Słów kilka… Chelsea – Manchester United

Wczoraj o godzinie 15:00 na Stamford Bridge odbył się chyba najtrudniejszy dla United mecz w sezonie. W zeszłym roku polegliśmy tam 1:2. W drużynie United zabrakło kontuzjowanego Carricka (co na naszej grze się odbiło) i Vidica (którego bardzo dobrze zastąpił młody Evans). W drużynie Chelsea miało zabraknąć ukaranego niesłusznie czerwoną kartką Johna Terry’ego . Kilka dni przed meczem FA anulowało kartkę – z decyzją się zgadzamy szkoda, że sami nie możemy liczyć na podobne traktowanie.
Tekst powstał na podstawie przemyśleń i dyskusji, w której udział wzięli użytkownicy redcafe.pl sebos_krk, michal85 oraz Kula. Na kolejną część zapraszamy po meczu z Boro. Wybaczcie nam brak zdjęć ale nie mogliśmy ich zdobyć tym razem.
Taktyka
Po przednim meczu w którym United w końcu zagrało dobrze, chcieliśmy zobaczyć podobne ustawienie i skład zespołu. Naszym oczekiwaniom stało się zadość. United rozpoczęło mecz w ustawieniu 4-4-2 (czy wręcz momentami 4-4-1-1). Na jednej ze stron poświęconych naszej drużynie znalazł się komentarz „byle nie jak z Barceloną”. „Oby jak z Barceloną”, chciałoby się powiedzieć. Kluczem do osiągnięcia dobrego wyniku na SB jest zawsze kontrolowanie środka pola, tam gdzie swoje nieprzeciętne umiejętności mogą pokazać Ballack, Deco, Lampard czy Essien. Skrzydłowi Chelsea nie są raczej najmocniejsi, Joe Cole ma problemy z utrzymaniem formy, mecze rewelacyjne przeplata słabymi występami. Malouda… no cóż nie jest to chyba utalentowany zawodnik. United w środku pola zagrało czwórką pomocników, niezbyt kreatywnych ale za to świetnych w destrukcji. I przynajmniej początkowo dało to dobry rezultat. Fletcher, Owen i Park po raz kolejny udowodnili, że w swoim fachu są rewelacyjni. Do mniej więcej 25 minuty spotkania Chelsea była zagubiona, Manchester kontrolował tempo gry. Graliśmy twardo i przeciwnik nie był w stanie sprostać naszej grze. Mogliśmy zobaczyć takie kwiatki jak występ Rio w roli napastnika (zabrakło niewiele). Potem niestety nastąpiła powtórka z rozrywki, Park strzelił bramkę i United się cofnęło.
Daliśmy się zepchnąć a właściwie sami przeszliśmy do defensywy (momentami rozpaczliwej), gdy tylko Chelsea skorzystała z naszego prezentu do akcji ofensywnych zaczęli się włączać skrzydłowi i boczni obrońcy i zrobiło się niewesoło. Gary wyraźnie zaczął odstawać szybkością od zawodników Chelsea, gdy po jego stronie pojawił się Ronaldo niezbyt skory do wspomagania go w obronie, Gary po prostu wymiękł, dużo spóźnionych reakcji… na dzień dzisiejszy dużo lepiej prezentuje się jednak Wes Brown. Około 65 minuty mogliśmy zobaczyć ciekawy obrazek, po którymś z kolei bezsensownym oddaniu piłki, Roo podbiegł do ławki żywo gestykulując. Pytanie do SAF’a brzmiało pewnie tak „How should we play ?”.
To był ten moment kiedy widać było brak Carricka, zawodnika który potrafiłby uporządkować grę pomocy. Niestety Michel jest doceniany dopiero jak nie gra. Bramka dla Chelsea wisiała w powietrzu i niestety stało się. Mimo wszystko udało się ze Stamford Bridge wywieźć cenny punkt.
Oceny piłkarzy, wywiązanie się z zadań
van der Sar – kontuzja Edwina okazała się niegroźna. Do momentu zejścia kilka niepewnych interwencji. Na początku minął się z piłką wychodząc do dośrodkowania przy rzucie rożnym. Następnie miał dużo szczęścia, bo arbiter mógł podyktować rzut karny, choć wydaje nam się że VDS trafił rękoma w piłkę. Trochę nas zaskoczyło nie do końca odpowiedzialne zachowanie Edwina, kontuzjowany bardzo długo zwlekał zanim zdecydował się opuścić plac gry. Ferdninadowi też to się nie podobało.
Neville – nie można mu odmówić ogromnego zaangażowania. Walczył z całych sił, z różnym skutkiem. Brakuje przede wszystkim szybkości, która dziś nadrabiał faulami. Gary jest prostu za wolny, w akcjach ofensywnych rzadko brał udział. Wes jest lepszy.
Ferdinand – bardzo pewnie kierował linią defensywy. Kilka razy znalazł się na właściwym miejscu w zamieszaniu pod naszą bramką, oddalając zagrożenie. Jeden z lepszych dzisiaj piłkarzy w ekipie Fergusona. Szkoda tylko zmarnowanej okazji na początku spotkania. Ale brawa za świetne włączenie się do akcji. Dobry występ.
Evans – chyba nikt nie ma wątpliwości, że mamy w składzie wyjątkowo utalentowanego obrońcę. Bez żadnych kompleksów podszedł do tak trudnego spotkania. Trema go nie zjadła. Grał bardzo pewnie od pierwszych minut spotkania, żadnych nieprzemyślanych akcji. Dobry występ. Nieobecność Vidica nie była aż tak widoczna.
Evra – bramka Park Ji Sunga to w dużej mierze zasługa fantastycznego wejścia w pole karne Patrice’a. Ogrywając Bosingwę świetnie podał do Berbatova i każdy zna scenariusz tej akcji. Wielkie brawa, ale też dzisiaj trzeba wrzucić kamyczek do ogródka francuza. Przynajmniej dwukrotnie niezbyt dobrze zachował się w defensywie. Za drugim razem uciekł mu Joe Cole ( choć piłkę przyjął ręką ) i tylko dobra interwencja Tomka Kuszczaka zapobiegła utracie bramki przez nasz zespół. Jednak dzisiaj zapamiętamy jego asystę przy golu.
Hargreaves – wystawiony na prawym skrzydle z dwóch powodów. Po pierwsze każdy pamięta jak w poprzednim sezonie grał w meczach z Romą czy Chelsea w Lidze Mistrzów. Po wtóre ktoś musiał upilnować niezwykle groźnego Ashleya Cole’a. Nieustępliwa walka między tymi piłkarzami trwała całą pierwszą połowę. W drugiej przesunięty w miejsce Scholes’a, ale nie można powiedzieć, żeby w swoim stylu zdominował środek pola. Wszystkie swoje siły przyporządkował grze w destrukcji, w konstruowaniu akcji mało widoczny.
Scholes – kolejny słaby występ Paula. Uwikłany w nieczyste zagrania z rywalami szybko dostał kartkę. Słusznie zdjęty przez Fergusona. Kolejny mecz bez przebłysku geniuszu Paula. Słabo.
Fletcher – sporo zdrowia go kosztowała walka o każdy centymetr murawy. Szkot dzisiaj bez fajerwerków, mało kreatywny, ale przydatny w środku boiska. Opadł z sił w drugiej połowie meczu.
Park – w nagrodę za świetne spotkanie z Villareal wyszedł w podstawowym składzie w szlagierze kolejki. I opłacało się. Koreańczyk był gdzie powinien i dobił piłkę odbitą przez Cecha. W defensywie bardzo pracowity dobrze współpracował z Evrą, choć nie zawsze sobie radził z za szybkimi dla niego rywalami. Pora zweryfikować hierarchię skrzydłowych w drużynie United. Bardzo dobry występ.
Rooney – Wayne był wszędzie, jego powroty często ratowały zespół. Rozpoczynał kontry, napędzał akcje. Prawdziwy lider zespołu. Szkoda, że nie wykorzystał żadnej okazji, bo bramka byłaby ukoronowaniem występu.
Berbatow – przeciętnie, bardzo przeciętnie. Gdy zespołowi szło to wracając się do drugiej linii świetnie rozgrywał piłkę. To on rozpoczął podaniem do Rooneya akcję po której padła bramka. Ale później skupiony na pojedynkach główkowych, które seriami przegrywał. Nie za bardzo potrafił z przodu przytrzymać piłkę. Zbyt statycznie ale z drugiej strony co mógł zrobić sam odosobniony w ataku. Szczególnie w drugiej połowie widzielibyśmy za niego na boisku Carlosa Teveza.
Kuszczak – ciężko się wchodzi do gry w takim momencie. Ale Tomek nie zawiódł. Na początku nierozgrzany co prawda wypluł piłkę przed siebie, ale później było już tylko lepiej. W 64 minucie uratował zespół po akcji Joe Cole’a.
I to wyjście przy bramce. Czy nie mógł się lepiej zachować? To już zostawiamy wam do oceny.
Ronaldo – występ niegodny najlepszego piłkarza poprzedniego sezonu. Zrozumiałe, że musi odzyskać formę po kontuzji, raz o mały włos nie sprokurował zagrożenia gdy Lampard odebrał mu piłkę przy linii bocznej, jedynym ratunkiem był teatralny upadek. Po jednej stronie boiska powstrzymany przez Cola, po drugiej przez swojego rodaka. Na końcu pojawił się na środku ataku. Bardzo słabo w grze defensywnej, odkąd wszedł Gary przestał sobie radzić. Jedyne co zapamiętaliśmy to strzał z przewrotki pod koniec meczu. Choć trzeba przyznać, że United zaczęło nieśmiało atakować po jego wejściu. Raczej słabo.
O’Shea- wprowadzony do wzmocnienia defensywy. Bez większych zastrzeżeń.
Błędy sędziowskie
Sędzia trochę przesadził. Siedem żółtych kartek dla United i jedna dla Chelsea. Gdyby ktoś meczu nie oglądał, pomyślałby, że spotkanie było wyjątkowo ostre i brutalne, podczas gdy naszym zdaniem obie ekipy zagrały w miarę czysto, początek sezonu na pewno wpłynął na to, że w meczu nie było awantur a piłkarze szanowali się nawzajem.
Uwagi do taktyki, statystyki
Jak już pisaliśmy powtórka z rozrywki, bardzo dobry początek. Bramka a potem oddanie pola przeciwnikowi. A powinniśmy iść za ciosem i wykorzystać słabą grę przeciwnika. Chelsea, która początkowo miała problemy z rozgrywaniem akcji, skrupulatnie wykorzystała nasz prezent. Ich ataki zaczęły się zazębiać i były coraz szybsze. Zaczęły pracować skrzydła. Nie można takiemu przeciwnikowi odpuszczać gry w środku pola. Zrobiliśmy to z Liverpoolem, teraz znowu. Niestety, nie udało się tego naprawić.
Kto zawalił bramkę
Sami do tego nie mogliśmy dojść, kto tak naprawdę zawalił przy bramce dla Chelsea dlatego chcemy poznać wasze zdanie.
Ankieta
Galeria
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:


(1 głosów, średnia: 4,00 na 5)







Kto zawalił bramkę? Moim zdaniem Kuszczak, oczywiście jest to niejednoznaczne bo takie rzuty wolne są bardzo ciężkie. Nie wiadomo czy wyjść, czy zostać na linii bramkowej ale moim zdaniem wina bardziej leży po stronie Kuszy.
Kolejna bramka stracona po stałym fragmencie gry ;| SAF musi poprawcować nad tym…
Dopiero teraz obejrzałem powtórkę i wyraźnie widać, że Kuszczak mógł tą piłkę bez problemu wybić, a może nawet złapać.
Co do kartek to zgadzam się w zupełności – ich liczba zupełnie nie przystaje do tego, co działo się na boisku. Ale 25 tysięcy funtów to nie majątek, Ronaldo pewnie tyle nosi przy sobie na drobne zakupy ;)
Nie bylo tak zle. Remis na Stamford Bridge to dobry wynik, przypominam, ze w minionym sezonie tam przegralismy. Bramka chyba jednak przez Kuszczaka. Widac,ze w momecie wykonywania wolnego stal na 4m, a potem zaczal sie cofac. Gdyby wyszedl do tej pilki to by ja bez problemu wybil, bo przeciez Kalou udezyl z ok 6m, wiec Kuszczak mial tylko 2m do pilki.
Edit, copy, paste.
Oglądaliśmy i oglądaliśmy i nam wychodzi jednak że to O’Shea stał jak słup soli zamiast kryć Terrego. To spowodowało, że Rio rzucił się do JT i zostawił Salomona. :D
A więc i ocena dla Irlanczyka nie musi już być tak różowa.
Z drugiej strony nie ma co się skupiać tylko nad jedną, konkretną sytuacją. Należy się zastanowić czemu po raz kolejny w tym sezonie prowadząc, zbytnio cofamy się do defensywy i dajemy sobie wydrzeć pewne 3 punkty. Nie potrafimy dobić rywala.
Doprawdy dziwne, jak zmieniają się ludzkie odczucia i pragnienia. Dziesięć minut przed rozpoczęciem meczu, „wziąłbym” remis w ciemno, po spotkaniu, jestem rozgoryczony i smutny. Gdy zobaczyłem, że w składach brakuje Deco, pomyślałem, że może to być okoliczność bardzo sprzyjająca i tak właśnie było. Ballack i Lampard nie potrafili rozgrywać piłki przez siedemdziesiąt minut meczu. Widoczne gołym okiem, było to, iż cały plan taktyczny podporządkowany jest właśnie Brazylijczykowi z Portugalskim paszportem, a bez niego, całe ustawienie diabli wzięli. Na dodatek po dwunastu minutach, boisko opuścił Ricardo Carvalho a zastąpił go Alex. Wtedy naprawdę byłem przekonany, że coś w tej batalii da się ugrać. Po raz kolejny miałem rację.
Gdy zobaczyłem piłkarzy w tunelu, wpadłem w złość, gdyż na pierwszym planie, ujrzałem Gary’ego Neville’a. Miałem nadzieję na występ Wesa Browna, a tu taka niespodzianka! Gary był, przynajmniej w moim odczuciu, najsłabszym piłkarzem podczas środowej potyczki z Villarrealem. Dośrodkowywał w trybuny, lub na głowę obrońców Żółtej Łodzi Podwodnej, nie nadążał za akcjami, spowalniał je. Dlatego obecność Anglika w podstawowym składzie była dla mnie niemiłym zaskoczeniem. Na szczęście (jak się później okazało) w sumie bezpodstawnym. Nie spodobało mi się również, że Ferguson, nie desygnował do gry ani Naniego ani Ronaldo. Zwłaszcza ten młodszy, w pierwszym meczu Ligi Mistrzów, zagrał bardzo dobrze. Na skrzydłach pojawili się zatem Owen Hargreaves i Park Ji Sung. Obsada linii ataku, również była dla mnie dość nieprzyjemną niespodzianką. Wayne Rooney i Dymitar Berbatov, mieli stanowić naszą siłę ognia. Szkoda, że żaden z nich nie zagrał na swoim normalnym poziomie…
Od początku, co mnie nieco zdziwiło, podopieczni Sir Alexa, rzucili się do ataku. Bardzo dobrą okazję miał… Rio Ferdinand ! Niestety, Cech wspaniale obronił jego strzał. Później były już różnego typu ataki na bramkę Petra i Edwina. Przed wyborną okazją, stanął Joe Cole, ale jakimś cudem, trafił tylko w boczną siatkę. Chwilę później, po doprawdy świetnej akcji Manchesteru, Evra wpada w pole karne, podaje do Berbatova, ten strzela, jego uderzenie zdołał wprawdzie sparować Cech, ale przy dobitce Parka był bezradny. GOL !!! Cóż za radość ! Do przerwy, zeszliśmy z wynikiem 0:1. Goście byli drużyną sprawiającą lepsze wrażenie i zasłużenie wygrywali. W międzyczasie, kontuzjowanego Van der Sara, zastąpił Tomasz Kuszczak. Patrząc na tę sytuację, powiedziałem tylko: „Co tu się będzie działo!”…
Kilka minut po przerwie, daje o sobie znać Wayne Rooney. Wyśmienicie odbiera piłkę Terry’emu na lewej stronie boiska, podaje do Berbatova, a ten… Co tu dużo mówić. Fatalne podanie nie w tempo do Parka, który musiał przyjmować piłkę, a dopiero później oddawać strzał, który ugrzązł w gąszczu obrońców The Blues. Później mieliśmy kilka naprawdę ładnych interwencji Kuszczaka. Następnie, znowu przed wspaniałą okazją stanął Joe Cole, ale jego strzał obronił Polak. Później, mieliśmy sytuację, którą z powodzeniem można wkleić do filmu, zatytułowanego „Piłkarskie jaja”. Wrzucenie piłki z prawej strony, futbolówka mija wszystkich obrońców i trafia do pozostawionego bez opieki Anelki! Temu jednak piłka w komiczny sposób przelatuje między nogami i błyskawicznie wybija ją Neville. Uff…
Niestety, gdy wydawało się, że twierdza Stamford Bridge zostanie zdobyta, Wayne Rooney w idiotyczny sposób fauluje Ashley’a Cole’a. Mikel wrzuca piłkę w pole karne i… 1:1. Wprowadzony na boisko Salomon Kalou doprowadza do wyrównania, ładnym strzałem głową. Zupełnie nie pilnowany reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej, tylko dopełnił formalności…
Mecz kończy się remisem 1:1, a większość kibiców i Red Devils i The Blues, czuje niedosyt. Manchester znowu grał dobrze tylko przez pewien okres czasu. Po zejściu Edwina, Czerwone Diabły, zaczęły grać tak, jakby musieli występować w dziesięciu. Wybijali piłki na oślep, pozwolili się zamknąć na własnej połowie, przeprowadzali chaotyczne akcje. Nie tak gra Mistrz Anglii…
Do kogo można się przyczepić? Chyba tylko do Berbatova i Rooneya, za zbyt bierną postawę w ataku. Ten drugi zresztą, sprokurował rzut wolny, po którym Chelsea zdobyła gola. Również Park, mimo zdobytej bramki, nie zachwycił. Niestety, nie spodobała mi się również postawa Sir Alexa Fergusona. Mając do dyspozycji Andersona, Naniego czy Carlosa Teveza, wystawia do gry Johna O’Shea. Po raz kolejny, Irlandczyk udowodnił, że nie potrafi zaoferować zespołowi zbyt wiele. Podobała mi się natomiast postawa obrońców, którym nie można zarzucić zbyt wiele. No, może kartki dla Neville’a i Ferdinanda były zupełnie bezsensowne, ale ogólnie, defensywa na pewno nie zawiodła. Znów bardzo dobrze zagrał Patrice Evra, po akcji którego, gola strzelił Park.
Pomocnicy, rozegrali niezłe zawody. Owen Hargreaves, radził sobie dość średnio na prawej flance, ale również nie można mu zbyt wiele zarzucić, choć nie ukrywam, że na tej pozycji, chętniej oglądałbym Ronaldo lub Naniego. W środku, Fletcher ze Scholesem dawali radę. Irytowało mnie jednak to, że Paul daje się wyprowadzić z równowagi i nie dość że zarobił żółtą kartkę, to mógł otrzymać czerwoną. Park był tam gdzie być powinien, jednak zagrał zdecydowanie gorzej, niż w meczu z Villarrealem. A szkoda, jednak swoje zrobił.
Wayne i Dymitar, na razie nie mogą się zbytnio porozumieć. Rooney, widząc jak mało podań dostaje, ruszył w środek pola, przez co w ataku powstała dziura. Berbatov, po raz drugi w tym sezonie, miał duży wpływ na zdobycie bramki przez United, jednak również po raz drugi, przez resztę meczu, był zbyt niewidoczny, lub nieporadny. Jednak i tak pokazał więcej, niż ten, na którego liczył ogrom kibiców Manchesteru…
Cristiano Ronaldo, zawiódł na całej linii. Przegrywał pojedynki jeden na jeden, w walce w powietrzu nie istniał, jego rajdy nie przynosiły większych efektów, poza świetnym podaniem do Fletchera, który jednak trafił w Alexa. No, warto jeszcze wspomnieć o podaniu z lewej strony boiska do Rooneya, który jak to – niestety – ostatnio ma w zwyczaju, nie trafił nawet w bramkę. Poza tym, strzał z wolnego w mur i symulacja, po rzekomym faulu Lamparda, która była doprawdy żałosna.
Inną sprawą, jest postawa sędziego. Niestety, przeczuwałem, że zawody prowadzone przez Mike’a Riley’a nie będą prowadzone zbyt dobrze, mając w pamięci poprzednie błędy tegoż arbitra. Riley zupełnie nie radzi sobie z temperamentami zawodników, rzuca kartkami na lewo i prawo, upomina zawodników którzy nic nie zrobili, nie dostrzega ewidentnych przewinień. Doprawdy, postawa tego sędziego, jest co najmniej śmieszna.
Oto moje oceny za ten mecz:
Van der Sar – 5,5 – Grał tylko pół godziny, ale nie popełnił żadnego poważnego błędu.
Neville – 6 – Całkiem niezły występ Gary’ego. Jednak kilka razy ewidentne były jego braki w szybkości i dynamice.
Ferdinand – 8 – Standardowo, powstrzymywał ataki rywali, był bliski zdobycia gola.
Evans – 7 – Dobry występ młodego stopera. Kilka razy pozytywnie mnie zaskoczył.
Evra – 8 – Bardzo ładny mecz Francuza. Świetnie podłączał się do akcji ofensywnych, w obronie też niczego sobie.
Fletcher – 6,5 – Również, całkiem dobre spotkanie Darrena. Parę niezłych piłek i waleczność.
Hargreaves – 6,5 – Widać, że prawa flanka nie jest jego ulubioną pozycją, ale generalnie nie zawiódł. Szkoda, że to nie on wykonywał tego wolniaka…
Scholes – 7 – Podobał mi się ten mecz w wykonaniu Paula. Zagrał parę naprawdę ładnych piłek, usiłował konstruować akcje. Szkoda tylko, że ostatnio jest trochę złośliwy i lekkomyślny.
Park – 6,5 – Zdobył gola, parę razy błysnął walecznością. Strzeliłby pewnie i drugą bramkę, ale Berba podał mu za plecy.
Berbatov – 6 – Trochę przespany ten mecz przez Bułgara. Oprócz udziału przy golu, niczym się nie wyróżnił.
Rooney – 6,5 – Mam trudności z ocenieniem tego chłopaka. Z jednej strony, znów świetnie walczył, ale z drugiej, nie trafił do siatki w dogodnej sytuacji, zarobił żółtą kartkę i miał duży udział przy golu Kalou. Ach, Wayne…
Kuszczak – 7,5 – Naprawdę porządny występ Polaka. Kilka bardzo ładnych interwencji i… ani jednego wybicia w trybuny.
Ronaldo – 5,5 – Mnóstwo nieudanych zagrań, ratują go właściwie tylko dwa niezłe podania….
O’Shea – 5 – Jak zwykle, nie oczarował publiczności, ale nikt przecież się tego po nim nie spodziewał.
Remis z Chelsea, na wyjeździe jakby nie było, jest sporym osiągnięciem. Wywiezienie z Londynu jednego punktu, to też jakiś sukces. Szkoda, że nie wygraliśmy, ale by wygrać, trzeba było zagrać lepiej, bardziej ofensywnie, a nie pozwalać się przyciskać do muru i grać na remis. The Blues mieli swoje szanse i czasem tylko interwencje w ostatnich chwilach bramkarza czy obrońców, lub kiksy podopiecznych Scolariego ratowały nas przed utratą bramki. Jak wspomniałem, remis to sukces, a teraz, powinno nam pójść łatwiej i lepiej. Widać przebłyski stylu, którym czarowaliśmy sezon temu. Powrót wielkiego Manchesteru United jest bliski.
Glory, Glory, Man. United !
obejrzałem kilkanaście razy powtórkę- myślę, że bramke zawalił O’Shea… Rio nie mógł wziąć dwoch przeciwnikow, a Terry był chyba większym zagrożeniem.
dziękujemy ci O’Shea…
Szymcio –>> „Pomocnicy, rozegrali niezłe zawody. Owen Hargreaves, radził sobie dość średnio na prawej flance, ale również nie można mu zbyt wiele zarzucić, choć nie ukrywam, że na tej pozycji, chętniej oglądałbym Ronaldo lub Naniego.”
Szymcio, myślę ze Twoja ocena kilku elementów tego meczu jest dość powierzchowna. Nie bez kozery Fergie postawił na bocznych pomocników (czyt.Park/Hargo) a nie skrzydłowych (Nani/Cris) – był to jedyny sposób na zatrzymanie obu FB Chelsea – Bosingwy i Cole’a , gdyby wyszli nasi skrzydłowi pozbawieni umiejętność (i mentalności) defensywnych to będąca w pełnym gazie Chelsea by nas rozjechała 3:0.
Poza tym nie wiem jakie są Twoje oczekiwania wobec Scholes’a ale moim zdaniem (oraz całej prasy sportowej) jego miejsce w składzie wynika tylko i wyłącznie z kontuzji Carricka. Rudy od gola z Barcą nie pokazał absolutnie nic co by uzasadniało jego obecność na boisku – zwłaszcza w roli ofensywnego pomocnika , której juz nie wypełnia.Kocham Ginger Legend ale jego czas juz chyba nadszedł – może wchodzić tylko z ławki jak nie idzie. Prawda jest taka ze Rooney musi zapierniczac cały czas za siebie i za Scholesa w rozgrywaniu piłki. A będąc przy Rooneyu nie wiem jak mozesz go tak surowo oceniac – uratował na dupe kilka razy swoją walecznościa i pracowitością , juz nie mówiąc o wspomnianym przeze mnie wcześciej przymusowym rozgrywaniu piłki.
Najsłabsi piłkarze meczu:
Berbatow – poza udziałem przy bramce niewidoczny,
Neville – ZBYT WOLNY , nadaje sie na mecze z defensywnie nastawionym przeciwnikiem który nie naciska, a meczu z tak dysponowaną Chelsea po prostu nie nadążą i Hargo musi go notorycznie ubezpieczać,
Scholes – nie spełnia swojej roli
Van der Saar – nieodpowiedzialne zachowanie, niepewne interwencje i brak koncentracji (CO ON ROBIL PRZY STRZALE JOE COLE’A!!!???)
i Ronaldo którego jednak trudno winic bo jest daleki od formy meczowej.
Jeśli chodzi o SAFa – myśle ze powiniem za Rudego wpuścic Andersona który troche bardziej by przeszkadzał Mikelowi ,a do tego pokazał troche dynamiki. Oczywiście , jak na razie Anderson moze Rudemu (w formie) buty czyścic jesli chodzi o konstruowanie akcji ,ale im wiecej meczy tym lepiej dla niego.
Co do drugiej zmiany – zamiast Crisa powiniem wejsc Nani który wygladał niezle z Villareal , albo Tevez ktory tez jest walczakiem i potrafi odebrac piłke co w koncowych fazach meczu – przy totalnym naporze CFC – jest bezcenne.
Pozdro
Glory Man United!
mi jest tylko szkoda ,że nie grał Tevez który obecnie jest chyba w najlepszej formie ze wzystkich naszych zawodników
Anderson nie mógł wejść z prostej przyczyny – nie było go w „18″ meczowej.
Trudno powiedzieć. Mam 2 propozycje, a jest nimi Berba i Tomek. Berbatov na początku pilnował Kalou ale gdy ten już znalazł się na 6 metrze odpuścił. Dlaczego? Chyba dlatego, że uważał, że Kuszczak wyjdzie z bramki i ją wypiąstkuje czy złabie czy … no nie wiem po prostu sobie poradzi. Zagłosowałem na Kuszczaka ponieważ to on zawalił bramkę moim zdaniem.