Życie to krótka chwila między pierwszym i ostatnim oddechem…

Większość ludzi ma skłonność do zapamiętywania wydarzeń wspaniałych, ważnych i przede wszystkim pozytywnych. Mało kto żyje przykrymi wspomnieniami, mało kto pamięta o tragediach, mało kto wspomina o ludzkim nieszczęściu. W prawdzie tkwi to gdzieś w szarych komórkach, lecz pierwszeństwo mają prawie w każdym przypadku chwile piękne i radosne.
Nie inaczej jest w futbolu – wspominamy zwycięzców, bohaterów, strzelców ważnych bramek i tym podobne. Czy pamiętamy o przegranych, o pokrzywdzonych przez los? No właśnie. Wiedza na ich temat tkwi w naszej głowie, ale człowiek z natury pierwszeństwa udziela wydarzeniom pozytywnym. W tematyce tak wspaniałego sportu, jak piłka nożna, chciałbym w tej notce poruszyć właśnie tę drugą – brutalną i często tragiczną – stronę medalu. Po raz pierwszy w swojej „karierze” redaktora bałem się. Tak, właśnie tak. Bałem się podjąć tego tematu, co już jest najlepszym dowodem na to, że człowiek nie lubi o przykrych rzeczach pisać. Jednak warto się temu przyjrzeć bliżej, choćby dla hołdu ludziom, którzy musieli zmierzyć się z tą brutalną stroną piłki nożnej.
Dla wielu futbol to pasja, hobby, religia, całe życie. Można tu przytoczyć wiele określeń. Miłością darzy go niejeden z nas – niektórzy czynną, a niektórzy bierną. Te podziały nie mają większego znaczenia, nie zmienia to faktu, że ten sport dawno przestał być zwykłą grą dla zabicia czasu. Tysiące zespołów, miliony zawodników. Gdyby ktoś teraz stracił pamięć zapytałby – „Cóż może być tak pięknego, co przyciąga do siebie taką rzeszę rasy ludzkiej?”
Zacznijmy od podstaw, w tym sporcie zawsze ktoś okazuje się zwycięzcą i przegranym (mówię tu o spotkaniach i wydarzeniach, w których remisy i jednakowa ilość punktów nie wchodzą w grę). Piłkarze rozgrywają ponad 30 spotkań w lidze, by zdobyć wymarzony tytuł mistrzowski. W ten maraton zostają włożone ciężka praca, nadzieja, aspiracje, wola walki i inne cechy. Zwycięstwo po tak trudnym wysiłku smakuje wspaniałe i trudno jest opisać te uczucia słowami. Jednak często jest tak, że w innym miejscu danego kraju jesteśmy świadkami całkowicie odmiennego obrazu – jakby odbitego w krzywym zwierciadle. Co z zespołem, który ten morderczy wyścig kończy z jedną bramką mniej na koncie? Gorycz porażki – wzmocniona ogromną nadzieją do ostatniej kolejki ligowej, wielką pracą włożoną w cały sezon – przejmuje kontrolę nad umysłem tych zdruzgotanych ludzi. Właśnie zawiedli tysiące swych wiernych fanów? Przeciętnego człowieka dotyka zwolnienie z pracy, niska płaca, słaba ocena. Zastanówmy się w tym miejscu przez pryzmat nas samych, co musi czuć w takiej chwili piłkarz.
Faza pucharowa- coś, co tygryski lubią najbardziej. Tutaj każdemu spotkaniu towarzyszy wielka stawka, która z rundy na rundę rośnie. Rywalizacja jest ogromna, a piłkarze walczą o każdy centymetr boiska. To dodaje potyczkom dodatkowego smaczku i trudno się dziwić, że kibice z zamiłowaniem śledzą wyniki różnych pucharów. Mijasz rundę za rundą, pokonujesz drużynę za drużyną – ktoś rzekł kiedyś „apetyt rośnie w miarę jedzenia” – nie inaczej jest w tym przypadku. Nadzieja to potężna wartość – potrafi uskrzydlić, ale również skrzywdzić. Najlepszym przykładem jest finał Ligi Mistrzów z sezonu 2004/2005. W pierwszej odsłonie gry Milan zdobywa trzy bramki i wszystko wydaje się być już przesądzone. W drugiej jednak byliśmy świadkami cudu, gracze Liverpoolu doprowadzili do wyrównania i to oni okazali się w serii rzutów karnych drużyną lepszą. Był to finał jednych z najważniejszych rozgrywek klubowych, które możemy śledzić w piłce nożnej. Finał, który śledziło setki tysięcy osób – w tym wiele fanów włoskiej drużyny. Osobiście – choć Milan to zespół mi obojętny – było mi żal tych ludzi. Napisałem „ludzi”, ponieważ nie ma się co rozdrabniać na zawód, gdy mówimy o wielkiej tragedii dla tych kilkunastu mężczyzn uderzającej nie w ich posadę, a uczucia.
Są też takie sytuacje, które na dalszy plan zsyłają rywalizację o wynik, upływający czas do końca spotkania, a zawodnicy i kibice obu drużyn – nawet najwięksi wrogowie – łączą się ze sobą. Ból, cierpienie i przede wszystkim zdrowie człowieka wznosi się ponad podziały, zasady gry, końcowe punkty. Kontuzja – nikt nie wie, w którym momencie może się przydarzyć. Jednak piłkarze mimo zagrożenia, które przecież może doprowadzić nawet do kalectwa, grają dalej natchnieni miłością i pasją do tej gry. Na zdjęciu widzimy Alana Smitha sprzed 2 lat, kiedy to złamał nogę podczas niefortunnej interwencji w spotkaniu pucharowym z Liverpoolem. Anglik na wiele dni, tygodni, miesięcy został uziemiony w łóżku. Jego kariera i życie zarazem stanęły w miejscu, a on nic nie mógł na to poradzić. Całe wieczory mijały na rozmyślania, co powoli stawało się obsesją. Potem rehabilitacja i trening, trening, trening – Cały ten cykl trwał prawie dwa lata – okres wyjęty z życiorysu. Tylko człowiek o silnej psychice, silnej woli, potrafi po takiej tragedii powrócić i z powodzeniem nadal występować. Jednak najlepiej o wyższości miłości nad strachem świadczy osoba Ole Gunnara Solskjaera. Norweg przez ostatnia lata częściej trafiał na stół operacyjny niż murawę, lecz on nadal kocha to robić i nic nie wskazuje na to, by enta kontuzja w jakikolwiek sposób zmieniła nastawienie naszego ulubieńca do piłki nożnej.
To, o czym pisałem do tej pory – to pikuś. Pikuś w porównaniu z tym, w jakie sfery wkraczamy teraz. Czas przejść do czegoś, co na zawsze pozostanie największą ludzką zagadką i obiektem strachu. Mam na myśli śmierć?
„Czy wykonując wyrok na mordercy nie popadamy w błąd, jak dziecko, co bije krzesło, o które się uderzyło?” – Georg Christoph Lichtenberg
Andres Escobar – zapewne większości z was niewiele mówi to nazwisko, jak i jego zdjęcie. Był to kolumbijski obrońca, który występował na początku lat 90-siątych. Wziął udział w Mistrzostwach Świata z 1994, które odbyły się w USA. Kolumbia w fazie grupowej trafiła między innymi właśnie na gospodarzy turnieju. Andres zdobył w bezpośredniej potyczce między tymi krajami bramkę samobójczą, która zniwelowała do minimum szanse Kolumbii na awans do kolejnej fazy. Przypadek, pech, odruch – trudno osądzić, co było przyczyną tego błędu. Jednak w piłce nożnej zdarza się to dość często i jest to już nieodłączny element tej gry. Skończyły się Mistrzostwa, wszystko zostało rozstrzygnięte, a piłkarze udali się do domów. Podobnie uczynił Escobar, któremu nawet nie przeszło przez myśl, co zdarzy się kilka dni później? Obrońca pewnego dnia udał się do restauracji. Kiedy wyszedł, otoczyło go trzech mężczyzn. Jeden z nich wyciągnął pistolet i zabrał życie człowiekowi z powodu bramki samobójczej. Kolumbijczyk nie miał najmniejszych szans na przeżycie, mógł tylko przez kilka sekund wpatrywać się w małą rzecz, która odebrała mu życie. Czy ten jeden mecz, ta jedna feralna bramka były ważniejsze od życia człowieka?
„Śmierć jest spokojem, ale myśl o śmierci jest mącicielem jakiegokolwiek spokoju.” – Cesare Pavese
6 lutego 1958 stał się jedną z najczarniejszych kart w historii Manchesteru United, piłki nożnej, a także katastrof lotniczych. Piłkarze, sztab i inni ludzie związani z klubem wracali właśnie z Belgradu, gdzie United pokonało Crvenę Zvezdę w ramach rozgrywek Pucharu Europy. W samolocie panował wesoły nastrój, grano w karty, czytano gazety czy książki, dyskutowano o przebiegu gry. Postój na lotnisku w Monachium miał na celu uzupełnienie zbiorników paliwa – ot rutynowa czynność. Burza śnieżna i problemy przy starcie wzbudziły niepokój wśród pilotów. Kolejna próba również zakończyła się niepowodzeniem. Według relacji ocalałych, niektórzy zdali sobie sprawę, że tego dnia nie wrócą już do domu. Po wesołej atmosferze nie pozostało ani śladu, w zamian w samolocie panowała cisza, jakby oczekiwanie na nieuniknione. Trudno przypuszczać, co przez te kilka minut grozy czuli piłkarze Manchesteru United. Trzecia próba startu zakończyła się tragedią. Zginęło wówczas 23 z 43 pasażerów. Pamięć o zmarłych na zawsze pozostanie w nas – kibicach Manchesteru United.
„Życie to krótka chwila między pierwszym i ostatnim oddechem.”
Marc-Vivien Foe urodził się w 1975 roku w Nkolo. Swą piłarską karierę rozpoczynał w Canon Jaunde – jednym z najsłynniejszych zespołów w Afryce. Kameruńczyk został zauważony w Europie i występował w takich klubach, jak Lille, Olimpique Lyon czy Manchester City. Z powodzeniem występował na Mistrzostwach Świata 2002, gdzie został uznany gwiazdą Mistrzostw i Kamerunu. 26 czerwca 2003 roku odbyła się półfinałowa potyczka pomiędzy Kamerunem a Kolumbią w ramach Pucharu Konfederacji. Nikt z ludzi zgromadzonych na Stade Gerland nie spodziewał się, co wydarzy się za kilkadziesiąt minut – Marc-Vivien grał z pełnym poświęceniem, by jego drużyna awansowała do finału. W pewnej chwili, zupełnie nieoczekiwanie, Kameruńczyk zasłabł. Lekarze natychmiast udzielili mu pierwszej pomocy, jednak Foe zmarł tuż po przewiezieniu do szpitala. Przyczyną zgonu okazał się – zawał serca, który mógł być spowodowany niewykrytą wrodzoną wadą tego narządu. Po fakcie, wiele uczyniono ku pamięci 28-letniego mężczyzny – mecz charytatywny, minuta ciszy, zastrzeżone numery i tym podobne. Jednak to nie zwróci życia temu młodemu człowiekowi, który być może ocalałby, gdyby lekarze z większą dokładnością wykonali wszelkie badania.
Słów padło tutaj wiele, lecz żadnym z nich nie jestem w stanie opisać tego, co towarzyszyło tym tragediom. Co gorsza, jest to tylko szczyt góry lodowej. Ból, smutek, cierpienie i śmierć to aspekty, z którymi spotykaliśmy się, spotykamy i będziemy spotykać na każdej płaszczyźnie. Na koniec zamieszczam chyba jeden z najpiękniejszych filmików, jakie można znaleźć w sieci. Niech jego obejrzenie będzie naszym małym gestem ku pamięci wielu pokrzywdzonych, dla których piłka nożna była całym życiem…
„Cieszymy się ciepłem, ponieważ byliśmy zimni. Jesteśmy wdzięczni światłu, ponieważ otaczaliśmy się ciemnością. Na tej samej zasadzie, możemy doświadczyć radości, ponieważ poznaliśmy smak smutku” – David Weatherford
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(94 głosów, średnia: 4,83 na 5)







Super tekst.
Jeden z najlepszych tekstow jakie w zyciu przeczytalem…
Ogladajac ten filmik ponizej, co chwile przechodzily mnie ciarki…
Naprawde cos wspanialego. Wielkie brawa dla Ciebie, za to, ze byles na tyle odwazny by moc opisac w tak piekny sposob tak wielkie tragedie.
niesamowity tekst.
naprawde warto poswiecic chwile zeby to przeczytac, napracowales sie :)
filmik i ten cytat na koniec sa genialne. gratuluje Majk :) genialne
naprawde piekne słowa i piekny filmik, aż mnie zamurowało jak go obejrzałam
[*][*][*]
Panie „kingmike” artykuł naprawde świetny.. pięknie ubarwiony przez ciekawe i wyczerpujące opisy! Filmik kapitalny, aż mi się łezka w oku zebrała!!! Gratuluje.
Genialny test i film. Jak sie nazywa 2 piosenka??
nie komentuje tego w żaden sposób, bo po prostu nie jestem w stanie… świetnie napisane King… ['] [']
… brawa dla autora…[*]
Genialny tekst filmik już widziałem kiedyś na maxiorze oglądałem go chyba 7 razy dziś 8 raz i za każdym razem przechodzą mnie ciarki naprawde kingmike jestes wielki że potrafiłeś opisać jedną z nieodłącznych części życia i pracy piłkarza bo ktoś w koncu musi przegrać żeby ktoś mógł wygrać. Naprawde czasami aż sie łezka w oku kręci np mi jak widze Foe jak mu oczy uciekają ;(
[*][*][*]
Marc, Andres, George, Busby Babes
Marcin——–> Evanesence „My immrotal”
Film naprawdę łapie za serducho……..niestety takie rzeczy naprawdę się zdarzają….
No naprawde swietnie napisane, ale szkoda, ze takie smutne.. Esh.. [*]
Niestety to tylko niektore przypadki..
Niestety takie rzeczy zdarzaja sie tez w innych sportach, np. zuzlu..
Sam nie wiem co napisac, smutne…
Jaki jest tytul 2 utworu w filmiku? Z góry dziękuje
Ręce mi się trzęsą i mam łzy w oczach po przeczytaniu tego tekstu i obejrzeniu filmiku. Gratuluję Majk tak świetnego tekstu… To przekazanie, te cytaty, coś
niebywałego, naprawdę…
-> ~m152t4l nie wiem jak możesz powiedzieć, że tekst jest średni. Ale oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania i są gusta i guściki, więc nie będę Cię za to potępiać.
-> ~Marcin: tytuł drugiej piosenki to „My Immortal”, a wykonuje ją Evanescence.
Ty się weź lepiej zapisz na jakiegoś pisarza artykułów do „Przeglądu Sportowego” – Jedyna gazeta, którą w Polsce szanuje… no…może jest jeszcze parę… ale im na pewno by się przydały takie artykuły. Ten jest świetny… trzeba wprowadzić do redloga możliwość oceniania w skali 6-stopniowej…bo plus to za mało.
kingmike na prezydenta,
co wy na to?
W sporcie,piłce noznej w życiu codziennym nie można tylko zwyciężać,przychodzi także smutek,łza oraz ta pustka…
[*][*] Ci co chcieli bronić barw narodowych,giną za nią…
Na zawsze…
PS: Po przeczytaniu czegoś takiego,przeszły mnie ciarki…a ten filmik… :-|
Są małe problemy i nie ma na końcu video, ale trwają prace i próbujemy coś wykombinować ;)
jezeli chcesz dalej znaleźć tytuł wpisz w googlach w cudzyslowie kawałek txt który sie wypisuje na tym video na pwno znajdziesz
Świetny tekst, ukazuje co najważniejsze jest w życiu, a także piękno futbolu. Oby więcej takich publikacji.
świetny tekst, naprawdę bardzo dużo przekazuje…
a flmik już widziałem ale nawet teraz łezka się w oku zakręciła… :(
Drogi Kingmike…
Jestem bardzo w szoku że podjales sie takiego tematu. Napisane świetnie. Jestem z Ciebie dumny ;)
„Można odejść na zawsze aby stale być blisko”
świetne….
piękne cytaty…w ogole nie wiem jak to ująć w słowach…
[*]
Po prostu najlepszy tekst w redlogu…
Chciałbym aby każdy obejrzał to:
http://www.youtube.com/watch?v=-8yX1yvI634
[*] Miklos Feher [*]
Śmierć zawsze najbardziej porusza osoby, które znały zmarłego – rodzinę, przyjaciół. Jednak czas leczy rany i po pewnym czasie wiele osób praktycznie o tym zapomina. Nie wywołuje już to w nich takiego smutku, rozpaczy jak w dniu śmierci zmarłego. Całkiem inaczej jest, jeśli ktoś był oko w oko ze śmiercią i przeżył. Takie wydarzenie zmienia nastawienie człowieka do życia. To już nie jest ta sama osoba, którą była przed wypadkiem. Uwierzcie mi, wiem coś o tym. 6 lat temu od śmierci dzieliły mnie 3 cm. Dzięki Bogu nadal żyję, ale myśl, co by było gdybym zmarł pojawia się w mojej głowie i napewno nadal będzie się pojawiać.
:(… Smutek, żal, cierpienie… Znam jeszcze jednago piłkarza który zmarł na boisku: Miklos Feher. Strzelił bramke, został ukarany żółtą kartką i po chwili padł na ziemię :( straszne – http://www.youtube.com/watch?v=X8mzeRVuDBU
tu widać to zdażenie :(
Świetny tekst King, naprawdę.
Wspomniałeś o finale LM 2005 i piszesz, że żal ci było mediolańczyków. JA dodałbym również do tej pięknej notki finał LM 1999. Jako kibic United postanowiłem później jednak spojrzeć w drugą stronę. Żal mi zawodników Bayernu, którzy w 2 minuty stracili wszystko na co pracowali przez cały sezon. Na filmach z tego meczu widać rozpacz zawodników, szczególnie widoczny jest ten czarnoskóry obrońca, który aż zwija się z doznanego, psychicznego bólu. Bayern był wtedy totalnie stłamszony psychicznie. Moim zdaniem ten przykład był by lepszy na Redlogu, ale być może jesteś za młody, żeby pamiętać tamte chwile :)
To tak na marginesie, bo notka po prostu chwyta za serce :)
@Pogromca – bez przesady, Prezydent już jest :PPP
@Prezydent – ano jest :) ale wcześniej radzio coś zaRADZIL.
Troche dziwne jest rozpamietywanie przez nas, fanow Unitd, ktorzy osiagneli cos niesamowitego w tym finale LM rozpaczy Bayernu. Jedni placza, inni sie ciesza, a my z pewnoscia jestesmy tymi „innymi” ;)
Prezydent – To nie jest tak, że tego meczu nie pamiętam. Po prostu nie chciałem pisać w notce o tragediach o czymś, co było dla fanów Manchesteru United – nas – wydarzeniem szczęśliwym. Jakoś nie pasowało mi to właśnie do redloga. ;]
Btw. Dziękuję wszystkim za słowa pochwały. Naprawdę bardzo starałem się, by ta notka – ze względu na temat – była możliwie jak najlepszą.
kingmike – po prostu wyśmienity tekst, poruszający, genialnie napisany. Naprawdę jestem pod wrażeniem, gratuluję tej notki i przepraszam, że dopiero teraz ją przeczytałem.:-) Do tych cytatów dodałbym jeszcze słowa x. Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” …
Hiperbola na hiperboli,ale bardzo przyjemnie tekst się czyta.Aż bije w oczy uczucie jakim darzy Pan futbol.Pisane z wielką pasją,włożył Pan wiele pracy.Gratuluję
Nie no, ale z tymi świeczkami nie szalejcie. Zwłaszcza JoJo, który przez przypadek uśmiercił Kinga.
smutne… najbardziej mi szkoda tego kolumbijczyka…
Jeden z najlepszych tekstów jakie tutaj czytałem. Ten film jest bardzo smutny…
Tutaj też wywalacie komentarze?
@Zieli – filtr antyspamowy potraktował Ciebie jako spamera ;-)
Co za tupet! Zbanujcie tego filtra!
Btw, dziękuję radzio.
Na cześć tych piłkarzy jakiś memoriał trzeba zrobić.Szczególnie urzekła mnie historia Marca-Vivana-Foe. A Dlaczego nie napisaliście o śmierci Miklosa Fehera, który zmarł tak samo jak Foe. Wcale też nie tak dawno zmarł jakiś 18-letni Urugwajczyk na udar mózgu z powodu temperatury jaka panowała-40 C! Przy takiej pogodzie nie powinno sie rozgrywać meczy!
Tekst i filmik są świetne ! Genialne !
Kurcze.. normalnie brak słów.. każdemu któremu pokazałem ten filmik zakręciła sie łza.. nawet temu najbardziej twardemu.. To co Pan zrobił to jest najlepszy artykuł który kiedykolwiek w życiu udało mi sie przeczytać.. BRAWO na stojąco.. Super..
normalnie $wietnie..
pozdrawiam
Dzięki że ktoś pamięta o tych ludziach i pisze tak ciekawe teksty. Jestem pełen uznania dla autora. Oby kibice o nich pamiętali „MU-Fan”
„wspomina o ludzkim nieszczęściu” błąd… i to na samym początku, aż się odechciewa czytać dalej. Wspominać można ludzkie nieszczęście, a nie „o ludzkim nieszczęściu”
„rzeszę rasy ludzkiej”??!! chyba rzeszę ludzi…
„…które możemy ŚLEDZIĆ w piłce nożnej. Finał, który ŚLEDZIŁO setki tysięcy osób…” – powtórzenie
„Norweg przez ostatnia lata” – literówka
„lecz on nadal kocha to robić” – brzmi dwuznacznie, ponieważ wcześniej nie napisałeś o czym mowa… czytelnik może się tylko domyślać,że chodzi o grę
Nie będę już podawać przykładów, ale w kilku miejscach używasz znaków zapytania, choć ewidentnie powinna znaleźć się w ich miejscach kropka.
Doczepiłabym się jeszcze do kilku szczegółów, ale daruję sobie…
Artykuł całkiem ciekawy, ale te błędy… przeczytaj każdy swój tekst 10x zanim wstawisz go na stronę z takimi błędami…
pozdrawiam
po przeczytaniu tego tekstu lzy same podchodza do oczu! swietny tekst jeden z najlepszych jakie w zyciu przeczytalem! po przeczytaniu i obejrzeniu tego filmiku jeszcze bardziej kocham tan klub i ten sport! genialne
MANgirl, ja dziękuję bardzo za Twoją wnikliwą analizę mojego tekstu. Jednak czepianie się literówki.. No sorry, to nie jest praca kandydujaca do nagrody Nike żeby z powodu literowki robić tragedię.
Poza tym, doo niektórych Twoich wytycznych się po prostu nie zgadzam, bo np. powtórzenie było użyte w tym podanym przez Ciebie momencie celowo.
Aczkolwiek nie zaprzeczam, że tekst można było dopracować itp. Ale to jest blog i wg mnie czasem nie chodzi o piękno języka a przesłanie, ale o tym szerzej trochę będzie w mej nowej notce. ;]
Pozdrawiam.
Jedna z moich zasad jest taka, że kiedy coś robię staram się to robić najlepiej jak potrafię, tak żebym nie miała sobie nic do zarzucenia. Piękno języka jest równie ważnie jak przesłanie, tym bardziej, że jest to Twój ojczysty język i dlatego powinieneś dbać o jego poprawność, szczególnie jeśli masz świadomość, że to co piszesz będzie opublikowane. Jeśli chodzi o wnikliwość jak to nazwałeś „analizy” to uwierz, że nie wgłębiałam się szczególnie w Twój tekst, po prostu pokazałam błędy, które najbardziej rzucają się w oczy… Napisałam z resztą, że nie będę się czepiać innych szczegółów. Jeśli masz pisać „na odwal się” (bo wnioskuję z Twojego komentarza,że tak właśnie robisz, nie przykładasz się… sam uznajesz, że mogłoby być lepiej), to lepiej nie pisz wcale. Gdzie Twoja ambicja?
Po prostu postaraj się bardziej, artykuł jest naprawdę niezły, po prostu unikaj błędów i nie traktuj mojego komentarza jak krytykę, tylko jak powód do jeszcze lepszego pisania, bo przecież o to tu chodzi, czyż nie?
PS: Po przeczytaniu Twojego komentarza wydaje mi się, że masz jakieś kompleksy…
Mogę Cię zapewnić, że ze mną jest wszystko w porządku i z takimi dopiskami zapraszam na gg (6365885).
Być może i masz rację, ale zauważ też to, że ja czasu po prostu nie mam. Muszę dość daleko dojeżdżać do LO i stąd praktycznie nie mam czasu dla siebie. Dlatego tego typu notki nie piszę na 100% swoich możliwości, bo po prostu nie jestem w stanie tego zrobić.
Gdzie moja ambicja? Uwierz mi, że akurat publicystyka jest moim przysłowiowym konikiem i brakuje mi tego, iż nie mam na to czasu. Lecz moja ambicja przekłada się teraz głównie na wypracowania na język polski i konkursy, na co poświęcam tydzień a nawet więcej.
Nie chcę siebie usprawiedliwiać, bo sam nie lubię robić czegoś niedokładnie, lecz póki co jest mi ciężko z nowym stylem życia i taka jest prawda.
A na dalszą dyskusję zapraszam na gg, bo bardzo nie lubię oceniania kogoś po kilku zdaniach.
Kingmike radzę poszukać gdzieś w internecie strony z działem „anonse towarzyskie”… Nie zamierzam do Ciebie pisać, bo swoją opinię zamieściłam tutaj. Nie sądzisz, że właśnie temu służy możliwość pisania komentarzy? Wyobraź sobie, że właśnie w komentarzu się zamknę. Dla mnie jako czytelnika nie liczy się to jakie są Twoje priorytety, chcę żeby to co czytam było porządne i dopracowane, a żalić się możesz mamie. Powinno Ci zależeć na tym, żeby każdy Twój artykuł był na jak najwyższym poziomie… Jeśli nie dla siebie, pisz dobrze dla swoich kolegów, którzy również umieszczają tu swoje artykuły i bardzo się starają, żeby dzięki nim ta właśnie strona była lepsza niż inne. Jeśli dla Ciebie to się nie liczy, to nie wiem co tu robisz. To na tyle. Pozdrawiam.
Powiem krótko: Dziękuję, przyjąłem do wiadomośći. Mam nadzieję, że w kolejnych notkach nie będzie okazji do wytykania błędów.
Ja również mam taką nadzieję i tego od Ciebie oczekuję.
[...] Życie to krótka chwila między pierwszym i ostatnim oddechem… [...]