Upiory ze Stamford Bridge

To, co napiszę poniżej jest pewnego rodzaju próbą pogodzenia się z wydarzeniami zaistniałymi w drugim półfinałowym meczu LM pomiędzy Chelsea FC a FC Barceloną. Owo spotkanie, które odbyło się na Stamford Bridge przeszło już zapewne do historii piłki nożnej ze względu na rozstrzygnięcie oraz sposób, w jaki do niego doszło. Sądzę, że większość kibiców na świecie nie przeszła obok tego wydarzenia obojętnie. Ja tym bardziej, będąc nie tylko kibicem Man Utd lecz sympatyzując także z klubem ze stolicy Katalonii [zaraz fani Barcelony zrobią u nas jakiś zamach stanów - dop. Wiktor M.]. Dlaczego artykuł ten znalazł się na Redlogu? Odpowiedź jest prosta – gdyż każdy z nas, kibiców, mógłby się znaleźć w takiej sytuacji jak kibice jednej z wyżej wymienionych drużyn.
Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie rozmowa z moim bratem, który upierał się przy tym, że Barça nie zasłużyła na awans do finału, bo przecież sędzia nie odgwizdał kilku oczywistych karnych, czym skrzywdził Chelsea i jej kibiców. Dyskusja w efekcie przeszła później na tematy dosyć ogólne, a mianowicie na jeden z moich ulubionych, czyli „kto wygrywa mecz: lepszy, czy skuteczniejszy”. Poglądów na ten temat jest zapewne co najmniej tyle, ile osób w tej sprawie się wypowiadających, ale jedno pozostaje niezmienione. Faktem jest i będzie, że mecze piłki nożnej z reguły maja na celu wyłonić zwycięzcę, czyli, teoretycznie, lepszą drużynę z dwóch rywalizujących. Tutaj jednakże często słyszę argumenty, że nie zawsze wygrywa drużyna lepsza.
Wyobraźmy sobie, że przedstawiamy tak sytuację jakiemuś laikowi, który w ogóle nie rozumie piłki nożnej, ale cechuje się zdrowym rozsądkiem. Jaki będzie płynął z tego wniosek? Ano taki: „po co w ogóle grać w tą piłkę nożną skoro można być lepszym i przegrać?” Dlatego uważam powyższą argumentację za bezzasadną. Dla mnie jedynym i oczywistym kryterium, kto był lepszy na boisku jest skuteczność. Bowiem, na tym polega piłka nożna, że jeśli chce się wygrać mecz trzeba „po prostu” strzelić o jedną bramkę więcej niż rywal. To właśnie dzięki swej prostocie jest ideałem i można by przenieść tą konstatację na wiele innych pól ludzkiej rywalizacji. Podsumowując, wygrywa ten, kto okaże się lepszy. Okaże się lepszy ten, kto wygra mecz. Wygra mecz ten, kto strzeli więcej bramek. Jasne i oczywiste!
Jak to się ma do tamtego meczu spytacie? Otóż w bardzo prosty sposób. Kibice Chelsea słusznie czują się skrzywdzeni, ponieważ ich drużyna została kilkukrotnie pozbawiona szansy na strzelenie bramki. Pamiętajmy jednak, że karny jest jedynie okazją do strzelenia bramki, że nie jest on tożsamy ze zdobyciem bramki, jak wiele osób, nie do końca słusznie, uważa. Przywołam ponownie dosyć mylący faktor, a mianowicie stopień prawdopodobieństwa. Wiele osób twierdzi, że rzuty karne to loteria. Załóżmy, zatem, że stopień prawdopodobieństwa zdobycia bramki z rzutu karnego wynosi (co jest bardzo prawdopodobne) 50%. Dużo czy mało? Biorąc pod uwagę, że oznacza to zarazem, że szans nie zdobycia bramki są równe swemu przeciwieństwu wniosek jest oczywisty. Mało! Idąc dalej, Chelsea została pozbawiona kilku mało prawdopodobnych szans na zdobycie bramki, bo pewności, że Ballack, Drogba albo „Fat Frank” zdobyliby gola z karnego nie mamy i wnioskując z powyższego mieć nie możemy.
O ile ich [kibiców Chelsea] skrzywdzenie jest uzasadnione, o tyle musimy pamiętać, że dogodnych sytuacji do przesądzenia o losach spotkania mieli wystarczająco dużo w drugiej połowie spotkania. Pamiętać musimy, że decyzją trenera [Guusa Hiddinka] Chelsea grała cały dwumecz koncentrując się na głębokiej defensywie i kontrataku. O ile taktyka ta przyniosła połowiczny efekt na Camp Nou, o tyle o wiele skuteczniejsza okazała się do 93 minuty drugiego spotkania. Obierając taką taktykę trzeba mieć na uwadze fakt, że strata bramki podczas meczu u siebie może w mgnieniu oka zdewastować to, co drużyna osiągnęła i pozbawić jej awansu, co właśnie miało miejsce w tym dwumeczu. Nie można zatem całą winą za niepowodzenie obarczać błędnych decyzji sędziego, ponieważ sposób gry jaki obrała Chelsea był bardzo ryzykowny, tym bardziej jeśli gra się przeciwko drużynie opierającej całą swą grę na ofensywie.
Gdyby zatem całe spotkanie zakończyło się wygraną Chelsea nikt by pewnie nie pamiętał o błędnych decyzjach sędziego. Zakrawałoby to oczywiście o hipokryzję, gdyż, obiektywnie, także i w tym przypadku wypaczyły one przebieg spotkania, ale nie wynik. Rozumiem rozgoryczenie kibiców Chelsea, oraz mieszane uczucia kibiców Blaugrany, ale jedno musi być jasne. Zasady przed tym meczem były jasne. Awansują londyńczycy, jeśli wygrają. Klub z Katalonii natomiast awansuje wtedy, gdy wygra lub bramkowo zremisuje. Sytuacja, zatem wyglądała mniej komfortowo dla Chelsea, tym bardziej, że opierając swą grę na defensywie stawia się dodatkowo w trudniejszym położeniu.
Jeśli chodzi o kibiców Blaugrany, tak jak wcześniej wspomniałem, rozumiem ich odczucia. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że tym, co ostatecznie przesądziło o awansie była bramka strzelona w doliczonym czasie gry. Sędzia nie podarował im karnego z kapelusza i nie uznał bramki, której nigdy nie było. Dodatkowo, nie anulował także prawidłowo strzelonej bramki Chelsea, mimo że ta miała sporo okazji, aby ją zdobyć. O ile zawodnicy i kibice nie zawdzięczają awansu jedynie sędziemu i jego błędom, o tyle pamiętać muszą, że w tym meczu, parafrazując dobrze znane powiedzenie, Barcelonie sprzyjało więcej szczęścia niż umiejętności. Takie sytuacje uczą nas pokory oraz szacunku do przeciwnika, a przede wszystkim szacunku do losu. Idealnie, jako konkluzja, pasuje tu inne powiedzenie, a mianowicie mówiące, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
Jakie ma to wszystko znaczenie dla Manchesteru United spytacie? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta. Wszyscy doskonale pamiętamy finał Ligi Mistrzów z 1999 roku. Wyjąwszy błędy sędziowskie z tegorocznego spotkania, oba mecze [Bayern vs Man Utd oraz Chelsea vs Barça] były bardzo podobne pod względem dramatycznej końcówki. O ile wcześniejszy dał lekcję pokory klubowi z Manchesteru o tyle ten drugi uczynił to samo dla Blaugrany.
Mając powyższe na uwadze, możemy spodziewać się wielkiego widowiska w Rzymie. Nie zdziwiłbym się gdyby przebieg spotkania był także napięty, a końcówka dramatyczna, bowiem obie drużyny grające w finale udowodniły w tym sezonie, że oprócz umiejętności, zgrania i talentu nie brakuje im także waleczności i serca do gry. Oczekuję zatem niezapomnianego widowiska, które na zawsze przejdzie do annałów piłki nożnej. Niech wygra lepszy!
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:










Porównanie meczów Man.Utd – Bayern i Chelsea – Barcelona to żenada
rozumiem że jesteś kibicem Barcy więc chciałeś usprawiedliwić trochę to „widowisko” z ostastniego półfinału. Zgadzam się że Chelsea mogła strzelić 1 gola i wygrać spokojnie ale takie sędziowanie i zachowanie Uefa po meczu to trochę żenada.Mówią że pomyłki sędziowskie czynią futbol pięknym ale na miejscu uefa powtórzyłbym mecz,
Jestem szczerze zawiedziony zaistniałą sytuacją mimo że obu drużyn nie lubię
Sędziowskie pomyłki nie czynią futbolu pięknym. Czynią go gorszym, niż byłby bez niech. Mniej sprawiedliwym. Krótka piłka z mojej strony. UEFA jak zawsze chowa głowę w piasek i bezkrytyczne popiera arbitrów, bo związki piłkarskie mają to do siebie – bronią swoich ludzi. Nie zmienia to faktu, że z punktu widzenia kibica jest to co najmniej irytujące.
Ale krytyka sędziego i UEFA to sprawa osobna od tej, „kto był lepszy”. Niezależnie od tego, „kto był lepszy”, mogę stwierdzić, że sędzia robił błędy, a UEFA go poparła.
nic dodać nic ująć :P
Platini to burak. Ślepy jest na wiele rzeczy, na te pomyłki także
Prawdopodobieństwo strzelenia karnego jest znacznie większe niż 50% i oscyluje w granicach 70%-90% w zależności od wykonującego. Prawodpodobieństwo obronienia rzutu karnego przez bramkarza to jakieś 5%. Biorąc pod uwagę umiejętności piłkarzy Chelsea oraz ilość niepodyktowanych rzutów karnych(przedział 1-4, chociaż niektórzy mówili nawet o 7, ale w zasadzie powinienem to taktownie pominąć) można spokojnie wywnioskować że przynajmniej jedna jedenastka zostałaby wykorzystana, co uczyniłby wysiłki graczy Barcy najwyżej romantycznym zrywem, pięknym ale niewystarczającym.
Jeśli chodzi o niewykorzystanie sytuacji strzeleckich to warto zaznaczyć, iż dochodzi się do nich w zgodzie z regułami tak kochanej przez nas gry. Gdy te zasady zostaja wypaczone (w bardziej lub mniej świadomy sposób) to cała gra traci sens. Ciężko mówić, że Chelsea sama sobie winna gdyż nie wykorzystała okazji, gdyż najlepsze okazje(lepszych od karnych nie sposób znaleźć) zostały jej bezpardonowo odebrane.
Może trochę bredzę i marudzę ale tłumaczenia kibiców Blaugrany powoli zaczynają być męczące. Nie wiem czy wystarcza fakt, iż niemal jedynie osoby będące bezpośrednio zaangażowane w kibicowanie Barcelonie uważają, iż wygrał lepszy.
„Nie wiem czy wystarcza fakt, iż niemal jedynie osoby będące bezpośrednio zaangażowane w kibicowanie Barcelonie uważają, iż wygrał lepszy.”
Dokładnie. To jest dla mnie beznadziejne.
na uczelni wielcy kibice Barcy mówią barca to barca tamto.
jeden typ powiedział że Chelsea to szmaciarski klub i że go nie znał przed tym jak Roman wszedł.Nie nawidzę hiszpanskich klubów bo nie lubię ich kibiców
Skuteczność karnych 50%? Nie chce mi się teraz szukać jakiś statystyk ale nie wierzę, że wierzysz w to co piszesz. Argumentacja wyraźnie naciągana pod Barcę. Prawda jest taka, że na SB Barca nie pokazała NIC poza jednym strzałem rozpaczy w końcówce (i gdzie tu porównanie do finału w 99 gdzie walka była wyrównana przez cały mecz?). Oczywiście zgadzam się, że wygrywa ten kto strzeli więcej bramek a wszelkie „przecież byliśmy lepsi” jest tylko biadoleniem nieumiejących pogodzić się z wynikiem kibiców. Ale ta zasada nie działa w momencie kiedy sędzia wyraźnie wypacza wynik meczu myląc się, i to niejednokrotnie, w karygodny sposób. Niech walka rozstrzyga się między piłkarzami.
Zapomniałeś oczywiście wspomnieć jeszcze o koronnym argumencie, który przytacza każdy kibic Barcy z jakim dyskutuje. Mianowicie o (wątpliwym) karnym, który powinien być podarowany Barcy na Camp Nou a nie został. Na odpowiedź, że Chelsea miała w rewanżu 3 wątpliwe i 2 pewne karne tacy kibice zazwyczaj odpowiadają słowną agresją.
Btw.
Tu akurat przepisy wypowiadają się dość jasno. Wygrywa ten, który po ostatnim gwizdku sędziego ma więcej bramek. Wydaje mi się, że pytanie powinno raczej brzmieć: „Kto jest lepszy: ten który wygra mecz czy ten który ładniej się zaprezentował”.
Pozdrawiam,
Warto dodać, że nikt tej bramki nie strzelił, tylko w dwóch meczach był remis…;D
Nie wiecie do kiedy jest rozłożone miasteczko LM w Rzymie ?
Niby piszesz, że wszystko rozumiesz, ale im dłużej czyta się Twój artykuł tym bardziej widać, że tak naprawdę tego zrozumienia jest mało.
Ja nie rozumiem fanów Blaugrany, którzy mówią, że w półfinale Chelsea koncentrowała się TYLKO I WYŁĄCZNIE na defensywie. Gdyby tak było, to pewnie Ovrebo nie miałby tylu okazji by pokazać jak miernym arbitrem jest, prawda? Zresztą wydaje mi się, że chodzi o coś zupełnie innego, czego jako kibic Barcelony nie zrozumiesz. Otóż fani Katalończyków przed samym dwumeczem dość buńczucznie wypowiadali się o wyniku tej rywalizacji, padały stwierdzenia, że pierwsze spotkanie rozstrzygnie sprawę i tym podobne. Królował w nich sam Leo Messi, który choć gra genialnie, to nie zna podstawowych zasad kultury rywalizacji. Argentyńczyk otóż stwierdził, że trofeum po prostu się Barcelonie należy bo grają najpiękniejszy futbol. Klękajcie narody, nadchodzi piękna Barca! – tak w skrócie można określić jego podejście.
I własnie o to chodzi – Chelsea przyjechała na Camp Nou i zrobiła to o czym inne drużyny mogą marzyć – przy pełnym składzie i formie Barcelony nie stracili bramki. Zamiast szacunku spotkały nas gromy i śmieszne oskarżenia. W rewanżu każdy widział, że to Chelsea była lepsza. Ba, nie tylko lepsza ale również efektywniejsza – lepiej atakowała, stwarzała zagrożenie, lepiej broniła. Lepsza. I, tu chyba raz się z Tobą zgodzę, sami The Blues powinni rozstrzygnąć mecz już przed doliczonym czasem gry. To by zamknęło usta nie tylko Barcelonie i Platiniemu, ale po prostu całemu światu.
Tymczasem o awansie nie zadecydował fakt, że Barcelona była lepsza. O awansie zadecydował błysk geniuszu jednego zawodnika. Przez 180 minut tych błysków ze strony Katalończyków nie było, Chelsea je zniwelowała, pokazała kilkakrotnie, że zawodnicy z Londynu też potrafią zagrać świetnie, efektownie i efektywnie. Jeden błysk jednego zawodnika na drużynę, która składa się z wielu wybitnych graczy, buńczucnie zapowiadających rozprawienie się ze (słabszym) rywalem… Powiedz sam, czy to wygląda jak zasłużony awans?
Z całego serca życzę Manchesterowi zwycięstwa w finale. Są po prostu drużyną lepszą, a i, w przeciwieństwie do Barcelony, potrafią wygrywać i być godnymi zwycięzcami.
Pozdrawiam serdecznie.
PS. Nie wiem skąd masz te statystyki rzutów karnych. Pomyśl jeszcze raz czy na pewno tylko co drugi karny kończy się bramką. Pomyśl również ile razy pomylił się Lampard, Ballack czy Drogba strzelając jedenastkę w barwach Chelsea. I od razu dopowiem – Frank Lampard już rok temu strzelił w rewanżu półfinałowym bramkę, w znacznie trudniejszych okolicznościach. Więc choć o procenty kłócić się nie zamierzam, to jednak Twój wywód na ten temat z przykrością uznaję za całkowicie mylny.
Dywagowanie o tym, kto był lepszy, jest wybitnie śliskie.
Ty twierdzisz, że na Stamford Chelsea była wyraźnie lepsza. Ok, zgadzam się, że była lepsza. Ale z kolei na Camp Nou lepsza była Barca. Chelsea świetnie się broniła i należą się jej za to wyrazy szacunku, bo faktycznie dokonała trudnej sztuki. Ale mecz był zdominowany przez Barcelonę, podobnie, jak w rewanżu dominowała Chelsea.
Jeśli spojrzeć z tego samego punktu widzenia na rewanż, to można powiedzieć, że Barcelonie także należy się szacunek – za to, że jednak strzeliła tę potrzebną bramkę, co też nie było łatwe.
Gdy Barcelona przyjechała na Stamford i zrobiła tyle, ile potrzebowała do awansu, to z kolei na Barcę spadły gromy i oskarżenia. Zapytaj sam siebie, czy nie są one równie śmieszne, jak śmieszne są zarzuty pod adresem Chelsea za mecz na Camp Nou…
Czy na Barcelonę spadły gromy? Chyba tylko i wyłącznie na sędziego, który mylił się jak szalony. Jest to śliski temat, ale nie ja go podjełem – sam autor to zrobił, nieprawdaż?
To fakt, że na Camp Nou Barcelonie zdarzały się wpadki, jednak nie w meczach tak istotnych. Przecież w lidze, zwłaszcza tak zróżnicowanej jak Primera Division, remis czy nawet porażka dla Katalończyków były do nadrobienia i to bez problemu, natomiast w Lidze Mistrzów, gdzie faktycznie trzeba zminimalizować błędy do zera – tak zrobiła to Chelsea i nie przegrała z Barceloną. Co więcej (i co jest istotą mojego wywodu) nie byli oni o tyle lepsi jak to zapowiadali, a ich piękno zostało zniwelowane do zaledwie jednego wybuchu geniuszu u Iniesty. Pech nasz, że akurat padła bramka.
Ja nie ujmuję szacunku dla rywali, nigdy tego nie robię. Po prostu dziwię się, że jeszcze kibice Katalończyków wciąż się, przepraszam za wyrażenie, ‘wożą’ swym genialnym zespołem gdy trzecie drużyna w Anglii nie daje im dwukrotnie pograć. Na ich miejscu obawiałbym się meczu z mistrzami Anglii.
Wozimy się bo Barca gra najpiękniejszy futbol na świecie, a wam nie przejdzie to przez gardło – a czy najskuteczniejszy? Nie bo Anglicy robią to generalnie lepiej. I nie wiem kto tu komu nie dał pograć… co takiego Chelsea zrobiła na Camp Nou że czepiacie się Barcy na Stanford Bridge? Nic nie zrobiła..nic, nic, nic
Z Barceloną na Camp Nou poradził sobie chociażby Espanyol Barcelona czy Getafe – kluczem do tego było zamurowanie się na polu karnym tak jak to zrobiła Chelsea – tylko że Espanyol nawet wygrał. Przestańcie gloryfikowac Chelsea która zagrała na poziomie Getafe mając zawodników uprawniających ją do zagrania jak równy z równym. Co do meczu w Londynie:
jak można mówić o dominacji drużyny która grając U SIEBIE W PRZEWADZE ma posiadanie piłki 29% i nie potrafi utrzymać prowadzenia…żałosne…a u siebie to i Wisła wychodziła z kontrami i nawet mecz wygrała…dajcie już spokój..a na wasze DWA karne odpowiadam karnym dla Barcelony i wyrzuceniem Abidala
Nieśmiale proponuję nie licytować się na karne, gdyż jedyny ewentualny dla Barcelony również jest bardzo wątpliwy. Jeśli chodzi o czerwoną kartkę to Eric Abidal na konferencji prasowej PRZYZNAŁ SIĘ DO FAULU, co zamyka jakiekolwiek dyskusje.
A ja na Abidala odpowiadam, że sam zainteresowany później przyznał, że faulował i że kartka była zasłużona. A jako, że wiedzieć na pewno, jak się sytuacja miała, mogą jedynie dwie osoby na świecie – tj. Anelka i on, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko mu w tej kwestii zaufać…:)
I co masz na myśli, mówiąc, że powinniśmy zagrać jak równy z równym? Powinniśmy się otworzyć i zagrać radosne kokodżambo i do przodu, jak to ma w zwyczaju drużyna ze stolicy Katalonii? Tak spróbował zrobić Real w pamiętnym Gran Derbi. I co? I wiadomo – 2-6 to historyczna porażka. Prawda jest taka, że choć taktyka Barcelony jest wyjątkowo efektowna, to efektywna już tylko na własnym, krajowym podwórku, gdzie niemal każda drużyna prezentuje tę samą przypadłość – obrona gra na zero, w znaczeniu: na zero skutecznych interwencji. Wtedy sobie radzą, bo mogą grać tak, jak lubią. Wystarczy jednak umocnić szeregi obrony, wykluczyć z gry Iniestę – i już się ta Wielka Barcelona gubi. To pokazała Chelsea, pokazało też Getafe czy Valencia.
Gdybyśmy zagrali pięknie, otwarcie i ofensywnie, to Barcelona narzuciłaby nam swój styl gry. A tak – my narzuciliśmy jej nasz własny. Skutek był taki, że przerwaliśmy dobrą passę Katalończyków, którzy od roku zwykli strzelać przynajmniej jednego gola na Camp Nou. To już coś znaczy. Grać swoje to każdy głupi potrafi. Ale nie każdego stać na to, żeby uelastycznić, zmienić taktykę i dopasować ją pod przeciwnika.
z tym wyznaniem Abidala to nie bądźcie tacy pewni – zawodnik udzielał wywiadu po francusku i doszły mnie słuchy, że sens wypowiedzi został nieco przekręcony przez angielskich dziennikarzy (naprawdę obejrzałem tą powtórkę wieloktrotnie i Anelka potyka się swoją lewą nogą o swoją prawą- co oznacza też że nie symulował). Co do gry Chelsea szczególnie w kontekście Camp NOU – to nie tak że mam pretensje, że zagrali defensywnie, chodzi o to że wy (tzn kibce Premiership i można powiedzieć – antykibice Primera Division) wychwalacie (nazywacie genialną) ewidentną murarkę – czyli postawienie 10 facetów za ponad 100.000.000 Euro w polu karnym i absolutne unikanie wyjścia za połowę, no swiat stanął na głowie – Chelsea czy Grecja z EURO 2004..czy to chcemy oglądać?
O, przepraszam bardzo, ja nie jestem antykibicem PD:) Mówię tylko, że jeśli nawet Chelsea na Camp Nou zamordowała futbol, to musiał być on wyjątkowo wątły i słabego zdrowia, skoro jego największa orędowniczka, Barcelona, nie była w stanie odratować go w żadnych z tych dwóch spotkań:) Nie zachwycam się tym, co pokazaliśmy w Barcelonie, ale uważam, że było to konieczne, żebyśmy mieli jeszcze po co wychodzić na mecz rewanżowy. Barcelona kocha otwartą piłkę, więc zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, żeby nie pozwolić im grać w to, co lubią. Taktycznie było to dobrym posunięciem. A że przy okazji wyglądało brzydko i było koszmarnie nudne, to już oddzielna bajka…
Ok. Teraz już Czytelnicy wiedzą, że jestem kibicem Barcelony, więc moja argumentacja siłą rzeczy zostanie odebrana jako „naciągana”, „subiektywna”, „bzdurna” itp. Ale nie byłbym sobą, gdybym jej nie przedstawił.
Jeśli uważacie, że Chelsea została pokrzywdzona – zgadzam się z Wami. Została. Ręka Pique była mega ewidentna. Nie będę się wdawał w rozważania o tym, jakie jest prawdopodobieństwo wykorzystania karnego, bo nie mam pojęcia. Ale wiem, że karny się należał.
Ale oprócz tego twierdzę też, że Chelsea po części jest sama sobie winna. Miała okazje, by strzelić więcej goli, i nie wykorzystała ich. Kibice „The Blues” mogą mieć równie wielkie pretensje np. do Drogby (zmarnowane 1 na 1, kiedy Valdes obronił nogą), jak do sędziego. Gol Drogby byłby równie wartościowy, jak bramka strzelona z karnego. Nie byli dość skuteczni.
Dinin słusznie stwierdził, że być może najlepsze okazje zostały Chelsea odebrane. Nie znaczy to jednak, że nie mieli innych. Gdyby Barcelona miała 5 „setek” i żadnej nie wykorzystała (a mecz skończyłby się wygraną Chelsea), nikt nie mówiłby, że Barca „miała pecha”, tylko że sama spieprzyła sprawę. Podejdźmy więc tak samo do Chelsea. W tym wypadku to oni spieprzyli. Choć – co z całym naciskiem powtarzam – oprócz tego zostali pokrzywdzeni.
O co mi chodzi? O to, że na porażkę Chelsea złożył się szereg czynników i zrzucanie winy tylko na sędziego albo tylko na nieskuteczność jest jednostronnym podejściem. Roztrząsanie, kto był lepszy do niczego nas nie doprowadzi, ponieważ w grę wchodzą nie tylko czynniki czysto sportowe, ale też ludzkie pomyłki.
Podpisuję się pod tym komentarzem. Podobny tekst, tylko, że w formie artykułu, swego czasu na chelsea.pl zamieścił Fulek i nieźle mu się oberwało za przedstawione poglądy. Wiadomo, po dwunastu godzinach od tak boleśnie przegranego remisu, ciężko pokusić się o obiektywną ocenę zdarzeń. Później jednak coraz więcej osób przyznawało – to nie sędzia strzelił bramkę Barcelonie, tylko Barcelona właśnie. Arbiter bezsprzecznie działał na naszą szkodę, ale to nie zmienia faktu, że awansu Barcy nie zapewnił. Co najwyżej przedłużył nadzieje Katalończyków na tenże awans. I ta nieporównanie gorsza od nas tego wieczora Barcelona w jednym aspekcie okazała się drużyną lepszą: oni zagrali do końca, my nie. Oni mieli jedną sytuację i ją wykorzystali, my mieliśmy sytuacji co najmniej kilka i wykorzystaliśmy również tylko jedną. Oczywiście, że w co najmniej dwóch sytuacjach byliśmy nieprzepisowo powstrzymywani od strzelenia bramki przez zawodników Blaugrany. Ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że ręce Pique tudzież agresywność Alvesa stały nam na przeszkodzie za każdym razem. W niektórych sytuacjach główną przeszkodą była nasza własna niemoc strzelecka.
Dlatego się zgodzę – zrzucanie całej winy na sędziego to tylko przejaw frustracji. Jeśli ktoś chce zabierać głos w obiektywnej dyskusji, to powinien umieć dostrzec szerszą perspektywę. Plotki o sprzedanym półfinale uważam mimo wszystko za śmieszne, szczególnie te mówiące o tym, że na stronie UEFA już przed meczem był napisany wynik wraz ze strzelcami bramek. Jeśli miałby to być dowód spisku, to trzeba by przyznać, że Chelsea w ów spisek również była zamieszana – no bo w końcu musieli jakoś doprowadzić do tego, żeby Iniesta strzelił tego gola w końcówce, prawda?
Jeśli zaś chodzi o dyskusję „kto lepszy, kto skuteczniejszy”, spodobał mi się czyjś komentarz, brzmiący mniej więcej tak: miała zwyciężyć drużyna lepsza (Barcelona), a zwyciężyła drużyna gorsza (Barcelona). Nic do dodania.
W tym przypadku ludzkie pomyłki miały decydujący wpływ na wynik rywalizacji, więc nie należy umniejszać ich roli.
Niezliczoną ilość razy kluby pomstowały na sędziego za nieprzyznanie jednego wątpliwego rzutu karnego. Wtedy twierdzenia, że pomyłki są częścią tego sportu mogły ewentualnie mieć jakiś sens. Jednakże w omawianej przez nas sytuacji suma błędów popełnionych przez sędziego jest zatrważająca a ich wpływ na przebieg meczu trudny do przecenienia.
Poza tym, mówisz o niewykorzystaniu tego co Chelsea udało się wypracować z gry. Nie sądzisz, że rzuty karne też są cieżko wypracowanymi sytuacjami? Nie powiesz chyba, że gdyby przewinienia w polu karnym nie zaistniały to akcje ofensywne Londyńczyków na 100% nie przyniosłyby bramki?
Cieszy mnie liczba komentarzy oraz żywa dyskusja. Nie chcę jednak komentować komentarzy bo nigdy tego nie lubiłem, ponieważ sprowadza dyskusję na złe tory. Widzę, że zostałem ogłoszony przez niektórych jako kibic Barcelony. Cóż… nie zamierzam z tym polemizować gdyż nie lubię etykietowania. Odpowiem tylko na kwestię prawdopodobieństwa. Ujęcie go w taki a nie inny sposób jest wyraźnie w tekście uzasadnione i wynika dodatkowo z niechęci do jego wyliczania co z tekstu wynika. Nie koncentrowałem się na nim, gdyż traktuję je z dużym dystansem i zawsze odrobiną przekąsu.
Pozwól w takim razie że złośliwie zapytam czy widziałeś kiedyś piłkarza, który zmarnował połowę rzutów karnych w życiu…
Nie ;p
Jak to nie! Żurawski!
Tak na poważnie – nie ma takiego piłkarza. Jedynie Raul coś mi świta, sporo w reprze i Realu nie wykorzystał. Ale nie ma szans, że to będzie z 50%, jak już to najwyżej 65%, choć i tego nie jestem pewien i jakiś Madrista mógłby się wypowiedzieć. No i nie był cały ich stałym wykonawcą, tylko drugi w kolejności.
A co do oceny tekstu, mam stałe 2 oceny, już kiedyś mówiłem jak oceniam:)
Dżurawski to klasa sama w sobie!
I jeszcze jedno, wszystkich, którym artykuł się spodobał, bądź też nie, zachęcam do wystawiania ocen. Traktuję to jako podstawa do dalszej dyskusji na temat tekstów i daje mi klarowniejszy przekaz.
Część już wytknęła dziwne myślenie o karnych, ale dopowiem swoje. Skuteczność wykonania karnego u Lamparda jest bardzo wysoka, Lampard przestrzelił tylko raz grając w Chelsea, a było to w 2003 albo 2004(nie liczę Tarczy Wspólnoty bo to sparing oraz reprezentacji). Także u niego skuteczność jedenastek to jakieś +95% lub jeszcze ponad. Dodatkowo, od paru sezonów wykonuje karne ‘prawie’ jak Cantona i ‘prawie’ zawsze oszukuje bramkarza – ale to już ciekawostka:)
A co do samego tekstu, dla mnie nie jest próbą pogodzenia kibiców i żaden tekst nigdy nią nie będzie. Pogodzenie nastąpi dopiero wtedy, gdy Barcelona zostanie skrzywdzona przez sędziego w meczu finałowym – lub jeśli się to nie wydarzy – w następnym spotkaniu między oboma klubami.
Drodzy kibice – wyzbądźcie się tej zawiści. Ona na prawdę nie ma sensu, zwłaszcza, że niczego nie zmienia na lepsze. Futbol bywa niesprawiedliwy. Kibice każdej drużyny mogli tego kiedyś doświadczyć. Barcelony też. Wszyscy wiemy, że takie rzeczy bolą. Ale dla mnie to nie powód, żeby czekać, aż sędzia popełni kolejną niesprawiedliwość, tym razem „w moją stronę”. Nie na darmo mówi się, że błędu nie powinno naprawiać się błędem. Bo to – nomen omen – błędne koło…
Jakże miło przeczytać wypowiedź czyjąś, takoż bliską własnym myślom.
Ależ nie Maniak, nienawiść we mnie już prawie zastygła. Została potrzeba zadośćuczynienia.
Zadość uczynieniem niech będzie każdy sukces odniesiony przez Chelsea, a nie krzywda Barcelony. Wolę cieszyć się swoim zwycięstwem, niż cudzą porażką. Zdrowsze to, bardziej pozytywne – a przede wszystkim o to mi chodzi w kibicowaniu. Poza tym, wystarczy pragmatyczne podejście: jakaś nieuznana Barcelonie bramka w innym meczu nie przyniesie Chelsea pucharu do kolekcji…
Jakiś błąd nie da również trofeum FCB – i oto chodzi.
Zawiść, drogi Kibicu, zawiść :) Taka niczego dobrego nie przynosząca zawiść. Filozofia psa ogrodnika, której nie popieram.
Don Juanie, zaś mnie nie obchodzi Twoje zdanie, jako osoby która kibicuje dwóm klubom, eot.
Zastanawia mnie to – kiedy ja mówiłam wprost o tym, że kibicuję i Chelsea, i Valencii, fakt ten spotykał się z co najwyżej uprzejmym zainteresowaniem. Kiedy jednak Paweł dokonał kibicowskiego coming out, nagle większość zapragnęła wgnieść go w ziemię. Skąd ta agresja? Albo inaczej: skoro krytykujecie jego, czemu mi się nie obrywa?
Istnieje na ten temat pewna teoria dotycząca znaczącej litery na końcu imienia ;)
Może nie było okazji byś „oberwała”(mówię tutaj o sobie)?:) Pod twoim tekstem wypowiedziałem się bardziej nt. Valencii, nie o samym kibicowaniu oraz to po której stronie się opowiem.
Jeżeli jednak chcesz wiedzieć – tak, nie lubię tego ‘zjawiska’. Nie przekonują mnie argumenty że można tak samo kochać dwa kluby. Nie wyobrażam sobie tego i pozostanę głuchy, zamknięty etc. na wszelkie próby argumentacji, że jest inaczej.
I w tym jesteśmy podobni – ja też nijak nie dam się przekonać, że się mylę co do własnych uczuć w stosunku do Chelsea i Valencii. Tyle tylko, że ja Ci nie powiem „myślisz inaczej, więc nie zamierzam z Tobą dyskutować i nie obchodzi mnie Twoje zdanie w żadnej kwestii”. Miejmy do siebie szacunek, panowie. W czasach, kiedy żyliście w błogiej nieświadomości faktu, że Paweł kibicuje dwóm klubom, jakoś nikt nie kwestionował jego ogólnej znajomości tematu. Nie rozumiem, dlaczego teraz miałoby się to zmienić.
Problem w tym, że po takiej farsie w półfinale – jedyne do czego czuję zawiść jest sędziowanie, nie klub FC Barcelona. Maniak tego nie potrafi zrozumieć. Jeżeli zaś nie potrafi, to należy kończyć(co już zrobiłem) bo marnuje mój i swój czas.
Uuu… cóż za rym :D
Moje zdanie jest nic nie warte, bo kibicuję dwóm klubom? A to ciekawe. Nie ma to, jak otwarty umysł ;)
Już pisałem i wyjaśniałem, czemu Twoje zdanie jako kibica dwóch klubów jest dla mnie mało warte(komentarz dzisiejszy z 1.25, drugi akapit) i nie będę się powtarzał:)
No i nie masz racji – ale zaraz będziesz miał. Zrobię wyjątek i odtąd zamykam Twój swój umysł na Twoje opinie: mhmmmmmmm…… zamknięty.
Teraz już naprawdę eot z mojej strony i mimo wszystko – życzę powodzenia w finale:)
Fat Frankah, ten szacunek
Rozumiem, że kibicujesz Barcelonie, wszystko fajnie- ale w tym wypadku próby usprawiedliwienia sędziego i pokazania że Barca grała 100% "Fair" (Pique:"Tak, dotknąłem ręką") są szukaniem argumentów na siłę
Pamiętajmy jednak, że karny jest jedynie okazją do strzelenia bramki, że nie jest on tożsamy ze zdobyciem bramki, jak wiele osób, nie do końca słusznie, uważa.Nie no, proszę. Liczba karnych waha się od 1 do 7. Szczerze mówiąc, pewnym podytkowania można by być było przy 2 okazjach. Statystyki to bzdura, ale: można być pewnym, iż conajmniej jeden byłby wykorzystany.
@mazi:
z tym wyznaniem Abidala to nie bądźcie tacy pewni - zawodnik udzielał wywiadu po francuskuZnam francuski, tłumaczenie jest dokładne.
@Maniak:
O co mi chodzi? O to, że na porażkę Chelsea złożył się szereg czynników i zrzucanie winy tylko na sędziego albo tylko na nieskuteczność jest jednostronnym podejściem.Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, iż wszelkie zagrania na rzuty karne toczą się w czasie gry- gdyby ich nie było, mogła by być świetna okazja do bramki (czy wykorzystana- nie wiadomo, ale przepisy jasno mówią kiedy musi zostać wskazane "wapno")
A czy wiesz, że wszystkie zmarnowane przez piłkarzy okazje także toczą się w czasie gry…? A za kiepski strzał Drogby nijak nie można obwiniać obrońców Barcy – oni albo byli daleko, albo leżeli na murawie po tym, jak Didier ich minął…
Gol z karnego, rożnego, wolnego czy autu ma taką samą wartość jak zdobyty z gry
sędzia widział bardzo wyraźnie rękę pique; czemu nie dał karnego? dlatego:
„Jeżeli zaistniał fakt pozbawienia drużyny bramki lub realnej szansy zdobycia bramki – bez względu na to czy przewinienie miało miejsce na czy poza polem karnym – winny zawodnik musi być wykluczony z gry – zobaczyć czerwoną kartkę”
anelka wychodził 1 na 1 czyli pique powinien wylecieć i barca grałaby w 9; sam tekst to sterta głupot
Pragnę zaingerować – sam tekst to forma ironii.
Pierwsza rzecz jest taka, że czytając co poniektóre komentarze można wywnioskować, że przyznanie karnego, który się nie należał, jest istotnie mniej rażące od nie przyznania jedenastki za faul, rękę w polu karnym. A ja różnicy w „ciężarze” obu sytuacji nie dostrzegam. Jeżeli sędzia niesprawiedliwie nie podyktuje karnego w ostatniej minucie, to nic się nie stało, w porównaniu z sytuacją gdyby pomylił się i wskazał na wapno chociaż nie powinien? Przecież oba te błędy są praktycznie identycznie znaczące i wpływające na przebieg spotkania. Sędzia tak samo wypacza wynik spotkania, gdy uzna gola, którego nie powinien, co gdy nie uzna prawidłowo zdobytej bramki.
Druga kwestia jest taka, że teksty pokroju: „Chelsea jest sama sobie winna, ponieważ mogła strzelić drugą bramkę i załatwić całą sprawę”, są moim zdaniem chybione. Ma to bezpośredni związek z tym co napisałem powyżej.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której Chelsea wygrywając 1:0 w doliczonym czasie gry „muruje” swoją bramkę, do momentu aż sędzia dyktuje karnego „z kapelusza” dla gości. Podyktowanie takiego karnego nie jest wprawdzie równoznaczne z przyznaniem bramki, ale ot powiedzmy, że szanse na jego wykorzystanie wynoszą 50% (moja refleksja na ten temat: „LOL”, serio). Tak się składa, że któryś z graczy Barcelony rzucił monetą, fartło mu się i bramka padła. Czy w takiej sytuacji również powiedzielibyście, że Chelsea mogła wcześniej strzelić bramkę na 2:0? Powinni przewidzieć, że przeciwnicy mogą dostać karnego za nic. Powinni uwzględnić to w swojej taktyce. Przecież to jest paranoja!
A jak było naprawdę? Naprawdę było tak, że Chelsea remisując z Barceloną na Stamford Bridge 1:1 powinni mieć do wykonania rzut karny. Nie piszcie, że drużyna z Londynu sama jest sobie winna, bo może ich taktyka zakładała taki rozwój wypadków, jak i również to, że sędzia za zagranie ręką w polu karnym odgwiżdże jedenastkę. Karnego się za zagranie Eto’o piłkarze The Blues się nie doczekali, ale nie jest to ich wina. Nie obwiniajcie piłkarzy za błędy sędziego!
P.S. 50% (z tego to akurat mam ubaw) szansy na wykorzystanie razy 3 karne (tyle się Chelsea moim zdaniem należało: dwa zagrania ręką oraz przesunięcie faulu Alvesa za 16stkę) daje statystycznie 1,5 gola. Jak wiadomo nie ma czegoś takiego jak pół bramki, czyli zaokrąglamy zgodnie z duchem matematyki powszechnie stosowanej do 2. I oto otrzymujemy wynik meczu Chelsea Barcelona, 3:1. Ale wiadomo, że statystyka jest największym kłamstwem ;)
Menedżer jak najbardziej powinien przewidywać takie sytuacje w swoim planie na mecz.
Dlaczego? Bo jeśli menedżer nie jest ostatnim kretynem, wie, że jedną bramkę można stracić pechowo na wiele sposobów. Karny z kapelusza, jeden błąd obrońców, stoper się poślizgnie w kluczowym momencie, bramkarz nie trafi dobrze piłki przy wybiciu, liniowy się zagapi i nie wyłapie spalonego, piłka krzywo odbije się od interweniującego obrońcy. Opcji jest masa, czy to zakładających błąd sędziów czy po prostu pech. I wszyscy wiemy, że takie rzeczy się zdarzają. A skoro to wiemy, to dlaczego menedżer miałby nie brać tego pod uwagę? Jeśli wiesz o niebezpieczeństwie, dlaczego masz mu nie przeciwdziałać?
Wiem, że takiego myślenia nie można rozciągać na nie wiadomo jak dużą skalę. Zakładanie 5 pechowo straconych goli jest już oczywiście absurdem. Ale jednego? Moim zdaniem jest jak najbardziej zgodne ze zdrowym rozsądkiem.
Dlatego zawsze powtarzam, że 1:0 jest najbardziej ryzykownym ze wszystkich wyników…
Masz rację, ale się mylisz:) To znaczy – chociaż ogólnie rzecz ujmując słusznie prawisz, to zapominasz o jednym – bramka Iniesty była jak najbardziej przepisowa i prawidłowa. Mogę nawet wycofać się ze stwierdzenia, że mimo tego, jak bardzo było nam pod górkę w tym meczu, powinniśmy zacisnąć zęby i dalej starać się o śrubowanie wyniku. Ale co do jednego zdania nie zmienię – naszym błędem było to, że odpuściliśmy sobie końcówkę, pozwalając Barcelonie na coraz to kolejne, rozpaczliwe zrywy w kierunku naszej bramki, że Drogbę zmienił (czy Didier powinien w ogóle schodzić, to oddzielna kwestia. Skutecznie przekonywał wszystkich, łącznie z trenerem, że nabawił się kontuzji, jednak jego mina po zasygnalizowaniu zmiany wskazywała na to, że wcale nie miał ochoty opuszczać boiska) Belletti, który, jak zauważył komentator, skupiał się głównie na kupowaniu czasu symulowaniem, zamiast na wnoszeniu czegoś konstruktywnego do gry Chelsea, a mógł chociażby Mikel. Tak to bywa w futbolu, że im bardziej bronisz wyniku, tym sromotniej go nieraz przegrywasz. Nie mówię już, że powinniśmy się skupić na strzeleniu drugiej bramki. Ale mogliśmy chociażby tę piłkę przetrzymywać, oddalać od własnej jedenastki. Nie zrobiliśmy tego, bo… sama nie wiem, poczuliśmy się zbyt pewnie? I Barcelona to wykorzystała. Nie twierdzę, że w takim razie powinniśmy całą winą za porażkę obarczyć zawodników Chelsea, broń Boże. Absolutnie się zgadzam, że wynik wypaczył arbiter. Tyle tylko, że większość karnych-nie karnych miała miejsce we wcześniejszych stadiach spotkania, nie w doliczonym czasie, więc mieliśmy wystarczająco dużo okazji, żeby się zorientować, że pan Overbo sobie z sędziowaniem nie radzi. Pretensje są jak najbardziej uzasadnione, ale odwoływać można się po meczu – w jego trakcie należy się skupić tylko i wyłącznie na awansie, bo krzyki i płacze na boisku z reguły owocują co najwyżej karą indywidualną dla płaczącego, nie zaś zmianą postępowania sędziego, który postanowił być „konsekwentny” i jak nie gwizdnął ewidentnej ręki, to nie gwizdnie też tej mniej ewidentnej. I tu dopatruję się błędu Chelsea.
Zaimponowałeś mi tą bardzo dojrzałą wypowiedzią. Miło jest przeczytać trzeźwy komentarz. Zgadzam się z tobą w pełni.
@ Maniak
Ale jedyny pech jaki mieli piłkarze Chelsea tego pamiętnego wieczora, był taki, że arbiter spotkania był tragiczny. Jakkolwiek Drogba by sobie nie pudłował, to była to część gry. Każda jednak błędna decyzja sędziego jest niesprawiedliwością, niepożądaną na boiskach piłkarskich. Czasami mam wrażenie jakby kibicie, a UEFA to już na pewno, chcieli żeby błędów sędziego było jak najwięcej.
Ty piszesz, że Hiddink powinien uwzględnić możliwość straty przypadkowej bramki, a ja się pytam czy powinien uwzględnić też, że dodatkowe 3 sytuacje na zdobycie gola zostaną jego piłkarzom zabrane? Jeżeli zaczynasz już gdybanie na zasadzie: „ten mecz mógł wyglądać zupełnie inaczej”, to ja kontynuując napisze, że: w każdej z tym 3 sytuacji, w których Chelsea została pokrzywdzona mógł paść gol. Może właśnie te sytuacje zostałyby wykorzystane.
@ Ola
Z perspektywy zbliżającego się meczu finałowego, zgadzam się, że Chelsea nie wygrała z Barceloną. Nie napisze, że „może powinni zagrać inaczej”, napisze, że jeżeli chcieli zagrać w Rzymie to: „musieli zagrać inaczej”, ponieważ skoro zagrali tak jak zagrali, to nie awansowali. Sęk w tym, że gdyby nie błędy sędziego, to grając identycznie jak to zrobili, z pewnością w najbliższą środę to niebiescy stanęliby naprzeciw czerwonym diabłom.
Wiadomo, mogliby nie wykorzystać 3 karnych. Ale jeżeli ktoś przytacza taki argument, to niech przynajmniej nigdy nie mówi, że jeżeli jakaś drużyna wygra mecz przez niesłusznie podyktowaną jedenastkę to jest to wina sędziego. Wszak taki karny też musiał jeszcze zostać wykorzystany. Czyli nie należy winić arbitra, a tylko wychwalać skutecznego egzekutora.
Wracając jednak jeszcze do meczu, to ostatni karny należał się już po bramce Iniesty, ale też przyznam Ci rację, że końcówka meczu nie była najlepsza w wykonaniu Twojej drużyny. Mam nadzieję, że United będzie skoncentrowane przez pełne (glorii ;) 90 minut + doliczony czas gry. I przekornie dość stwierdzę, że: najlepszym atakiem jest obrona!
A ja jeszcze bardziej przekornie stwierdzę, że najlepszą obroną jest atak. Vide wypowiedź Oli :)
Co więcej, wbrew praktycznie wszystkim, którzy wypowiadają się w tej kwestii, powiem jasno i dobitnie: z Barceloną najłatwiej jest wygrać, atakując! A bronienie się, nawet tak dobre, jak w przypadku Chelsea, to proszenie się o porażkę.
Logika mojego rozumowania jest prosta. Zadaniem drużyny jest wybijanie z rąk rywala jego atutów oraz eksponowanie słabości. Atutem Barcy jest atak, słabością obrona. Żeby wyeksponować jej słabość, trzeba zaatakować – tym samym wybija się jej z rąk atut, bo nie mając piłki nawet genialna Barca nie może atakować.
Dlatego będę z uporem – nomen omen – maniaka powtarzał, że Barcelonę najprędzej da się pokonać jej własną bronią. Tak, jak zrobiło to Atletico, które wydało ofensywną wojnę Barcy i wygrało 4:3 w spotkaniu ligowym.
Cofnięcie się do obrony i szczelne ryglowanie środka pola – owszem, może i daje efekty, gdy jest bardzo dobrze wykonane. Ale nadal pozostaje proszeniem się o nieszczęście. No, chyba, że ma się w zanadrzu 3 gole przewagi. Ale te gole najpierw trzeba sobie wypracować, a tkwiąc pod własną bramką się tego nie zrobi.
„Dlatego będę z uporem – nomen omen – maniaka powtarzał, że Barcelonę najprędzej da się pokonać jej własną bronią. Tak, jak zrobiło to Atletico, które wydało ofensywną wojnę Barcy i wygrało 4:3 w spotkaniu ligowym.”
Tak jesteś lepszy niż Hiddink, znasz się lepiej od niego, jesteś lepszym taktykiem.
Z jakim trenerem rozmawiam??Mourinho to ty??
Nie da się? Po czym to stwierdzasz? Po tym jak Chelsea zagrała na CN?
Uwierz mi, że United będąc w obronie potrafi żądlić i to bardzo, bardzo boleśnie. Nie bez powodu mówi się, że mamy jeden z najlepszych kontrataków świata.
Imho otwarta gra z Barcą to liczenie na łut szczęścia, że będą mniej nieskuteczni niż my. Nie chcialbym aby United w takim meczu jak finał LM liczyło wyłącznie na szczęście. Bo zeszłoroczny finał raczej wyczerpał jego limit ;)
Na koniec polecam jeszcze filmik, który każdy zna ale dla przypomnienia jak to grając w obronie nie da się strzelać goli:
http://videos.sapo.pt/hLOhLMSZWsCykFMzGobw
@ Maniak
Chciałbym zwrócić Ci uwagę, że Chelsea nie przegrała żadnego z dwóch meczów z Barceloną. Więcej, gdyby nie sędzia, to oni teraz graliby w finale.
Co do wybijania atutów z rąk rywala, to poniekąd to właśnie zrobimy jeżeli będziemy się przede wszystkim bronić i kontrować. Mocną stroną Barcy jest to, że potrafią strzelać gole drużyną, które nie potrafią obronić dostępu do własnej bramki. Poza tym kontratak jest zdecydowanie mocną stroną United, więc gdybyśmy mieli sobie podawać tylko piłkę przed broniącą się drużyną z Katalonii to sami sobie moglibyśmy utrudnić. Lepiej wychodzi nam kontratak niż atak pozycyjny, więc Barca broniąc się, wybiła by nam z rąk nasz wielki atut.
Barcelonę da się pokonać jej własną bronią, ale jest to moim zdaniem o wiele trudniejsze niż pokonanie ich nasza bronią (żelazna defensywa i zabójcze kontry). Podajesz przykład meczu Atletico z dumą Katalonii, wygranego przez gospodarzy tego spotkania 4:3. Zapominasz jednak, że drużyna z Madrytu przegrywała 0:1, 0:2, a także 2:3. Tutaj należałoby przy okazji zaznaczyć, że bramka na 3:3 padła po karnym, czyli jeżeli Atletico musiałoby grać pomimo tego, że z Barcą to jeszcze przeciw sędziemu, to meczu by nie wygrało.
Piszesz, że 1:0 jest najniebezpieczniejszym wynikiem na świecie. Wydaje mi się, że 4:3 jest o wiele bardziej niepewne.
Gdy pozwalasz Barcelonie atakować, dajesz jej szansę. Bo mając geniuszy takich, jak Messi czy Iniesta zawsze mogą strzelić, choćby tylko raz w ciągu 90 minut mieli przebłysk.
Atakując Barcelonę, masz spore szanse na to, że strzelisz jej więcej, niż jednego gola. A wtedy jeden przebłysk Messiego jej nie wystarczy…
Masz absolutna rację.
Pod warunkiem, że zakładasz, że broniąc się przed Barceloną nie próbuje się jej strzelić gola. Ale jeżeliby tylko wymyślić taktykę zakładającą zarówno defensywę jak i chociażby sporadyczny atak to można nie stracić, a może nawet samemu coś strzelić.
Swego czasu Hiddink kazał swoim piłkarzom tylko i wyłącznie bronić się na Camp Nou, ale Drogba i tak miał szanse na wygranie tamtego meczu. Innym razem na Stamford Bridge Chelsea grała dobrze w defensywie, a i szans na strzelenie gola mało nie miała.
Mam nadzieję, że sir Alex Ferguson dokona niemożliwego i powie swoim piłkarzom, żeby właśnie grali ostrożnie w obronie, ale też spróbowali oddać strzały na bramkę Barcy.
Oby tylko czerwone diabły nie postawiły nacisku tylko na obronę i wykopywanie piłki na połowę przeciwnika, na którą napastnicy by się nie pofatygowali, myśląc głównie o defensywie. Mam nadzieję, że gracze Manchesteru nie są kretynami i wpadną na to, że jak nikt nie pobiegnie do ataku to Barcelona sama sobie bramki nie strzeli.
Innym słowem gdy pozwalasz Barcelonie atakować, to nie znaczy, że rezygnujesz całkowicie z akcji ofensywnych, a mając geniuszy takich jak Rooney czy Ronaldo zawsze można strzelić, choćby tylko raz w ciągu 90 minut mieli przebłysk.
Punkt dla mmmmmlodego. Zauważcie, że Atletico było w tym sezonie tak naprawdę jedyną drużyną w Hiszpanii, której ofensywna taktyka umożliwiła urwanie punktów Barcelonie. Ale nie było jedyną, która ogólnie Barcę zatrzymała. Wspomniane przez maziego Getafe oraz Espanyol, a także Valencia, o której pisałam, również tej sztuki dokonały. I każdy (? co do Getafe mam wątpliwości, jeśli się mylę – poprawcie mnie) z tych klubów zdobył przynajmniej jedną bramkę. Że przy okazji większość z nich bramki również potraciła, to już kwestia różnicy klas, która w Hiszpanii w tym sezonie jest niezaprzeczalna. A jako, iż skuteczność taktyki ocenia się po ilości spotkań, w których odniosła ona oczekiwany skutek, uważam, że nomen omen, żelazna defensywa+składne kontry są na Barcelonę lepsze, niż mozolne próby pokonania jej jej własną bronią.
Ola mówi prawdę.
A Maniac przestań wkręcać że Barcę należy pokonać jej własną bronią. Hidding miał własną dobrą taktykę, ot nie udało się dzieki Ovrebo.
Myślisz że wiesz więcej niż Hidding?zgłoś siędo Chelsea na przyszły sezon w roli trenera.
Taktyka Chelsea jest właśnie o wiele lepsza na pokonanie barsy
@ Radek:
Po pierwsze, będę powtarzał do znudzenia: taktyka Hiddinka zawiodła. Nie, nie tylko przez sędziego.
Po drugie, taktyka Hiddinka może i jest dobra, ale pod jednym warunkiem: że przez całe 90 (tudzież 120) minut nie popełniasz żadnego, nawet najmniejszego błędu w obronie. Nawet Chelsea, mająca defensywę równie mocną, co MU, popełniła ten jeden błąd.
Dlatego podkreślę ponownie: taktyka na murowanko jest zbyt ryzykowna. Strzelając trzy bramki, United mogą wygrać ten mecz nie martwiąc się o to, czy popełnią ten jeden błąd, czy nie. Jest to tylko kwestia odpowiedniego wyważenia bezpiecznych tyłów z naciskiem na rywala i atakami.
Aaaaaaaaaaaaaaa… człowieku!
Nie czytasz tego co się do Ciebie pisze. Co rusz to zmieniasz temat w przypadku, w którym nie masz argumentów, żeby podeprzeć czymś swoją wcześniejszą opinie, a także prezentujesz naprawdę „otwarty umysł” („Po pierwsze, będę powtarzał do znudzenia: taktyka Hiddinka zawiodła. Nie, nie tylko przez sędziego”).
Taktyka Chelsea zawiodła przez sędziego. Doliczony czas gry, 1:1, ręka Eto’o w polu karnym, nie ma jedenastki. Trzeciej w tym meczu. Naprawdę jest mi przykro z tego powodu, bo dwaj moi bracia sympatyzują z Barceloną, ale właśnie przez takich ludzi jak Ty, przez ostanie pół roku nie zachwycam się piękną, ofensywną grą Barcy, a zbiera mi się na wymioty gdy tylko słyszę jak ktoś zachwyca się tym klubem.
[Dygresja dla Oli:
Kibice Chelsea mogą mieć pretensje zarówno do swoich piłkarzy jak i sędziego. Gracze The Blues mogą mieć żal do siebie i do arbitra. Arbiter nie może na nikogo zwalić winy. Popełnił błędy, tyle. Nie chce go ukamienować, tylko nie lubię jak ktoś przeinacza fakty. Gwoli ścisłości Ty tego nie robisz, i Twoje wypowiedzi są naprawdę inteligentne i niosą sporo prawdy. Są jednak nacechowane emocjonalnym stosunkiem do sprawy, jako że tamte wydarzenia dotyczą Twojego klubu.
Lecz neutralni kibice, którym obojętny był wynik spotkania, nie będą mieli pretensji do trenerów i piłkarzy. Nie za to jak ten mecz wyglądał. Nie kibicuje Chelsea, nie kibicuje Barcelonie, a dodam, że moim zdaniem katalońska drużyna jest łatwiejszym zespołem do ogrania niż ekipa z Londynu. Mam jednak pretensje do sędziego bo popełniał rażące błędy. To jest Fakt (od dziś możecie mówić mi Benitez (tylko żartowałem ;)) i tylko fani Barcy nie potrafią się z tym pogodzić próbując przeinaczać rzeczywistość.]
Nomen omen Maniaku, kibicujesz Barcelonie (nie, nie uważam, że to coś złego, sam śmiem twierdzić, że kibicuję Śląskowi Wrocław i Lechii Dzierżoniów, które to kluby ze sobą od dawna rywalizują), i marzy Ci się piękny finał, pełen ofensywnego footballu. Ale jeżeli próbujesz przekonać fanów United, że lepiej dla ich klubu będzie jak Manchester zagra odważnie w ataku, za przykład podając mecz Atletico 4:3 Barcelona, w którym to Atletico przegrywało już dwoma bramkami – to nie zdziw się jak Ci się to nie uda.
„Taktyka na murowanko jest zbyt ryzykowna”? To niech czerwone diabły zagrają radośnie w ataku i przegrają 2:6 jak ostatnio Real Madryt, 2:5 jak Lyon, czy 0:4 jak Bayern.
Krótko i treściwie:
Mój argument za tym, że taktyka Hiddinka zawiodła? Barca jest w finale, Chelsea opadła. Prościej się nie da.
Poza tym – moje wpisy tutaj to nie zachwyty nad Barceloną. Nie przypominam sobie, bym w komentarzach smażył jakieś wielkie hymny pochwalne na jej cześć. Moje wpisy to dyskusja o półfinale. Nie przypinaj mi łatek tylko dlatego, że wiesz o mojej sympatii do Barcelony.
I jeszcze jedno:
Czy MU jest tak słabe, jak Real, Lyon albo Barca, żeby grając odważnie miało oberwać 2:6 albo 0:4…?
Jeżeli ja napisałem, że taktyka Chelsea zawiodła przez sędziego, a Ty mi potem odpowiadasz, że taktyka Hiddinaka zawiodła, to najwyraźniej nie czytasz/rozumiesz tego co napisałem.
Dodam, że nie czytasz nawet tego co samemu piszesz ponieważ pytasz się: „Czy MU jest tak słabe, jak Real, Lyon albo Barca, żeby grając odważnie miało oberwać 2:6 albo 0:4…?”, gdy kilka dni wcześniej napisałeś: „Zresztą – jeśli MU ma mieć jakiekolwiek szanse na wygraną, będą musieli odwalić kawał dobrej roboty :) Bo inaczej skończą jak Bayern po 45 minutach, z 4 golami w plecy :P”
W takim wypadku nie pozostaje mi nic innego jak tylko uznać, że masz rację, a ja nie jestem w stanie kontynuować tej rozmowy.
jezeli 2 mecze koncza sie remisami, to na jakiej podstawie stwierdzamy, ze jednak jest lepsza od drugiej ?
Kryterium, gdzie te bramki padly, no coz, jesli na tej podstawie stwierdzamy, ze ta druzyna jest lepsza, to znaczy, ze pilka jest daleka od prostoty.