Monachium 1958 – Nigdy nie umiera Ten, kto żyje w pamięci innych!

Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego nie jestem w stanie zmienić. Daj mi siłę, bym zmienił to, co zmienić mogę. Daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego… Nie ukrywam tego, że życie niejednokrotnie zmusza nas do poważnych przemyśleń, nie ukrywam, że wiele razy ze łzami w oczach, z goryczą w głosie, pytałem „Boże dlaczego!?”. Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć, a niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Powodem do tego, by powiedzieć sobie „stop”, by przemyśleć wiele spraw, zatrzymać się na chwilę, dla nas Kibiców Manchesteru United, którzy w dzisiejszym dniu wszyscy trzymamy się za dłonie tworząc tą niepowtarzalną atmosferę, jest 50. rocznica największej tragedii w historii Manchesteru United. Przeraża mnie to, że jedna śmierć to tragedia, milion – to statystyka. My z takim stwierdzeniem zdecydowanie się nie zgadzamy i właśnie dziś oddamy hołd osobom, dla których 6 lutego 1958 roku okazał się dniem tragicznym, dniem, w którym już na zawsze zamknęli oczy…
Manchester United legł w gruzach… Właśnie tak spekulowano. Niewielu wierzyło, że klub podniesie się po tak bolesnej stracie. Nie możemy zapomnieć o tej tragedii, jako kibice czujemy się zobowiązani oddać honor ludziom, którzy zginęli w tak dramatycznych okolicznościach. Nasza pamięć niech będzie twierdzą, niech będzie fundamentem tego, że tak wielka tragedia, która przecież zdarzyła się wtedy, gdy nasze stopy nie dotykały jeszcze ziemi, w roku 2008 ma ogromne znaczenie. Na naszych twarzach, mówiąc banalnie, wywołuje smutek, a niektórych zmusza do ukazania łez, czyż nie? Przyjrzyjmy się, Moi Drodzy, tej tragedii jeszcze raz, przypomnijmy sobie jak do niej doszło. Wyobraźmy sobie, co musi czuć człowiek, który wie, że za kilka chwil już nie ujrzy swoich bliskich, zwyczajnie odejdzie, pryśnie jak bańka mydlana. Umyślnie użyłem słów „bańka mydlana”, które mają symbolizować nam kruchość naszego życia. Dziś nie jest pewne, wczoraj za nami, o jutro z trudem walczymy nie wiedząc, co nas czeka…
Ekran stawał się coraz ciemniejszy. Głos spikera grzmiał jak młot. Moje oczy stały się śmiertelnie zimne. Usiadłem i wsłuchiwałem się w słowa spikera, który odczytywał kolejne nazwiska ofiar wypadku – H.E. Bates (pisarz).
Manchester United był w sportowym niebie. Przewidywano, że będzie to kolejny udany rok w ich wykonaniu. „Czerwone Diabły” grały coraz lepiej, także w Pucharze Europy. Po wymęczonym wyjazdowym remisie 3:3 z Crveną Zvezdą Belgrad praktycznie nikt nie miał wątpliwości, iż klub z Old Trafford sięgnie po zamierzone trofea. Śmierć zabiła te nadzieje. Wielki optymizm legł w gruzach, stało się to, czego nie przewidział nikt i trudno się temu dziwić. Niespodziewana katastrofa lotnicza wstrząsnęła całym światem, położyła cień na światowy futbol. 23 osoby straciły życie, wielu zostało ciężko rannych… Rozpoczął się prawdziwy horror. Wydanie „Daily Herald” z 7 lutego 1958 roku nazwała to zdarzenie „Soccer Horror”.
Po zremisowanym meczu 3:3 z jedenastką z Belgradu odbyła się oczywiście okolicznościowa impreza, zorganizowana przez Ambasadę Brytyjską w Belgradzie. W kraju fani świętowali zwycięstwo, wszyscy mieli idealne humory i nic nie zapowiadało się na to, by miało to ulec tak diametralnej, skrajnej zmianie. Przyszła pora na powrót. Po nocy lekkiego świętowania w Belgradzie piłkarze wsiedli na pokład samolotu wczesnym rankiem. Mieli być na miejscu w Manchesterze ok. godziny 18:00. Wyczarterowanym samolotem był Lord Burghley (G-ALZN A5 57 klasy Elizabethan), pilotowany przez kapitana Jamesa Thaina oraz drugiego pilota, kapitana Kennetha Raymenta. Na pokładzie było razem 38 osób. Samolot dotarł do Monachium na dotankowanie. W trakcie lądowania pasażerowie zauważyli, że na zewnątrz pada śnieg. Mimo wszystko pierwsza część podróży była sprawna i bezproblemowa.
Tankowanie miało być krótkie (20 minut). O godz. 14:31, gdy zbiorniki były już pełne, samolot ruszył po pasie i dostał pozwolenie na start. Gdy nabierał prędkości, piloci usłyszeli, że silniki pracują nierównomiernie i zaczęło dziać się coś nie tak, pojawiły się pierwsze przeciwności. Problemy zaczynały się właśnie przy starcie, stąd postanowiono o zrezygnowaniu z niego. Co było powodem? Piloci usłyszeli, że silniki pracują nierównomiernie i zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Przegrzanie się silnika spowodowało, tak jak mówiłem już wcześniej, że start odwołano. Mimo wszystko piloci nie zamierzali straszyć pasażerów i nie wszczynali alarmu. Wieża kontrolna wydała pozwolenie na drugą próbę wzniesienia się, ale samolot zatrzymał się po raz drugi. Także tym razem silniki niestety zaczęły wariować. Thain i Rayment ponownie zdecydowali się odwołać start i wrócili do terminala, aby omówić przyczyny takiego stanu rzeczy, który zaczynał wywoływać ewidentny strach. Kilku graczy zdawało sobie sprawę z powagi sytuacji i przeczuli, że nie wrócą do domu tego popołudnia, ale na pewno nikt nie myślał o tym, że będzie to ich ostatni dzień w życiu. Duncan Edwards wysłał telegram do gosposi w Manchesterze: „Wszystkie loty odwołane, wracam do domu jutro.” Wśród zawodników, pasażerów zaczął rodzić się strach i niepewność. W kabinie pilotów kapitan Thain i kapitan Rayment dyskutowali z inżynierem Williamem Blackiem, który twierdził, ze problemy z ciśnieniem paliwa były dość częste na lotnisku w Monachium ze względu na jego wysokość nad poziomem morza. Za wszelką cenę próbowano wykryć przyczynę takich problemów. Wydawało się, że wszystko będzie dobrze, jednak… był to początek końca.
Powiedziałem Kenowi, że jeśli sytuacja się powtórzy, to przejmę kontrolę nad przepustnicą. Ken zwiększył, więc ciąg, ale nie wyłączał jeszcze hamulca. Silniki działały jednakowo i równo, więc zwolnił hamulce i ruszyliśmy do przodu. Zwiększał ciąg, aż otworzył przepustnicę całkowicie. Sprawdziliśmy wskaźniki i potwierdziliśmy – „Pełna moc!”
Samolot ruszył… Opuścił pas startowy i zaczęło dziać się najgorsze. Samolot przebił ogrodzenie i przeciął drogę zanim skrzydło uderzyło w dom. Skrzydło i cześć korpusu zostały oderwane i dom stanął w płomieniach. Ten dzień nył przeklęty! Tragedia rozgrywała się dalej. Kadłub uderzył w drewniany garaż, w którym stała ciężarówka wypełniona paliwem i wyładowana oponami. Nastąpił wybuch.
Tył samolotu po prostu zniknął. Wydostałem się z wraka tak szybko jak tylko mogłem i po prostu zacząłem biec, biec, biec… Potem odwróciłem się i zdałem sobie sprawę z tego, ze samolot nie wybuchnie. Wróciłem. Z daleko widziałem płonący ogon samolotu i kiedy pobiegłem w jego kierunku zobaczyłem ciała. Roger Byrne był wciąż przypięty do siedzenia, Bobby Charlton leżał nie ruszając się na innym siedzeniu, był tam też Dennis Viollet. Potem pojawił się Harry Gregg i próbowaliśmy im pomóc – opowiada Bill Foulkes.
Wszyscy widzieli przerażoną twarz Rogera Byrne’a. Johnny na głos mówił o tym, że wszyscy zginą. Liam Whelan, gorliwy katolik, przyznał, że jest gotów na śmierć. Widzimy, Moi Drodzy, że ludzie byli zdesperowani, wiedzieli, że to koniec. Matt Busby był bardzo ciężko ranny, został odwieziony na noszach. Bobby Charlton szedł wspierając się na Greggu i Foulksie. Pomoc uzyskał w minibusie, który przyjechał po rannych, by udzielić natychmiastowej pomocy. Wszystkich rannych zabrano do szpitala (Rechts de Isar w Monachium) zdając sobie sprawę, że nie były to delikatne obrażenia. Minuty stawały się jak ciężkie kamienie…
Ta straszna tragedia była bezlitosna i drastyczna w skutkach. Jest nieporównywalna z niczym,co wydarzyło się w historii sportu. Ludzie nie mieli szans na przeżycie, a ci, którzy byli „zaledwie” ranni, mogą dziękować Bogu za szczęście. Bobby Charlton był jedną z osób, które cudem ocalały z tragedii. Zginęło ośmiu spośród dziewięciu dziennikarzy będących na pokładzie: Alf Clarke, Don Davies, George Follows, Tom Jackson, Archie Ledbrooke, Henry Rose, Eric Thompson i Frank Swift. Życie straciła jedna osoba z załogi i dwoje innych pasażerów: agent biura turystycznego, które zorganizowało lot i kibic, który poleciał obejrzeć mecz. Dziewięciu graczy przeżyło, ale dwóch z nich już nigdy nie zagrało w piłkę – Johnny Berry i Jackie Blanchflower. Życie ocalili również dwaj fotografowie, żona agenta biura podroży, dwoje pasażerów jugosłowiańskich, w tym jeden z dzieckiem oraz Frank Taylor. Zginęło 21 osób, a 20 przeżyło, jednak czworo z nich, Duncan Edwards, Matt Busby, Johnny Berry i kapitan Kenneth Rayment, długo walczyło ze śmiercią. By dokładniej przyjrzeć się zawodnikom, którzy niestety już nigdy nie zagrają na Old Trafford, odsyłam do tekstu koleżanki z redakcji (Vtg87), która przedstawiła nam te kluczowe postacie w serii Legendy.
Tak wielcy ludzie stracili życie. Dlaczego? Nie nam oceniać. Zwykły zjadacz chleba nie zrozumie tak wielkiej tragedii, a racjonalne myślenie nie wydaje się w tym momencie idealnym rozwiązaniem. Pomimo tragedii życie toczyło się. Manchester United miał znowu walczyć, miał udowodnić, że futbol w tym wielkim zespole zacznie znowu „oddychać”. Piłkarze „Czerwonych Diabłów”, którzy nie uczestniczyli w wyjeździe do Belgradu, usłyszeli o tragedii od obsługi klubu. Po kilku dniach ciała zmarłych graczy przewieziono do Manchesteru, gdzie w oczekiwaniu na pogrzeb złożono je w siłowni pod główną trybuną na Old Trafford. Teraz w miejscu tym jest kantyna, gdzie obecni piłkarze spotykają się po meczu z kibicami i z zawodnikami drużyn przeciwnych. Tragedia wstrząsnęła każdego. Ludzie ginęli, cierpieli… Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuły rodziny, gdy doszła ich wieść o tym tragicznym zdarzeniu, po prostu nie potrafię! Tysiące kibiców pojawiło się, żeby oddać cześć zmarłym. Tam, gdzie rodziny prosiły, żeby pogrzeby były prywatne, kibice United czekali z dala od grobów i w ciszy składali kwiaty po zakończeniu uroczystości. Nikt nie wiedział, co powiedzieć, jak pocieszyć rodziny zmarłych, jak się zachować. Bo co człowiek może powiedzieć żonie, dziecku, matce, ojcu… niewinnej osoby, która zginęła w tak dramatycznej sytuacji? I wtedy na cmentarzach słychać tylko monologi ust, choć serca nadal prowadzą dialog… To było prawdziwe piekło.
Futbol mimo wszystko powrócił na Old Trafford. 13 dni po tym kiedy wstrząsająca wiadomość dotarła do Jimmy’ego Murphy’ego, United ponownie pokazał się na murawie. Ich przełożony mecz w FA Cup przeciwko Sheffield Wednesday obejrzało 60.000 widzów. Nikomu nie przeszkadzała pogoda, nikomu nie przeszkadzało to, że mecz został rozegrany w zimny wieczór w lutym. Kibice bez skrycia płakali, nikt nie krył swoich uczuć, stąd widoczne łzy. Płakali… płakali jak dzieci i to było silniejsze od nich. United awansowali do ćwierćfinału FA Cup pokonując w tym wyjątkowym spotkaniu drużynę Wednesday 3:0. Kibice na pewno do końca życia nie zapomną tego meczu. Wracali z niego bardzo przejęci, niektórzy zrozpaczeni, wręcz załamani. Nadal nie mogli uwierzyć w to, co się stało. To było wyjątkowe spotkanie! Zdawali sobie sprawę, że już nigdy nie zobaczą swoich ulubieńców, ludzi, których na swój sposób kochali i ogromnie cenili.
Władze Manchesteru United jak i współcześni piłkarze oczywiście również nie zamierzają biernie przyglądać się tej rocznicy. Władze Premier League wyraziły zgodę na rozegranie jednego spotkania w innych strojach. Jakich? Koszulki nie będą zawierały nazwy i loga sponsorów. „Red Devils” mają w nich wystąpić podczas derbowego spotkania z Manchesterem City (10 lutego). Domyślam się, że atmosfera panująca na Old Trafford będzie bardzo specyficzna, a mecz wyjątkowy i trudno się temu dziwić.
Monachijska tragedia do dziś pozostaje w sercach, tych, którzy kibicują United. Wszyscy związani z naszym klubem mają w sercach ten moment. Chcemy w szczególny sposób uczcić pamięć tych, którzy umarli. Chcemy pokazać młodym fanom, jak wielkich zawodników miało w swej historii United. Ten dzień będzie w Teatrze Marzeń dniem otwartym. Każdy będzie mógł przyjść i poczuć kawałek historii naszego klubu. Będzie specjalna wystawa na ten temat. Niech wszyscy wiedzą, że pamiętamy.
Władze Manchesteru postanowiły zmienić również dość znacznie nazwę tunelu, który biegnie w południowej części Old Trafford na „Tunel Monachium”. Będzie utworzona także wystawa, która ma uświadomić przede wszystkim młodym fanom jak wielka była to tragedia. Wystawa ma również jeszcze jedno zadanie… Ma przypomnieć historię zespołu Sir Matta Busby’ego. Przejdźmy dalej… Ryan Giggs pragnie wygrać Ligę Mistrzów i także w taki sposób oddać cześć ofiarom pamiętnej tragedii.
Ponowne zwycięstwo w Lidze Mistrzów to najlepszy sposób, aby złożyć hołd ofiarom Monachium. Każdy nasz gracz zdaje sobie sprawę, jak dużo Monachium znaczy dla tego klubu. Wszystko, co jest wyjątkowe w United, wiąże się w jakiś sposób z tamtym dniem. To dlatego mamy fanów na całym świecie.
My, kibice, z całego serca wierzymy w słowa Giggsa i zdajemy sobie sprawę z tego, że wygrana w Lidze Mistrzów będzie idealnym, dość specyficznym, uczczeniem śmierci zawodników, którzy zginęli w Monachium. Czerwone Diabły doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to głównie oni dziś odpowiadają za swój klub, również duchowo… Na cześć ofiar katastrofy ułożono także wiersz o „ośmiu piłkarzach, którzy nie zagrają nigdy, bo spotkali się ze śmiercią- „The Flowers of British football, the Flowers of Manchester„.
Reasumując. W tej chwili przytoczę słowa Juliana Tuwima, które na pierwszy rzut oka zupełnie tutaj nie pasują, jednak to dość oryginalne spojrzenie, ma nam zobrazować pewną kwestię.
Znam 94-letniego starca, który całe życie pił, dziś jeszcze pije i jest zdrów jak ryba. Brat jego natomiast nie brał nigdy kropli do ust i umarł… mając 2 lata.
Nikt… ani ja, ani Ty nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego ktoś umiera?”. Nikt z nas nie jest w stanie kwestionować śmierci. Nie rozumiemy tak wielu rzeczy i jestem pewny, że śmierci jako siły absolutnej… nie zrozumiemy nigdy. Tylko Bóg wie, dlaczego tak się dzieje, tylko Bóg wie, dlaczego 94-letni alkoholik żyje, a 2-letnie dziecko umiera. Tylko Bóg wie, dlaczego tak ogromna tragedia w Monachium miała miejsce i zabiła niewinnych ludzi. Śmierć przychodzi jak złodziej nocą i przyjdzie również po Ciebie, po mnie. Kiedy? Słowa Juliana Tuwima mają nam uświadomić to, że śmierć w ludzkim odczuciu nie jest sprawiedliwa i trudno się z tym nie zgodzić, ale tak jak mówię, to tylko nasze ludzkie odczucie. Przecież w Monachium 1958 roku zginęło wielu młodych ludzi! Jak to wytłumaczyć? Przepraszam ateistów, ale Bóg w moim życiu jest postacią fundamentalną i nie zamierzam tutaj tego negować, ukrywać. Jako kibice jesteśmy zobowiązani oddać hołd osobom zmarłym, nie zapominajmy również o ich rodzinach! Nie wyobrażam sobie tego, byśmy o tak ważnym zdarzeniu po prostu zapomnieli i dlatego tak często o tym powtarzam. Ten wielki horror trudno jest sobie wyobrazić, mimo to jestem pewny, że swoją pamięcią godnie uczcimy ten dzień, wyjątkowy dzień. Pamięć o zmarłych odróżnia człowieka od zwierząt, czyni z niego świadomego i wdzięcznego spadkobiercę tego, co wypracowały przeszłe pokolenia w sferze cywilizacyjnej, moralnej, duchowej i kulturowej. Pamięć o zmarłych świadczy o tym, że człowiek jest zdolny do wierności, do wdzięczności. Pamięć jest najważniejsza…
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(30 głosów, średnia: 4,77 na 5)







Ogromnie ważna dla mnie data. Słowa są niepotrzebne.
[*] Pamiętam. [*]
MattMan – kolejny świetny tekst, ale Ty chłopie nie przepraszaj ateistów, ani nikogo za to, że jesteś katolikiem.
oglądałem na youtube film upamiętniający tragicznie zmarłych piłkarzy, słuchałem „Flowers of Manchester”. wzruszające, to była okropna tragedia, ale ktoś zauważył, że gdyby nie ona, prawdopodobnie teraz nie byłoby tego Manchesteru, który mamy. po katastrofie wszyscy, dosłownie wszyscy wyciągnęli do klubu z Old Trafford pomocną dłoń, nawet Liverpool czy Newcastle. władze FA pozwoliły w półfinale Pucharu Anglii zagrać dwóm sprowadzonym zawodnikom, mimo że już wystąpili w rozgrywkach dla innego klubu, w półfinale z Milanem w Pucharze Europy Włosi wystawili rezerwowy skład, dzięki czemu Manchester wygrał 2:1 (w rewanżu grała podstawowa jedenastka i było 4:0 dla Milanu). w tych meczach dosłownie wszyscy kibicowali Anglikom, łącznie z piłkarzami z Mediolanu (!). wydarzenia z Monachium niewątpliwie wpłynęły na Manchester United i sprawiły, że klub stał się wielki, ale cena jaką przyszło za to zapłacić, była za wysoka…
Wszyscy pamiętamy [*]
[*][*][*]
To będzie mój pierwszy komentarz na redlogu bo uważam, że ten tekst na niego zasługuje (nie żebym inne uważał za złe ale żaden mnie tak nie poruszył jeszcze). Dla mnie to najlepszy dotychczas artykuł. Poruszający, skłaniający do refleksji i przemyśleń, piękny. Pomimo kilku błędów („wydostałem się z wraka”) i literówek, które jednak zdarzają się zawsze – ode mnie 5, nie ma innej możliwości.
Co do komentowania samej tragedii to zgadzam się z Vtg87 – słowa są zbędne. Najważniejsza data dla każdego kibica Manchesteru. Po prostu pamiętajmy…
[*]
Słowa Vtg87 chyba wystarczą, w każdym razie nie mam nic do dodania.
Ale co by nie mówić to dzięki tragedii w Monachium Manchester United jest klubem unikalnym na skalę europejską, a nawet światową.
Dlatego tym bardziej, trzeba oddać hołd tym, którzy zginęli w tej tragedii, nie zapominając o tych, którzy przeżyli i pomogli w odbudowanie klubu.
Pamiętam jak ktoś (jakiś kibic LFC) napisał, że bez Monachium nie byłoby United, coś w tym jest, ale bardziej metafizycznego, Manchester jak prawie żaden klub na świecie ma prawdziwą duszę, której posiadanie zostało właśnie opłacone niewinną krwią zmarłych w katastrofie…
@MattMan- tekst genialny. Dobrze że jesteś na Redlogu. Chyba nikt inny nie potrafi w taki sposób przedstawić tego co myśli-chwała Ci za to.
Cóż można powiedzieć odnośnie tego zdarzenia- chyba tylko że zawsze będę pamiętać…
[*][*] pamięć ofiarom tej tragedi…
http://www.wirtualnemedia.pl/blog/index.php?/authors/162-Hirek-Wrona/archives/1720-Monachium;-6-lutego-1958.html
[*] Na zawsze w naszej pamięci [*] 06.02.1958 [*]
Straszna tragedia… Wyobraźmy sobie, że czekamy na mecz… Zaraz pada informacja, że był wypadek. Ronaldo, Rooney, Rio, Paul i Giggs nie żyją. Boże, ja sobie tego nie wyobrażam! Jak ci ludzie musieli się czuć… Brakuje słów, by to opisać. Mam nadzieję że Diabły wygrają Ligę Mistrzów dla ofiar tej katastrofy. To byłby wspaniały prezent dla nich, ale też dla nas.
Glory Glory Man United!
Pamiętamy!!!
Legendy nie umierają nigdy!
Słowa są zbędne. Chyba dla każdego kibica ta data odgrywa niesamowitą rolę. Około 10 minut temu minęło równe 50 lat… Nic więcej nie napiszę. Nie napiszę, bo nie jestem w stanie i nie potrafię ubrać w słowa tego co czuję.
6.02.1958 [*][*] Busby Babes….
50 lat minie równo o 16.04 polskiego czasu
http://mu.tv.manutd.com/default.aspx?p=channels/C2LiveVideo transmisja z obchodow na mutv online
[*] „Limbs and hearts may be broken, but the spirit remains” [*]
[*] Na zawsze w pamięci kibiców United [*]
Świetny tekst, wzruszający.
Jedyne co można poprawić :
„Tragedia wstrząsnęła każdego” (każdym?)
„United awansowali” (awansowało)
A i nie przepraszaj za wiarę w Boga, bądź z tego dumny. Nigdy nie daj sobie wmówić że to coś wstydliwego czy głupiego, choć tak wielu się o to stara.
Deus lo volt.
Straszna targedia, wlasciwie ciezko cokolwiek powiedziec w takim dniu.
Ps. Co do samego tekstu… Niestety mnie nie zachwyciles tak jak zawsze, Matt. Mam nadzieje, ze sie nie obrazisz. Kilka razy musialam sobie cos na glos przeczytac. Kilka zdan mi sie nie spodobalo i pare bledow. No i ten osad „dlaczego 94-letni alkoholik żyje, a 2-letnie dziecko umiera” pojawil sie w dwoch miejsach. Troche uderzajace dla mnie. Wydaje mi sie, ze nie powinno sie pisac takich rzeczy. Nie mozna stawiac zycia jednej osoby nad zyciem drugiej. Nawet jesli mowa o pijaku. Nikt z nas nie zna do konca sytuacji. Jedynie Bog wie.
Film bardzo wzruszajacy.
Pozdrawiam.
Dziękuję za tak pozytywne komentarze. Z błędów oczywiście zdaję sobie sprawę, cóż… do ideału mi daleko ;)
Wiara w Boga jest dla mnie dumą, jednak skąd przeprosiny zawarte w tekście? Osoba, które jest ateistą myślę, że nie znalazłaby tutaj wiele dla siebie. Często wspominałem o Bogu dlatego przeprosiłem tych, dla których właśnie Bóg zwyczajnie nie istnieje. Teraz, gdy patrzę na to inaczej, przeprosiny rzeczywiście zbędne.
@Ola to retoryczne, że się nie obrażę ;) Dziękuję za Twoją opinię. Widzisz… dla jednych ten tekst będzie najlepszym na redlogu, a dla drugich niczym zachwycąjącym i z tym zawsze się liczyłem. Pisząc dany tekst wcale nie oczekuję 100% idealnie pozytywnych komentarzy. Jedyne czego nie rozumiem to Twojej uwagi co do słów Juliana Tuwima. Nie rozumiem, ponieważ Ty nie zrozumiałaś mnie. Nikt tutaj nie stawiał życia jednej osoby nad życiem drugiej. Ten cytat miał nam uświadomić, że my… ludzie, nie możemy nic. To Bóg decyduje, to On wie kiedy powiedzieć „stop” i my nie powinniśmy tego negować. Jednak to, że umiera 2 letnie dziecko jest dla nas niesprawiedliwe i to Cię dziwi? Śmierć w naszym odczuciu nigdy nie będzie sprawiedliwa. Piszesz, że nikt nie zna do końca sytuacji… Udowodnij mi, że myślałem inaczej. ;) Jedyny Bóg wie? W tekście mówiłem o tym wiele razy. Kilka zdań Ci się nie podobało? Coż, ten tekst zawiera 2081 wyrazów, a wśród takiego morza słów pomylić się łatwo, ale przyjmuję do siebie. Taka krytyka działa mobilizująco.
Na sam koniec chciałem podziękować bardzo za komentarz Fidainowi; bardzo mi miło. ;)
Ach, widzisz Matt. Mam na mysli jedynie to jak ja odebralam Twoj tekst. Tuwim nie stwierdza, ze smierc dziecka jest bardziej niesprawiedliwa od smierci pijaka, dlatego do niego sie nie przyczepiam. Natomiast Twoje slowa w taki sposob zrozumialam. Mozliwe, ze nie miales tego na mysli lub ja to zle zrozumialam.
A co do bledow, to nie mam Ci ich za zle, kazdy sie myli i ma do tego prawo.
Mimo wszystko bardzo szanuje Twoje slowa.
Pozdrawiam raz jeszcze.
[*]
Ach, widzisz Olu… Odpowiedz naprawdę szczerze, choć to pytanie nie ma większej głębii. 2 letnie dziecko cieszące się na widok mamy, ze smoczkiem w buzi… czy 94 letni starzec alkoholik? Czy przy takim „rozstawieniu” śmierć tego dziecka nie wydaje Ci się niesprawiedliwa? W Monachium zmarło wielu młodych ludzi, dlatego ten cytat miał być „ukrytym” w mojej intepretacji, porównaniem do tych ludzi, którzy przecież jeszcze tak napradę nie zaznali smaku życia. Nie chcę tworzyć tutaj chorych klasyfikacji śmierci, jednak wiem, że Tuwim miał na celu uświadomienie nam, że śmierci nie wytlumaczysz racjonalnie nigdy. Wolność interpretacji Olu ;)
Skąd pomysł, że śmierć jest czymś złym, na co zasługują tylko źli ludzie?? :) Nie rozumiem.
@Pogro. Ja też tego nie rozumiem. Dlaczego? Bo o tym nikt tutaj nie mówił. ;)
” Śmierć przychodzi jak złodziej nocą i przyjdzie również po Ciebie, po mnie. Kiedy?”
Nie oceaniamy śmierci w kategoriach, dobra/zła. Nikt nie mówił tutaj, że zasługują na nią ludzie źli. Śmierci jako siły absolutnej nie zrozumiemy i także o tym pisałem w swoim tekście, więc po co się powtarzać?:)
Chodzi mi o ten fragment ;)
W tekscie wcale nie jest zawarte, ze na smierc zasluguja tylko zli ludzie. Chodzi o to, ze My zwykli ludzie nie jestesmy w stanie stwierdzic dlaczego tak mlodzi i majacy przed soba cale zycie zawodnicy gina w tak wielkiej tragedii, dlaczego 2-letnie dziecko umiera choc nawet nie poznalo jeszcze smaku zycia, a dlaczego 94 letni alkocholik zyje. Chodzi o to, ze tylko Bog jest w stanie odpowiedziec Nam na postawione przez MattMan’a pytanie dlaczego dzieje sie tak a nie inaczej.
A tak wogle to swietny tekst.
Więc śmierć to nagroda…? ;)
@Dantek, dziękuję bardzo. Ciesze się, że tak idealnie mnie zrozumiałeś. Podpisuję się pod Twoim komenatarzem.
@Pogro: Jeśli chodzi o ten fragment to moim zdaniem źle go odebrałeś. Ale proszę powiedz, czy nie jest właśnie tak jak napisałem? Czy wielu spośród żyjących nie zasługuje na śmierć? Czy niejeden z tych, którzy umierają zasługuje na życie? Rozpatrujemy to w kategoriach ludzkich, bo co Bóg sądzi na ten temat nie wiemy. Czy śmierć jest czymś złym? To już wiąże się z dłuższą dyskusją. Czy na śmierć zasługują tylko źli ludzie? Nie, śmierć dopadnie każdego, dobrego, złego.
@Anirin. Czy śmierć jest nagrodą? Pachnie mi tu filozofią, jednak moim zdaniem śmierć może być nagrodą, ale nie chcę popadać w skrajności.
Wiesz, na pewno jak ma się masę problemów i grozi ci mafia, która zabiła już resztę twojej rodziny i odcina ci palec po każdym waszym spotkaniu, śmierć jest jakimś rodzajem nagrody. Ale jak idziesz ulicą i walnie w ciebie samochód, to to nagroda ni cholery nie jest. ;)
@ Anirin – śmierć to coś normalnego, jak np. bycie blondynem, murzynem czy brunetem ;). Więc nie może być nagrodą (mówię o normalnych sytuacjach), ale tym bardziej karą.
Dokładnie tak uważam. ;)
wszystko zmieniłby fakt, gdybyśmy ewentualnie oceniali przedwczesną śmierć. wtedy ją można by podciągnąć pod nagrodę/karę. ale z drugiej strony – wszystkich to czeka, prędzej czy później.
Ach widzisz Matt… Odpowiem bardzo szczerze, tak jak uwazam. Sadze, ze zycie tego dziecka niekoniecznie jest bardziej wartosciowe od zycia pijaka. I czy jest to niesprawiedliwe? Czy wedlug nas jest sprawiedliwosc? Kazdy z nas ma na Ziemi jakas misje do spelnienia, tak przynajmniej wielu z nas wierzy. Moze ten dzieciak juz wypelnil swoja misje? Nie mozemy tego osadzac, to nie zadanie nalezace do nas, ludzi zyjacych na Ziemi. W takim wypadku jego smierc jest sprawiedliwa, tylko, ze my nie mozemy sie z tym pogodzic. I to jest sprawiedliwe, ale my mamy problem ze zrozumieniem tego. I czy smierc jest nagroda? Dla umierajacego pewnie tak. Ale pozostaja tez ludzie, ktorych smierc ukochanej osoby bardzo boli. I nie mozna sobie przetlumaczyc tego, ze tak na prawde moze to jest powod do radosci, bo ta osoba bedzie juz zawsze szczesliwa. W momencie czyjejs smierc to my cierpimy i niestety to jest dla nas najwazniejsze- nasz bol, a nie spokoj duszy zmarlej osoby. Taki niestety jest czlowiek i z tym trzeba sie pogodzic. Kazda smierc wywoluje zal i cierpienie, niewazne czy bedzie to dziecko, alkoholik, czy ktokolwiek inny.
Zgadzam sie w tym momencie z przedmowczynia.
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/oto_zwyciezcy_naszych_konkursow_57292.html
Mamy być zjednoczeni Manchesterem xD
Wspaniały tekst, jednak żadne słowa nie oddadzą tego co czują kibice, rodziny zmarłych i ludzie związani z United…
[*] Busby Babes [*]
mi też się bardzo spodobał twój tekst MattMan…
nie będę zagłębiać się w to czyje życie jest bardziej wartościowe(dziecka czy pijaka) bo zostało to poniekąd wyjaśnione…ale chce powiedzieć że ten film ogromnie mnie wzruszył, dobrze że się tutaj znalazł.A co do zmarłych w wyniku tej tragedii-Bóg o tym zdecydował, nam pozostaje tylko sie z tym pogodzić i modlić sie za te osoby i ich rodziny…
„Nigdy nie umiera Ten, kto żyje w pamięci innych!” [*]
pozdrawiam
To nie przypadek ze Lige mistrzow wygralismy akurat z drużyną monachium.Pamietam i będe pamietał nie moge zrozumieć ludzi którzy śmiali się z tej tragedii można ich nazwać wogule ludzmi?Chyba nie raczej nie napewno nie.
na zawsze w naszych sercach :( [*] [*]
[...] Monachium 1958 – Nigdy nie umiera Ten, kto żyje w pamięci innych! [...]