Nie pytaj, co klub może zrobić dla ciebie…

Ole Gunnar Solskjaer i Ryan Giggs - synonimy lojalności
Lojalność. Czy w dzisiejszym futbolu takie słowo w ogóle istnieje? Czy znajduje się ono w słowniku współczesnego sportowca? Nie ulega wątpliwości, że obecnie pojęcie to powoli znika z piłkarskiego życia, usuwa się w cień wielkich pieniędzy. Pojawia się za to w mediach, ba, nie schodzi z czołówek gazet sportowych od tygodni i jest przedmiotem wielu burzliwych dyskusji. Dziennikarze zadają pytanie, czy futbol umarł, czy rzeczywiście wierność klubowym barwom to współcześnie przeżytek? Przekonajmy się…

W dzisiejszych czasach sportem, zresztą podobnie jak innymi dziedzinami życia, rządzi pieniądz. Zawodników ocenia się przede wszystkim na podstawie ich wartości rynkowej i potencjału marketingowego. Co zdolniejszym piłkarzom regularnie podnosi się płace, aby tylko wybiegli na murawę. Reklamy umieszczane na koszulkach czy stadionach są warte miliony funtów. Wreszcie, zarabia się na sprzedaży gadżetów czy corocznym tournee, kiedy to zdrowy rozsądek Azjatów zostaje przysłonięty uśmiechem Ronaldo, a my korzystamy z okazji i wciskamy im różne duperele made in China, zapewniając, że te zostały namaszczone wcześniej w Teatrze Marzeń.

Podobne nastroje udzieliły się samym sportowcom. Teraz zawodnikom nie wystarcza już tylko gra i przyzwoita pensja. Żądają fortuny za to, że co tydzień sprowadzają kibiców na stadion. Jeżeli klubu nie stać na podwyżkę i proponowane przez agenta wynagrodzenie, piłkarz pakuje korki, swoją WAG do samolotu i w ciągu godziny odlatuje do innego kraju, gdzie jego nazwisko jest widocznie bardziej potrzebne. Na szczęście pozostało na świecie kilku zawodników, którzy ponad pieniędzmi stawiają miłość do klubu, ducha drużyny, kolegów z zespołu i rzeszę fanów. Jest jeszcze garstka ostatnich bezinteresownych, dla których klub jest czymś więcej aniżeli tylko miejscem pracy, a herb na koszulce jest równie ważny jak święty medalik czy krzyż.

Paul Scholes oraz Ryan GiggsKlubowi patrioci są zjawiskiem coraz rzadszym. Na Old Trafford jest jeszcze kilku zawodników ze złotej generacji ‘92, którzy za Fergusonem i Manchesterem United poszliby w ogień, ba, nawet do samego piekła. Tacy piłkarze, jak Ryan Giggs, Gary Neville czy Paul Scholes od wielu lat są symbolami przywiązania do diabelskich barw i lojalności wobec swojego macierzystego klubu. Choć chciał ich niejeden futbolowy gigant, często oferując iście bajońskie kwoty transferowe i lukratywne kontrakty, zawodnicy ci ani myśleli o opuszczaniu Old Trafford. Dla nich gra w Teatrze Marzeń była i nadal jest wyróżnieniem, honorem, zaszczytem, którego dostąpić może niewielu. Chcieli dopisać własną kartę w bogatej historii Czerwonych Diabłów, nawiązać do sukcesów Dzieci Busby’ego, pokazać wszystkim, że w futbolu liczy się nie tylko kasa, ale to, kim jesteś, zarówno na boisku, jak i poza nim. Udowodnili, że futbol wciąż żyje, kolor koszulki, w której grasz nadal ma znaczenie, a piłka nożna może być nie tylko zajęciem, ale całym twoim życiem.

Niestety, obecnie piłkarze coraz częściej traktują klub wyłącznie jako miejsce pracy. Diabełek na piersi pozostaje dla nich tylko diabełkiem, a klubowe barwy nie różnią się niczym od koloru ich nowej kanapy. Gotowi są zmienić pracodawcę, jeżeli ten tylko zaoferuje dogodniejsze warunki płacowe czy obieca spełniać ich kolejne zachcianki. Przechodząc do nowego pracodawcy, mamią podnieconych kibiców wypowiedziami w stylu: od dzieciństwa marzę, aby tu grać. Potem po roku albo dwóch odchodzą do lokalnego rywala i wstawiają tę samą gadkę. Fani wierzą w ich wypowiedzi, ponieważ łudzą się, że to prawda. I tak kolejne rozstanie jest jeszcze bardziej bolesne i nie obywa się bez wyzwisk rzucanych w stronę piłkarza. Nie lepiej oszczędzić sobie nerwów i traktować zawodników jak najemników, a jeżeli jakiś sportowiec rzeczywiście odznaczy się lojalnością wobec klubu, dopiero wówczas otworzyć mu drzwiczki do własnego serca? Utrata tego, tego kogo się w pewien sposób kocha, boli zawsze po stokroć bardziej, niż odejście tego, kogo się “tylko” ceni. Dlatego piłkarską miłość warto zachować dla nielicznych, dla tych, którzy na to rzeczywiście zasługują i względem tych, co do których możemy mieć pewność, że nie sprzedadzą się przy najbliższej okazji.

Cristiano RonaldoSkupmy się teraz na Cristiano Ronaldo. Portugalczyk został stworzony przez Fergusona, legendę Manchesteru United, ale od dziecka marzy o grze w koszulce Realu Madryt. Na Old Trafford ma status półboga (bogowie to Scholesy, Neville i Giggsy), jednak jest spragniony nowych wyzwań, a te niewątpliwie niesie ze sobą gra w Primera Division. W Anglii już zawsze będzie miał status beksy, zaś w Hiszpanii mógłby zacząć od zera i zmienić swój wizerunek. Wreszcie, w Manchesterze zarabia mnóstwo pieniędzy, ale w Madrycie oferują mu jeszcze więcej. Zawodnik jest niewątpliwie rozdarty między lojalnością wobec klubu, którego nie kocha, a zdradą na rzecz drużyny, której barwy zawsze chciał przywdziać. Zdejmijmy klapki z oczu i nie patrzmy na Ronaldo tylko i wyłącznie jak na chciwego sukinsyna. Cristiano jest zawodnikiem niesamowicie ambitnym, wciąż głodnym sukcesów i nowych trofeów, a z Manchesterem zdobył już niemalże wszystko. Kibice zwracają uwagę, że Real psuje zawodników. Ronaldo chce się zmierzyć z tym mitem i pokazać, że jego gwiazda będzie świeciła takim samym blaskiem na Półwyspie Iberyjskim. A co najważniejsze, chce spełnić swoje marzenia, ubrać koszulkę Królewskich i cieszyć się grą dla najbardziej utytułowanego klubu na świecie. Czyż nie każdy z nas chciałby włożyć czerwony trykot i wybiec na murawę Teatru Marzeń? Podobnie Ronaldo marzy o grze na Santiago Bernabeu. Przecież wygodniej byłoby mu siedzieć w Manchesterze, gdzie nikt nie podważa jego roli w drużynie, gdzie jest bożyszczem milionów fanów. Ale portugalskiego skrzydłowego zżera ambicja. Pozwólmy mu ją nakarmić.

Nie rozumiem ludzi, którzy w kontekście potencjalnego transferu Portugalczyka do Hiszpanii wspominają o lojalności. Ronaldo nigdy nie deklarował miłości do Czerwonych Diabłów, a wręcz przeciwnie, zapowiadał przenosiny do Los Blancos. Jednak cała sytuacja transferu Cristiano nie daje nam, kibicom United, spokoju. Skrzydłowy od wielu dni, a nawet tygodni, unika jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy zmieni deszczową Anglię na słoneczny Półwysep Iberyjski. Odwlekając swoje oświadczenie, Portugalczyk doprowadza do białej gorączki nie tylko Fergusona i zarząd na Old Trafford, ale i wszystkich kibiców. Niewątpliwie takie zachowanie jest nie w porządku w stosunku do sir Alexa, który rozwinął jego talent oraz wobec fanów, którzy-jako jedyni w Anglii -dopingują go, a nie szykanują gwizdami. Cóż, może marzenia przysłoniły mu zdrowy rozsądek?

Kobieta opanowana namiętnością nie dba o lojalność, a mniej jeszcze o zdrowy rozsądek. – Romain Rolland

Roy KeaneJeżeli już mowa o zdrowym rozsądku, to niewątpliwie zabrakło go Royowi Keane’owi podczas wywiadu dla MUTV. Irlandczyk otwarcie skrytykował postawę kilku zawodników (dostało się między innymi Ferdinandowi, Ronaldo czy Johnowi O’Shea), przez co postawił się w arcytrudnej sytuacji. Do tego doszedł jeszcze konflikt z Carlosem Queirozem, asystentem sir Alexa. Było jasne, że Ferguson nie może tolerować takiego zachowania, nawet ze strony Roya. Ikona klubu, symbol Czerwonych Diabłów, dla wielu synonim kapitana, musiał opuścić Old Trafford, bo powiedział o kilka słów za dużo. Keano wybrał dość głupi sposób na pożegnanie się z drużyną swojego życia, bo chyba tak można określić w tym wypadku United. Fakt, nigdy nie przebierał w słowach i mówił otwarcie, co mu leży na sercu i wątrobie. Jednak udzielając tego nieszczęsnego wywiadu zachował się jak prawdziwy kapitan, przywódca drużyny. W końcu powiedział prawdę, oświadczył bez owijania w bawełnę, co mu się w klubie nie podoba. Chcąc wstrząsnąć kolegami z zespołu, pokazał, że rzeczywiście zależy mu na dobru drużyny. Mimo że odchodził z Manchesteru United, dla kibiców stał się symbolem oddania i poświęcenia klubowi, symbolem bezgranicznej miłości i przywiązania do klubowych barw. Co z tego, że przez pół roku ubierał biało-zieloną koszulkę Celticu, kiedy wewnątrz nadal biło diabelskie serce?

Eric CantonaCzerwoną duszę ma również inna ikona Manchesteru UnitedEric Cantona. Francuz spędził w Teatrze Marzeń zaledwie pięć lat, jednak dał się zapamiętać jako wspaniały piłkarz i jeszcze lepszy człowiek. Pod skrzydła Fergusona przechodził z ekipy Leeds, jednego z wrogów MU, jednak to właśnie w Manchesterze odkrył swoje powołanie i zdecydował się zaprzedać duszę diabłu. Grał z wielka pasją, walczył z niesamowitą zaciętością, nosił klubowy herb z olbrzymią dumą. Występował dla kibiców zgromadzonych na Old Trafford, zdobywał bramki dla United, Czerwone Diabły były jego życiem, futbolową ziemia obiecaną, miejscem, gdzie spełnił się jako piłkarz, przywódca drużyny i przede wszystkim człowiek. Człowiek, który jako jeden z nielicznych potrafił pojąć, czymże dla nas, kibiców, jest Manchester United, że jest to coś więcej niż zwykły klub, że jest to… życiowa pasja i miłość. Wraz z Ole Gunnarem Solskjaerem są jedynymi zawodnikami spoza Wysp, stawianymi w jednym rzędzie z takimi legendami, jak sir Bobby Charlton, George Best czy Ryan Giggs. To nie przypadek, że właśnie ta dwójka dostąpiła takiego zaszczytu. Francuz i Norweg, jako jedyni cudzoziemcy, zrozumieli fenomen United- klubu wyjątkowego ze względu na piękną, ale tragiczną historię oraz unikalną atmosferę współtworzoną przez zawodników oraz fanów. Mimo że żaden z nich nie figuruje na liście klubowych rekordów, obaj zasłużyli sobie na własne miejsce w sercach fanów i pamiątkową tabliczkę w Teatrze Marzeń.

Ruud van NistelrooyNiestety, na podobną tabliczkę nie może liczyć Ruud van Nistelrooy. Odchodząc do Realu Madryt, pokazał, że jego serce nie jest diabelskie, a jedyne, co kocha, to pieniądze, gwiazdorstwo i pole karne. Nie mógł pogodzić się z siedzeniem na ławce, nawet nie próbował powalczyć o miejsce w pierwszym składzie, tylko wypiął się na Fergusona, kibiców i kolegów z drużyny. Czy taki zawodnik jest wart tego, aby śpiewano jego nazwisko na trybunach? Czy jest godzien noszenia czerwonej koszulki, diabła na piersi? Czy ma prawo nazywać się Czerwonym Diabłem, stawiać siebie na równi ze Scholesem czy Giggsem? Nie. Piłkarze United mają serce, które pragną oddać klubowi. Ruud ma tylko portfel, który w Anglii chciał wypchać funtami. Mimo pobytu w tym szczególnym miejscu, jakim jest Old Trafford, nie zrozumiał znaczenia słowa lojalność. Cóż, nie był pierwszym ani ostatnim…

David BeckhamRównież David Beckham nie ma co liczyć na pamięć ze strony kibiców United. Anglik po tym, jak oberwał butem od Fergusona, przeniósł się do Hiszpanii, a w dalszej pogoni za pieniędzmi wylądował w Ameryce, gdzie sprzedaje koszulki i reklamuje z żoną Victorią perfumy. Mógł zostać piłkarską legendą, ba, ikoną Manchesteru United, a skończył jako symbol komercjalizacji sportu i gwiazdorstwa. Grając na Old Trafford, był bożyszczem setek tysięcy kibiców, zachwycał wszystkich swoimi dośrodkowaniami i rzutami wolnymi, wydawało mu się, że chwycił Pana Boga za nogi. Status legendy miał być tylko kwestią czasu. Aż tu nagle niespodziewana przeprowadzka do Madrytu i związany z nią upadek autorytetu w oczach większości fanów. Przypadek Becksa pokazuje, że od potencjalnego symbolu klubu niedaleka droga do wroga nr 1. Tę cienką granicę, na której piłkarze balansują przez całe życie, przekroczyć jest niezwykle łatwo. Zdobywając zaufanie i szacunek kibiców, zawodnik paradoksalnie stawia siebie w trudniejszej sytuacji, jeśli mowa o jego przyszłości. Kibice w każdej niejasnej sytuacji oczekują jednoznacznej odpowiedzi: kocham MU, chcę tu zostać do końca kariery. Każde inne zachowanie spotyka się z ostra reakcją ze strony fanów. Prawdziwą sztuką jest niedopuszczanie do takich nieporozumień. Właśnie po tym poznajemy zawodników, którzy mają diabelską duszę i serce – zawsze i wszędzie gotowi są przysiąc wierność klubowi. I co najważniejsze, swojej obietnicy dotrzymują.

W ostatnich chwilach mojego życia będę miał ten klub w swoim sercu. – Eric Cantona

Szkoda, że tak niewielu stara się kroczyć tą samą drogą, co Giggsy czy Scholesy, drogą niewątpliwie długą i żmudną, ale chyba wartą poświęcenia. Drogą krętą i kamienistą, którą łatwo zgubić, gdzie nie trudno o potknięcie. Wielkich zawodników poznajemy po tym, że docierają do celu, realizują swoje ambicje i marzenia na przekór niepowodzeniom i przeciwnościom losu. Nie boją się walczyć i zazwyczaj wychodzą z tej walki zwycięsko. Kroczą przez swoje piłkarskie życie dostojnie, choć nie obca im jest również pokora. Kroczą dumnie z diabłem na piersi. Kiedy dochodzą do celu, pukają do drzwi naszego serca, szukając odpoczynku i czegoś jeszcze… szukając pamięci. Kiedy ją znajdą, gotowi są zejść murawy, przewrócić kartę klubowej historii, oddać pióro nowemu pokoleniu i liczyć na to, że któryś z ich młodszych kolegów podąży tą samą ścieżką. Ścieżką lojalności, wierności i oddania klubowi.


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (17 głosów, średnia: 4,53 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



24 komentarzy do “Nie pytaj, co klub może zrobić dla ciebie…”

  1. kris pisze:

    Świetny tekst Luki, jeden z lepszych jakie tu ostatnio czytałem.

    No i prawie w 100% zgadzam się z wszystkim co powyżej napisałeś. Mam jednak pewne ‘ale ‘ co do ostatniej osoby opisanej w tym artykule. Ja nie stawiałem, nie stawiam i nie będę stawiał Davida Beckhama w tym samym rzędzie co RvN czy też Ronaldo (jeśli odejdzie). Owszem Becks pobłądził, wydaje mi się, że za sprawą swojego charakteru i swojej WAG. Zawsze był medialny, chciał być gwiazdorem i nim był, tutaj na Old Trafford. Tutaj przecież był królem. I moim zdaniem jeśli wszystko zależałoby wtedy od niego, zostałby w klubie. Jednak kłótnia z Fergusonem, reakcje kibiców, plus podżeganie jego żony, doprowadziło do tego, że jednak przeniósł się do Hiszpanii. A szkoda, bo mógł być na prawdę jednym z tych największych. I na pewno wie, że zrobił źle. Dalej deklaruje, że kocha ten klub i tylko ten jest w jego sercu. Nie na darmo krążyły plotki jakoby miał przejąć rolę ambasadora Old Trafford po sir Bobbym Charltonie.

    Na koniec, chcę tylko powiedzieć, że pod transferem Ronaldo do Realu podpisuję się rękami i nogami. Już w zeszłym sezonie prosiłem o to, żeby odszedł, bo przeczuwałem, że skończy się to jedną wielką kłótnią w klubie. Obym się mylił :) Pozdro

  2. m85 pisze:

    Szanuję zdanie autora, ale…z większością artykułu się nie zgadzam.

    Wątpliwe jest, żeby marzeniem Crisa z dzieciństwa była gra w Realu. Przecież jeszcze niedawno mówił o chęci gry w Realu LUB w Barcie.

    „Nie rozumiem ludzi, którzy w kontekście potencjalnego transferu Portugalczyka do Hiszpanii wspominają o lojalności. Ronaldo nigdy nie deklarował miłości do Czerwonych Diabłów[...]”

    Po pierwsze : co ma piernik do wiatraka? Żeby być lojalnym to trzeba kochać? Bzdura.

    Po drugie : nikt nie miałby do niego pretensji gdyby odszedł za kilka lat. Ba, myślę, że większość właśnie spodziewała się takiego właśnie wariantu. ROn w ostatnich miesiącach zaczął jednak nawijać o tym, że chce zostać na długie lata, że chce być legendą tego klubu i że marzenia nie zawsze się spełniają. Po finale również zdecydowanie zapowiedział, że zostaje. A teraz taka szopka…To właśnie najbardziej denerwuje kibiców. On po prostu ma nas daleko w dupie…

    Co do Becksa…Nie wiem na czym opierałeś stwierdzenie, jakoby Becks nie zapadł w pamięci kibiców. Zapadł i to niezwykle głęboko. Trudno zapomnieć o piłkarzu, który szczerze kochał i kocha ten klub. Wystarczy prześledzić jego biografie – ojciec zapalony fan United, młody David trenujący w Spurs w koszulce United, a później już jako piłkarz, wspierający w sektorze kibiców swoich kolegów z drużyny. David nie chciał odchodzić – zabłądził trochę pod wpływem żony i Fergie chyba słusznie mu podziękował. Becks jednak nigdy złego słowa nie powiedział ani na klub, ani na trenera. Wprost przeciwnie – niemal na każdym kroku podkreśla, że jego serce wciąż jest na OT. Kibiców wypowiadających się w sprawie Becksa w zdecydowanej większości można podzielić na tych którzy uważają go za legendę, bądź mają do niego olbrzymi szacunek. Ja jestem gdzieś po środku, ale im więcej lat mija tym jestem bliżej tej pierwszej grupy…

  3. Oskar pisze:

    Zgadzam się z m85, sprawa Becksa wygląda inaczej niż opisał Luki ;)

  4. Łuki_MS pisze:

    Ruud gwiazdeczka, David gwiazdeczka, a Ronaldo? Kur.., człowieku, jesteś ślepym ignorantem. Ronaldo ma w dupie United, w przeciwieństwie do Dave’a, który zawsze MUFC kochał i nadal kocha, o czym wspomina niemal w każdej dłuższej wypowiedzi. Piszesz, że w Realu oferują większą kasę i powinien tam odejść, ale, że Becks odszedł do LAG, to już kawał szwaba, bo jak to możliwe, żeby schodzący piłkarz grał w jakimś USA. cristiano nie dorasta do pięt Beckhamowi. Zabolał ten tekst, oj, zabolał, bo jedyne przesłanie, to to, że Ruud, David, Roy to kawały skurwysynów, a Ronaldo to biedactwo, które nie może spełnić każdej zachcianki i zamiast go ganić, powinniśmy współczuć.

    Aha, proponuję lekturę: „David Beckham – o sobie”. Może zmienisz podejście.

  5. Luki pisze:

    m85 – żeby być lojalnym, nie trzeba wcale kochać, ale kiedy zawodnik nie odczuwa z klubem żadnej więzi poza umową kontraktową, to jasne, że łatwo jest tę lojalność ‘złamać’.

    To co odwala teraz Ronaldo, to rzeczywiście szopka, zresztą napisałem, że zabrakło mu zdrowego rozsądku. To że odejdzie było/jest kwestią czasu. Szkoda tylko, że tak się z nami żegna.

    Co do Becksa, to myślę, że jest jeszcze trzecia grupa, mianowicie, taka co go nienawidzi i uważa go za symbol komercjalizacji. Nie ma co ukrywać, że przez ostatnie lata Becks zbłądził, między innymi przez swoją żonę, ale nie mówmy, że to tylko wina Victorii. Wszystko razem nałożyło się i David musiał odejść, a szkoda. Co do pamięci, jestem ciekaw czy za 20 lat będzie się go wymieniało w grupie „legend”. Dla mnie legendy MU to Giggs, Scholes, Neville, Solskjaer, a imo Becksowi trochę do nich brakuje.

  6. Luki pisze:

    Łuki_MS, nie wiem gdzie napisałem, że Roy to kawał skurwysyna;] Napisałem, że zawsze będzie diabłem, symbolem poświęcenia MU itd., czytaj ze zrozumieniem. Ale sam sposób pożegnania z OT bolał troszkę, szkoda że Roy musiał odejść, ale co miał zrobić SAF?

    Co do Ronaldo, to napisałem, że zabrakło mu zdrowego rozsądku i tyle. A że chce odejść to rozumiem, bo jakoś nigdy przesadnego przywiązania do barw MU nie deklarował. No a że robi to w taki sposób to boli i doprowadza do białej gorączki;]

  7. FredTheRed pisze:

    Ostatnio zauważyłem że często poruszana jest sprawa lojalności, bycia legendą itp..

    Widać jak wiele zamieszania budzi transfer portugalczyka do ekipy królewskich. Moim zdaniem jest to kwestia czasu.. jeśli nie w tym okienku, to może za rok? W każdym razie nie będę zdziwiony, ani też płakał z tego powodu nie będę.. Jeśli chodzi o lojalność, to nigdy za wysoko CR7 nie ceniłem.. szczerze mówiąc to jeśli chodzi o „bycie człowiekiem” w kwestii poza boiskowej, to Cris zbytniego szacunku u mnie nie ma..
    Oczywiście uwielbiam patrzeć jak gra w czerwonej koszulce, drybluje, czaruje i pomaga diabełkom wygrywać.. jest piłkarskim geniuszem jak dla mnie. Ale poza boiskiem nie darzę go sympatią..

    Bycie legendą klubu wiąże się z lojalnością.. ale chciałbym zauważyć jak wiele Cris zrobił dla klubu.. jeśli odejdzie na pewno nie będę bluźnił na jego temat, ja już mu dziękuje za to co zrobił. A to że w końcu chce zmienić otoczenie.. cóż jego decyzja, której ja osobiście nie rozumuiem (może poza wątkiem życiowego marzenia przywdziania koszulki z SB)

    Co jeszcze chciałbym poruszyć to fragment dotyczący ambicji Ronaldo.. fakt chce spróbować czegoś nowego.. ale czy gra w najlepszej lidze świata (jak niewątpliwie jest Premiership) nie jest wyzwaniem? Czy walka z Chelsea, Arsenalem, L’poolem(?) choćby nawet to nie zaspokaja ambicji? Przeczytałem raz komentarz na DP coś w stylu: „CR7 chce się rozwijać, a MU go hamuje” – no większej bzdety nie słyszałem.. zresztą ile osób tyle opinii, ale marnowanie się piłkarzy to bardziej etykietka Realu :P

    Na koniec chciałem zauważyć mały szczególik.. nie uważacie że Real ma jakiś kompleks United? tak już zauważam od jakiegoś czasu że klub (który uporczywie od paru lat zmienia co sezon prawie całą 11) lubi podkupywać nam graczy aktualnie będących w konflikcie z SAF’em czy zarządem? Po transferach Becksa, RvN, Heinze i uporczywej wojnie o Crisa mam takie wrażenie :) bo oni żerują na jego chęci gry w Primiera Division i chcą go skłócić z drużyna i nastawić przeciw kibicom.. a że biedny Cris daje się wodzić za nos.. mamy taką piękną sagę transferową :)

    pozdawiam

  8. m85 pisze:

    Nienawidzą Becksa chyba tylko ci(ja takich fanów United nie spotkałem), którzy nie mieli przyjemności oglądać go w barwach United. Ja nie ukrywam, że wychowałem się na Becksie i niezwykle trudno mi na niego obecnie psioczyć. Nie wiem, ale może to sentyment do lat młodzieńczych ;) ALe chyba nie tylko to, bo czytając angielskie fora wiem, że ludzie reagują podobnie.

    W każdym bądź razie kilka lat temu miałem może NIECO inne zdanie, ale nigdy go nienawidziłem. Zawsze był dla mnie synonimem pasji, determinacji, miłości do klubu oraz SUKCESU.

    Nie stawiam Becksa w jednym szeregu z Nevillem. Być może czas pomoże w podjęciu decyzji. Mam jednak do niego olbrzymi szacunek i jak powiedziałem wcześniej, coraz bardziej skłaniam się do części kibiców zaliczających Becksa do grona legend.

  9. m85 pisze:

    I jeszcze jedno – jeśli nic nie czuje się do klubu, który zrobił z ciebie piłkarza, którego trener i kibice ZAWSZE cie wspierali, to nie jesteś człowiekiem. I nawet jeśli twoj agent, a zarazem serdeczny przyjaciel nalega, żebyś dał mu zarobić 10 mln funtów, to każesz mu pocałować się w nos bo masz dług do spłacenia.

  10. Luki pisze:

    m85, z tym ‘nienawidzą’ Becksa to źle się wyraziłem. Chodziło mi o to, że do Giggsa czy Scholesa szacunek ma każdy kibic, nie tylko MU. Ci piłkarze są po prostu symbolami lojalności, oddania, nikt nie podważa ich pozycji. Co do Becksa to może i wśród fanów MU jest inaczej, z uwagi na to, że poczynił spore zasługi dla United. Ale teraz (no, od kilku lat) powszechnie jest uważany przede wszystkim za symbol komercjalizacji futbolu, co jest niestety prawdą. Może to i nie jego wina (tylko Victorii czy syndrom Realu), ale ostatnimi czasy to spędza więcej czasu na różnego rodzaju pokazach i sesjach niż kopiąc piłkę. Deklaruje miłość do Diabłów – ok, ale tak samo deklarują ją chociażby Giggsy i to oni moim zdaniem powinni być symbolem oddania klubowi i lojalności, w końcu zrobili więcej dla MU niż Becks, jakby nie patrzeć poświęcili temu całą karierę. Becks pewno tak chciał, nie przeczę, ale poszedł do Realu, potem USA no i trudno stawiać go w jednym rzędzie z Nevillem i spółką.

  11. Becks pisze:

    Luki co do sprawy z Bekchamem to się nie zgodze.Gdyby Becks leciał na kase itd to by odszedł by w 1999 bo pamietnym finale LM w Barcelonie.Każdy wie dlaczego odszedł Becks a jak nie to odsyłam do komentarza Krisa.IMO Becks jest i będzie zawsze legendą ManU.Może nie taką jak Scholes,Neville czy Giggsy.Becks praktycznie w każdym wywiadzie itd.mówi że kocha Manchester,że jego serce nadal bije dla ManU itd.Beckham i Ronaldo różnia się bo ten pierwszy kocha ManU a ten drugi nie.Becks odszedł bo tym jak fergie go kopnął tym butem a Ronaldo odchodzi dla kasy.

  12. Jasix pisze:

    Widzę, że od paru wpisów o jednym i tym samym ;)

  13. radzio pisze:

    @Jasix: nie o tym samym, ale wokół tego samego :D

  14. Szymcio pisze:

    Hmmm, nie powiem nic odkrywczego jeśli stwierdzę, że Becks był moim idolem i jak dla mnie jest legendą OT. Kocha ten klub jeszcze do teraz. Gdyby mógł, to z pewnością by wrócił do Manchesteru. Szkoda że odszedł.
    Giggs, Scholes, Neville? Nie ma o czym mówić. Wystarczy spojrzeć na to, ile lat grają w MU. Wciąż grające legendy klubu. Niezapomniane gwiazdy.
    Cantona? Nie chcę tu pisać różnych głupot, ale chyba nigdy nie widziałem meczu MU z Cantoną w roli głównej. Owszem, oglądałem gole, akcje itp. ale na żywo nigdy. Nie mogę go zatem jednoznacznie ocenić. Ale cenię to co zrobił dla klubu. Wystarczy łyk historii i statystyk by zrozumieć kim był King Eric. Dla mnie; który nigdy nie widziałem go w akcji i tak jest kimś wspaniałym, legendą, która oddała serce klubowi. Jest ikoną klubu, ma go w sercu do dnia dzisiejszego i lśni na tle tandety takiej jak Ronaldo i Heinze. To samo dotyczy Keano, mimo iż mecze z jego udziałem już oglądałem. Walczak, zaciskał zęby, podrywał kolegów do boju.
    Van Nistelrooya nigdy nie lubiłem Cholerny cwaniaczek. Szpaner, pozer, sęp. Kiedyś Roy nieźle go zbluzgał przed wywiadem „Zamiast żelować sobie włoski, palancie skup się na strzelaniu goli”, czy coś takiego ;D Za to kochałem Keana i za to nie cierpiałem Ruuda. Jeszcze te jego teksty że lata spędzone w MU były dla niego jednymi z najgorszych. Żałosny muł, nigdy nie walczył, tylko czekał na innych a teraz jeszcze ośmiela się gadać coś takiego…

    Ogólnie, to ten tekst jest podobny do „I’m legend?” który ukazał się wczoraj albo przedwczoraj. Ale i tak jest naprawdę niezły. Stawiam 4.

  15. wbs pisze:

    typowo o tym samym. ale wreszcie pojawiły się jakieś głosy krytyki, pod kątem tego pompatycznego textu o lojalności. Bo wcześniej wyglądało to mniej więcej tak:
    becks scheize, rud scheize scheize, cronaldo scheize scheize scheize!!!!!!
    a wszyscy komentujący podniecali się jakiż to cudowny text.
    Już powoli tym zygałem, ale widzę, że jeszcze niektórzy trzeźwo potrafią myśleć.
    Co do becksa to tak jak ktoś napisał, tak i ja się na nim wychowałem i dla mnie zawsze będzie symbolem united. Co do ruda to chłopak po prostu chciał grać regularnie przed mistrzostwami i sprawa podążyła troche nie w tą strone co trzeba…
    Gigsy, scholes, keano respekt
    Początek textu był mądry ale potem autor poszedl w troche innym kierunku, miotany chyba po części emocjami, jednak mimo wszystko text może się podobać.

  16. Becks pisze:

    Szymcio akurat w sprawie heinze sie z tobą nie zgodze.Może heinze nie jest legendą United jednak jako diabeł pasował.Walczak z niego był świetny wszyscy sie martwi że nie poradzi sobie w United jednak pokazał na co go stać.Szkoda że odszedł..

  17. Man maniak pisze:

    Nie rozumiem za bardzo autora… A dokładniej to nie rozumiem, dlaczego tak za wszelką cenę próbujesz bronić i usprawiedliwiać Ronaldo, a tym samym mieszasz z błotem Nisterlooya. mam rozumieć, że Ruud nie ma prawa nazywać się nawet Czerwonym Diabłem i mieć swojej piosenki (notabene mówiąc nawet taki Anderson po roku bycia ją ma…), podczas gdy Portugalczyk jest już legendą United (odwołanie do wcześniejszego tekstu). Patrząc obiektywnie ci piłkarze na prawdę niewiele się różnią. Mówisz, że Ronaldo nigdy nie deklarował miłości do United, więc można go usprawiedliwić, a czy Ruud to robił?? Przecież zawsze powtarzał, że jedynym klubem jakiemu kibicuje jest jakiś jego miejscowy klub z Holandii, a United nigdy nawet nie marzył… Mówisz, że ma tylko portfel, a to jest przecież nie prawda, bo odszedł z powodu braku miejsca i złych relacji z trenerem, co jest dosyć zrozumiałe (nie każdy urodził się Solskjaerem), podczas, gdy Ronaldo ma miejsca w składzie nie do wygryzienia i jeszcze ciągle mu jest podwyższana pensja, a temu dalej mało. Piszesz, że Ruud „jedyne, co kocha, to pieniądze, gwiazdorstwo i pole karne”, a Ronaldo niby co innego robi??? Wymuszanie coraz to wyższych tygodniówek, wywoływanie kontrowersji i do tego egoistyczna gra nastawiona na własne ego. Dalej, piszesz, że van wypiął się na fergusona, kibiców i trenerów, a Ronaldo co teraz robi?? Nie ma odwagi nawet porozmawiać z Fergusonem, olewa sobie totalnie opinie wśród kibiców, a wszelkie sprawy załatwia przez jakieś tabloidy. Totalne ignorowanie i robie sobie całego klubu w ch**a… Prawda jest taka, że ani jeden ani drugi święty nie jest, ale usprawiedliwiając Ronaldo, a za chwilę krytykując Nisterlooya zaprzeczasz sam sobie.

  18. Iv pisze:

    tekst kontrowersyjny, ale kazdy ma prawo miec swoje zdanie i je wyrazac.

    Co do mnie, to o Scholesie, Gigsie, czy Garym nie ma co wspominac, bo wiadomo, ze zaden kibic MU nie ma wątpliwości co do ich miłosci do MU.
    O Cantonie i Keano tez wiadomo, ze choc nie byli wychowankami, to ten klub kochali i kochają.

    Swoja drogą pamietam jak bodajze w swojej autobiografii Keano opisuje przedluzanie swojego kontraktu z MU, po tym jak zostal uznany w 2000 roku najlepszym pilkarzem w Anglii. Byl wtedy w szczytowej formie i interesowaly sie nim powaznie takie kluby jak Bayern i Juve. Tymczasem negocjacje z MU sie przedlużały, bo MU nie chcialo przystac na warunki Keano.
    Roy pisze, ze w pierwszej chwili sie wkurzył i nawet myslal o przejsciu do Bayernu lub Juve, ale po uspokojeniu sie stwierdzil, ze to byłoby bez sensu i juz lepiej dla niego byłoby skonczyc kariere w ogóle, bo jak zauwazyl, nie mogłby grac dla klubu dla ktorego nie bije jego serce.
    To, ze skonczyl kariere w Celtiku, to bylo wiadomo, ze tam ja chcial skonczyc (to ulubiony klub z jego dziecinstwa i czesto o tym mowil), na gre w MU brakowalo mu juz zdrowia, a nie chcial sie jeszcze rozstawac z pilka.
    Ale ja wiem jedno najwieksza miłoscia Roya byl i jest United. To sie czuje:)

    Co do C. Ronaldo, to moja opinia jest jasna, wiele dla klubu zrobił, nie ukrywał, ze kiedys chcialby zagrac w La Liga, ale mam pretensje o to jak on probuje do tego dążyć. Wybrał zły moment i zły sposob. Swoim obecnym postepowaniem pokazuje, ze czuje sie lepszy niz MU i przy okazji depcze uczucia takich ludzi jak Ferguson, czy uczucia wielu Kibiców MU. To nie jest postepowanie godne piłkarza United.
    Nie podpisuje sie dlugoletniego kontraktu z klubem, i opowiada, ze jest sie w nim szczesliwy i że to jest najlepsze miejsce, a po roku, w ciagu dwoch tygodni odwaraca sie do klubu dupa pokazując, ze tam ten klub ma.

    A co do Beckhama, no coz, niestety nie naleze do jego wielbicielek :) Poza boiskiem to dla mnie „plastikowy chłopczyk”, jakby nie byl pieknie ubrany, umakijazowany i wykreowany medialnie na osobowosc, to to zwyczajny, przecietny, srednio rozgarniety chlopczyna z przedmiesci Londynu.
    Ale cenie go za to co zrobil dla MU, jednak w jego wypowiedzi nie wierzę, bo Beckham zawsze mowi, to co „należy powiedziec” i czego ludzie chcieliby sluchac, swojego zdania to on raczej nie posiada :) Czy rzeczywiscie kocha MU, tak jak publicznie deklaruje ?
    Sadze, ze na pewno MU w jakis sposob kocha, ale po pierwsze kocha sławe i pieniądze, po drugie siebie i żonę, a dopiero ewentualnie na trzecim miejscu MU:)

  19. Iv pisze:

    A i tak na marginesie jeszcze jedna ciekawstka dotycząca Keano. Otóż jak Roy odchodził z Nottingham Fores, to w pierwszym rzedzie zawarł ustną-nieformalną umowę z Blackburn. Ale w miedzyczasie zadzwonil Fergie z konkretną ofertą z MU i Roy ja przyjąl.

    Ale oferta MU była dla niego o tyle niekorzystna, ze w United oferowano mu mniejszą tygodniówkę niz dawalo mu Blackburn.
    Kidy dziennikarze zapytali Keano, czemu jednak wiec wybral MU, to on odpowiedzial „lepiej jest stracic te kilka tysiecy funtow, niz potem żalowac, ze sie odrzucilo oferte Manchesteru United” :)

  20. Szymcio pisze:

    @ Becks, dla mnie Heinze też był niezłym Diabłem. Dopóty, dopóki nie zaczął płakać że nie ma miejsca w podstawowym składzie. Bał się rywalizacji z Evrą! A po drugie co to za Diabeł który chce odejść do Liverpoolu ?!

  21. Iv pisze:

    heheh, to dla rozluźnienia atmosfery, oto nowa okładka fanzinu „rednews”:

    http://www.rednews.co.uk/subscription.php

    No moim zdaniem, Fergie ma na mundurze za mało medali… jak na generała Armi Czerwonej (Red Army) :)

  22. griev pisze:

    Troche lania wody tutaj znalazłem, ale mniejsza z tym.

    Co do Ronaldo – zgadzam się w 100 %. Pierwsza osoba, ktora patrzy z perspektywy zawodnika.

    Natomiast co do Beckhama w ogole sie nie zgodzę. Pogoń za kasą ? Kiedy przenosil sie do MLS to może i tak, ale jak sam napisales, przy przeprowadzce do Realu duzy wplyw miał konflikt z SAFem. No nie powiesz mi, ze kopanie butem w glowe swoich graczy jest normalne. Nie można usprawiedliwiać Fergusona tylko i wyłącznie dlatego, ze jest legendą naszego klubu.
    Mógł zostać legendą, chciał zostać legendą i jak dla mnie został.
    Gdyby nikt nie pomógł mu w decyzji przeniesienia się do Realu Madryt, to zapewne miałbym zgoła odmienne zdanie.

  23. Iv pisze:

    griev – Alex nie walnał z kopa Beckhama w glowe butem, bo to był rykoszet. But odbil sie od sciany i trafil akurat Becksa. Swiadkowie tego zadarzenia to potwierdzają, łacznie z samym Beckhamem:)

    Beckhamowie zrobili z tego incydentu cala telenowele, ale bez przesady, zeby gadac, ze Ferguson wali w swoich zawodnikow butami :)

    Fergie , fakt, rąbie i butami i butelkami (pustymu i plastikowymi) i innymi rzeczami po scianach w szatni , jak sie wkurzy po meczu, ale jakos
    Giggsowi, Scholesowi, Rooneyowi, Evrze, Vidzie, czy Rio to nie przeszkadza :)

    W przeniesieniu sie do Realu, to Beckhamowi pomogla głownie jego żona :)

  24. mx19 pisze:

    nie zgodze sie tak jak wiekszosc tutaj obecnych co do davida.

    co do beckhama taka uwaga… jak pisze on w swojej biografii, nie chcial odejsc z klubu do momentu, kiedy zadzwonil do niego telefon z zarzadu i zostal poinformowany, ze moze sobie szukac nowego pracodawcy.

    mysle, ze beckham po niekad mial ciezko… musial wybierac miedzy zona a klubem. bo to z nia glownie ferguson mial problemy i na nia zawsze psioczyl. jesli cos zlego bylo na temat beckhama mowione przez fergiego to slyszlo sie, ze to wina malzenstwa w podsumowaniu.

    jak patrze na te komentarze, to przykro mi sie robi, ze wielu z was zapomina o kims takim jak nicky butt czy phill neville…

    oni tez oddali cale swoje serce temu klubowi pomimo tego, ze tak naprawde zawsze byli w cieniu. obaj odeszli dopiero gdy uslyszeli od fergusona podczas spotkania twarza w twarz, ze nie ma juz dla nich miejsca w zespole.

    co sie tyczy ruuda:
    pamietam kilka wywiadow z nim jakis czas po przeprowadzce do madrytu…
    mowil, ze ogladal kazdy mecz united i w kazdym zyczyl im porazki, ze nie mogl patrzec przede wszystkim na fergusona, za to, ze wyrzucil go z klubu z ktorego nigdy nie chcial odchodzic.

    mysle, ze to powyzsze zdanie bedace mieszanka frustracji i wielkiego zalu podsumowuje dobrze ruuda, ktory moim zdaniem jak najbardziej zasluguje na miano prawdziwego diabla.
    owszem, uniosl sie ambicja i bedac przez lata glownym ogniowym united, nie umial zniesc dla niego ponizajacego siedzenia na lawie. jasne, przesadzil ze swoim ego i przez to wylecial, co jednak nie zmienia faktu, ze zawsze byl oddany klubowi.

    autorowi zas polecam troszke powsciagliwosci w gnojeniu i mieszaniu z blotem ludzi, ktorzy sa o wiele bardziej zasluzeni dla klubu niz najemnik ronaldo.
    bo naprawde juz mi niedobrze od czytania, ze ruud i becks poszli do realu za kasa.
    oni zostali wyrzuceni z tego klubu dlatego odeszli do realu.
    oczywiscie sprzyjaly temu takie czy inne okolicznosci, ale taki jest przekaz.

    a ronaldo nie zasluguje na to by byc porownywanym do ruuda, a juz tym bardziej do becksa.

    nie zasluguje i juz nigdy nie zasluzy po tym jakie numery chcial przez ostatnie lata wykrecic united.

    dla mnie to najemnik, ktoremu placimy za wykonanie pracy.
    on dostal kase, wykonal swoja robote wiecej niz przyzwoicie.
    i nic poza tym.

    i szczerze mowiac, zal mi tylko, ze ronaldo biega w 7 po boisku.
    bo on nie zasluguje na granie z tym numerem.
    nie ze wzgledu na umiejetnosci. tylko ze wzgledu na to jak odnosi sie do klubu i jak go szanuje.

    w sprawie heinze:
    osobiscie podchodzilem sceptycznie do tego transferu od poczatku, bo niestety nie przepadam za latynoskimi pilkarzami.
    i poczatkowo zdziwilem sie bo heinze bardzo pozytywne wrazenie sprawial…
    ale jak ktos krzyczy, ze chce odejsc do liverpoolu tzn., ze nie rozumie o co chodzi w tym klubie.
    i dlatego twierdze, ze nie moglby byc diablem…
    poza tym, to ze na boisku walczyl to ok, ale gdy okazalo sie, ze ma rywalizacje nagle zapragnal albo grac w pierwszej 11 albo zostac sprzedanym.

    i ja sie bardzo ciesze, ze juz go nie ma posrod graczy united.

    tutaj o wiele bardziej szanuje forlana, ktory po zdobyciu korony strzelcow la liga, powiedzial, ze bardzo dobrze wspomina pobyt w manchesterze, i ze gdyby jeszcze raz mial wybierac, to rowniez by wybral united.

    podsumowywujac – w kwestii uczuc do klubu:
    becks i ruud na TAK
    ronaldo na NIE

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..