Piłka nożna: fakty i mity

Gdy piątek wita nas datą 13-ego, ludzie wpadają w istny popłoch i przez cały dzień są niezwykle ostrożni, aby tylko nie dopadł ich pech. Gdy widzą kominiarza – łapią się za guziki, bo mają nadzieję, że przyniesie im to szczęście. Starożytni wierzyli natomiast, że zaćmienie słońca to kara, jaką zesłali na nich rozzłoszczeni bogowie. Ludzie są w stanie uwierzyć we wszystko, co się im wmawia, nawet w obecnych, jakże ‘oświeconych’ czasach, ponieważ dzięki mediom sztuka manipulacji tłumów z każdym dniem przynosi coraz większy skutek. Piłka nożna, jako najpopularniejszy sport na świecie i ważna część życia ogromu ludzi, niesie ze sobą wiele fałszywych przekonań i mitów zakorzenionych w większości umysłów.
Świętsi od papieża
Największy błąd, jaki popełniają ludzie oglądając tych wystawionych na oczy opinii publicznej, jest przekonanie, iż dlatego, że są popularni, czyni ich to w jakimś stopniu lepszym. Uczciwość, bezstronność, wiarygodność, sprawiedliwość – wszystkie z tych cech są przyjęte jako część charakteru gwiazd tylko dlatego, iż są prezentowani w korzystnym świetle w mediach lub są uśmiechnięci i szczęśliwi w trakcie publicznych występów.
Osobiście rozumiem, że to uogólnienie. Nasze postrzeganie innych zależy również od kontekstu, w jakim prezentowana jest dana osoba – ta sama kobieta może być przedstawiona jako troskliwa matka, inna jako panna lekkich obyczajów. Wszystko zależy od tego, w jakim świetle przedstawią cię media.
Odnosząc się do piłki nożnej, sprawa staje się trochę bardziej skomplikowana. Skrajną odmienność opinii kreują nasze emocjonalne przywiązania do poszczególnych zespołów, graczy bądź trenerów. Będąc oddanym kibicem Manchesteru United nie jestem w stanie zaoferować Stevenowi Gerrardowi nic więcej niż tylko zwykły szacunek za dobrą. Podobnie Rio Ferdinand, pomimo wszystkich swoich błędów i pomyłek, jest dla mnie światowej klasy obrońcą, znacznie lepszym od Johna Terry’ego.
Mówiąc w skrócie: niektórym pozwalamy na zbyt dużo, innych traktujemy zbyt surowo. W rzeczywistości wszyscy są po prostu ludźmi i są skłonni do popełniania błędów.
Fair Play vs Wygrywanie
Nadejście wszędobylskiej telewizji i nieustanne powtórki naświetliły w futbolu konflikt pomiędzy potrzebą gry fair play (nałożoną przez zasady gry i kibiców) oraz chęcią wygrywania za wszelką cenę. Media kochają skandale i nagłaśniają każdy incydent, który przeczy duchowi ‘fair play’. Dobro i zło są karykaturowane jako stereotypy, a od piłkarzy oczekuje się, iż się do nich przystosują.
Tak naprawdę piłkarze to normalni ludzie z nadzwyczajnymi umiejętnościami. Mają również swoje osobiste dziwactwa. Niektórzy lubią sobie wypić, inni zażywają narkotyki, nie potrafią należycie obchodzić się z pieniędzmi (popadają w długi itp.), są nagminnymi oszustami, marudzą, albo są zwyczajnie głupi. Swoją drogą ciekawe jak muszą narzekać polscy piłkarze?
Media skupiają swą uwagę tylko na ich umiejętnościach, a wybiórczo na ich osobowościach, pozwalając nam w dowolny sposób wyobrazić sobie daną osobę na podstawie naszych własnych emocji i kontekstu w jakim została przedstawiona.
Prawda o piłce nożnej jest dalece różna od idealistycznych fantazji w naszych głowach – ludzie oszukują, łamią zasady i wiedzą, że, gdy stawka jest wysoka, liczy się tylko zwycięstwo. Dobry przegrany to wciąż przegrany. We współczesnym świecie nie ma nagród dla honorowych przegranych (a czy kiedyś były?), a nawet najbardziej nieuczciwi zdobywają medale. W piłce nożnej, jak w życiu, niektórzy chcą wygrać jak najmniejszym nakładem sił.
Pisząc o oszustwach w piłce nożnej, nasuwa się problem „nurkowania”. Praktycznie w każdym spotkaniu zawodnicy starają się przechytrzyć sędziego i wymusić na nim odgwizdanie rzutu wolnego, a najczęściej rzutu karnego. Nie prowadzę dokładnych statystyk, ale z czystym sumieniem mogę stwierdzić, iż 90% strzałów z ‘jedenastki’ to pewne bramki. Oczywiście moje skomplikowane wyliczenia ;-) nie mają przełożenia na konkurs karnych po dogrywce, kiedy skuteczność ta leci niekiedy na łeb na szyję. Wracając jednak do tematu, wielu piłkarzy bardzo kusi, aby teatralnie upaść przed bramką. Cristiano Ronaldo niegdyś po kosmicznych dryblingach upadał w polu karnym, a sędziowie raz dyktowali karne, a raz nie. Nie będę się tu podejmował oceny postępowania naszego skrzydłowego, ponieważ przy takiej szybkości w grze, jaką on prezentuje, piłkarza niezwykle łatwo jest wyprowadzić z równowagi. Efekt jest jednak taki, że przypięto mu etykietkę „nurka” i teraz często bezdyskusyjne faule na Portugalczyku sędziowie uznają za symulację. Kto oglądał spotkanie z Portsmouth (8.03.2008, VI runda FA CUP), ten na pewno wie, o co mi chodzi.
Team Spirit
Czy nadal jesteś się łudzisz, że Twój ulubiony klub ma fantastyczny team spirit? Że wszyscy ludzie w szatni są najlepszymi kumplami? Osobiście nigdy nie mogłem w to uwierzyć, iż w grupie około 20 osób (graczy i trenerów) różnego pochodzenia, osobowości nie dochodzi do żadnych kłótni i wszyscy się doskonale zgadzają. Prawda jest taka, że wśród menadżerów i piłkarzy regularnie dochodzi do konfliktów. Jestem tego pewien, ponieważ są tylko ludźmi. Rzadko zdarza się, aby grupa ludzi idealnie się rozumiała – zazwyczaj występuje różnica zdań, sprzeczki i wzajemne obgadywanie się za plecami. Możecie jednak odeprzeć, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku, ponieważ na boisku czy w reklamach tego nie widać. Zgadza się! Otóż zawodnicy to profesjonaliści i starają się nie wynosić takich rzeczy na zewnątrz. Jeśli zespół jest w miarę zgrany, piłkarze rozwiązują spory między sobą. Dlatego o takich sprawach nie dowiadujemy się z mediów.
Najczęściej atmosferę w drużynie psują gracze, którzy nie potrafią pogodzić się z rolą rezerwowego. Tak było z Ruudem van Nistelroyem, który w sezonie 2005 niejednokrotnie zasiadał na ławce z powodu lepszej dyspozycji Louisa Sahy. W końcu Holender przeniósł się do Realu Madryt. Są jednak przypadki kiedy krytyka własnego zespołu na łamach mediów jest nie do akceptacji dla menedżerów. Wystarczy tu wspomnieć Jaapa Stama, chociaż w jego wypadku była to autobiografia, w której otwarcie skrytykował kolegów i samego Fergusona. Decyzja Szkota była natychmiastowa i Holender został sprzedany do Lazio Rzym za 16mln funtów. Myślę, że sprawę Roya Keane’a wszyscy doskonale znają.
Widoku Jensa Lehmana w bramce narodowej reprezentacji nie mógł znieść Olivier Kahn. Konflikt obu bramkarzy uwidocznił się przy okazji niemieckiego Mundialu w 2006 roku. Golkiper Bayernu potrafił jednak przezwyciężyć własną dumę i w meczu ćwierćfinałowym z Argentyną przed serią rzutów karnych, podszedł do Kanoniera i powiedział mu kilka ciepłych słów przed serią ‘jedenastek’. Jak widać, można również odsunąć własne ambicje na dalszy plan i nawet siedząc na ławce rezerwowych w jakiś sposób przyczynić się do sukcesu całej drużyny.
Jednak z drugiej strony, prawdziwe przyjaźnie w biznesie (obecnie tak należy pojmować futbol) są możliwe. Thierry Henry dorastał z grupką francuskich zawodników i nadal jest z nimi blisko związany (Robert Pires, Patrick Vieira, William Gallas). Podobny przykład dotyczy również młodzieży Fergusona, z częścią których Czerwone Diabły od lat ’90 nadal zdobywają trofea – Giggs, Butt, Scholes, Beckham.
Doping kibiców
Wielki klub nie oznacza od razu wspaniałych kibiców. Tak jest w naszym przypadku, przynajmniej w wielu spotkaniach rozgrywanych na Old Trafford. Ostatni przykład – Puchar Anglii i pojedynek z The Pompey. Fani Diabłów, znajdujący się wtedy na trybunach, owe spotkanie chyba przespali. Okrzyki i doping słychać tylko w razie spektakularnej gry i zwycięstw lub szlagierowych spotkań. A kiedy drużyna najbardziej potrzebuje wsparcia z trybun? Właśnie, gdy przegrywa lub gra całkowicie się jej nie klei. Osobiście jestem w stanie zrozumieć niejako poczucie zniechęcenia i rezygnacje kibiców, gdy ich zespół nie daje sobie rady. Jednak, jeżeli fani mają być 12. zawodnikiem drużyny, nie mogą jej ‘osłabiać’ swoją apatycznością i biernością w tak ważnych chwilach. Widzów zasiadających na Old Trafford nie boją się krytykować nasi działacze i piłkarze. Alex Ferguson nieraz już się wypowiadał negatywnie o ich postawie. Najbardziej dobitnie wyraził się Roy Keane:
„Czasami się zastanawiasz: czy oni rozumieją piłkę nożną? Mają kilka napojów i prawdopodobnie kanapki z krewetkami, i nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje na boisku”
Problem nie leży jedynie w braku chęci do żarliwego kibicowania. Wszelki fanatyzm, chamstwo szerzą się na stadionach całego świata. Oto relacja ze spotkania Diabłów z Kanonierami oczami kibica Arsenalu:
„Wczoraj siedziałem na poziomie boiska trzy rzędy od dołu, na skraju pola karnego w którym Jens [Lehman] złapał piłkę w pierwszej połowie. Wyzwiska jakie poleciały w jego stronę przez całą grę były okropne i obrzydliwe. Wiem, że wszyscy lubimy porobić sobie jaja z przeciwników, ale wtedy zaczęło się od ‘pieprzonej, oszukującej nazistowskiej c**y’, później oskarżali go o gazowanie Żydów i ru***nie trupów. Rzucić butelką w tłum? On powinien naszczać na nich. Natężenie czystej nienawiści było przerażające”
Czy muszę dodawać coś jeszcze?
Pieniądze vs lojalność
Czasami od graczy oczekuje się okazywania przesadnej lojalności wobec fanów i klubów. Osobiście popieram graczy okazujących przywiązanie do swoich klubów, bo to dobrze o nich świadczy. Do pewnego stopnia lojalność jest praktyczna i powinna być oczekiwana. Wyobraźcie sobie jednak sytuację – gracz z małego klubiku położonego gdzieś dajmy na to we Francji dostaje ofertę transferu do klubu z czołówki Europy, z bogatym właścicielem, perspektywą zarabiania dużych pieniędzy. Sądzę, iż 99% z nas przyjęła by tę ofertę, a pieniądze byłyby istotnym argumentem przemawiającym za takim ruchem. Co jednak, gdy piłkarz już jest częścią najlepszego zespołu na świecie, trenuje z samymi gwiazdami, uwagi podsuwa mu najlepszy trener na świecie, a gracz, o którym mowa, i tak decyduje się odejść? Tak, macie rację, przykład, który podałem to oczywiście Gabriel Heinze. Sprawa Argentyńczyka nie byłaby tak kontrowersyjna gdyby nie to, iż chciał dołączyć do Liverpoolu. Takiego błędu żaden z kibiców Czerwonych Diabłów oraz sam Alex Ferguson nie potrafił mu wybaczyć. W końcu sprzedaliśmy Heinze do Realu Madryt i przynajmniej zarobiliśmy na nim 8 milionów funtów. Można zadać sobie pytanie, dlaczego odszedł? Być może bał się rywalizacji z Evrą, a chciał za wszelką cenę grać w pierwszej ‘jedenastce’? Sprawdziłem statystyki jego występów w Realu – od początku sezonu rozegrał 18 spotkań w Primera Division, Lidze Mistrzów oraz Pucharze Króla. Po jego błędach Królewscy stracili bramki w rewanżu z Romą. Z pewnością Gabriel nie tak to sobie wyobrażał.
Jak widać, życie nie jest takie, jakie nam się do końca wydaje. Nie dajmy się zwieść pozorom jakie kreują media i nie bądźmy zbyt pochopni w naszych ocenach oraz starajmy się nie generalizować naszych sądów i wrzucać wszystkich ludzi do jednego worka. Jak powiedział Arystoteles: Prawda leży pośrodku – może dlatego wszystkim zawadza.
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(19 głosów, średnia: 4,74 na 5)







Pozwolę sobie odnieść się tylko do sprawy kibiców. Z artykułu można łatwo wysnuć wniosek jakoby United miało słabych fanów, pomimo bycia jednym z najlepszych klubów na świecie. Wniosek o tyle łatwy co zbyt pochopny. Wystarczy przenieść się przecież parę lat wstecz, by zobaczyć że atmosfera na Old Trafford była naprawdę fantastyczna. Dziś, na wyjazdach Red Army wciąż jest jedną z najgłośniejszych i najliczniejszych ekip.
Problem OT jest trochę bardziej złożony. Nie jest przecież tak, że Ci wszyscy fani zniknęli, że ich już nie ma. Są, ale albo w ramach protestu śpiewają sobie na meczach FCUM, a;lbo przegrywają z najazdem turystów i chorymi zakazami stadionowymi. ManU jest obecnie marką, pewną siłą marketingową (niech ekonomiści mnie nie roztrzelają za to wyrażenie), jest biznesem. Płacą za to właśnie fani. Old Trafford przeradza się w miejsce ekskluzywnej rozrywki dla bogatych, coraz mniej w nim angielskiego stadionu. Ale fani są, tylko gdzieś giną w tłumie robiących zdjęcia nowych klinetów Megastore. Polecam zresztą krótkie przemyślenia na ten temat Dereka McMonkey’a. Dopóki klub nie będzie traktował postulatów IMUSA czy MUST doputy nic w Teatrze Marzeń się nie zmieni, i jedynie na wyjazdach będziemy mogli cieszyć uszy chóralnymi śpiewami fanów United.
Fajnie się to czyta. Ale z Arystotelesem się nie zgodzę. Prawda leży tam gdzie leży a nie pośrodku. Między mentalnością drużyn są jednak różnice.
Z tymi workami to nie jest taka prosta sprawa, z odbiorem drużyny itp.
Z brzegu. Idol kibiców lfc, Gerrard, napisał książkę w której pomstował na nurkowanie przez CR. Zapomniał o tym, że jego mecze też ktoś oglądał. I okazało się, że sam lubi nurkować, a jego koledze udało się nawet wynurkować czerwoną kartkę dla przeciwnika. Lider ?
W Arsenalu trąbi się o tym jaki tam kolektyw, jaka wspaniała atmosfera, tak wspaniała, że piłkarze pobili się na boisku a kapitan zespołu się popłakał a wielki trener stwierdził, że nic nie widział. Ta atmosfera to bzdura .
Na chwilę obecną, widzę jednak, że w mentalności piłkarzy i zespołów są bardzo duże różnice. Takiego mydlenia oczu nie ma ani w MU ani w CHE. Nikt tu nie gada o tym, że nie ma presji, nikt nie podlizuję się chwaląc przeciwników. Kolokwialnie – nie liżą sobie pup. Obie drużyny są zdeterminowane i tego nie ukrywają. W CHE jest kryzys związany z atmosferą w zespole ale nikt tego nie ukrywa i nie udaje, że jest inaczej. Terry próbuje wpłynąć na kolegów, nie przez gazety i wywiady. Widać, że jest liderem z krwi i kości.
Ferguson nie produkował sie z Heinzem tylko walnął prosto z mostu, nie przejdzie do lfc i już. Ile razy SAF jest siny z wściekłości. Nie ma udawania. Po meczach nie ma gadki o tym że murawa była nierówna. Nawet po meczu z Popmeys, jak SAF ochłonął to uznał, że zawiniła skuteczność.
Nie ma mydlenia oczu. Jest grupa piłkarzy o różnych charakterach. Czasem się lubią a czasem nie. Norma. Źle się dzieje jak udają, że jest inaczej. Bo nie ma nic gorszego dla grupy udającej zgranie niż kryzys.
Nie wiem jak jest w CHE, ale coś nieco wiem jak jest w MU. Część piłkarzy mieszka bardzo blisko siebie( Ronaldo, Rio czy Kuszczak ) a część prawie razem ( np. Park, Pique, Anderson, Evra i VDS mieszkają w jednym szeregowcu, odgrodzeni od świata ). Francuzi z Kuszczakiem trzymają się razem. Evra imprezuje z Andersonem. Ronaldo z Rooneyem robią sobie ciągle dowcipy. A nikt nigdy nie trąbił jak to jest wspaniale, bo nie ma takiej potrzeby – to widać. Piłkarze, mówią że nie zależy im na osobistych sukcesach i grają tak, że kibic wie, że mówią prawdę. Nie wydaje Wam się od kilku spotkań jak usilnie skrzydłowi i reszta zespołu grają na Wayna, żeby dać mu się przełamać. Że cały zespół cieszy się po każdej bramce. Te woreczki są jednak inne :). Jeśli chodzi o Teamspirit to twierdzę , że w MU jest on bardzo wysoki. Za to z dopingiem na OT rzeczywiście nie jest dobrze.
Dobry tekst Wiktorze :).
Jeśli chodzi o doping na OT to faktycznie, w porównaniu do The Red Army na wyjazdach – cisza jak makiem zasiał. Nie zaprzeczę, że duży wpływ na to mogą mieć ceny biletów, które przecież od pewnego czasu ciągle wzrastają.
Poza tym trudno mówić o kibicach ogólnikowo. Kibice United są w porządku. Arsenalu i Chelsea też. Oczywiście nie wszyscy. Zespół nie wybiera fana, to on wybiera swojego ulubieńca. To, że wzajemnie się nie lubimy – albo inaczej: nie przepadamy za sobą, to normalne.
Jeżeli chodzi o lojalność to dopiero teraz możemy stwierdzić, jak lojalny wobec United był np. vtm. Czy wcześniej nie dalibyśmy sobie uciąć dłoni, że jest inaczej?
Dobry i ciekawy tekst, brawo;)
Jeśli chodzi o wypowiedź Kuli to zgadzam się, że atmosfera w Arsenalu to kit wciskany mediom. To, co Gallas podczas i po meczu z BC zrobił to żenada. Powinien stracić opaskę kapitana, bo co to za przywódca?
W MU mamy Giggsy’ego/Neville’a, chociaż imo opaskę kapitańską powinien otrzymać Rio, bo spośród wszystkich zawodników jest najbardziej charyzmatyczny i ma zdolności potrafi krzyknąć na kolegów.
Wracając do artykułu, myślę, że słowa Keane’a świetnie oddają to, co się teraz dzieje na OT. Dla większości z tych, których stać na bilety, mecze są jedynie okazją do zjedzenia frytek tudzież wypicia coli. Chyba nie rozumieją do końca czym jest kibicowanie. Smutne, ale prawdziwe:(
@ Miszczu, aż tak tragicznie chyba nie jest…
@ Kula , fakt, widać, że nasza paczka tworzy monolit. Chociażby to, że CR pomagał zaadoptować się w Anglii Andersonowi i Naniemu jest godny pochwały.
Fakt, stereotypów w piłce nożnej jest od cholery… Przykłady na różnych klubach:
Chelsea – Dla nich liczy się tylko kasa, nic więcej…
Barcelona – Jak Ronaldinho gra dobrze to cała Barca prezentuje wspaniałą formę.
Milan – Same stare dziady. (Pato? Gourcuff? Paloschi?)
Real – Gwiazdeczki, szpanują się a „nie umią grać” :D
Reprezentacja Polski – Grają jak ofermy, dostają baty od wszystkich.
Takich stereotypów jest oczywiście więcej (CR, Gattuso, Robinho…), i większość jest krzywdząca.
Co do dopingu na Old Trafford… Cóż, najlepiej nie jest :/ Ale co zrobić skoro więcej jest turystów niż prawdziwych kibiców… Jednak Red Army jest wspaniała. Pamiętacie Liverpool 0:1 MU z tego sezonu? :D
W tym sezonie najbardziej mi się podobał mecz z Arsenalem (4:0). Gdy Diabły wygrywały już 3:0, na stadionie po każdym podaniu można było usłyszeć: OLE!!! A już nieopisana wrzawa nastąpiła jak Nani zaczął podbijać piłkę…
Artykuł bardzo dobry, ciekawy temat… *5*
Co do Milanu – inaczej tego nazwać nie można, z resztą w tym sezonie widoczne są tego skutki. 5. miejsce Milanu, który jeszcze niedawno przepychał się w środku tabeli nie satysfakcjonuje chyba żadnego fana włochów ;). Teraz będzie bardzo trudno się podnieść. Za długo zwlekano z odmłodzeniem zespołu.
Szymcio – jest, niestety jest. Radze sobie chociaż obejrzeć ostatni mecz z Derby – doping Red Army na meczu z outsiderem był głośniejszy niż na Old Trafford podczas gry z Pompey.
A tegoroczne Anfield oczywiście pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć :] Magia The Kop też już się zdewaluowała, podobnie trochę ze St. James Park, etc.
Miszczu: to prawda, na Pride Park nawet ja usłyszałem „Take me home, United Road” i to bardzo wyraźnie. a najlepsze jest to, że wcale mnie to nie zdziwiło, wyjazdy mamy po prostu wspaniałe…
Tekst naprawdę świetny- tylko pogratulować umiejętności takiego pisania. Ode mnie 5+ :D
Co do naszego Team Spirit to uważam że jest ok- widać że jak np świętujemy bramkę to razem, a nie jak w Realu (jak strzeli Robinho to nie cieszy się razem z Raulem). Wiadomo że nie wszyscy są jednakowo zgrani, ale zawsze tak jest.
Ruud odszedł bo nie mógł się pogodzić z ławkę i przez to psuł atmosferę:/ Heinze podobnie…
Co do kibicowania na OT to jest mały problem-kibice musza sprawic aby Diabły czuli się jak w domu! I sprawić piekło drużynie przeciwnej. Z reguły w meczach z rywalami z wyższej półki kibice nie zawodzą;) a na wyjazdach RedArmy nie ma sobie równych:D
Miło mi, że artykuł się podoba ;-)
@Miszczu – Co do kibiców na Old Trafford – oczywiście, że ceny biletów, wszędobylscy porządkowi mają wpływ na doping i jego natężenie. Przykładowo spotkania z Birmingham i Portsmouth – grobowa cisza. Problem nie leży jednak w tym, bo na szlagierowych meczach kibice nie próżnują, np. ostatni z Arsenalem i ‘ole’ o którym wspomniał już Szymcio. Czyli jednak, jak chcą to potrafią!
Natomiast wyjazdy i Red Army to zupełnie inna bajka. Spotkania z Liverpoolem to najlepszy przykład, albo ostatnio z Newcastle.
@Kula – w MU o atmosferę dba SAF i dlatego jest dosyc zdrowa. Co do Arsenalu: teraz się wkurzyłem bo mogłem to umieścić w notce, ale kompletnie zapomniałem:
Gallas to burak jakich mało, a kapitan z niego jak ze mnie Indianin ;-) Żadnej charyzmy, jeżeli kapitan ma lamentować po przyznaniu karnego przeciwnikowi to kumple z teamu mogą mu podziękować za takie wsparcie.
@Szymcio – stereotyp dotyczący rep. Polski powoli ustępuje, przeciwnicy już czują większy respekt przed nami. Jeśli chodzi o samych Polaków, wiara w drużynę narodową też jest znacznie większa, pamiętam tłumy pesymistów przed MŚ w 2002 i 2006 roku, teraz to się zmienia.
@ Prezydent; wiadomo, że jest lepiej, ale wystarczy jedna wtopa Polaków i już są wyzywani od „ciot, sierot” itp… Taka już niestety jest nasza mentalność. Wielu nadal uważa że Polska S-kadra robi wstyd naszemu narodowi…
Wiecie co… Mija drugi rok jak stworzono u mnie w mieście męską drużynę siatkarską. Żeby było zabawniej – zarząd wyłożył tyle kasy, żeby ściągnąć najlepszych zawodników jak na tę klasę rozgrywek i jak najszybciej awansować do PLSu.
Nie lubię drużyn gwiazd. Nie lubię w nich tego, że po sezonie przywiązania do naprawdę fajnych mentalnie zawodników następuje boom i zmienia nam się cały skład. Nie czuję tego przywiązania. Żeby było jeszcze śmieszniej – zarząd nie ma pojęcia o atmosferze siatkówki, nie rozumieją piękna tego sportu, ale znają się na pieniądzach, dzięki czemu klub dobrze się trzyma. Ale najbardziej prawdziwymi częściami klubu są zawodnicy i… Klub Kibica (nawet nie całe trybuny, tylko może ze 30 osób). Ale teraz są nowi zawodnicy – trzech bożyszczy nastolatek, którym wolno absolutnie wszystko i którzy są uwielbiani. Mężczyźni i już nie nastoletnie kobiety zapatrują się na zawodników nieco inaczej. Ostatnio mieliśmy sytuację, gdzie wyszedł nam świetny doping na meczu, nasza drużyna była pewnym liderem i nie potrzebowała punktów, w przeciwieństwie do przyjezdnych. Robiliśmy co tylko mogliśmy – naszym się pomagało, tamtym przeszkadzało. Dużo osób zgodnie oceniało, że nasz KK zrobił najlepszy doping w całym sezonie, ale „nasi” przegrali. I co zrobili? Nawet dupy nie ruszyli nam podziękować. Przyjezdni klaskali nam, dziękowali mimo naszego, oczywiście w pełni uzasadnionego i normalnego, przeszkadzania, uśmiechali się, patrzyli z uznaniem. Mało brakowało, by nasi wcale nam nie podziękowali. Zresztą dla mnie odwrócenie się, bo ktoś im zwrócił uwagę i zaklaskanie 2 razy to nie podziękowanie.
Ale wywyższeni oczywiście zostali wytłumaczeni przez gro ludzi, a nie skrytykowani. Tymczasem zachowali się jak prostacy, którym najzwyczajniej w świecie nie chciało nam się kibicować, ale mimo to na ostatnim meczu daliśmy z siebie wszystko i już podziękowali.
Dla mnie nie ma znaczenia to, jak dany zawodnik się prezentuje. Nie ma znaczenia, czy na meczu się uśmiecha, czy poza boiskiem jest „burakiem” czy nie. Póki koleś dobrze punktuje, póki jest ważny, póki jest liderem zespołu – zaskarbia zaufanie kibiców. Choćby był najbardziej niesympatycznym człowiekiem na świecie my mu kibicujemy i dajemy mu to, co on daje nam. W momencie, kiedy zawodnik nie szanuje kibiców – kibice nie szanują jego. I wtedy też nie ma rozgrzeszenia, czy on jest liderem, czy nie, czy jest gwiazdą, czy nie, czy bez niego będziemy wygrywać, czy nie.
Fair play jest dla mnie bardzo ważne. Co za radość wygrywać „brudną” grą? Dla mnie nie ma tej radości. Tak jak nie rozumiem radości kibiców drużyn zamieszanych w afery korupcyjne z jakiś awansów czy wygranych. Nigdy nie ciesze się z bramek United zdobytych z karnego przez „nurkowanie”. Ronaldo w sumie jest sam sobie winny, że arbitrzy już nie odgwizdują fauli na nim, nawet jeśli takowe mają miejsce. Dla mnie nie ma miejsca w futbolu na aktorów, bo to psuje piękno gry. Jak widzę poległego w polu karnym Gilardino to od razu ciśnie mi się śmiech an usta – najlepszy futbolowy aktorzyna, jakiego znam :D Zresztą ma tam dobrego kolegę na bramce – chyba razem trenują swoje niespełnione aktorskie talenty.
Duch drużyny… Jeśli zawodnicy są dojrzali i odpowiedzialni to nie ma szans, by go nie było. Bo dopiero tacy zawodnicy zdają sobie sprawę, że nie są jednostkami, ale grają dla całej drużyny, i że bramki przez nich strzelane to nie ich bramki, a bramki całej drużyny.
Doping… My umiemy zrobić kulturalny doping. Chyba że sędzia daje plamę, to stajemy się trochę niemili, ale nie w sensie niecenzuralnym. Ponadto w siatkówce przeszkadzanie przeciwnikom to coś normalnego, ale też nie jakieś chamskie, tylko cenzuralne. Są sytuacje, kiedy zawodnik wyraźnie nas prowokuje, odgrywa się na nas, ale wtedy leci salwa śmiechu,a nie wyzwiska. My jesteśmy ogólnie pozytywni, kultura przede wszystkim, bo każdy zawodnik na szacunek zasługuje. Tak samo jest w piłce nożnej. Terry jest piekielnie dobrym piłkarzem, Gerrard też. Jeśli miałabym nie przyznać w tej kwestii racji tylko dlatego, że grają z nieprzyjaznych mi klubach, to byłabym niespełna rozumu, a co najgorsze nie wykazywałabym jakiejkolwiek znajomości futbolu. Karwan strzelił dla Arki ostatnio piękną bramkę – majstersztyk. Byłoby bzdurą twierdzić inaczej tylko dlatego, że jestem kibicem Lechii. Kultura, kultura, kultura – tego jestem spragniona w polskim, ale też światowym dopingu. Nie musimy pałać do siebie miłością, ale musimy się szanować.
Lojalność… Lojalność jest ważna, ale coraz częściej pomijana, przemilczana. I nic się na to nie poradzi.
Za tekst 5 :)
Ciekawey temacik, dobrze wyłożony…
Najciekawsze jest to, że najważniejsze wydarzenia mają miejsce w szatni a nie w obiektywach kamer. Team spirit to, jeśli nie najważniejsza, to jedna z najważniejszych spraw w drużynie. Kiedy atmosfera jest dobra wszystko idzie jak po maśle :).