Początek już za nami. Trzeba się bać?

Gdy miejsce miały mecze przedsezonowe, coś nam nie dawało spokoju. Zwycięstwa nie były nazbyt przekonujące, wyniki z dość słabymi drużynami raczej niezadowalające. Wszyscy mówili, że to przecież drugi skład, młodzicy zaprezentowali się bardzo dobrze, no i koniec końców przecież wygraliśmy to nieoficjalne trofeum Vodacom Cup. Jednak coś nie dawało nam spokoju…
Król jest nagi!
okiem Wiktora Marczyka
Zaczęło się od dobrego spotkania z Aberdeen. Dwie strzelone bramki, czyste konto z tyłu i pewne zwycięstwo. Ok, jest dobrze. Potem pojechaliśmy do Afryki. Remis z Kaizer Chiefs i ledwie jednobramkowe zwycięstwo z Orlando Pirates. Pewnie, grali w większości młodzicy, ale wynik dalej jakoś nie był zadowalający. Potem gładkie, czterobramkowe zwycięstwo ponownie odgoniło ciemne chmury i wlało we mnie więcej optymizmu.
A potem zaczęło się znowu. Trudny mecz z Espanyolem na pożegnanie Solskjaera i wcale nie takie pewne zwycięstwo nad słabym Peterborough. Remis po dość nieciekawym spotkaniu z Juventusem był wystarczającym sygnałem do tego, żebym zaczął się niepokoić. Do tego doszła absencja kilku bardzo ważnych zawodników: Cristiano Ronaldo, Wayne Rooney, Michael Carrick, Owen Hargreaves, Nani…
Mecz o Tarczę Dobroczynności był pierwszym sprawdzianem United w oficjalnym meczu. Do bramki wrócił van der Sar, obrona, pomoc i atak została obsadzona silnymi i pewnymi zawodnikami pierwszej drużyny. Jednak nie przyniosło to pożądanego efektu, gdyż po regulaminowym czasie gry na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis. To samo było po dogrywce i o wszystkim decydowały rzuty karne. Tak jak się sezon skończył, tak i się zaczął i w strzałach z jedenastu metrów lepsi okazali się gracze Czerwonych Diabłów. Uf, pierwsze trofeum dla nas. 1 down, 6 to go (ang. jedno z głowy, zostało sześć).
Wyleczył się Wayne Rooney, natomiast kontuzji doznał Ryan Giggs i nasza środkowa linia wyglądała bardzo nieciekawie w perspektywie tak mocno przetrzebionych szeregów. Doszło nawet do tego, że w pierwszym meczu ligowym zagrało aż trzech zawodników rezerw, w tym jeden (Fraizer Campbell) od pierwszej minuty! Jak to się skończyło? Nienajlepiej. Z Newcastle United, z którym w zeszłym sezonie w dwumeczu wygraliśmy 11:1 potrafiliśmy zdobyć tylko jeden punkt po remisie. Powód do niepokoju? Już chyba tak.
Potem nadszedł mecz z The Pompeys. Dwa razy z nimi w tym sezonie wygraliśmy, nie spodziewałem się więc problemu. Jednak gdzieś w głowie miałem wspomnienie poprzedniego sezonu i bolesnej porażki w szóstej rundzie Pucharu Anglii. Może być różnie, pomyślałem.
Mecz nie był majstersztykiem w wykonaniu United. Zwycięstwo okupione sporym wysiłkiem, z wyraźnymi problemami z przodu. Podania, choć płynne, były kierowane w większości w poprzek boiska. Szczęśliwie dla nas, The Pompeys ma beznadziejny początek sezonu i kompletnie nie wie, jak grać. I być może temu zawdzięczamy to dość spokojne, mimo wszystko, zwycięstwo.
W tym momencie zacząłem się naprawdę niepokoić. Chwila, coś jest nie tak! To nie jest United, które zdominowało rok temu Europę. Jasne, nie ma Ronaldo, ale przecież w Europie też nie błyszczał, a jednak graliśmy swoje. Poza tym, Portsmouth nie jest wybitnie silnym zespołem i nie potrzeba super-gwiazd, by je pokonać.
Szalę przechyliła wczorajsza porażka w meczu o Superpuchar Europy z triumfatorem zeszłorocznego Pucharu UEFA, Zenitem Sanki Petersburg. United grało słabo, ospale, bez konceptu. Obrona, chluba zespołu z Old Trafford, monolit, jedno z najlepszych zestawień w tej formacji w Europie, zawodziła na każdym kroku i jeśli nawet nie podarowała przeciwnikowi dwóch bramek (choć jedną na pewno), to dała mu mnóstwo okazji do zagrożenia bramce van der Sara i zasiania niepewności we własnych szeregach.
Z przodu też niewiele się działo. Tevez i Rooney, bardzo silnie pracujący na przedpolu i skrzydłach, nie chcieli wchodzić w pole karne. Król jest nagi! Widać teraz, czemu Ferguson tyle czasu mówił o klasycznym napastniku. Poświęcenie Argentyńczyka i Anglika dla zespołu spowodowało, że popadł on w kłopoty. Rooney, który rozegrał cały mecz, oddał na bramkę tylko jeden strzał. Rezerwowy John O’Shea dwa. To chyba mówi samo za siebie.
Problem z brakiem Ronaldo nie polega na tym, że nie mamy skrzydłowego, czy kogoś, kto kreowałby grę. Paradoksalnie Portugalczyk jest królem pola karnego. Nie boi się wejść, strzela z obu nóg i każdej pozycji, a przede wszystkim jest wysoki i skoczny. I takiego zawodnika Diabłom brakuje. Ronaldo nie błyszczał w zeszłym sezonie tylko dzięki swojej wielkiej formie. Pokazał to, co pokazał, bo ktoś musiał to zrobić, a nie było w składzie nikogo odpowiedniejszego od niego. Typowego łowcy bramek z parciem do przodu.
Początek po raz kolejny nie jest dobry. United gra słabo, wymagające przygotowania przedsezonowe ponownie dały w kość najważniejszym zawodnikom. Powinno dać to do myślenia specjalistom od przygotowania fizycznego. Mamy w tym momencie kompletnie rozdartą pomoc, a jak wiadomo, we współczesnym footballu jest to najważniejsza formacja.
Teraz kilka słów pocieszenia. Jak powiedział kilka lat temu pewien polski polityk: „Mężczyzny nie poznaje się po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”. I Manchester United jest chyba najlepszym na to dowodem (zwłaszcza, że mężczyzn jest tam wielu). Zarówno w niezwykle udanych sezonach 1967/1968 (4 punkty w trzech spotkaniach) oraz 1998/1999 (porażka w Chiarity Shield, dwa remisy w lidze na początek i niezbyt dobry bilans w eliminacjach LM z ŁKS-em Łódź), jak i w ostatnim 2007/2008 (1 punkt w pierwszych trzech spotkaniach z zespołami ze środka tabeli) początki były bardzo trudne i pierwsze mecze nie wskazywały na to, że pod koniec sezonu będziemy się cieszyć z historycznych zwycięstw.
Jest światełko w tunelu. Nikłe i trzeba je podtrzymać kilkoma dobrymi wiadomościami z rynku transferowego i ośrodka treningowego w Carrington. Oczywiście wszystko przed nami i tak naprawdę słaba dyspozycja tylko raz (dzisiaj) faktycznie nam zaszkodziła, ale przed nami tryplet bardzo trudnych spotkań (Liverpool, Villareal, Chelsea) w przeciągu tygodnia. Jeśli United szybko się nie podniesie, może to być jeden z najczarniejszych tygodni ostatnich lat.
Jest cholernie daleko od OK
okiem Łukasza Szoszkiewicza
Obejrzałem mecz z Zenitem i abstrahując od tego, co pokazaliśmy na boisku, nasuwa się kilka refleksji. Po pierwsze, na gwałt potrzebujemy napastnika, takiego z prawdziwego zdarzenia. Obojętnie, czy to będzie Huntelaar, Berbatov czy Pogrebnyak.
Ani Tevez, ani Rooney nie potrafią najlepiej grać głową, co jest oczywiste biorąc pod uwagę warunki fizyczne. Obaj sporo się cofają i kiedy nie idzie próbują ciągnąć grę. Chętnie schodzą do skrzydła, co robi spore zamieszanie w szeregach rywali. No tak, tylko kto pozostaje z przodu? Kto ma strzelać bramki? W spotkaniu z Zenitem, Rooney, który rozegrał całe spotkanie, oddał mniej groźnych strzałów niż wprowadzony w drugiej połowie O’Shea. Oczywiście, można mówić, że Anglik nie grał na 100% możliwości, ba, przespacerował obok spotkania. Jednak nie od dziś wiadomo, że nie jest on typem egzekutora. Okazuje się, że w przypadku kiedy na boisku braknie Ronaldo, nie ma kto zdobywać bramek. Podobnie, w pierwszych kolejkach Premiership, mówiło się, że Manchester United nie miał szczęścia, piłkarze mogli strzelić kilka bramek więcej, bramka Roo w meczu z Portsmouth została zdobyta prawidłowo itd. Wielce prawdopodobne, że gdyby grał Cristiano, wynik byłby zgoła inny, bo Portugalczyk trafiać do siatki potrafi, jak mało kto (szczególnie do siatki NU). Na chwilę obecną, w 4 spotkaniach, gracze United zdobyli 3 bramki – dwie są zasługą Fletchera, jedną strzelił Vidic. Halo, gdzie napastnicy?
Brak Ronaldo nie jest widoczny tylko w strzelanych bramkach. Możliwe, że Portugalczyk mimo swojej obecności na boisku nie trafiałby tak często, jak robił to w poprzednim sezonie, jednak olbrzymim wzmocnieniem dla drużyny byłaby sama jego obecność i ciąg na bramkę, które cechowały Cristiano od zawsze. Przy cofających się napastnikach, zawodnik usposobiony tak ofensywnie jak Ronaldo, jest niemalże niezbędny. Mimo olbrzymich umiejętności naszej dwójki napadziorów, atak nie funkcjonuje na obecną chwilę najlepiej. A pomyślmy, co by było w wypadku ewentualnej kontuzji Teveza (odpukać), który stara się ciągnąć naszą grę? No, przynajmniej Campbell będzie miał okazję się wypromować.
Na dwa dni przed zamknięciem okienka transferowego nie poczyniliśmy żadnego wzmocnienia, a przy tym pozbyliśmy się obiecującego Pique, solidnego Silvestra oraz wiecznie chorego Sahy. Sprzed nosa sprzątnięto nam Ramseya, coraz bardziej wątpliwy wydaje się być również transfer Berbatova i wszystko wskazuje na to, że zostaniemy z niczym. Zgodnie z sentencją mówiącą kto nie idzie naprzód, ten się cofa, możemy oczekiwać w najbliższym czasie ciężkich czasów na Old Trafford.
Kolejne osłabienie, przez wielu uważane za największe, to ubytek Carlosa Queiroza, dotychczasowego asystenta sir Alexa Fergusona. Portugalczyk uchodził za świetnego taktyka, który wraz z Fergusonem (a nierzadko samemu) potrafił tak ustawić zespół, że ten kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa i w zeszłym sezonie ustrzelił dublet. Jak wiemy, sir Alex na własnym podwórku od zawsze radził sobie całkiem dobrze, jednak jeżeli nadchodziły spotkania w europejskich pucharach, sytuacja Czerwonych Diabłów nie zawsze wyglądała kolorowo i stąd sympatycy United musieli tak szybko żegnać się z Ligą Mistrzów (co zmieniło się w końcu dwa lata temu). Teraz nie pozostaje nam nic innego jak czekać na innego, zdolnego trenera, którego stać będzie na asystowanie Fergusonowi i pracę na Old Trafford. Oby szybko znalazł się odpowiedni następca.
Tak jak rok temu, nie wystartowaliśmy najlepiej. Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak liczyć na to, że maszyna Fergusona rozkręci się w trakcie sezonu i zakończy rozgrywki Premiership na pierwszym miejscu. Niestety, patrząc w terminarz, trudno być optymistą. W najbliższym czasie będziemy podejmowali Liverpool na Anfield, Villareal u siebie i Chelsea na Stamford Bridge. Z uwagi na formę, w jakiej obecnie znajdują się Diabełki, każde zwycięstwo będzie dla mnie sporą niespodzianką, tym bardziej, że spotkania te będziemy grali w zaledwie 4-dniowych odstępach (13, 17 i 21 września).
Na koniec chciałbym jeszcze udzielić nagany Paulowi Scholesowi za niezwykle głupie zachowanie w spotkaniu z Zenitem. Komu, jak komu, ale Rudemu nie wypada robić takich rzeczy, obojętnie czy to podczas pół-sparingowego spotkania o Superpuchar czy w czasie meczu ligowego. Zawodnik jego pokroju powinien dawać przykład młodszym, a nie bawić się w siatkarza, tym bardziej w momencie, kiedy nie wszytko było jeszcze stracone. Cały czas się zastanawiam, kto zasługuje na miano antybohatera spotkania – Nani czy Scholes. No cóż, zachowanie rudowłosego pomocnika było również cholernie dalekie od OK…
autorzy: Wiktor Marczyk & Łukasz Szoszkiewicz
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(16 głosów, średnia: 4,44 na 5)







Jest źle, nie sposób się nie zgodzić z opiniami autorów tego świetnego artykułu który pokazuje bolesną prawdę. Man United już od okresu przygotowawczego gra poniżej oczekiwań. Jednym z powodów jest brak rasowego napadziora jak Berbatov czy Hunter, i kontuzja Ronaldo, ale myślę że problem ma większe podłoże …
Chyba chłopaki mają za bardzo w głowach podwójną koronę. Jakby nie docierało do nich to że z nowym sezonem muszą zacząć WSZYSTKO od nowa. Grają wolno, ospale i czytelnie. PRzydalby się kubel zimnej wody, mam nadzieję że mecz z Zenitem właśnie tym był ….
„Po pierwsze, na gwałt potrzebujemy napastnika, takiego z prawdziwego zdarzenia. Obojętnie, czy to będzie Huntelaar, Berbatov czy Pogrebnyak.”
Z pierwszym zdaniem się zgadzam. Z drugiego śmiałem się przez bite dwie minuty – takie drewno jak Pogrebniak w otoczeniu Berbatova i Huntelaara? Może jeszcze Rasiaka dorzućmy :)
Pamiętacie początek poprzedniego sezonu? Pamiętacie porażkę z Man City u siebie? Remis na Camp Nou? Dawaliście wtedy naszym szansę na podwójną koronę? Nie? To chyba najwyższy czas kupić koszulkę Realu :P
Dzisiaj kupujemy Berbatova, za dwa tygodnie gromimy Liverpool i Villareal, za trzy rozwalcujemy Chelsea. Kropka.
Bardzo się zdziwiłem kiedy oglądając studio przed meczem komentator powiedział ze zobaczymy Garego Neville’a, dla mnie grał tak jak piłkarz ktory wrocił po rocznej przerwie od futbolu bez wyczycia i finezji, wpieprzał te piłki niby to w pole karne.. Nie ma go za co winic bo rzeczywiście stara się o to miejsce w pierwszym składzie ale jak na razie po tym co pokzał wczoraj na tej pozycji widze jedynia wesa browna. niestety anderson rowniez sie nie spisał.. Jezeli ja bym wystawiał skład to wstawił bym od razu wesa parka i o’shea. A potem ewentualnie zmieniał na flethera itd. kiedy ostatnio miałem okazje oglądac parka tez prezetuje sie znakomicie ciekawe jaki jest powod tego ze saf tak rzadko go wystawia
Dobry tekst, choć zauważyłem parę błędów :P
W meczu o Tarczę Wspólnoty nie ma dogrywki. Są od razu rzuty karne :-)
Mieliśmy wtedy 2 punkty (remis z Reading i Portsmouth, przegrana z City).
Jak dla mnie to transfer Berby wydaje się prawie pewny. Odszedł Saha, a sam Bułgar żegnał się podobno wczoraj z kolegami z zespołu, a jeden z pracowników klubu powiedział do Berby „nie zapomnij o nas” ;)
Ogólnie zgadzam się ze słowami Autorów. Mają dużo racji. Potrzebny jest nam napastnik. Na szczęście – teraz 2 tygodnie przerwy i przez ten czas można popracować na treningach nad formą. Oby tylko podczas spotkań reprezentacyjnych nie zdarzyła się (odpukać) jakaś kontuzja piłkarza United…
Park jest po kontuzji. Nie był jeszcze w pełni gotowy do gry, więc zaczął na ławce :]
Fajnie napisane, co do meritum chciałbym wierzyć, że naszą bolączką jest brak Ronaldo (który wróci) i brak egzekutora (można kupić). Na pewno są to poważne braki ale boję się właśnie tego, że najgorszym osłabieniem było odejście CQ a tu się nie zapowiada jakakolwiek poprawa.
Brak Carlosa Queiroza również i moij zdaniem jest największym osłabieniem MU. Ostatni sezon jaki pamiętam bez Carlosa (był on wówczas asystentem trenera Realu zakończył się fatalnie, ligę wygrała Chealsy a z Ligi Mistrzów odpadliśmy zaraz po wyjściu z grupy). Wypatruję nowego asystenta bardziej niż transwerów. Liczę, że będzie to ktoś z Hiszpani lub Portugalii. Sir Alex najczęściej sięga po anglików lub graczy z ligi angielskiej, za całą resztę udanych transwerów MU w ostatnim czasie odpowiadał nasz asystent. Do wszystkich problemów, które trafnie zauważyliście chciałbym przedstawić swoją refleksję. Chcecie na MU jakiegoś snajpera, zawodnika od strzelania bramek. Jednak taki napastnik musi zastąpić jednego z naszej dwójki Roo Tevez, a moim zdaniem to właśnie oni są motorem napędowym naszej drużyny. Roo jest po wirusie, który nie wiadomo jak odbił się na jego sprawności, ale napewno pozbawił go kilku kluczowych treningów. Jestem przekonany, że nasi napastnicy są idealnym atakiem MU. Nie w nich tkwi problem, ponieważ obaj potrafią strzelać, tylko nie mają wystarczającej liczby okazji. Nie mamy rozgrywającego. Scholes jest już sędziwym zawodnikiem, który posiada dobre podania rozwijajace akcję i silny strzał, ale nie ma siły na bieganie i rozgrywanie piłki. Ktoś musi kierować grą MU wówczas obrona bedzie miała do kogo podawać, napastnicy nie będą musieli się wracać po piłkę przy każdej akcji, skrzydła będą otrzymywały dobre podania. Od początku sezonu nie ma prawdziwego rozgrywajacego w MU. Jego brak powoduje, że obrońcy zaczynają rozgrywać, co w zbyt częstych próbach przynosi szkody. Napastnicy widząc, że nie dostają takich piłek jakich oczekują wracają się wgłąb pola pozostawiając puste pole karne. Skrzydłowi będą grali dobrze, jeśli dostana dobrą piłkę, niekonwencjonalnie rozegraną i w dobrym tępie(Nani i Fletcher dostawali w większości piłki gdy przed nimi byli obrońcy, tylko wybitny skrzydłowy poradzi sobie w takiej sytuacji, cała reszta musi dostać dobrą piłkę). Anderson wracał do obrony i starał sierozgrywać, ale on wogle nie mia okresu przygotowawczego, bo brał udział w igrzyskach, a jego nominalną pozycją jest ofensywny pomocnik, on już w tamtym sezonie pokazał, że jeśli dostanie dobrą piłkę gdy jest pod polem karnym potrafi zrobić z niej urzytek dobrze dogrywajac do partnera. W tym sezonie wraca się do tyłu pomagając rozgrywać, dlatego nie może pokazać swoich największych walorów. Nasi rozgrywający Carrick i Owen są kontuzjowani, a jedynymi osobami, którzy są chętni do zastąpienia ich to Tevez i Roo, ale to nie ich rola, potrzebujemy kogoś kto będzie potrafił wziąźć ciężar gry na siebie i będzie charował z tyłu tak jak Tevez z przodu, wówczas dobry napastnik, lub moim zdaniem ci którzy są, skrzydłowi i skrajni obrońcy będą mogli stwarzać większą ilość akcji podbramkowych, a to przyniesie skutek.
Wspominając początek poprzedniego sezonu, naprawdę trudno wywróżyć jak potoczą się bieżące rozgrywki. Wilekim testem naszego potencjału będą nadchodzące mecze z Liverpoolem i Chelsea. W przypadku dwóch porażek – możemy powoli „skreślać” naszych. Jeśli oba spotkania wygramy – możemy śmiało powiedzieć „obronimy tytuł”. Inne opcje pozostawiają sprawdę otwartą.
Jeśli chodzi o mnie – trudno mi uwierzyć, że wygramy ligę. Wystarczy spojrzeć na końcówki sezonów 06/07 i 07/08 – wtedy nasi zawodnicy ledwo znieśli trudy walki na wielu frontach. Teraz czekają nas ZABÓJCZE, klubowe mistrzostwa świata i wiele przełożonych spotkań. Jedyną „receptą” na odpoczynek będzie… odpadnięcie z „LM”.
Na pewno trzeba zamieszać w linii ataku. Ale dopóki nie poznamy nazwiska/nazwisk nowych zawodników, wolę się nie wypowiadać.
„Dzisiaj kupujemy Berbatova, za dwa tygodnie gromimy Liverpool i Villareal, za trzy rozwalcujemy Chelsea. Kropka.”
– koledze gratuluję poczucia humoru;
Berba – tak, kubeł zimnej wody – nie, asystent poliglota – TAK.
Dlaczego Nani grał tak słabo? Bo nie zrozumiał co Fergie mu tłumaczył, a tabletu i rysika zabrakło :)
Jak mówił SAF Gary potrzebuje gry, szkoda że w takim meczu dostał szansę, efekt widzieliśmy.
I niestety masz rację, brak CQ daje się odczuć bardziej niż cr7.
„Chcecie na MU jakiegoś snajpera, zawodnika od strzelania bramek. Jednak taki napastnik musi zastąpić jednego z naszej dwójki Roo Tevez, a moim zdaniem to właśnie oni są motorem napędowym naszej drużyny.”
- nie, ponieważ zagramy 4-3-2-1 gdzie Roo i Tevez mogą się wykazać grając na swojej ulubionej pozycji – cofniętego napastnika. Właśnie tak graliśmy z cr7, i jest to najlepsza taktyka dla MU.
Świetny artykuł, brawa dla autorów!
Bardzo trafne spostrzeżenia muszę Ci powiedzieć.
Brakuje Carricka. Ten chłopak jest niedoceniany. Wszyscy myślą o nim jako o graczu solidnym, ale nie traktują go jako kogoś bardzo ważnego dla składu. A on daje naprawdę mnóstwo korzyści. Jest właśnie takim rozgrywającym, o jakim piszesz. I wyraźnie go brakuje.
Wiem, że napastnik sprawi, że będziemy musieli stosować rotację z przodu. Z drugiej strony zarówno Roo, jak i Tevez świetnie spisują się grając na skrzydłach lub za napastnikiem, więc można grać nawet 4-3-3.
„Z drugiego śmiałem się przez bite dwie minuty” – mi wystarczyło, jakbyś się tylko zaśmiał ;D
Nie oczekuje pogromów, zwłaszcza w spotkaniu z The Blues. Z Poolem, jakby się dłużej zastanowić, to mamy szansę, bo oni też grają piach (Standard Liege się kłania, zresztą w lidze męczarnie z Boro; teraz zobaczymy co w spotkaniu z AV pokażą). Villareal podejmujemy u siebie więc może nie będzie tak tragicznie (jeszcze zobaczymy, co oni pokażą, Primera Division dopiero się rozpoczyna i co Fergie wymyśli na rozgrywki pucharowe). remis, zwycięstwo, remis byłyby wynikami na miarę naszej obecnej dyspozycji. W ciemno brałbym dwa zwycięstwa ligowe i remis w LM ;D
@Tomasz – to nie jest moje poczucie humoru, ale realistyczne spojrzenie na naszą formę. Chłopaki przeszli obok meczu, ale to nie powód, by od razu wieszać na nich psy.
PS. Ostatni w tabeli Tottenham właśnie zremisował z Chelsea na Stamford Bridge. Liverpool gra kaszanę. Naprawdę mamy powody do optymizmu przed najbliższymi meczami. A jak jeszcze ściągniemy Berbatova to już będzie bosko.
Nie przesadzajmy – ani dwa zwycięstwa nie gwarantują obrony tytułu, ani dwie porażki nas nie skreślają. Na to jest jeszcze po prostu za wcześnie.Wszyscy jeszcze zgubią punkty i to nie raz.