Opluta ‘legenda’

Od dłuższego czasu zastanawiam się dlaczego my, istoty jakże specyficzne, coraz częściej piłkarską sferę sacrum traktujemy powierzchownie, plując na nią bardzo często nieświadomie. Zastanawiam się dlaczego słowo ‘legenda’ obok pojęcia ‘kryzys’ zaczęły budzić we mnie odruch wymiotny. Dlaczego są nadużywane… Kiedy futbol staje się religią, kiedy kibice chłoną rzeczywistość piłkarską niczym bibuła wodę, odnoszę wrażenie, że bardzo często potrafimy zagalopować się w swych osądach. To właśnie my jesteśmy bibułą, która chłonie wszystko, żółć ciemnej strony futbolu przede wszystkim.
Spoglądając na rzeczy, które dzieją się pod słońcem postanowiłem podzielić się z Wami swoimi nowymi przemyśleniami w tej dziedzinie i zaktualizować wpis „I’m legend?”, który napisałem wraz z moim redakcyjnym kolegą, Michałem Juroszkiem, już ponad rok temu.
Legenda. Czy to słowo nie jest piękne? Czy nie brzmi dumnie? Wydaje się, że w dziedzinie legend kłótni być nie powinno, mimo to już niedługo sami przekonacie się o tym, że znaczenia słowa, które padać będzie tutaj najczęściej, może być rozumiane na wiele sposobów. Czy to źle? Osądźcie sami.
Być może używając słowa „legenda” nie zastanawiamy się nad nim, nie pojmujemy jaką ma ono wartość, moc. Nie potrafimy wyobrazić sobie powagi sytuacji. Nie zdajemy sobie sprawy z własnych błędów, kiedy zafascynowani postawą C. Ronaldo być może nieświadomie kreujemy we własnej główce myśli: „cholera, to naprawdę jest następca Giggsa, przecież gra tak fenomenalnie”. Nie podlega dyskusji fakt, że legendą nazywamy postać nietuzinkową, wyróżniająca się z tłumu, jednak tutaj rodzi się zasadne pytanie: kto legendą stać się nie może, a kto może mieć szansę dotknąć sportowego nieba?
Świat w którym żyjemy jest elastyczny piłkarsko. Kultura futbolu jest dynamiczna, nie każdy potrafi maszerować przy niej z taką gracją jak kiedyś. Nic zatem dziwnego, że kiedy w głębi swoich przemyśleń zastanawiamy się, kim tak naprawdę jest legenda i od jakiego momentu się nią staje, rodzi się wewnętrzny konflikt. Jeden uważa, że David Beckham jest legendą United, z kolei inna osoba jest święcie przekonana, że to Ruud van Nisterlooy może nosić to zacne miano. Do refleksji na ten mimo wszystko niełatwy, śliski temat skłoniła mnie m.in wypowiedź Cristiano Ronaldo, który w jednym z wywiadów otwarcie przyznał, że chciałby zapisać się w historii jako legenda Manchesteru United. Uśmiecham się szyderczo na widok tych słów.
Chcę być częścią historii Manchesteru Utd, zdobyć wiele tytułów i zapisać się w pamięci kibiców!
Cristiano Ronaldo
Byłoby fantastycznie, gdyby ludzie mówili o mnie tak jak o Beckhamie czy Bescie.
Cristiano Ronaldo
Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że to bardzo odważne słowa, które absolutnie nie mogą być wypowiadane pod wpływem chwili, emocji. Fundamentem takiej deklaracji powinna być przede wszystkim ogromna miłość do klubu, w którym się występuje, szacunek dla ludzi, którym daje się szczęście, tworząc niepowtarzalną radość i dumę. Nie bez przyczyny piłka nożna nazywana jest sferą sacrum. Nie wiem, w czym tkwi sedno tej wypowiedzi, choć zdaję sobie sprawę z tego, że teraz, gdy wiemy o tym, jaką drogę obrał Ronaldo, ciężko powstrzymać się od krytyki.
Rzeczywiście, wyżelowany bóg futbolu zapisał się w historii United, zdobył co tylko mógł, ale czy interpretacja swoich dokonań nie polegała tylko na kolekcjonowaniu nagród wyłącznie dla siebie? W swoim egoistycznym pokoiku o nazwie ‘ego’ czuł się idealnie. Portugalczykowi oczywiście nie można odmówić talentu, który eksplodował już dawno, potwierdzając fakt, że to właśnie on jest geniuszem futbolu. Czy to jednak pozwalało mu kiedykolwiek otwarcie pretendować do miana legendy, czy to dawało nam prawo porównywać go do ‘Nich’? Nie tylko postawa na boisku jest wyznacznikiem jakości zawodnika. Miana legendy nie jest w stanie udźwignąć każdy zawodnik posiadający talent od Boga, bo bycie legendą to nie tylko znakomita statystyka asyst czy strzelonych bramek…
Osiągnięcia i jakość gry mogą uczynić piłkarza najlepszym na świecie, zdobywającym setki wyróżnień, pochwał – ale nie legendą. Najlepszym przykładem jest tutaj David Beckham. Umiejętności i osiągnięć z pewnością zazdrości mu niejeden amator piłki nożnej, lecz z mojego punktu widzenia nie zyskał on statusu legendy. Fascynujący jest fakt, że dla jednych jest on idolem, a dla innych – zwykłym grajkiem, który rzeczywiście jest świetnym piłkarzem, posiadającym ogromne możliwości techniczne, ale… no właśnie, tutaj pojawia się małe „ale”. Czy Davida Beckhama możemy określić legendą? Dlaczego niektórzy pałają do tego zawodnika wielką niechęcią, podczas gdy inni uważają go za boga futbolu? Skąd, Waszym zdaniem, taka różnica opinii? Dlaczego kolejny raz słowo legenda łączy i dzieli? Dlaczego posiada tak ogromną wartość, która rodzi wiele dyskusji? Być może to właśnie my, to właśnie ja, nie pojmuję tego zjawiska dostatecznie dobrze, by w sposób klarowny potrafić kreować prawdę. Tutaj sprawa dotyka drugiego dna, gdyż w grę wchodzi serce zawodnika, nie tylko postawa na boisku, ale przede wszystkim poza nim – to kluczowa sfera, która pomoże nam odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie: kto zasługuje na miano legendy?
Nie potrafię ukryć swojego szacunku do tego, co zrobił dla nas wszystkich. Nie potrafię ukryć zachwytu, kiedy wspominam wszystkie chwile, w których podarował mi tyle radości, ale do jasnej cholery… słowo ‘Legenda’ przy nazwisku Portugalczyka wygląda, ujmując to najsubtelniej niesmacznie, bezczelnie. Źle. Jest narcyzem piłki nożnej. Esencją legendy staje się umiejętność kreowania wspaniałej drużyny ze sobą w centrum. Ronaldo nie pokazał, że zależy mu właśnie na drużynie. Miał szansę stać się legendą Teatru Marzeń, a stanie się kolejnym zawodnikiem Realu. Tam ważniejszą rolę odgrywało słowo ‘ja’ aniżeli ‘my’. Jestem pewien, że Portugalczyk w konstrukcji Realu Madryt – sportowej dziwki – będzie czuł się idealnie uśmiechając się do jej alfonsa – Florentino Pereza, jak i jego pionka – Pellegriniego. United to zespół. Real Madryt to twór jednostek, to nazwiska. Jaki jest tego efekt, pokazał choćby ostatni sezon. Mam do tego klubu szacunek, ale nie oznacza to, że krytyka tego zespołu nie przejdzie mi przez gardło. To właśnie koszulka Raula była moją pierwszą. Jako dzieciak z dumą w sercu i lizakiem w buzi biegałem po świecie, dojrzewałem będąc w siódmym niebie, posiadając koszulkę zespołu, który wówczas kochali niemal wszyscy. Czasy się zmieniły. Dzięki Bogu.
Honor – to pojęcie oznacza naprawdę wiele, śmiem jednak twierdzić, że do Portugalczyka absolutnie ono nie pasuje. Nie było również bliskie Ruudowi van Nistelrooyowi. Holender „kochał” Manchester United tylko wówczas, kiedy Fergie wystawiał go w pierwszym składzie i ten mógł sobie spokojnie czekać w polu karnym na podanie partnera. Kiedy usiadł na ławce zaczęły się kłótnie, spory i konflikty zarówno z menedżerem, jak i kolegami z drużyny. Mógł stać się legendą, symbolem klubu, człowiekiem, który pomoże nam pojąć istotę legendy, fenomen tego statusu. Decydując się na transfer do Realu Madryt, Holender pozostał tylko wielkim napastnikiem i małym człowiekiem. Zawodnik, którego kiedyś darzyliśmy szczególnym uczuciem sportowej miłości, pokazał, że niestety nie jest tego wart. Dobitnie udowodnił, że z United nigdy nie łączyło go nic poza umową kontraktową. Od razu przypomina mi się zdarzenie, w którym to namawiał Portugalczyka, aby ten nie zastanawiał się nad słusznością transferu do Realu Madryt. Przeraża mnie fakt, że Ci, którzy kiedyś walczyli z diabłem na piersi o każde zwycięstwo teraz dotykają mentalności Judasza krzycząc ‘odejdź od nich’.
Czasami zapominamy o tym, że piłkarze to tylko ludzie. Kiedy popełniają błędy, cały świat uwypukla to tak, jakby Rooney miał być Terminatorem, a Giggs Kung Fu Pandą. Tutaj sens nie polega na tym, by nie popełniać błędów, by stawać się idealnym, ale w tym by lojalnie, ze skromnością w sercu, potrafić się podnieść po porażce. Uczyć się na swoich błędach, nie twierdzić, że kilkoma pięknymi bramkami czy asystami zakryje się swoje pomyłki. Nie należy kibiców traktować jak clownów z czerwonymi noskami. Nam wydaje się, że nasze serca są czerwone z miłości, tymczasem zawodnikom, takim jak Ronaldo, wydaje się, że to nasze noski są czerwone sugerując, że cała zabawa jest rodem z cyrku. Ludzie potrafią fascynować się obcym życiem dużo bardziej niż swoim. Nic zatem dziwnego, że każdy mały wybryk piłkarski ulega wyolbrzymieniu.
Zwłaszcza dziś, gdy coraz bardziej popularne staje się ogromnie niebezpieczne słowo „idol”, chciałbym zadać Wam pytanie: czy legenda to wzór? Jeśli tak, to w jakim aspekcie? Biorąc pod uwagę, że legendą nazywamy postać wyróżniającą się z tłumu, śmiem twierdzić, że tak – legenda jest wzorem, zwłaszcza dla tych najmłodszych, którzy niestety chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że dzisiejszym futbolem rządzi przede wszystkim pieniądz. Nacisk na właściwe rozumienie pojęcia „legenda” nie jest zatem z mojej strony przypadkiem. W tej kwestii powinniśmy być naprawdę bardzo ostrożni.
Po lekturze poprzedniego akapitu z pewnością każdemu sympatykowi Czerwonych Diabłów nasuwają się dwa nazwiska. Mamy na myśli oczywiście Paula Scholesa oraz Ryana Giggsa. To znakomite przykłady współczesnej legendy. Choć nie robią wokół siebie rozgłosu jak inni gracze, to od czasu do czasu pojawiają się opinie, w których rozmówca podkreśla znakomite umiejętności, ale także serce, przede wszystkim dobrego człowieka. Na dodatek, ich ogromne oddanie i miłość do klubu sprawiły, że mało kto podważa w ich przypadku status „legendy.” Obie postaci zasługują na to miano. Dlaczego? Przede wszystkim oddali własne serce swoim fanom, fanom Manchesteru United. To ludzie, którzy szanują swój ukochany klub, a porównywanie ich do legend z przeszłości nie wydaje się czymś bezczelnym i niedorzecznym. Lojalność, wiara w siłę konstrukcji, którą tworzą od lat. To właśnie to, czego dziś chcę szukać w sportowym brudzie i za czym tęsknię.
W każdej regule zdarzają się jednak wyjątki. O kim mowa? Choćby o Beście. Nie ulega wątpliwości, że jest to jedna ze słynniejszych osobistości, które przewinęły się w historii Manchesteru United. Jego umiejętności zapierały dech w piersiach, a obrońcom pozostawało tylko zmówić modlitwę przed starciem z nim. W tym wypadku mieliśmy jednak do czynienia także z tą drugą – czarną stroną – medalu. Skłonność do intensywnego życia towarzyskiego, a także alkoholu stały się prawdziwym dramatem dla piłkarza, ale i człowieka. Mimo to, mało kto neguje fakt, że George Best uważany jest powszechnie za piłkarską legendę. Czy ktoś odważy się stwierdzić, że Best legendą być nie może, bo nie umiał poukładać swojego życia prywatnego? Bo miał problemy z alkoholem? Kto będzie na tyle odważny i zacznie negować fenomen George’a? Kto obok jego nazwiska przypnie pinezkę (nie tą z Naszej-klasy) z nazwiskiem Ronaldo? Jedno nie ulega wątpliwości – jego legendarność nie jest na tyle przepełniona jasną barwą, jak ma to miejsce w przypadku choćby Ole Gunnara Solskjaera – Norwega, który prawdziwym kibicom United jest naprawdę bliski.
Biografia Norwega jest wspaniałym przykładem połączenia umiejętności, oddania, miłości, przyjaźni oraz innych najważniejszych wartości naszego bytu, bytu człowieka, piłkarza. To wszystko pomagało mu pokonać wszelkie przeciwności, które rzucał mu pod nogi los. Pokrótce warto byłoby przypomnieć przebieg jego kariery. Norweg przez wiele lat chyba nigdy nie wywalczył sobie pewnego miejsca w pierwszej jedenastce. Szybko stał się jednak jokerem sir Alexa Fergusona, był wspaniałym zmiennikiem, który szczególnie upodobał sobie strzelanie bramek w ostatnich minutach spotkania. Ta rola przylgnęła do niego na wiele lat. Z pewnością większość zawodników ruszyłaby w świat, by regularnie móc występować na murawie. Ole jednak był i nadal jest innym człowiekiem – dla niego liczyła się miłość do klubu i tutejszych kibiców. Na dodatek wielokrotnie słyszeliśmy o jego pomocy dla młodszych kolegów po fachu a także potrzebującym. To połączenie klasy piłkarskiej, a także człowieczej i o to tutaj właśnie chodzi. Przykład Norwega może uczyć nas, jak powinniśmy pojmować miano bycia legendą.
Oby takich ludzi w szeregach Red Devils było po prostu więcej, bo dzięki nim, jako kibice, możemy czuć się dumni. Legenda powinna być dumą klubu i tego nie powinien negować po prostu nikt. Cieszę się, że jako młody kibic mogę kształtować się piłkarsko mając w świadomości takich ludzi. Widocznie tak musi być, że przyglądając się wypowiedziom choćby napiętnowanego, zwłaszcza ostatnio, Ronaldo, czuję się zażenowany, a innym razem, kiedy czytam wywiad z Giggsem, wiem, że słowo Legenda nie zostało zeszmacone, nie uległo destrukcji. Bardzo nurtująca jest wypowiedź dyrektora wykonawczego United, Davida Gilla, na temat ‘legendarności’ Ronaldo:
Wszystko, czego chce ten chłopak, to gra dla Manchesteru United. Jest niczym George Best czy Eric Cantona. Nie można sprzedawać takich zawodników i my nie będziemy ich sprzedawać.
David Gill
Podobne stanowisko zajęła legenda – prawdziwa legenda – futbolu, Pele.
Cristiano tak bardzo przypomina mi gracza, którego uważałem za wspaniałego – George’a Besta.
Swoim poziomem jest najbliższy szczytowej formie Georgea Besta. Spośród wszystkich graczy, których kiedykolwiek oglądałem, to on był najbliżej.
Pele
Zdziwieni? Przejdźmy dalej. Z biegiem czasu prestiż tytułu legendy spada, a młodzi chłopcy starają się naśladować piłkarzy, którzy cechują się wyłącznie świetnymi umiejętnościami, efektownymi trikami, a nie dobrym sercem i oddaniem klubowi. Media, zamiast podkreślać wspaniałą działalność piłkarza, skupiają się na tych, którzy słyną z najrozmaitszych wybryków, wpadek. To oni stają się sławni, a prawdziwe wartości pozostają w cieniu. Ile razy mogliśmy oglądać piękne rezydencje piłkarzy, najnowsze modele aut czy podejrzenia o pobicie lub korzystanie z usług prostytutek. To w dzisiejszym świecie interesuje ludzi. Skandal jest łakomym kąskiem dla gazet, nic więc dziwnego, że z każdym dniem coraz trudniej znaleźć osoby, które kierują się w życiu innymi kategoriami.
Pieniądze niszczą ducha sportu, marketing i polityka w sporcie sprawiają, że miewam czasem odruch wymiotny, patrząc na rozwój takiej patologii. Brakuje kogoś, kto miałby na tyle odwagi i sił, by wyjść temu zjawisku naprzeciw. Brakuje ludzi, którzy w sposób otwarty, bez żadnych zahamowań, będą w stanie powiedzieć „nie”. Odnoszę wrażenie, że tacy zawodnicy jak Scholes, Giggs bądź Gary Neville, który jest dla mnie z całą pewnością legendą, nie są dziś trendy. Nie krzyczą ‘piszcie o mnie, strzeliłem bramkę z 40 metrów’! Nie są trendy, ponieważ świat satysfakcjonuje piłkarska tandeta, która niszczy wychowanie młodych ludzi, niszczy umiejętność prawidłowego rozumienia pojęcia ‘legenda’. Wypacza ich podejście do wartości najważniejszych, fundamentalnych.
Miejmy nadzieję, że najważniejsze wartości nie zostaną zdominowane przez pseudo-legendy, które kreują media i pieniądze. Dlatego rozmawiamy o tym, bo każdy głos jest bardzo ważny! Nie dajmy sobie zamydlić oczu i pamiętajmy, że w futbolu chodzi przede wszystkim o miłość i pasję. Nie pozwólmy, by owe wartości zostały zabite przez ludzi, którzy z prawdziwą miłością do sportu mają niewiele wspólnego. Legendy są trwalsze od czasu i śmierci…
Jestem niezwykle dumny, że kibice wciąż wyśpiewują moje nazwisko, ale boję się, że pewnego dnia trybuny ucichną. Boję się tego, ponieważ kocham, kiedy to robią. A wszystko, co kochasz, obawiasz się, że kiedyś możesz to stracić.
Eric Cantona
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:

(23 głosów, średnia: 4,91 na 5)







Za przeproszeniem dzieciarnia jest zdania, że jak Ronaldo nie ogłosi się za raz Santo Subito to będzie to skandal. Głośniejszy niż ten o posłance, która sobie tam gdzieś łyknęła trochę procentów. No bez przesady, owszem za bramki dziękujemy, ale pokłonów nie zamierzam robić w jego stronę, ani całować ekran monitora jak tylko buźka Ronaldo się na nim pojawi. A wszystko to przez te jego kłamstwa, które zżerały Manchester, jak choroba pochłaniała kolejne zakątki klubu, i tak dalej. Nie wiem po co on pluł się do kamer tylko po to by powiedzieć kłamstwo, zrobić sobie z klubu za przeproszeniem jaja, zrobić nas wszystkich (no nie wszystkich) w balona. Pamiętam jak to było z Beckhamem, chłop n boisku wykonywał pracę wcale nie gorszą od Cristiano, strzelać seryjnie nie strzelał, ale Anglik jest innym zawodnikiem. Odszedł z zespołu, ale nie dlatego, bo tam by mu sypnęli hajsem większym. On go tyle miał, że nawet by mógł ten Real kupić.
Autor tekstu chyba tęskni za „starymi, dobrymi czasami…:)))
Zarząd Manchesteru wiedział co się będzie działo w lecie, jak Perez wygra wybory, a i tak wszystko co złe to Ronaldo. Dlaczego nikt nie ma pretensji do SAF’a, że zgodził się sprzedać Realowi „groźnego wirusa”. To nie są te czasy kiedy zawodnik gra całe życie w jednym klubie(a szkoda).
Ledwie wysechł tusz na nowej umowie Portugalczyka z Królewskimi (tak naprawdę nie wiem czy on już ją podpisał) a już wszyscy się zastanawiają: CR7- legenda czy zdrajca?. Legenda rodzi się z czasem i czas pokaże czy kibice zapamiętają Cristiano Ronaldo czy zapomną i będą wielbić nowe talenty, które pojawią się na OT.
Też wolałabym wiedzieć wcześniej, że Ronaldo odchodzi, mógłby się przynajmniej pożegnać z kibicami w ostatnim meczu. A tak to wygląda jakby uciekł z Manchesteru po cichutku, zostawiając po sobie trochę smrodku, legendy tak nie odchodzą.
Pali za sobą mosty i tyle. Ciekaw jestem, czy w przypadku gdybyśmy w LM wpadli na Real i ewentualnie Cristiano strzeliłby bramkę, celebrowałby jej zdobycie. Jeśli dobrze pamiętam, gdy strzelał dla United w meczu ze Sportingiem, specjalnej radości nie okazywał.
Choć nie ukrywam, że wolałbym, by Vidić i spółka spokojnie odbierali mu piłki i nie miał okazji ;]
Becks to legenda. Fakt.
Mattman jak zwykle na wysokim poziomie. Zgadzam się ze wszystkim, jednak zabrakło mi akapitu na temat przeogromnej miłości Neville’a do Liverpoolu;) To byłoby ładnym potwierdzeniem diabelstwa każdej legendy.
O czym tu się więcej rozwodzić, temat dość oklepany, ale tekst w tych okolicznościach niezbędny.
Mnie tylko dziwi fakt, dlaczego Ronaldo opuścił swój raj, gdzie dla każdego był Bogiem i wybrał miejsce gdzie już nie będzie takiego kultu jednostki. Tam każdy ma swojego bożka. Trochę mniej uwagi będą mu poświęcać, oby tylko nie płakał.
Podejrzewam także, że za jakieś 10-20 i więcej, lat do Niego z pewnością na stałe przylgnie etykietka legendy.
Nikt nie opluwałby Ronaldo, gdyby tylko odszedł do tego Realu o którym marzył od dziecka. Zresztą sam powiedział niedawno, że lubi jak się z niego drwi; sam do tego doprowadził deklaracjami o pozostaniu na OT. I co? I dwa tygodnie później już go tam nie ma.
Ja tam osobiście się cieszę… teraz żaden anty-kibic MU nie powie, że mamy, my kibice, w drużynie jakiegoś gwiazdora. Gwiazdora nie gwiazdę.
…moim zdaniem legenda jest czlowiek ktory posiada rozne cechy nie zaleznie czy jest spokojny jak neville czy szalony jak cantona zarowno on jak i on moga nimi byc,
mozna tez powiedziec ze legeda moze byc kazdy kto przegral dla klubu z 10 lat,mozna,trudno to okreslic,ale napewno nie bedzie nim zawodnik ktory pluje klubowi w twarz,dlatego nie rozumiem po co ta cala histroia tekstu i coraz trudniejsze wywijanie literackim jezykiem,kazdy to wie drogi autorze,kazda legenda jesyt indywidualnoscia dlatego za moich czasow legendami legend klubu sa:
solskjaer
beckham
schmeichel
scholes
giggs
cantona
keane
te nazwiska sa znane przez kazdego kibica kazdego klubu i sa nie podwazalne
natomiast takie jak:
phill neville
steve bruce
van nisterlooy
yorke
gary neville
czy jaap stam
moga byc poddane dyskusji,bo kazdego mozna nazwac legenda kto gral w united nawet rok a dal z siebie wszystko i kazdy go pokochal,ale taki pilkarz nie porownuje sie ani troche do np.giggsa dlatego ci ktorych wymienilem teraz sa takimi drugopolanowcami i sami sobie to ocencie kto jest dla was legenda.
dla nas legenda jest Denis Law ale np.kibic barcy nie wie ze ktos taki nawet istnial,natomiast o Bescie slyszal chyba kazdy i to tez jest wyznacznik.
tak samo z drugiej stronie o cruyff sluszelismy natomiast o García De la Torre nie kazdy choc dla kibic a barcy jest to wielka legenda klubu.
osobiscie uwazam ze legendami powinni byc ci ktorych zna caly pilkarski swiat nie tylko kibic danego klubu….choc np .brayan robson jest dla mnie nie podawazalna legenda a dla innych to jest czlowiek widmo,temat rzeka jedynym slowem.
P.S ronadlo nie bedzie nigdy legenda ze wzgledu na brak lojalnosci wobec klubu i wsio.
Gary Neville nie jest legendą… ?
P.S II,mozna pic,cpac,nagrywac reklamy i kochac klub i przy tym byc legenda(best,beckham)natomiast nie mozna „kochac” klubu i grac mu na nosie(RONALDO)
van nisterooy?klocil sie tylko z fergusonem nie z kubem chcial poprostu grac…mimo to nie uwazam go i tak za legende.
jak ktoś chce być legendą MU, to musi sie bardziej starać, ponad to, aby mieć modna zonę, być gwiazda pop-kultury i zmieniać publicznie zdanie co pięć minut (w zalezności od tego, co akurat wypada powiedzieć).
Becks popełnił w życiu jeden błąd – poznał Victorię. Reszta to tylko konsekwencje powyższego.
Ecko – a kto pamięta o Robbo (Bryan Robson). Był z MU jak było ciężko, był jednym z filarów sukcesu United w latach 90-tych.
ale on nie sprzedawał koszulek, czy swojego nazwiska w reklamach i dlatego wielu go już nie pamięta…
Ci którzy chcą pamiętać, będą pamiętać zawsze. Nie każdy chce być całe życie na pierwszych stronach gazet.
Robbo zawsze będzie wymieniany wśród najlepszych piłkarzy w historii naszego klubu.
Hmm… Bardzo krytyczny tekst…
Jak dla mnie Ronaldo to na pewno nie legenda, ale symbol Man United. Podobnie jak van nisterlooy czy wielu innych wymienionych.
Fakt CR to osoba dość egoistyczna, ale nie można krytykować człowieka za to że od dziecka chciał grać dla R.M. co o tym wszyscy bardzo dobrze wiedzieli. To było jego marzenie dlatego szanuje jego odejście.
Pomyśl co on miał mówić kibicom Man United? Tak po tym sezonie odchodzę do Real’u. Jemu też było ciężko walczyć z prasą czy mediami odpowiadając ciągle na to samo pytanie.
Ciekawi mnie też Twoje zdanie na temat Tevez’a… On podobnie jak Holender narzekał na to że nie jest w podstawowej 11… A serce jego „było” dla MU. Kibice go kochali a on jednak odszedł.
A naszego Duńskiego bramkarza można nazwać legendą po tym jak się znalazł w MC??
O byłych graczach United jako legendach nie będę pisał bo ciężko czasem jednoznacznie to zakwalifikować, o czym z resztą tekst traktuje (Schmeichel, van Nisterlooy, czy też nawet Beckham i Law – tu też nie da się jednoznacznie stwierdzić).
Skupię się na obecnym składzie i wyróżnię kilku zawodników:
1) ŻYWE LEGENDY:
Ryan Giggs, Gary Neville, Paul Scholes
2) PRZYSZŁE LEGENDY:
Rio Ferdinand – charyzmatyczny profesjonalista, który niczym Cantona opuścił Leeds i pokochał United,
Darren Fletcher – wychowanek który zawsze sumiennie spełnia wymierzone mu zadania,
John O’Shea – jak wyżej,
Wayne Rooney – wielki talent, jeśli zostanie do końca w United jak deklaruje to będzie jedną z jaśniejszych gwiazd na czerwonym nieboskłonie
Edwin Van der Sar – musi tylko zejść ze sceny z twarzą. Nie wolno zapominać o konkursach rzutów karnych przeciw Chelsea (w finale CL i meczu o Community Schield).
3) POTENCJALNE LEGENDY:
Michael Carrick, Nemanja Vidić, Patrice Evra – muszą jeszcze trochę pograć w czerwonej koszulce na obecnym poziomie a na pewno nie zostaną zapomniani.
Danny Wellbeck, Jonny Evans – bardzo liczę na to, że właśnie oni będą przyszłością klubu i poprowadzą go do wielu tryumfów.
A.D-wlasnie o tym napisalem,bo dla bardziej sentymentalnych kibicow neville jest napewno legenda,ale czy z punktu czysto sportowego??nie oszukujmy jest u nas od jakis 15 lat i to dzieki temu jest przez niektorych uwazany za legende,bo pilkarsko nigdy nie byl jakims geniuszem dlatego dla mnie nie moze sie rownac z beckhamem czy giggsem,a teraz druga strona np.Maradona i barcelona,jedni twierdza ze legenda ale on zagral tam tylko bodaj 52 mecze najstrzelal bramek i odszedl,dla jedych powod by go tak nazwac dla drugich to za malo…
Iv-zawsze sie czepiasz marketingu i pewnie zaraz nawiazesz do majtek beckhama,co z tego ze krecil reklamy,chlopak dawal z siebie 101% na treningach i meczach,a to ze krecil reklamy jego sprawa,mimo to byl wzorem do nasladowania i jest ja dla mnie legenda w 100%,smialo moge powiedziec ze jakby byl cichy jak scholes to by byl „za idealny”.
jesli beckham by gral nadal w manunited i ktos by powiedzial :kto jest wieksza legenda giggs czy beckham,kazdy by mowil ze giggs bo beckham za duzo reklam nakrecil.i co z tego? czy jedno wyklucza drugie?aby przez to nie tracil formy(ronaldinho)
Do Maradony to każdy by się chciał przyznać :)
Co do Garego. Piłkarsko nigdy nie był geniuszem, ale przez wiele lat był jednym z najlepszych prawych obrońców na świecie, miał pewne miejsce zarówno w składzie United, jak i Reprezentacji Anglii. Myślę, że pod tym względem może się czuć spełniony.
Uważam, że w jego wypadku nawet nie ma sensu kwestionować czy był legendą. To chyba najbardziej zatwardziały diabeł jaki jest w klubie. Oddał całe serce klubowi, jeszcze będziemy wspominać, że ktoś taki biegał sobie na prawej obronie, a jego współpraca na prawej stronie z Becksem jest wzorem do naśladowania.
Ja jestem dumny, że tyle lat mogłem oglądać kogoś takiego w trykocie z Diabłem na piersi.
sportowa dziwka – rozwaliło mnie :D
Zgadzam się z Twoją opinią, Mateusz. Masz mnóstwo racji w tym, co napisałeś.
Tekst jak zwykle, Matt – na bardzo wysokim poziomie :)
A może nie w tym tkwi problem? Zobaczyłem, że kibice Manchesteru i nie tylko oni chcieliby, żeby Ronaldo stał się kolejną legendą z Old Trafford. Każdy wiedział, że Ronaldo pewnego dnia odejdzie, ale w głębi duszy każdy chciał by CR został i tak jak Giggs czy Nevill został do końca kariery w Man Utd, i żeby kibice mogli go nazwać tą legendą.
Lecz tak się nie da! Tak jak wspomniano w tekście piłkarze to też ludzie! Mają swoje cele i marzenia o których marzą od dziecka. Czasami jak czytam komentarze wielu „kibiców” United, którzy piszą, że CR9 odszedł do Realu za kasą po prostu zastanawiam się czy ci ludzie mają „coś” w tym mózgu. Bo po co miałby iść za mamoną jeśli w Manchesterze zarabiał tyle forsy?
Spełnia marzenia, tyle! Wyzywanie go od *** i *** nic nie da. Trzeba się z tym pogodzić. Pewnie wielu też by tak postąpiło. Niektórzy mówią, że na pewno nie, ciekawe. Zawodników z klubem obowiązuje tylko kontrakt, zwykły papierek to wszystko. To nie małżeństwo. Jeśli chce się grać tu to gra się tu jeśli tam to tam. To jest kogoś życie i on wybiera nie my za niego. Jeden człowiek ma honor drugi go nie ma.
Bo człowiek taki już jest i taki będzie.
My jesteśmy kibicami United, i nie zrozumiemy tego że dla większośći piłkarzy kopanie piłki to tylko praca,im nie zależy tak bardzo na grze w konkretnej drużynie, zresztą wolą grać tam gdzie lepsza pogoda, było pewne od dawna że portugalczyk odejdzie, ale czy warto było „spełnić marzenie” zostawiając jedną z najlepszych drużyn na świecie na przestrzeni ostatnich lat, i przenieść się do Realu, który żyje przeszłością, nie mając żadnej przyszłości.Nikt mu nie da gwarancji że będzie tam odnosił sukcesy,
Nie rozumiem jak mozna kwestionowac przywiazanie BECKHAMA do ManUnited!!! Przeczytajcie sobie jego biografie. . .
David Beckham – Czerwony Diabeł z krwi i kości.
A ronaldo jak dla mnie nie jest zadna legenda MU. busby babies to sa legendy;)
Tyle mam do powiedzenia.
Dokładnie, David to legenda pełną gębą, a że „to zła kobieta była” i Ferguson też nie jest idealny, musiał odejść. Tyle, że nawet grając w Realu deklarował miłość do United. Czytałem jego autobiografię dwa razy. Do grudnia 2005 miałem o nim zdanie „zdrajca”, „sprzedawczyk”. To mi otworzyło oczy. I to nie jest okazanie braku szacunku Fergusonowi, wręcz przeciwnie – mimo konfliktu, Becks momentami niemal wywyższał SAFa nad pana Boga.
„Jestem pewien, że Portugalczyk w konstrukcji Realu Madryt – sportowej dziwki – będzie czuł się idealnie uśmiechając się do jej alfonsa – Florentino Pereza, jak i jego pionka – Pellegriniego.” -Zajebiście to ująłeś. Zdanie idealnie ukazuje budowę madryckiego klubu.