Nie przegap
Strona główna / Z przymrużeniem oka / Przypadki boskiego José

Przypadki boskiego José

Przypadki boskiego José
Okienko transferowe zostało szczelnie zamknięte. Na światło dzienne wychodzą jednak pikantne szczególiki, m.in to, że niektóre kluby nie posiadają sprawnego faksu, a Fernando Torres cały czas zastanawia się, jak będzie wyglądał w niebieskiej koszulce. Cały ten medialny szum spowodował, że uwadze przeciętnego kibica piłki nożnej mógł uciec jeden ciekawy incydent. Otóż José Mourinho podobno chce odejść z Realu. I wrócić na wyspy.

Wszystko zaczęło się dwa tygodnie temu, kiedy to główny bohater tego tekstu zakomunikował mediom, że jego drogi z zarządem stołecznego klubu Real Madryt nie biegną tymi samymi szlakami.

Świat zawsze huczy od plotek. Trzeba jednak podkreślić, że niektóre z nich zawsze okazują się prawdziwe. Jeśli chodzi o informacje o mojej rzekomej rezygnacji z funkcji szkoleniowca Realu, mogę powiedzieć, że na pewno pozostanę w Madrycie do końca tego sezonu. Potem zobaczymy… Wiele zależy od tego, czy będę zadowolony z kooperacji, współpracy z klubem, działaczami.

Kilka dni później mogliśmy przeczytać następne słowa The Special One

Zdecydowałem się wrócić do Anglii. Nie mam nic konkretnego w planach. Chcę być po prostu szczęśliwy w pracy. Nie ma znaczenia, czy będzie to Manchester United, Manchester City czy Chelsea. Chcę znów czerpać radość z futbolu

Czy na podstawie tych kilku zdań można wyciągać jakieś daleko idące wnioski? Raczej nie. Ale nie zmienia to faktu, że pomysł powrotu Portugalczyka do Anglii bardzo mi się podoba. W związku z tym, postanowiłem zdecydowanie serio podejść do tej banieczki spekulacyjnej i opisać kilka historii, oczywiście całkowicie nieprawdopodobnych, o potencjalnych przygodach portugalskiego trenera w angielskich klubach.

Manchester City

Po wielkiej imprezie zorganizowanej przez arabskich szejków na cześć nowego, wspaniałego trenera, Jose dochodził do siebie przez tydzień. Później zaczął się zastanawiać, co tak właściwie zrobił i próbował sobie przypomnieć moment podpisywania umowy. Nie udało się, a obowiązki wzywały. Zasmucony José postanowił, że się nie podda i wywalczy z tym zespołem jakieś trofeum. Kilka miesięcy później świętował zdobycie pucharu… no właśnie, jakiego pucharu?!?!

Chelsea

Frank Lampard, Didier Drogba oraz John Terry siedzieli i płakali. Ze szczęścia. Oto ich ojciec wrócił do domu. Po wielu latach tułaczki usłanych triumfami i porażkami zawinął ponownie do portu Stamford Bridge. Z wielkimi nadziejami na lepsze jutro rozpoczęto przygotowania do nowego sezonu. Niestety, synowie nie mieli już tyle energii co kiedyś, ich talent gdzieś się zapodział. A i praojciec Roman nie zaglądał do sakwy tak często jak kiedyś. Jedynie boski Fernando, wiecznie młody jeździec bez głowy, próbował tchnąć nowego ducha w The Blues. Ale czymże jest ziarnko pszenicy pośród pola chwastów? Gdy sezon zbliżał się ku zachodowi, ostatni zryw zapewnił drużynie triumf w Lidze Europejskiej.

Manchester United

José wiedział, że przed nim wielkie wyzwanie. Szanował poprzednika, klub również, podziwiał stadion i charakter zespołu. Współpraca z zawodnikami układała się cudownie, nawet ławka trenerska oblepiona resztkami gum pozostawionych przez Sir Aleksa przyjęła go serdecznie. Zespół grał jak nigdy, zwyciężał jak prawie zawsze i był na najlepszej drodze do powtórzenia sukcesu z 1999 roku. Ale w półfinale LM na Manchester United czekała już Barcelona. Pierwsze spotkanie, rozegrane na Old Trafford, zakończyło się skromnym zwycięstwem gospodarzy. Jedyną bramkę w meczu strzelił Wesley Sneijder. W rewanżu Portugalczyk postanowił zastosować nowe, nieco defensywne ustawienie. Berba i Wazza dołączyli do Ferdinanda i Vidicia. Opłaciło się, padł bezbramkowy remis i z awansu cieszyli się gracze MU. Warto wspomnieć, że tym razem zawodnikom José zraszacze na Camp Nou nie przeszkadzały. Pelerynki przygotowane przez sztab szkoleniowy przed meczem spisały się znakomicie. Przed finałem LM nastąpił zapowiadany od dawna koniec świata. Był przecież 2012 rok.

Liverpool

Podczas negocjacji z władzami klubu José długo się zastanawiał nad sensem prowadzenia tego zespołu. Przypominało mu się wiele niemiłych chwil z nim związanych. Bramka którą strzelił Luis García Sanz, przegrane półfinały LM, The Beatles. Po kilkudniowym namyśle postanowił zaakceptować ofertę złożoną mu w ostatniej chwili przez Blackpool.


A jak będzie naprawdę? Cała sytuacja związana z opuszczeniem Realu przez Mourinho była prawdopodobnie elementem gry słownej, wymyślonej przez samego trenera. Kto jak kto, ale akurat on jest do tego zdolny i jestem przekonany, że tak naprawdę największy problem José to teraz Barcelona. Jeśli wygra z Guardiolą pojedynek na trofea, to może wtedy zacznie się na poważnie zastanawiać nad opuszczeniem Madrytu.

A jakie jest wasze zdanie na ten temat? Chcielibyście już teraz powrotu Portugalczyka na angielskie boiska?

Przewiń na górę strony