Naszym okiem: United – Sunderland

Plan został wykonany. Piękne powitanie Keane’a, piękne pożegnanie Solskjaera, zwycięstwo nad „Czarnymi Kotami”. Gra United nie powalała na kolana, ale teraz liczyły się tylko 3 punkty. Mamy przerwę na mecze reprezentacji. Wróci Ronaldo. Saha powinien być już w pełnej gotowości. Być może Gary też niedługo zagości w pierwszej drużynie, a i dla Wayne’a widać światełko w tunelu. Co do meczu…
Zacznijmy po kolei. Debiut Andersona należy uznać za nijaki, ale też trudno wiele od Brazylijczyka wymagać. Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć. A jednak coś sobie przypomniałem. Jedno ładne prostopadłe podanie do Teveza, któremu zabrakło trochę szybkości i strzał lewą nogą Argentyńczyka, nie był specjalnie trudny do obrony. Inna sprawa, że Carlito zamiast ściąć do środka i ruszyć na piłkę, tylko na nią czekał. Wracając do Andersona. Starał się chłopak i właściwie tyle. Nie mam najmniejszych pretensji do niego, bo przy zamkniętym na swojej połowie Sunderlandzie trudno się grało. Barykada straszna. I czasami próba jej rozbicia, wyglądała jak walenie głową w mur.
Kiedy popatrzymy na grę United to nie znajdziemy zbyt wielu pozytywów. Wystarczy powiedzieć, że naszym najlepszym skrzydłowym był Patrice Evra. Z drugiej jednak strony trudno wymagać od dwóch żółtodziobów – Naniego (wiem, fenomenalny gol tydzień temu, ale ciągle nie będzie błyszczał, dajcie mu czas) i Eaglesa świetnych występów. A właśnie Chris dostał szansę od Fergusona, nie wykorzystał jej. Manchester grał bardzo monotonnie, akcje dosyć często rozgrywane środkiem, gdzie było bardzo gęsto. Sunderland w zamku hokejowym. Linia pomocy ustawiona na 30 metrze od bramki Gordona, a obrońcy beniaminka Premieship przesuwali się po szesnastce, wchodząc co raz głębiej we własne pole karne. W poprzednim sezonie „Czerwone Diabły” słynęły z tego, że strzelały wiele bramek w pierwszej połowie. Podopieczni Fergusona zwykle mieli mocne wejście w spotkanie i potem było już z górki. Wczorajsze, premierowe 45 minut określę jako bezbarwne.
Jak nie trudno zgadnąć w drugiej odsłonie taktyka „Czarnych Kotów” wcale się nie zmieniła. No ok, raz wymienili więcej podań na połowie Manchesteru i mieli dwa rzuty wolne. To tam jednak mniej istotne. Na boisku pojawił się tak długo oczekiwany Louis Saha, zmienił Andersona. Wreszcie! 4-4-2! I tuż po wejściu Francuza. Długa piłka od Rio Ferdinanda, snajper United przyjmuje futbolówkę na klatkę piersiową jednocześnie uwalniając się od obrońcy, 12 metr od bramki i… sędzia zakończył akcję odgwizdując spalonego (którego nie było). Saha miał póżniej kolejną szansę, lecz jego bardzo ładny strzał z woleja, został w świetnym stylu obroniony przez Gordona. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. I tak po rzucie rożnym, gapiostwie obrońców i bramkarza Sunderlandu, Francuz umieścił piłkę w siatce. Uff…
Przed strzeleniem tej bramki, również po kornerze, swoją okazję miał Vidić, ale piłka po jego strzale z około 5 metrów, nieznacznie minęła poprzeczkę bramki Gordona. Cóż, United dominowało przez całe spotkanie, co wynikało również z strasznie defensywnego ustawienia Sunderlandu. Goście mieli nadzieję na rezultat 0-0, ewentualnie zdobycie bramki, ale najważniejsze było zabezpieczenie tyłów. Keane nie zaryzykował, obawiał się, że gdy jego drużyna zacznie grać odważniej, to zemści się to, zabójczymi kontratakami. Powodzenia Roy, w innych meczach Premiership!
Chciałem jeszcze wrócić do Louisa Saha. Francuz może nie zagrał jakiegoś porywającego spotkania, ale to jedyny napastnik w United (zbyt wielu już się nie ostało), który potrafi przyjąć piłkę mając obrońcę na plecach. Umiejętnie gra tyłem do bramki. Jest w stanie oderwać się od defensora, zgrać futbolówkę do partnera. Co by dużo nie mówić, dla mnie to piłkarz kompletny. A co nie można wychwalać? A strzał? Lewą, prawą nogą, uderzenia z dystansu, gra głową, gra kombinacyjna, gra z obrońcą na plecach. Do tego niezłe przyspieszenie, drybling, siła. Gdyby nie te kontuzje. No przecież nie powiedziałem, że idealny. Mam jednak nadzieję (jak co roku), że ten sezon Saha zaliczy już cały. Niech huknie te 30 bramek w sezonie. Nałoży koronę króla strzelców! Ot, co.
Z wczorajszego spotkania utknęła mi w pamięci jeszcze jedna sytuacja. Do wejścia na boisko przyszykowany był Michael Carrick. Anglik już ściągał bluzę i czekał przy linii. Minęło trochę czasu, a pomocnika Manchesteru na boisku wciąż nie było. Po chwili najazd kamery na ławkę rezerwowych Diabłów. A na niej niezadowolony, podirytowany Carrick. Na murawę pojawił się za to John O’Shea…
Martwi na pewno skuteczność Teveza, dzisiaj oddał dwa celne strzały. Drugi mógł się zakończyć bramką, ale jeszcze nie tym razem. United nie grało ładnie, ale tak na usprawiedliwienie. Czterech nowych piłkarzy w podstawowym składzie równa się brak zgrania. Ponadto absencja naszych trzech żądeł. Ronaldo, Rooney i Saha. Francuz już dzisiaj grał. Portugalczyk będzie mógł już wystąpić z Evertonem. Wayne wracaj!
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(4 głosów, średnia: 4,50 na 5)







Ja szczerze mówiąc meczu nie miałam okazji oglądnąc (bo po raz kolejny rodzina wymyśliła mi rozrywkę na weekend), więc muszę czekać do jutra (powtórka na PSport).
Ale mimo wszystko jestem zdania, że z drużynami a’la Sunderland punkty trzeba trzepać i niby się to udało, ale co to za wynik 1:0…? Niedawno narzekaliśmy, że Chelsea gra brzydko, ale skutecznie i zawsze tą jedną brameczką wygrywają. Ale my w zasadzie powoli zaczynamy robić to samo. Mamy taką ekipę, takie nazwiska… i tu naprawdę widać to, że same nazwiska nie grają. Postawa United jest rozczarowująca. Po pierwsze brak skuteczności, a po drugie – nawet, jeśli tak skuteczność się pojawia, to jest na tyle marna, że potrafimy wygrać w mało przekonujący sposób. I dlatego jakoś nie widzę naszych w LM :/ No po prostu w tej chwili różnimy się nieprawdopodobnie od Milanu, który niedawno mieliśmy okazję oglądać w meczu z Sevilla. A i sama Sevilla nie była za słaba wbrew pozorom i wynikowi, bo dopiero później ich gra „siadła”. Dość powiedzieć, że nasze szczęście polega na tym, że grupa w LM teoretycznie za mocna nie jest, ale z grupą D (AC Milan, Benfica Lizbona, Celtic Glasgow, Szachtar Donieck ) i E (FC Barcelona, Olympique Lyon, VfB Stuttgart, Glasgow Rangers) już mógłby być problem (i pewnie by był).
A tak nie powinno być, że większosć osób ma wątpliwości, czy dojdziemy choćby do ćwierćfinału w LM i jak długo zachowamy choćby czysto teoretyczne szanse na Mistrzostwo Anglii. Marzę o tym, by wróciły czasy, kiedy na Manchester United moglam stawiać w ciemno i pojedyncze straty punktów były co najwyżej autentycznymi wypadkami przy pracy.
Tak jak przed meczem z Tottenham myslalem sobie: „Dzisiaj jest ten dzien. Dzisiaj druzyna sie przelamanie. Dzisiaj zagramy efektownie i skutecznie. Nalezy sie to kibicom po slabym poczatku.”
Dupa:)
Zagrali jeszcze gorzej chyba niz z Tottenhamem. To martwiace, bo nie widac progresu tylko regres. Przeciez nasze 3 pierwsze mecze byly duzo lepsze od dwoch ostatnich. O ironio!!
Brak pomyslu na rozmątowanie obrony, zbyt wolno rozgrywana pilka,kiepska gra pilkarzy bez pilki. Nie wyglada to zbyt optymistycznie przed meczami z Evertonem i Chelsea…
Giggs poza lawka (jesli to nie kontuzja) nie bez powodu. Cieszy reakcja SAF’a i to, ze postawil na Eagles’a. Kiedy dawac szanse wychowankom ( po za cc ) jak nie w meczach z beniaminkami?
Tevez’owi narazie srednio idzie. Wogole nie idzie. Trzeba pamietac jednak ze calej druzynie nie idzie i o ile w pierwszych dwoch meczach mial kilka swietnych sytuacji to w meczach z Kogutami i Kotami bylo ich mniej i nie byly az tak klarowne. Druzyna zacznie lepiej grac to i Tevezowi bedzie latwiej. Po za tym teraz juz nie bedzie musial grac sam w napadzie. Wraca Louis!!
Luis wybawca w tym meczu. Oby na dlugo. Oby na caly sezon.
Debiut Anderson’a wypadl gorzej niz Naniego. Nani mial jednak chyba troche lepsza sytuacje. Druzyna jeszce wtedy grala bardzo dobrze w srodku pola, mial u boku Ronaldo. Trzeba tez pamietac ze Nani nie mial kontuzji i mial troszke wiecej czasu na zgranie sie z druzyną.
To podanie do Tevez’a bylo piekne. Szkoda ze Tevez tego nie wykorzystal.
Wydaje mi sie, ze obok tych wszystkich problemow ktore sa zwiazane z sama gra, naszym najwiekszym problem jest brak pewnosci siebie. Taki a nie inny poczatek sezonu chyba nam ja odebral. Dwa zwyciestwa po 1-0 w takim stylu chyba jej nie przywroca, ale moze zwyciestwo z Tofikami juz tak. Okazale zwyciestwo.
Nie moge sie doczekac powrotu Rooney’a i Ronaldo ale chyba jeszcze bardziej nie mnoge sie doczekac powrotu Gary’ego.
Pierwsi dwaj powinni rozruszac troche gre, wnoszac troche polotu, ruchliwosci. Zastanawiam sie czy juz teraz oczekiwania wobec Rooney’a nie sa zbyt duze. Wyczekuje go niczym powrotu zbawiciela:), czasami zapominajac ze po pierwsze to czlowiek a po drugie czlowiek ktory wraca po kontuzji.
Powrot Gary’ego oszedzi wielu, w tym mnie, koniecznosci ogladania Brown’a na prawej obronie. Ja juz nie moge patrzec na gre w ofensywie tego pomaranczowo – brazowego czlowieka:)
Gary, Ronaldo, Rooney wracajcie!!!
Saha badz zdrow!!!
simpleton – nie masz co się czepiać Teveza, to zawodnik, który swoje bramki strzela dopiero w końcówce sezonu ;) A tak serio to uważam, że mecz z chelsea będzie przełomowy i tak jak 2 lata temu po okresie słabej gry, zwycięstwo z ruskimi dodało nam wiary w siebie, tak te spotkanie będzie czymś na co wyczekuje, tylko trzeba wygrać – gramy na Old Trafford, będzie Wayne i Cris, nie mam pytań… Jak nie wtedy to kiedy?
Patrząc na to zdjęcie powyżej mam wrażenie jakbym widział przeszłość-teraźniejszość oraz stojącą obok być może niedaleką przyszłość :)
A Co do meczu to mogę powiedzieć nie oglądałem (nie miałem możliwości)wiec jakby nie patrzeć własnego zdania nie mogę mieć ale z tego co wiem nie było najlepiej…Być moze spowodowane jest to brakiem Roo i Crisa.Dlatego mam nadzieje ze niedługo wrócą.
Jednak podziwiam Louisa ze po tak długotrwałej kontuzji wszedł na boisko, strzelił gola i to na miarę zwycięstwa.
Dobra, w Barcelonie kontuzjowani są Ronaldinho, Eto’o, Messi, Puyol. Wiecie co oni wtedy grają? No nie wiele.
Tyle co dla United w tamtym sezonie zrobił nasz tercet, tego nie da się zastąpić nowo sprowadzonymi grajkami.
Zachowanie Carricka rzeczywiście głupie, wprowadzenie O’Shea jak najbardziej naturalne.
Martwi mnie brak skuteczności Teveza. Z każdym meczem nabieram przekonania, że sprowadzenie Berbatova byłoby dużo lepszym posunięciem.
Eagles nie pokazuje zbyt wiele, na jego miejscu wolałbym Fletchera – walczak niczym Keano.