Wieczne „status quo” w europejskiej piłce?

Europejski futbol w ostatnim czasie stanął przed poważnym finansowym problemem. Nie, nie chodzi tutaj wcale o kryzys gospodarczy i chwilową zadyszkę rosyjskich czy amerykańskich portfeli. Pieniądze są, tylko nie tam gdzie trzeba.
Rafał Stec zauważył na swoim blogu, że „szejkowie pompują piłkę”. Do niedawna arabscy przedsiębiorcy pompowali jeszcze balon cierpliwości organizacji ECA próbującej władać piłką na Starym Kontynencie. No właśnie – do niedawna – bo balon w końcu pękł z hukiem i pobudził do działania wszystkich, którym grozi zalanie ropą naftową tudzież inną formą obcego kapitału. Szefowie ECA usiedli wraz z przedstawicielami UEFA do rozmów nad sposobem powstrzymania finansowej ekspansji na piłkarskie boiska. Najwyraźniej odważne poczynania biznesmenów z Manchesteru nie wszystkim przypadły do gustu i mimo że Kaka ostatecznie został na San Siro, to wszyscy zdają sobie sprawę, że nie każdy zawodnik będzie w stanie oprzeć się wizji kilku dodatkowych zer na koncie.
W mediach głośno jest przede wszystkim o potencjalnych wzmocnieniach „The Citizens”, a tymczasem do kupna ekipy Liverpoolu przymierza się Nasser al Kharafi, biznesmen z Kuwejtu, którego majątek szacowany jest na około 10 miliardów funtów (dla porównania szejkowie z Manchesteru mają 15 miliardów, a Abramowicz „tylko” 3 miliardy). Aby przeciwdziałać ekspansji ze Wschodu ECA wraz z UEFA opracowali projekt, który miałby pomóc zachować status quo w europejskiej piłce. Ściślej – pomysłodawcy planują ograniczyć klubowe wydatki na transfery i pensje dla zawodników do około 51% przychodów rocznych. W „przychodach” mają się zawierać wpływy z biletów, sprzedaży gadżetów, a także umowy sponsorskie i kontrakty ze stacjami telewizyjnymi. A więc za pieniądze pochodzące z kieszeni bogatych właścicieli nie można byłoby kupować zawodników czy też płacić piłkarzom należnych wynagrodzeń.
Taki układ niewątpliwie odpowiada wszystkim hegemonom, jednak chyba każdy zdaje sobie sprawę, jak destrukcyjny wpływ miałoby wprowadzenie tego planu w życie. Doskonale rozkręcone machiny marketingowe w Manchesterze, Londynie, Madrycie czy Barcelonie zjadałyby wszystkich potencjalnych konkurentów i w konsekwencji walka o prymat w kraju tudzież Europie wzbudzałyby podobne emocje co wyścigi żółwi.
Decyzja o ograniczeniu budżetów transferowych i płacowych byłaby zapewne na rękę menedżerowi „Kanonierów”, Arsene’owi Wengerowi, który do budowania zespołu podchodzi bardzo ekonomicznie i w przeciwieństwie do rywali nie kupuje gwiazd pokroju Berbatova czy Torresa. Z kolei szejkowie nie mogliby już zatrudnić Kaki, gdyż wydatek rzędu stu milionów funtów (i 15-milionowa pensja) byłby finansowym seppuku dla klubowego budżetu. „The Citizens”, mimo przebogatego właściciela, zostaliby skazani na wieczną (no, przynajmniej kilkuletnią) wegetację w dolnych rejonach tabeli, a Robinho nie mógłby liczyć na lepszego partnera do ataku niż Craig Bellamy. Jeżeli już ktoś by na tym miał skorzystać to chyba tylko Azjaci. Dlaczego? Kluby pokroju „Czerwonych Diabłów” czy „The Blues” zapewne jeszcze chętniej organizowałyby tournée po dalekich krajach, bo właśnie takie wojaże są gwarancją pokaźnych zysków z biletów i przede wszystkim sprzedaży gadżetów.
Krótko mówiąc – pomysł ECA jest niedorzeczny. Zastanawiam się, nad czym chce obradować UEFA, skoro proponowane rozwiązanie kłóci się z polityką Michela „Robin Hooda” Platiniego. Francuz zamierzał odbierać bogatym i dawać biednym, a tymczasem trwają obrady nad tym, jak zamrozić obecny system i stworzyć grupę trzymającą kasę (a więc i najlepszych zawodników).
Poważnie zastanawiamy się nad propozycją przedstawioną przez ECA. Bogaci właściciele mogliby inwestować w klubową infrastrukturę np. budowę bądź renowację stadionu lub rozwój akademii dla młodzieży.
Stanowisko UEFA
Pociągnięci za język przedstawiciele ECA przedstawili jednak swoje stanowisko względem słabszych klubów. Tyle, że jest to stanowisko dość niejednoznaczne i wątpię, aby przypadło do gustu Michelowi Platiniemu.
Oczywiście jest problem z mniejszymi klubami. Jedna z możliwości jest taka, aby stworzyć dla nich okres adaptacyjny i dać czas na pozyskanie inwestorów czy sponsorów. Jednak ten problem musimy jeszcze przedyskutować na następnym posiedzeniu.
Stanowisko ECA
Następne posiedzenie już w lutym, jednak obecne rozwiązanie proponowane przez panów z ECA jest dość… mętne. Nie widzę możliwości, aby zespoły z niższych klas rozgrywkowych pozyskały nagle możnych sponsorów, nawet jeżeli będą miały na to znacznie więcej czasu niż inne kluby. Trzeba więc pomyśleć nad innym pomysłem, bo obecny plan nie ma najmniejszych szans, aby wejść w życie. A czas nagli, bo coraz więcej miliarderów zagląda na boiska piłkarskie i ani się obejrzymy, jak rozgrywki Premiership będą narodową rozrywką szejków ze Wschodu, a derby Manchesteru prestiżowym pojedynkiem między dwoma sąsiadami z pól naftowych.
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:
Poważnie zastanawiamy się nad propozycją przedstawioną przez ECA. Bogaci właściciele mogliby inwestować w klubową infrastrukturę np. budowę bądź renowację stadionu lub rozwój akademii dla młodzieży.
Oczywiście jest problem z mniejszymi klubami. Jedna z możliwości jest taka, aby stworzyć dla nich okres adaptacyjny i dać czas na pozyskanie inwestorów czy sponsorów. Jednak ten problem musimy jeszcze przedyskutować na następnym posiedzeniu.
(5 głosów, średnia: 4,60 na 5)







Wpływy z gadżetów… Szejkowie mogą wydać kasę na kupno klubowych pamiątek czy koszulek i w ten sposób stworzyć błędne koło. Kasy do kieszeni wróci trochę mniej, ale fundusz transferowy się zwiękdzy i co w takim przypadku ?
Plan całkiem niezły, ale wtedy za Kakę nie zapłaciliby 110mln funtów i 15mln pensji, a 220mln funtów i 30mln pensji w rzeczywistości. Nawet oni nie są tak rozpustni, żeby wydawać 250 baniek na piłkarza.
Podobno City dogadywało się już w sprawie wielu innych zawodników, jak Buffon, czy Henry, ale kluby, które zwietrzyły możliwość zarobku, wywindowały ceny. I, wyobraźcie sobie, szejkowie odpuścili twierdząc, że nie są głupi i nie dadzą się nabrać tylko dlatego, że uważa się ich za niekompetentnych w dziedzinie footballu. I muszę powiedzieć, że coś w tym jest.
Po trzecie może po prostu kaganiec założyć najsilniejszym klubom? Na przykład niech samo ECA tylko sobie nałoży :P. W słabych klubach nawet super ekstra sponsor nie pomoże, czego przykładem City i QPR, które raczej nie prześliźnie się w tym roku do Premier League, choć kasy ma całkiem sporo, jak na The Championship.
mlody_unw – to co mówisz, teoretycznie mogłoby wypalić, ale tak jak napisał Wiktor, wątpię aby szejkowie, mimo że kasy maja jak lodu (u siebie to raczej jak piasku;-), zdecydowali się na takie rozwiązanie. 1/4 miliarda za jednego zawodnika to już jest sporo, chyba tyle miał wynosić cały budżet transferowy City.
Co do ECA to do tej organizacji należą kluby nawet z San Marino (polskie również – Wisła Kraków i Legia Warszawa) więc jeśli zakładać kaganiec to nie całej organizacji, a tylko niektórym klubom. Tutaj dosyć mylące jest określenie, że ECA powstała w miejsce G-14, to są jednak dwie różne organizacje. Jest jeszcze taka sprawa, że np. Manchester City nie należy do ECA, więc kaganiec nałożony na tę organizację, tylko postawiłby The Citizens w lepszej sytuacji, a tego nie chcemy:P
Hmm, a może zamiast jednolitego progu, opracować kilka „progów podatkowych” w zależności od wysokości budżetu klubu?
Ogólne założenia projektu ECA nie są najgłupsze, jednak diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Rzeczywiście może to spowodować, że pogłębi się przepaść finansowa między małymi klubami, a firmami z najwyższej półki. Poza tym prędzej czy później Chelsea czy inne MC znajdą sposób jak takie ograniczenia obejść. Na pewno odbije się to na lokalnych kibicach, bo ceny biletów musiałyby wzrosnąć, a np. przedsezonowe sparingi organizowane byłyby w ramach tournee po Azji. Potwierdza się zatem, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami ;)
„QPR, które raczej nie prześliźnie się w tym roku do Premier League, choć kasy ma całkiem sporo, jak na The Championship.”
Właściciel nie ma „całkiem sporo kasy JAK NA THE CHAMPIONSHIP”, on ma w ogóle dużo kasy :D Jest chyba 2 na liście najbogatszych właścicieli klubowych (chyba w Anglii) ;)
Taki podatek jest nie możliwy w wysoko rozwiniętym kraju europejskim, Polska i rumunia nie wprowadziły jeszcze podatku liniowego.
Roboty z tym byłoby niemiłosiernie dużo, bo tych różnych „progów” musiałoby być dość dużo – finansowy rozrzut między Manchesterem United a np. taką Polonią Bytom jest dość znaczny. Zachodu byłoby sporo, a kluby pewno by kombinowały, jak się znaleźć w „wyższej kategorii”, ażeby mieć większy budżet;) Ciężko byłoby to chyba kontrolować, jak z samymi transferami niezłe numery odchodzą, a co dopiero badać, czy mieści się czy nie… Oj, ciężki orzech do zgryzienia;)
Dobrze że ktoś myśli o tym jak przeciwdziałać przejmowaniu klubów piłkarskich przez takich kolesi jak szejkowie i inni Abramowicze. Pomysł jednak trochę chybiony. Nie można działać w taki sposób, aby odbijało się to niekorzystnie na małych klubach.
Jeśli jedna proponowane regulacje zostały by wprowadzone to zablokowałoby spektakularne transfery typu taki Kaka czy Buffon do Man City, i być może spowodowałyby utworzenie super klubów które rok w rok w swoim gronie rozstrzygałyby Ligę Mistrzów. Tylko czy taka grupa nie istnieje już teraz ?… Czołówka klubów które rozstrzygają między sobą LM istnieje już TERAZ, czasem pojawi się klub taki jak FC Porto który jest czarnym koniem i zwycięży, jednak co z tego zwycięstwa?. Jeszcze nie umilkną echa a ktoś skusi trenera pracą w większym klubie, i najlepsi piłkarze odejdą. Może wprowadzenie projektu ECA nie jest takie całkiem bezsensowne ?.