Ferguson nie chciał tego słuchać, ponieważ on zawsze wie najlepiej. Dałem Manchesterowi wszystko, co miałem i ludzie to wiedzą. Choćby dlatego nie zasłużyłem sobie na to, jak mnie potraktowano

 

Carlos Tevez zaskarbił sobie sympatię kibiców nie tylko pełnym zaangażowaniem na boisku, ale także całkowitym oddaniem dla zespołu. Przyznam się bez bicia, że ja również postrzegałem go jako uosobienie ducha walki Czerwonego Diabła i dałbym sobie rękę uciąć w sprawie jego przyszłości na Old Trafford. Niestety… życie pokazało mi bezlitośnie, że wielkie słowa, afiszowanie się ze swoją domniemaną miłością do klubu i ludzi z nim związanych to tylko jedna wielka gra, a ja… dziś nie miałbym ręki.

 

Argentyńczykowi nie można odmówić umiejętności ani talentu, w końcu wielokrotnie byliśmy świadkami jego świetnych wyczynów na murawie i wielu kluczowych goli, które ratowały nam skórę. Pierwsze dni, miesiące na Old Trafford zapowiadały wspaniałą karierę tego zawodnika; kilku zasłużonych ekspertów światka piłkarskiego wróżyło mu nawet status legendy u boku takich tuz jak Eric Cantona czy sir Bobby Charlton. Koledzy z drużyny, nawet sam sir Alex Ferguson nie szczędzili mu pochwał; znalazłem po drodze wiele cytatów w krótkich odstępach czasowych wychwalających „pod niebiosa”  wyczyny Carlosa. Zdecydowanie Carlitos mógł czuć się pewnie, w końcu był bardzo lubiany przez diabelskie środowisko i stał się jednym z filarów drużyny z sezonu 2007/2008. Ten błogi stan upadł wraz z przybyciem jednego człowieka – Dymitara Berbatowa…

 

Rywalizacja o miejsce w podstawowej jedenastce jednego z najlepszych klubów na świecie to chleb powszedni. Transfer Bułgara oznaczał, że klub z Old Trafford nie tylko będzie miał okazję do wypróbowania nowych wariantów taktycznych, ale także zabezpieczy się na wypadek kontuzji, które – ze względu na wyczerpujący sezon i siłowy styl gry na Wyspach – również są częścią tej całej układanki. Dla Teveza była to jednak nowość, gdyż od samego początku kariery w Teatrze Marzeń mógł liczyć na regularne występy w pierwszym składzie i trudno wówczas było mówić o szerokiej kadrze napastników. Pierwsze wypowiedzi Argentyńczyka i samego trenera wskazywały, że cała maszynka „Manchester United” działać będzie bez zarzutów, a drużyna konsekwentnie będzie niszczyć każdego rywala, który stanie jej na drodze. Wszystko w teorii zapowiadało się pięknie, ale praktyka sprowadziła nas wszystkich na ziemię, gdyż zawiodła… natura człowieka.

 

Carlos TevezMiłość do klubu, miłość do piłki nożnej, miłość do kibiców… wszystko to zaczęło schodzić na drugi tor. Dlaczego? Do umysłu napastnika zaczął pukać egoizm, frustracja i zazdrość. Każdy z nas dobrze wie, o co chodzi, w końcu każdy z nas niejednokrotnie doświadcza właśnie takiego rozdarcia. To właśnie zniszczyło Argentyńczyka – nie potrafił przezwyciężyć pokusy wyniesienia siebie na piedestały kosztem dobra drużyny. Efektem tego były desperackie wypowiedzi pod adresem fanów. Zamiast walczyć jak lew o miejsce w składzie, pogodzić się z rywalizacją, z którą przecież zmaga się każdy w takim klubie, Tevez o swój kontrakt postanowił walczyć słowem, a nie czynami. Spójrzcie, ile zmiennych cytatów można odnaleźć wyżej, jak zmienna jest natura człowieka.

 

To wszystko jeszcze można przeboleć; jestem w stanie zrozumieć, że zawodnik jest zdesperowany, by grać w każdej ligowej kolejce, spędzać jak najwięcej czasu na boisku. Carlos Tevez udowodnił jednak, że tak naprawdę nie dorósł do świata sportu na najwyższym poziomie. Po oficjalnym odejściu z Old Trafford, kiedy był już z dala od ludzi związanych z klubem, rozpoczęła się wielka kampania przeciwko United. Tevez skrytykował nie tylko sztab zespołu, ale także samego sir Alexa Fergusona, którego piłkarski autorytet mało kto odważyłby się podważyć. Mało tego… zapowiedział także, że gdyby miał przyjemność w przyszłości zdobyć bramkę przeciwko United, to wykrzyczy swoją radość prosto w twarz Bossa. Na dodatek Argentyńczyk wyznaczył sobie ten incydent jako cel, który będzie jego najważniejszym piłkarskim dokonaniem. To wszystko przypomina reakcję małego dziecka, które zostało pozbawione lizaka…  Szczerze mówiąc mam nadzieję, że tę bramkę rzeczywiście zdobędzie, ale… w meczu przegranym 1:5. Z zapartym tchem będę oczekiwał tej wspaniałej celebracji, którą wyśmieje całe Old Trafford z samym sir Alexem na czele. W ten oto sposób zapowiadana legenda o Tevezie stanie się… zwykłą fraszką.

 

Cristiano RonaldoKolejną zmorą kibica Manchesteru United już od dłuższego czasu była transferowa saga Cristiano Ronaldo. Nie będę w tym wypadku tworzył kalendarium, gdyż wiele wpisów posłużyło już za ocenę jego wypowiedzi (I’m legend?, Opluta Legenda). Sprawa tego piłkarza jest o tyle inna, iż od samego początku krążyło wiele plotek na temat wielkiego marzenia Cristiano Ronaldo, a sam zainteresowany nie kwapił się, by osobiście wypowiedzieć się w tej kwestii. Portugalczyk także nie zdobył takiej rzeszy fanów, jaką mógł się pochwalić Carlos Tevez. Może ujmę to inaczej; najlepszy piłkarz świata poprzedniego roku miał także, w przeciwieństwie do Teveza, duże grono przeciwników. Złożyło się na to wiele czynników: życie poza boiskiem, nonszalanckie wypowiedzi, gra i (nieraz dziecinne) zachowania pod publiczkę.

 

Ronaldo zapewniał nas, że pragnie w przyszłości zostać legendą Manchesteru United, a jego celem jest trafić do annałów bogatej historii tego klubu. W tym czasie Florentino Perez szykował nikczemny plan objęcia pieczy nad Realem Madryt, gdzie miała się odbyć wielka rewolucja z udziałem najlepszych piłkarzy globu. Tak też się stało, do zarządu angielskiego klubu trafiła gigantyczna oferta 80 mln funtów i z dnia na dzień słowa o legendzie zostały zastąpione wypowiedzią w stylu „ja już zdobyłem tu wszystko, czas na nowe wyzwania”. Osobiście rozbawiła mnie informacja mówiąca o tym, że Cristiano Ronaldo pomimo gigantycznej tygodniówki zażądał bodajże 55% dochodów ze sprzedaży koszulek i umów marketingowych (o 5% więcej niż było to w umowie). Wszyscy wiemy, w jakim tempie sprzedają się trykoty z nazwiskiem Portugalczyka na plecach. Czyżby Ronaldo celował w dziesiątkę najbogatszych na świecie?

 

Pomiędzy tymi dwoma przypadkami jest jednak zasadnicza różnica. Cristiano Ronaldo przeprosił za całe zamieszanie transferowe związanego z jego osobą i przyznał, że była to wyłącznie jego wina. Wiele ciepłych słów wypowiedział także pod adresem kolegów, sir Alexa Fergusona i samego pobytu na Old Trafford, który wykształtował go nie tylko, jako gracza, ale także, jako człowieka. Portugalczyk zdobył się na to, do czego nie dojrzał Carlos Tevez.

 

Trochę się już rozpisałem, ale powyższe przykłady są tak jakby prologiem do zagadania kluczowego w tym tekście. Opisałem przypadki, o których prasa huczy codziennie, słyszymy i czytamy o nich dosłownie na okrągło.  Czy to znaczy, że są bohaterami? Czy to oznacza, że są lepsi od innych? Stanowczo trzeba sobie odpowiedzieć – nie! Medialność w obecnych czasach przysłania osoby, które na uznanie zasługują znacznie bardziej. Zainteresowanie mediów nie wiąże się jednak z dobrym sercem piłkarza, ale z jego nocnymi wybrykami czy najrozmaitszymi zachciankami. To odsuwa prawdziwe wartości na drugi tor. Dziś chciałbym poświęcić uwagę właśnie tym ludziom, którzy – można by rzec – są ukryci za „kurtyną sławy”, a odgrywają znaczącą rolę dla klubu i dają mu coś, na co w powyższych przykładach liczyć nie mogliśmy – prawdziwą miłość i wierność.

 

Na treningach pracować muszą dziesięciokrotnie, by ciężką i wytrwałą pracą osiągnąć poziom, którym innym dzięki wrodzonemu talentowi dużo łatwiej i szybciej osiągnąć. Mimo teoretycznie słabszych predyspozycji nie marnują ani minuty, by dojść do jak najlepszej możliwej dyspozycji. Każdą szansę występu w barwach Manchesteru United starają się wykorzystać do maksimum. Nie załamują się, gdy regularna gra staje się odległym marzeniem, a zadowolić muszą się rolą rezerwowego. Wybierają ciężką pracę, pot i łzy na treningach po to, by stan ten zmienić. Dobro zespołu stawiają ponad wszystko, a rywalizację w składzie przyjmują z godnością i honorem. To są właśnie prawdziwi bohaterzy drugiego planu, tyrani pracy, o których się nie dyskutuje, ale – gdy przychodzi co do czego – stawia się wobec nich niewyobrażalne wymagania. 

 

Można powiedzieć, że mecz rozegrany dla Manchesteru United jest warty dwóch innych spotkań gdzie indziej. Tak naprawdę jest on jeszcze bardziej wartościowy. Chcę stawiać sobie wyzwania każdego dnia i poprawiać moją grę. To dlatego tutaj jestem. Tak długo jak menadżer będzie widział we mnie część składu, tak długo tutaj będę.

Nikt nie lubi być poza składem, gdyż każdy z nas chciałby grać w pierwszej jedenastce. „Lecz każdy gracz przyjmuje do świadomości decyzje menedżera, ponieważ on wie co będzie dobre dla drużyny. Chcę zagrać w tylu meczach, w ilu będzie to możliwe, lecz dla mnie ważniejsze jest pomaganie drużynie, aby ta dobrze sobie radziła.

Co roku, od kiedy przybyłem na Old Trafford, jacyś zawodnicy są przypisywani na moją pozycję.

Spodziewam się tego. To jest typ wyzwania, któremu musisz stawić czoło, jeśli przechodzisz do tak wielkiego klubu. Kiedy nowy piłkarz przybywa, musisz poprawić swoją grę. To właśnie manager chce ujrzeć, to przyspiesza tempo w drużynie i podnosi wyniki.

 

John O'SheaCzyje to słowa? Oczywiście ich autorem jest John O’Shea. Piłkarz, który dla mnie jest wzorem człowieka dążącego do celu bez względu na wszelkie przeciwności. Przez ostatnie lata słyszałem wiele opinii, które sprowadzały się do stwierdzenia, że John nie prezentuje poziomu godnego Manchesteru United. Być może jest w tym trochę racji, być może Irlandczyk nie należy do graczy z najwyższej półki, ale… Jestem wręcz przekonany, że honorem, wykonywaną pracą, miłością do futbolu, przywiązaniem do klubu bije na łeb niemal każdego ze współczesnych bożyszczy piłki kopanej.

 

John swoją wierność drużynie okazywał już wielokrotnie. Szczególnie wtedy, gdy pojawiały się poważne problemy. Kto wtedy był lekarstwem? Otóż był to właśnie nasz niepozorny Irlandczyk, który był w stanie zmienić swoją nominalną pozycję tylko po to, by drużyna mogła nadal wygrywać w ciężkim dla niej okresie. Któż z nas nie pamięta sytuacji, w której John O’Shea był zmuszony stanąć… na bramce, gdzie na dodatek spisywał się wyśmienicie. Właściwie źle to ująłem; on nic nie musiał, to on postanowił wziąć na swoje barki to brzemię.

 

Ostatnie lata, w których John wiernie służył drużynie jako świetny rezerwowy w końcu zaowocowały na jego korzyść. W minionym sezonie Irlandczyk wybiegał na boisko ponad 50 razy! Fantastycznie zastępował kontuzjowanego Patrice’a Evrę w pierwszej połowie sezonu na lewej stronie obrony. W dalszej fazie rozgrywek powrócił na swą nominalną pozycję, gdzie skutecznie rywalizował z piłkarzami pokroju Zlatana Ibrahimovica.

 

Świadkami podobnej historii jesteśmy w przypadku Darrena Fletchera. Skromny Szkot nigdy nie marudził na łamach prasy, że rola rezerwowego jest dla niego czymś strasznym i na nią nie zasługuje. Darren przez lata ciężko pracował i zawsze był dobrym zmiennikiem dla swoich kolegów. Rzadko kiedy ‘czarna robota’ wykonywana przez niego była zauważana czy doceniana na tyle, na ile być powinna.

 

Piłkarz pokroju Fletchera, to skarb dla każdej drużyny. Bardzo często pozostaje niedostrzeżony przez fanów, ale można się założyć, że każdy z jego klubowych kolegów doskonale wie jak cennym jest zawodnikiem.

Sammy McLlroy – były pomocnik

 

W poprzednim sezonie Szkot był bardzo ważną częścią zespołu, występował w wielu kluczowych spotkaniach i nieraz stanowił o sile środka pola drużyny z Old Trafford. Mnie osobiście zawodnik ten zaimponował postępem, który poczynił w ostatnich latach. Gra Darrena naprawdę mogła się podobać i kto wie, czy to właśnie nie ten zawodnik w ostatnim czasie rozwinął się najbardziej.   

 

Co różni graczy pokroju Ronaldo czy Teveza od tych zawodników? Przede wszystkim ich wrodzona skromność. Wystarczy odwiedzić pierwszy lepszy serwis internetowy o Czerwonych Diabłach, by przekonać się, jak dużo informacji pojawia się na ich temat. Darren lub John nie biegną do prasy z płaczem, gdy coś nie idzie po ich myśli; nie tworzą skandali tylko po to, by następnego dnia pojawić się na okładce porannych brukowców; nie chwalą się przy każdej możliwej okazji swoimi postępami i osiągnięciami.

 

Oni wychodzą z założenia, że kontakt z prasą nie jest im potrzebny do kreowania własnego wizerunku. Oni skupiają się na tym, co kochają. Wiedzą, że są ludzie, którzy docenią ich za trud, ciężką pracę i wynagrodzą im to. Wierzą, że zostaną zapamiętani jako solidni piłkarze o wielkim sercu, honorze i duchu walki.

 

W obecnych czasach ciężko o chwałę dla tych, którzy na to naprawdę zasługują. Niestety, z roku na rok to media stają się tym czynnikiem, który kreuje wizerunki idolów dla współczesnej młodzieży. Pieniądze, rywalizacja, wcześniej wspomniane media to płaszczyzny, którym stawić musi czoła piłkarz XXI wieku. Cieszę się, że mimo tak trudnej sytuacji, gdzie radość z gry i honor odchodzą do lamusa, są jeszcze ludzie, którymi kierują te najważniejsze wartości godne naśladowania.

 

Pamiętajmy o tych, którzy są z dala od tego medialnego cyrku. Pamiętajmy o tych, którzy ciężką pracą, wytrwałością, honorem i miłością potrafią osiągnąć tak wiele. Pamiętajmy o cichych bohaterach, którzy wbrew pokusom pozostają dobrymi ludźmi.


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (29 głosów, średnia: 4,83 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



18 komentarzy do “Bohaterowie drugiego planu”

  1. Rafał pisze:

    cała prawda, sama prawda i tylko prawda.

  2. Tomassen pisze:

    5 jak złoto. Majk już przyzwyczaił do zajebistych tekstów no i proszę, trzyma poziom, mimo iż długo długo nie pisał.
    Te porównania są jak najbardziej trafione. Tevez mnie zawiódł bardzo swoim zachowaniem. Tak w ogóle to chyba wciąż nie wierzę, że on mógł się tak zachować. Natomiast do Ronaldo nie czuję żadnej urazy, chłopak był przynajmniej szczery i w porządku. Jego będę wspominał dobrze.

    Natomiast O’Shea i Fletcher to chyba jedni z najważniejszych zawodników w składzie United. O’Shea to taka typowa zapchajdziura, ale po pierwsze primo – jemu jest z tym dobrze i chce nadal pełnić taką rolę w drużynie, drugie primo – zajebiście mu to wychodzi – i trzecie primo – jest nam potrzebny jak tlen. To samo Darren, który wykonuje na boisku kawał zajebistej roboty. Nieraz pamiętam wypowiedzi ludzi, którzy oceniali po jakimś tam meczu Darrena przykładowo na 5 lub 6/10, twierdząc, że niewiele robił na boisku. Ktoś, kto uważniej oglądał mecz, oceniał go na 8 lub 9. Bo tak naprawdę grał świetnie i był kluczowym zawodnikiem na boisku. To jest skromność :)

    Glory :)

    • Majk zaliczył wielki powrót, czekam teraz na Ciebie T’mssn :*.

    • fidain pisze:

      No już bez przesady z ta szczerością Ronaldo. Owszem, zachował się ok po odejściu ale niestety właśnie dopiero po. Po co były wcześniej te teksty o tym, że Manchester to jego dom, SAF jest jak ojciec a on chce zostać naszą legendą? Po co mówienie jeszcze w Maju, że marzenie o Realu umarło? Szczerością bym tego nie nazwał :D

      • Tomassen pisze:

        Ok, może „szczerość” brzmi hiperbolicznie, ale mimo wszystko zachowanie Ronaldo było dużo lepsze niż Teveza. Sytuacje podobne – słówka, że United najukochańsze, że SAF najlepszy tatuś i że chcą kariery tu pokończyć i nie wiadomo co jeszcze. Obaj odeszli. Ronaldo z twarzą, Tevez odwrotnie. Ronaldo > Tevez. Basta.

      • Silvan pisze:

        Ja tam Ronaldo uważam za gorszy przypadek od Teveza. Przynajmniej nie siał popłochu i zamętu przez całe wakacje tak jak Ronaldo ostatnio. Poza tym kiedy mówił że jego marzenie o Realu umarło jego prawnicy już mieli zarezerwowaną markę handlową CR9 po to by mógł sobie otworzyć sklepik w Madrycie pod tą nazwą. Mówiąc że kocha United i Sir Alexa który jest dla niego jak ojciec wiedział już z jakim numerem będzie grał w Realu ?!…

        Calderona nienawidzę, ale jego ostatnie słowa o Ronaldo i o tym że podpisał umowę o tym że dołączy tego lata do Realu są wyjątkowo prawdziwe. Ronaldo zawsze srał na kibiców – taka prawda. „Strzelę kilka bramek i wszyscy znów mnie będą kochać” – to jego słowa, potem przez cały sezon wciskał nam kity jak to on kocha United i jak już bardzo nie chce się przenosić do Realu. A później cichcem składa żelazny liścik z prośbą o transfer kiedy Real składa ofertę by później oślinić jego herb na swojej prezentacji. Nic nie wpienia mnie bardziej od kibiców United mówiących/piszących – Ja do Ronaldo nic nie mam… To nie wiem co mógłby zrobić abyście coś do niego mieli, chyba tylko wam nasrać na głowę to może chociaż tego byście nie zapomnieli….

      • Queiroz pisze:

        On po prostu wiedział jak zrobić, żeby kibice mimo jego odejścia do Realu, nie mieli go w dupie. I udało mu się! Siał popłoch długi czas, to prawda. Nie krył sie z marzeniami, ale na koniec ciepłe słówka, o Manchesterze i już (skądinąd jakoś w nie wierze, on naprawdę jest wdzięczny SAF-owi i kibicom i ten klub nie jest mu obojętny) i to go różni od Teveza, który przestał walczyć i odszedł w najgorszy możliwy sposób… Oba przypadki fatalne, ale jednak jeden gorszy

      • Tomassen pisze:

        Ronaldo ma te przewagę, że przeprosił. Tak jak napisał Mike, dorósł do czegoś, do czego Tevez nie dorósł. Może był kłamliwy, ale przeszło mu przez gardło takie słowo jak „przepraszam”. I nie zachowuje się po odejściu tak jak Tevez.

    • kingmike pisze:

      Silvan.

      Nigdzie w tekście nie napisałem o jakimś rozgrzeszeniu dla Ronaldo, bo jego zachowanie przy tej całej szopce jest naprawdę karygodne.

      Poza tym trzeba sobie postawić pytanie – co uznajemy za główny wyznacznik? Według mnie postawa Ronaldo była jaka była; byliśmy świadkami kłamliwych wypowiedzi, ale Portugalczyk przynajmniej zdobył się na przeprosiny i podziękowania pod adresem kibiców i klubu. Co zrobił natomiast Tevez? Co z tego, że przez cały czas tak szczycił się swoją miłością? Gdy przyszły pierwszy schody (w postaci Berbatova) wszystko nagle wzięło diabli. Zaczęło się od nieśmiałych oskarżen, a skończyło na haniebnych, dziecinnych i niepojętych atakach. Dla mnie jego ostatnie słowa całkowicie skreślają go jako Czerwonego Diabła i – przede wszystkim – człowieka.

      • Silvan pisze:

        @kingmike
        Odnosiłem się do ogólnie panującej tendencji wybaczania Ronaldo wszystkiego i poprzednich komentatorów do których mój komentarz był przeznaczony, a nie do przesłania Twojego artykułu. Męczące jest to że odejście Ronaldo ciągle ktoś rozpatruje w kontekście sprawy Teveza. To dwie zupełnie inne sprawy ! To że Tevez zdeptał swoją godność jako piłkarza United przez co jego sprawa jest bardziej świeża i boli mocniej, nie znaczy że Ronaldo można wszystko wybaczyć bo to czy to zrobił lepiej… Ferguson mu błogosławi, ale to jego sprawa, zawsze był jego pupilkiem.

  3. Oliwia pisze:

    Będziemy pamiętać. Jeśli potrafimy dostrzec dobrego piłkarza w rezerwowym, niegwiazdorzącym piłkarzu to jesteśmy dojrzałymi kibicami, w pełni zasługującymy na to miano. Bo co to za sztuka śledzić tylko to co dzieje się na pierwszym planie. A propos szczerości… Nie oczekiwałam jej od Ronaldo, bo wiedziałam jaki jest od zawsze ale od Teveza tak. Myliłam się myśląc, że on jest inny. W życiu bym nie pomyślała, że sprawy potoczą sie tak, żę Tevez wyląduje w City, a Owen u nas:D

  4. Wiktor pisze:

    Świetny tekst na powrót :) Liczę na kolejne, co najmniej tak dobre jak ten.

    Zawsze staram się doceniach tych, którzy potraią obyć się bez blasku fleszy, bez afer. Zawsze bardziej ceniłem Rooneya czy Giggsa jak Ronaldo i to bez watpienia. Dla mnie bardziej jak umiejętności liczy się charakter i przywiązanie do klubu.

    Jak to Ci mówiłem, Mike, na początku spodziewałem się kolejnego tematu na ten sam temat (który ostatnio jest często wałkowany), ale potem zaskoczyłem się, bo jest to coś innego.

    Zgadzam się z wypowiedzią co do Fletcha – to cichy bohater, który w poprzednim sezonie zrobił więcej dla zespołu jak chociażby Tevez.

    I podpisuję się pod apelem autora – Pamiętajmy o tych, którzy są z dala od tego medialnego cyrku. Pamiętajmy o tych, którzy ciężką pracą, wytrwałością, honorem i miłością potrafią osiągnąć tak wiele.

  5. Ryba pisze:

    super txt :)

  6. Arek pisze:

    John O’Shea i Darren Fletcher – Prawdziwe Diabły z krwi i kości!!! Podziwiam ich.

  7. A.D. pisze:

    Tekst świetny, bo trudno się z nim nie zgodzić, to oczywista oczywistość, więc logiczne, że niemal wszystkim się podoba.
    Ja tam nie będę tego wysoko oceniał, bo w mojej opinii dobry tekst to taki, który potrafi rzucić inne światło na jakąś sprawę i skłonić do przemyśleń. Co nie zmienia faktu, że dla kogoś taki mógł być.

    • kingmike pisze:

      A.D.

      Gdyby wszystko było tak oczywiste to tacy zawodnicy, jak John czy Darren byliby doceniani przez wszystkich. Jak wyglądają realia? Wszyscy dobrze wiemy, że Ci piłkarze – mimo ich coraz większego wkładu w sukcesy drużyny – nadal są dla pewnego grona kibiców postaciami rzadko zauważanymi i docenianymi.

      Fakt, że tekst, który rzuca inne światło i skłania do przemyśleń przeważnie jest wartościową lekturą, ale… Nie każdy temat daje takie możliwości, a mimo to można z niego wycisnąć ciekawe treści. Treści, które z pozoru są oczywistością, ale o tych ‘oczywistościach’ właśnie często się zapomina.

      • A.D. pisze:

        Nie no nie wymagajmy od przeciętnego zjadacza chleba, żeby docenił kunszt Fletchera czy O’Shea. Dla niego ważne jest, żeby ktoś sobie machnął 3 razy nad piłką obiema nogami i strzelił od czasu do czasu w okienko.

        Nie poznałem jeszcze fana (zwróćcie uwagę, że nie jest to w cudzysłowie wzięte) United, który by tych dwóch grajków nie doceniał, lub przynajmniej szanował za swój trud. Chociaż może miałem szczęście.

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..