Legendy: Wielki Duńczyk Peter Schmeichel

Człowiek, którego sylwetka zostanie dziś Wam przybliżona, drodzy Czytelnicy, jest osobą bardzo kontrowersyjną, jeśli chodzi o włączenie go w poczet legend. Ile ludzi – tyle opinii. W gruncie rzeczy podobnie można spojrzeć teraz na sylwetkę Cristino Ronaldo, którego włączenie do grona najwybitniejszych zawodników jest niezwykle złożonym problemem. Dla mnie, mimo wszystko, wyłączenie opisywanego tu dziś piłkarza z tak doborowego towarzystwa byłoby wielkim nieporozumieniem, stąd też ustawiam go w jednej linii z gwiazdami najjaśniejszymi w historii. Zresztą, sam Alex Ferguson powiedział, że o drugiego takiego bramkarza w klubie będzie niezwykle trudno, a praktycznie niemożliwym będzie takiego geniusza znaleźć. Drugim wyróżnionym po Aleksie Stepneyu bramkarzem w serii „Legend” będzie oczywiście nie kto inny jak Peter Schmeichel.
I tak to się zaczęło.
W Danii nie od dziś sportem narodowym poza piłką nożną jest piłka ręczna. Popularny „szczypiorniak” przyciąga tam ludzi jak magnes – coś jak w Niemczech wyścigi Formuły 1. Dlatego też Duńczycy nie są monoteistyczni jak Anglicy i wcale nie każde dziecko chce od razu stawiać kroki na murawie. 18 listopada 1963 roku w Gladsaxe Dunka i Polak cieszyli się z narodzin swojego blond synka. Dla uczczenia pamięci pradziadka, jako drugie imię nadali mu Bolesław. Jednak, jako że postanowili osiąść w Danii na stałe, jako pierwsze imię wybrali Peter. I tak oto na świecie pojawił się szkrab Peter Bolesław Schmeichel, który wraz ze swoją rodziną w 1970 roku przyjął ostatecznie duńskie, a nie polskie obywatelstwo.
Początkowo Peter uczęszczał w szkole na zajęcia piłki ręcznej. To ten sport jako pierwszy go zainteresował. Zresztą już jako dziecko był dość wysoki i znakomicie sprawował się na pozycji najbardziej obitego zawodnika na boisku – bramkarza. Jednak bramkarska szkoła w „szczypiorniaku” to przede wszystkim szkoła zręczności i refleksu, bo bez tego bramkarz po prostu nie zaistnieje. Ale później młody Schmeichel oczarowany został bardziej piłką nożną. Dołączył więc w 1971 roku do juniorów Ledøje Smurom, ale jeszcze w tym samym roku stał się piłkarzem miejscowej bardziej znanej drużyny – Gladsaxe.
W ciągu dekady Peter uczył się i trenował z juniorami. W międzyczasie skończył swoją edukację i stał się z zawodu człowiekiem od układania dywanów. Ale mierzył wyżej – dobrze szło mu z juniorami, więc postanowił w 1981 roku stać się profesjonalistą i w tej samej drużynie pozostał. Bardzo chciał być kimś w formacji obronnej – nie marzyło mu się ani zdobywanie bramek, ani rozpoczynanie groźnych sytuacji, ani też rajdy przez całe boisko, mimo że (jak właściwie praktycznie każdy młody piłkarz) zaczynał grać w ataku. Prawdopodobnie zdawał sobie sprawę, że jako dobrze zbudowany, barczysty i wysoki chłopak, może stanowić model obrońcy nie do przejścia. Być może jednak pewne naleciałości z dzieciństwa i nabyte wcześniej umiejętności zdecydowały o tym, że Peter zdecydował się jednak zostać bramkarzem o nie byle jakich warunkach – około 193 cm wzrostu i 99 kg wagi mogły sprawić, że niebawem rozpocznie się era bramkarza, którego świat dawno nie widział. Poza tym, jego idolem był Gary Bailey – wieloletni bramkarz Manchesteru United, który zajął miejsce miedzy słupkami po zawieszeniu korków na kołku przez wielkiego Alexa Stepneya. Sam Peter był oddanym kibicem Czerwonych Diabłów, ale w swoim Gladsaxe mógł co najwyżej podpatrywać fantastyczne obrony Baileya, a nie marzyć, że kiedykolwiek stanie na jego miejscu.
7 lat w Danii.
W Gladsaxe Schmeichel nie miał oczywiście ogromnych perspektyw. Dlatego już w dwa lata po tym, jak stał się tam profesjonalistą, przeniósł się do nieco bardziej znanego Hvidovre IF, kończąc karierę w swoim miejscowym klubie z liczbą 46 oficjalnych występów. Był to rok 1984. Już rok później, pomimo wspaniałej postawy Petera w bramce, Hvidovre spadło o ligę niżej, ale tylko na jeden sezon. Zaliczając 76 występów, szybko został dostrzeżony przez stołeczne Brøndby, które momentalnie wcieliło go w swoje szeregi. Był to wreszcie poważny i kluczowy klub na piłkarskiej drodze Schmeichela i przede wszystkim taki klub, który mógł mu pomóc w wypromowaniu się. Jako 24-latek występował w duńskiej ekstraklasie i od razu w roku 1987 wywalczył Mistrzostwo Danii oraz został uznany Bramkarzem Roku.
To oczywiście sprawiło, że dostrzegł go selekcjoner Duńczyków i powołał w maju tegoż roku do kadry narodowej. Rok później Brøndby tytuł obroniło, a Peter był już pewniakiem w drużynie i po raz drugi nie było w kraju lepszego bramkarza, niż on. Rok 1989 nie był szczęśliwy, a stołeczni zdobyli tylko Puchar Danii. Następny zaś przyniósł kolejne mistrzostwo, a samemu Schmeichelowi wreszcie tytuł Piłkarza Roku 1990 zarówno kopenhaskiej drużyny, jak i całej Danii. Prawdziwą śmietankę spijał jednak Peter w roku 1991, bo to wtedy Brøndby znów obroniło Mistrzostwo Danii, a jego drużyna zaszła niespodziewanie do półfinału dzisiejszej Ligi Mistrzów (odpadli za sprawą AS Romy). Ale wtedy Schmeichel miał już wyrobioną markę. Jego nazwisko było dość głośne i może dlatego świat był zdziwiony, że wielki Manchester United na czele z sir Alexem Fergusonem zdecydował się zapłacić za Duńczyka jedynie 530 tysięcy funtów, a jeszcze bardziej zdziwiony, że Brøndby na tę ofertę bezproblemowo przystało, pomimo że Schmeichela ogłoszono dziesiątym najlepszym bramkarzem na świecie w 1991 roku.
Great Dane in Greater Manchester.
Transfer został okrzyknięty mianem interesu roku sir Alexa. Dosłownie nikt nie mógł uwierzyć, że tak genialny bramkarz za tak niewielką kwotę zasilił spragnionego sukcesów europejskiego tytana futbolu, jakim bez wątpienia był Manchester United. Po Stepneyu i Baileyu nie było żadnego dobrego bramkarza. Od czasów zaś, kiedy idol Duńczyka zawiesił buty na kołku, mijały cztery lata. Od zawsze mówiło się, że najsłabszym punktem Czerwonych Diabłów jest właśnie miejsce między słupkami, na które nie sposób było znaleźć żadnego idealnego piłkarza. Ten brak presji na bycie idealnym być może posłużył Peterowi, choć w zasadzie powinien był mu przeszkodzić. McIlroy w każdym razie narzekał na to, że obojętnie jak dobrze by nie grało jego pokolenie, to i tak pozostawało w cieniu Busby Babes.
Duńczyk takiego problemu nie miał – miał za to pełne pole do popisu i pole to wykorzystał bardzo szybko. Ferguson nie widział przeszkód, by wypróbować go od razu i tym samym Peter zagrał już 19 listopada 1991 roku w Superpucharze Europy z Crveną Zvezdą Belgrad, zastępując w bramce Lesa Sealeya, który był bramkarzem w zwycięskim składzie United w finałowym meczu Pucharu Zdobywców Pucharów przeciwko Barcelonie z 15 maja 1991 roku (2:1 Hughes x2, Koeman). 1:0 na Old Trafford po bramce fenomenalnego McClaira i niemożność rozegrania rewanżu w Belgradzie przez wojnę domową w Jugosławii sprawiło, że Duńczyk właściwie na „dzień dobry” zdobył pierwszy tytuł z Diabłem na piersi, no i stał się numerem “1″ między słupkami.
Duński Dynamit wysadza Europę.
Któż nie marzy o takim początku? Ale w tym sezonie niestety miłe były złego początki dla United. Klub pozostał bez żadnego trofeum, ale Schmeichel wcale nie obszedł się smakiem. Jeśli sukcesów zabrakło w United, to – wcale nie na otarcie łez, ale ku wielkiej chwale – przyszedł niewiarygodny sukces na arenie międzynarodowej. W 1992 roku Peter wraz z reprezentacją Danii został Mistrzem Europy, co określono jako „eksplozję duńskiego dynamitu”, gdyż tak zwykło się nazywać od początku lat ’80 tę reprezentację.
Choć Dania ustąpiła w grupie miejsca Szwecji, a Schmeichel w fazie grupowej dwie bramki wpuścił, to dali radę przejść do kolejnej fazy. W morderczym i mrożącym krew w żyłach półfinale z Holendrami wygrali rzutem na taśmę – po 90. minutach było 2:2, w dogrywce bramki nie padły. Gdy Koeman z (królem strzelców) Larsenem strzelili swoje pierwsze karne na bilans 1:1, Schmeichel obronił następny w kolejności strzał van Bastena i dał Duńczykom „kopa”. Ci, pewni swego, trafiali już do samego końca. Z Niemcami w finale problemu nie było – pewne 2:0 i pierwszy w historii tytuł dla Duńczyków. To było naprawdę wielkie wydarzenie w głowie 29-letniego bramkarza. Tym bardziej, że po tym turnieju otrzymał zaszczytne miano najlepszego bramkarza na świecie.
Gramy, gramy, Panowie!
Sodówka Peterowi do głowy nie uderzyła – być może nie był typem człowieka podatnym na taką sławę. Sir Alex jednak często wypowiada się na temat motywacji piłkarzy do gry w klubie – jeśli jej brakuje, to piłkarz nie ma tu czego szukać (chyba że jedynie nowego pracodawcy). Głód sukcesu jest ważny, w zasadzie kluczowy, a United ten głód odczuwało wtedy od 26 lat. Dlatego ten, kto nie potrafił odczuć tego głodu, nie mógł w pełni oddać się grze dla Manchesteru. Jak trudno musiało być Peterowi zmotywować się do walki o trofea klubowe, wie tylko on sam. Ważne jednak, że zdołał się zmotywować i w odróżnieniu od wielu, którzy spoczęliby na laurach, on udowodnił swoją klasę i w 22 meczach nie wpuścił w sezonie 1992/93 ani jednej bramki! Oczywiście jest jasne, że piłkarzom dodała pewności siebie obecność między słupkami takiego świetnego bramkarza. Ale nie o samą pewność chodziło.
Schmeichel jest strasznym nerwusem i cholerykiem. Potrafił naprawdę mocno skrzyczeć chłopaków z obrony, gdy zagrali nie tak, jak powinni albo zwyczajnie „zaspali”. Mówiło się z czasem, że obrońcy nie mają szans stracić koncentracji, bo Peter krzyczy non stop, cały czas ich ustawia, poprawia, muszą być cały czas aktywni – nie mają wyjścia. Jak widać, nie było to żadne gwiazdorstwo czy zarozumialstwo z jego strony – to głównie dzięki jego pewnej postawie Manchester zdobył w tym samym sezonie mistrzowską koronę po raz pierwszy od 26 lat. Zresztą nie bezpodstawnie stawia się go na tak wysokim piedestale zawodnika kluczowego, bowiem również w 1993 roku obronił tytuł najlepszego bramkarza na świecie. Minęło tak niewiele czasu, a Schmeichel już był zdobywcą Superpucharu Europy, Mistrzem Europy i Mistrzem Anglii, a ponadto dwukrotnie najlepszym bramkarzem świata. Wystarczy? Nie Duńczykowi.
Goodbye Mr. Schmeichel! – Hello Mr. Schmeichel!
Pomimo obrony tytułu mistrzowskiego w sezonie 1993/94, Schmeichel miał trochę przepraw z Fergusonem. W tym samym sezonie po jednej z kłótni Peter niespodziewanie miał opuścić Manchester United. Było to po meczu z Liverpoolem, kiedy Duńczyk doświadczył legendarnej już „suszarki”. Oczywiście, nie bez powodu. United prowadziło w meczu 3:0 i zapewne wygrałoby spotkanie z odwiecznymi rywalami, gdyby nie fatalna dyspozycja Petera i trzy puszczone bramki, a – mówiąc kolokwialnie – właściwie „szmaty”. Co gorsza, napyskował on managerowi i kolegom z drużyny, więc decyzja „bossa” mogła być tylko jedna – w zespole nie ma miejsca na indywidualności. Ferguson zmienił jednak zdanie i The Great Dane pozostał w klubie po tym, jak manager usłyszał jego pokorne przeprosiny wobec reszty kolegów z drużyny (Peter nie wiedział, że boss to usłyszał). W 1994 doszła jeszcze do trofeów Tarcza Wspólnoty oraz FA Cup, a on sam zasłużył sobie na miano tym razem czwartego najlepszego bramkarza na świecie.
Duże i zielone w bramce = The Treble
Wielki Duńczyk był pewniakiem w bramce Manchesteru – to nie ulegało wątpliwości. Już wtedy ceniono go bardzo wysoko, gdyż dodawał pewności siebie i motywacji całej drużynie, a tacy piłkarze są bardzo potrzebni na boisku. Sezon 1995/1996 przyniósł kolejny tytuł najlepszej drużyny w Anglii i FA Cup, a Peter wziął udział w Euro 1996, ale Dania nie wyszła z grupy, ustępując miejsca Portugalii i Chorwacji. Prymat w kraju Albionu zachowano w sezonie 1996/1997. Czasami angielscy fani Manchesteru United zastanawiają się, kto był najlepszym piłkarzem dekady lat ’90 XX wieku? Odpowiedź najczęściej jest jedna: Eric Cantona. Jeśli jednak spojrzy się panoramicznie na skład United, to – choćby nie wiem jak bardzo uwielbiać Erica – w 100% zgodzić się z tym nie można. Trzeba by wyłączyć z grona świetności zbyt wielu zawodników, którzy do sukcesu się przyczynili – w tym walnie zrobił to oczywiście Cantona.
Ale, jak mówiłam, wiele nazwisk trzeba by wtedy pominąć – w tym nazwisko Petera, który w tej dekadzie w zasadzie brylował na angielskich boiskach i bezapelacyjnie był najlepszym bramkarzem w Anglii. To pytanie zaś świadczy nie tyle o klasie jednostki, co o klasie zespołu, gdyż z kolektywu nie sposób wyodrębnić jednostkę i nie skrzywdzić przy tym pozostałych piłkarzy. I taki właśnie idealnie złożony skład przystępował do rozgrywek w sezonie 1998/1999. Nie ma potrzeby przywoływać tu nazwisk, które każdy zna na pamięć. Warto wspomnieć jednak o tytule mistrzowskim i FA Cup, a przede wszystkim o zdobyciu tytułu najlepszej drużyny w Europie. To przecież nie kto inny jak Schmeichel miał opaskę kapitana i unosił puchar po wiktorii nad Bayernem Monachium i zawieszeniu Keane’a. O tym, że wygrana nie była dla nikogo niespodzianką, wypowiadał się również Duńczyk (wiemy, jak mówił o The Treble Giggs):
Jeśli jesteś piłkarzem to musisz być pewny, że możesz wygrywać cały czas i nic nie jest dla ciebie niespodzianką. Wygranie The Treble z Manchesterem i obrona karnego Bergkampa w półfinale FA Cup z Arsenalem nie była dla mnie niespodzianką. Musisz uwierzyć, że możesz wygrać.
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym.
Łzy szczęścia i hektolitry piwa, które polały się po finale na Camp Nou, były najsłodszymi chwilami od wielu lat w życiu kibiców Manchesteru United. Klub powrócił na sam szczyt, deklasując wszystkich w kraju, Europie, a także na świecie, jako że wygrał również Puchar Interkontynentalny. Peter miał już jednak 33 lata i wiedział, że właśnie nadszedł najlepszy moment, by opuścić United. W swojej mowie pożegnalnej powiedział:
To niesamowicie ważna i ogromna decyzja w moim życiu, która dochodziła do mnie już bardzo, bardzo długo. Rozważanie tego zajęło mi cały rok. Stuknęły mi 33 lata i zacząłem myśleć o tym wszystkim, co zostawiłem za sobą do tej pory, ale również o tym, co zostało mi jeszcze poza piłką nożną? Te i podobne myśli towarzyszyły mi cały czas. Myślałem o reszcie swojego życia i doszedłem do wniosku, że nie potrafię sobie siebie wyobrazić jako nikogo innego poza piłkarzem. To stanowiło wielką częścią mojego życia. Kiedy jednak na koniec sezonu miałem w perspektywie udział w eliminacjach do Ligi mistrzów wiedziałem, że mam przed sobą bardzo długi sezon rozgrywek, zwłaszcza że wypadało to zaraz po rozgrywkach Mistrzostw Świata. Wiedziałem, że nie mam szans na przykład na żadne wakacje, żaden odpoczynek, który będzie trwał dłużej niż 12 dni, choć tego potrzebowałem. Wiedziałem też, że nie dam rady grać tak samo świetnie jak dotąd cały czas. Musiałem podjąć decyzję i podjąłem ją bardzo wcześnie, dzięki czemu zagrałem świetnie dla całego zespołu. Poszedłem do zarządu i powiedziałem o swoich planach – wszyscy wiedzieli, że decyzja została podjęta i że jej nie zmienię, dlatego na nią przystali. Odbyłem również fantastyczną rozmowę z managerem (Sir Alexem – przyp.). Wiedział on, że nie może sprawić, iż zmienię zdanie, a więc spędziliśmy pół godziny na wspomnieniach naszych wspólnych czasów w klubie. To było bardzo fajne. (…) To była jednak bardzo trudna decyzja, ale gdy ją podjąłem bylem szczęśliwy. Zastanawiałem się tylko, czy ludzie zrozumieją, dlaczego odchodzę? Miałem nadzieję, że tak. To była moja decyzja, podjęta przeze mnie. Wszystko dobiegło końca. (…) Nie cieszy mnie, że opuszczam United. To jest najlepsze miejsce do gry w piłkę nożną i jestem szczęśliwy z każdej minuty, której tu doświadczyłem. Nadszedł jednak czas się rozstać.
Po 296 występach w koszulce XXXL Czerwonych Diabłów postanowił zmienić klimat i pozostać tu na Old Trafford i legendą, i bohaterem. Ferguson dał mu oczywiście wolną rękę – Peter trafił do Sportingu Lizbona na dwa lata (1999-2001) i rozegrał tam 50 meczów, stamtąd zaś na rok do Aston Villi (2001-2002), a później do Manchesteru… City (2002-2003) – w obu tych klubach rozegrał po 29 spotkań.
I co dalej?
W 2000 roku Schmeichel otrzymał honorowe brytyjskie obywatelstwo. Rok później zakończył oficjalnie karierę reprezentacyjną z imponującym dorobkiem 129 meczów w latach 1987-2001 oraz… jedną bramką z rzutu karnego (towarzyski mecz z Belgią w 200 roku). Mimo że Peter długo walczył z myślą o definitywnym zakończeniu kariery, to w końcu decyzję tę podjął w 2003 roku. Miał wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić klub swojego dzieciństwa – Hvidovre IF. Poza tym wykupił część akcji Brøndby. Został zatrudniony przez Discovery Channel, gdzie prowadzi program „Brudna robota Petera Schmeichela”, podejmując się wielu kontrowersyjnych i niebanalnych zadań. Ale, co najważniejsze dla fanów, Peter pracuje również jako komentator w duńskiej telewizji TV3+, skąd czasami (może niezbyt regularnie, ale zawsze) odpisuje na listy fanów, tudzież przysyła autografy. Jest to chyba jedyny adres, gdzie można się doczekać odpowiedzi od byłego bramkarza United. W 2008 roku brał udział w losowaniu par na Mistrzostwa Europy, jako kapitan zwycięskiej reprezentacji w jednych z mistrzostw (1992 – 1. miejsce z Danią).
Obecnie również Peter często gości na meczach miejscowych rywali Czerwonych Diabłów, by obserwować swojego syna – Kaspra – który poszedł w ślady ojca i strzeże słupków w barwach The Citizens. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie on równie wyśmienitym zawodnikiem, jak jego ojciec, a w takim układzie że również dołączy kiedyś do ekipy z Old Trafford.
Największy z największych.
Myślę, że nie powinno być wątpliwości co do włączenia w poczet legend Petera Schmeichela. Trudno mi przypomnieć sobie kogoś równie wielkiego pomiędzy słupkami bramki w Czerwonych Diabłach. Kogoś równie sławnego, nieco łatwej – byliby to Stepney i Bailey (przywoływani w tekście). Nie sposób jednak umniejszyć któremuś z nich geniuszu, dlatego nie odbieram innym bramkarzom ich umiejętności. Wierzę jednak, że nikt nie zdziałał w „piekielnej” bramce tyle, co Duńczyk i nikt nie wyłapywał tak wielu niewiarygodnych piłek pod tak ogromną presją. Kiedy Sir Bobby Charlton wypowiadał się na temat „Dream Teamu” Manchesteru United stwierdził, że
Jest jedno miejsce w drużynie, które automatycznie jest zajęte. To jest to jedno jedyne, które bezapelacyjnie należy do Petera Schmeichela.
I niech ten komentarz tak wielkiego autorytetu, legendy oraz symbolu pozostanie podsumowaniem tekstu o polskim Duńczyku, który podbił Europę i serca tak wielu kibiców – nie tylko angielskich i nie tylko „diabelskich”.
Sukcesy:
Dania – Mistrzostwo Europy – 1992
Brøndby IF – Mistrzostwo Danii – 1987, 1988, 1990, 1991
Brøndby IF – Puchar Danii – 1989
Manchester United – Mistrzostwo Anglii – 1992/1993, 1993/1994, 1995/1996, 1996/1997, 1998/1999
Manchester United – FA Cup – 1994, 1996, 1999
Manchester United – Tarcza Wspólnoty – 1993, 1994, 1996, 1997
Manchester United – Puchar Ligi – 1992
Manchester United – Superpuchar Europy – 1991
Manchester United – Puchar Europy – 1998/1999
Sporting Lizbona – Mistrzostwo Portugalii – 2000
Aston Villa – Puchar Intertoto – 2001
Indywidualnie:
Bramkarz Roku w Danii – 1987, 1988, 1990
Piłkarz Roku Brøndby IF – 1990
Piłkarz Roku w Danii – 1990, 1993, 1999
Najlepszy Bramkarz Świata – 1992, 1993
Najlepszy Bramkarz Europy – 1992, 1993
Oceń ten wpis:

(17 głosów, średnia: 4,82 na 5)











Bardzo fajny tekst :) Lubię czytać tą serię, bo kibicuje Diabłom od niedawna i dzięki temu można nieźle uzupełnić informację :) Pozdrawiam – 5 ;]
jak zwykle VTG świetny tekst, wszystko idealnie opisane.
Peter to był wielki bramkarz, co jakis czas oglądam stare mecze United i w kazdym mozna zobaczyc jego kilka mistrzowskich parad. Z całym szacunkiem dla Edwina, ale Peter jest po prostu lepszy.
Edwin gra tu krócej – może z tego to wynika :) Jednak był na tyle dobry, że pomimo poważnego już wieku Fergie go kupił jako “przejściówkę”. Coś w tym jednak być musiało i Edwin już nie raz nam tyłek ratował xD Aż sama czasem się dziwię, że on ma jeszcze aż tak dobry refleks.
Ale kto wie – gdyby Edwin grał tu naprawdę ładne parę lat – a choćby z osiem jak Peter, to pewnie legendą byśmy go krzyknęli :> Zresztą ten problem też powoli zapuka do drzwi, bo z Edwinem przecież po raz drugi wygraliśmy mistrzostwo Europy. Znowu wielkie i zielone przyniosło nam szczęście xD Historia zatacza koło :)
Dziękuję wszystkim za uwagę, lekturę, oceny i komentarze. Ja znów wyjeżdżam, więc tydzień przerwy w legendach będzie. Po powrocie postaram się to zrekompensować tekstem o kimś bardzo charyzmatycznym, nieobliczalnym i o kimś, kto według mnie zasługuje na miano trzeciego króla Stretford, choć nigdy go tym mianem nie okrzyknięto ;-)
Edwina mimo iż jest naprawdę świetnym bramkarzem to trudno do Petera porównywać. Schmeichel to jeden z najlepszych fachowców na tej pozycji w historii piłki nożnej. Stawiany jest w jednym szeregu obok takich bramkarzy jak Lew Jaszyn czy Sepp Maier.
Jeśli ktoś ma wątpliwości czy duńczyk jest legendą Old Trafford to nie ma pojęcia o tym co zrobił dla tego klubu. Ja nie znam piłkarza, który by miał większy wpływ na grę defensywy United.
To był wielki zaszczyt, że właśnie z tym klubem będzie zawsze kojarzony ten wybitny piłkarz.
Lepszego na tej pozycji nigdy mieć nie będziemy.
Świetny tekst. Nic dodać, nic ująć. Gratulacje.
Lubię serię o Legendach. Schmeichel ma u mnie minus za przejście do City. Ja cenię sobie takie cechy jak przywiązanie do barw klubowych. Nie ulega wątpliwości, że Peter był bardzo ważnym ogniwem zespołu w latach 90, ale mam do niego średni szacunek za to przejście do największego rywala United.
P.S. Będzie kiedyś artykuł z serii ‘Legendy’ o Keanie? Mam nadzieję, że tak, w końcu Roy to też legenda naszego klubu, no i piłkarz, którego po prostu uwielbiam. ;)
pytanie brzmi tak: czy Neville był tak skoncentrowany przed meczem, czy Peter też miał u niego minusa?
Schmeichel i Neville w tunelu
Wydaje mi się, że raczej skoncentrowany. Jednoznacznie nie widać tego jak Neville specjalnie nie podaje mu ręki. Choć kto wie, Neville to symbol klubu, co już niejednokrotnie udowodnił, i mogło mu się to nie spodobać. ;)
będzie będzie. To również mój ulubieniec i z pewnością postaram sie, by to właśnie ta legenda była najlepszym moim tekstem.
Świetny tekst, jak zresztą każdy z tej serii.
Schmeichel? Co tu dużo mówić? Geniusz na bramce i tyle. Pamiętam mecz z Arsenalem w 99 roku (półfinał FA Cup) – ten obroniony karny – NIESAMOWITE.
Czekam na kolejne teksty Kasi. “postaram sie, by to właśnie ta legenda była najlepszym moim tekstem.” – nie mogę się doczekać tego tekstu :-)
Tydzień przerwy? Ja na takie teksty mogę czekać miesiąc.
Hmm a co jak skończą się… legendy United :D?
Legendą się nie zostaje tylko za osiągnięcia na boisku. Podziwiałem Petera za to, co robił w barwach United, był niemal dla mnie idolem. Sytuacja jednak diametralnie zmieniła się po tym jak od nas odszedł. Dziwne jego zachowanie, kiedy przegraliśmy z jego Villą, transfer do City i ostatnia wizyta na tamtym stadionie podczas meczu derbowego w barwach niebieskich :P Law, Charlton, Best, Giggs, Keano, Scholes czy Neville – to są prawdzie legendy. Jak dla mnie Peter zostanie tylko wielkim graczem. Tak samo jak ROnaldo.
Świetny tekst, gratuluję. To mój ulubiony piłkarz z szeregów United.
Mam pytanie: ktoś ma jeszcze taki problem, że kiedy próbuje zagłosować wchodzi mu wersja PDF i głos się nie liczy?
Radzio: tylko to nie to…
Ja wiem Michał co chcesz mi powiedzieć. Uznanie kogoś za legendę wiąże się na pewno z subiektywnym odczuciem. Akurat dla mnie Peter jest synonimem bramkarza United. Zawsze ta pozycja u nas będzie mi się z nim kojarzyła.
Nie ma co porównywać do Ronaldo, bo duńczyk grając u nas nigdy nie zachowywał się nielojalnie, zawsze był postacią mającą szacunek u fanów. Zapowiedział, że odejdzie po finale LM i tak zrobił. Żadnych targów, kłótni obrażania. Pożegnany na Old Trafford jak przystało na piłkarza, który tyle osiągnął.
A następne kluby to już był nowy okres, zmierzch jego kariery i nie ma co się obrażać, że częściej go widać w City. Na pewno wybór tego zespołu pod koniec kariery był mało trafiony, ale teraz już tam nie gra. Inna sprawa, że jego syn jest związany z MC, może tam ma przyjaciół, lepiej się czuje Peter. Czy to co robi po zakończeniu kariery ma przekreślać szacunek na Old Trafford?
Nie stawiam go w jednym szeregu z Cantoną, Giggsem czy Charltonem, ale nie mam mu za złe, że grał w City, bo odszedł od nas wtedy, gdy wiedział, że nie jest w stanie grać na takim poziomie jaki od niego oczekiwano.
zbigniew – ależ mnie to pozytywnie nakręciło :-)
Radziu – legend, o których jeszcze nie pisałam, z lat wcześniejszych choćby, jeszcze trochę zostało (np. Nie opisywałam Kidda). Coś sie wymyśli, a jak nie, to przestanę zanudzac bajkami o United :-) aha, zostali jeszcze managerowie do opisania :-)
ależ bez przesady. Kilku świetnych piłkarzy United miało epizod w City. Poza tym trudno sie dziwić zmartwieniu Petera po przegranym meczu – on jest profesjonalista i zawsze daje z siebie wszystko, więc nie będzie sie cieszył, że jego drużyna przegrała, nawet jeśli przegrała z United. A związany bardziej z City oczywiście ze względu na syna, bo w innym wypadku jego postawa byłaby co najmniej niezrozumiała :-)
Nie trzeba daleko szukać, aby przypomnieć przykład Dennisa Law’a. On się jeszcze bardziej “naraził” fanom United strzelając w barwach city bramkę, która spowodowała degradację MU. A czy to nie jemu wystawiono obok Old Trafford ostatnio pomnik? No właśnie, dlatego zachowajmy więcej luzu, również w poczynaniach Petera.
Czytało się jak profesjonalnie napisany tekst dziennikarza sportowego. gratuluję
Peter był największym i najlepszym bramkarzem w United- tu dla mnie nie żadnych wątpliwości. Szkoda tylko, że na koniec kariery zawędrował do MC :/ Ciekaw jestem co wyjdzie z młodego Schmeichela…
Mnie nurtuje jedna kwestia i byłbym usatysfakcjonowany gdyby ją wytłumaczono. Seria Legendy w jakim stopniu jest Twoją pracą, a w jakim tylko marnym połączeniem martwych faktow, dat, osiągnięć, przetlumaczonych z innych stron, biografii danego piłkarza, w tym wypadku Legendy United? To dość kuriozalne. Uzytkownik tej strony w jednym z komentarzu pisze: “Czytało się jak profesjonalnie napisany tekst dziennikarza sportowego” z tą różnicą, że dziennikarze sportowi nie piszą suchych biografii o piłkarzach, których w każdej odsłonie do znudzenia się chwali. Pozdrawiam serdecznie.
Jak Law strzelił bramkę to zachował się z klasą. Jak Schmeichel wygrał z nami bodaj w barwach AV, to cieszył się jak pajac.
inny typ człowieka. mial prawo sie cieszyc. zreszta gdyby wygral i spuscil united z ligi na pewno by tego nie zrobil.
Oczywiście, że miał prawo się cieszyć, jak każdy inny grajek. Tylko czy tak zachowuje się legenda klubu? Zresztą przywiązanie Lawa do United widać po zakończeniu kariery. Schmeichel jak dla mnie to tylko jeden z wielu świetnych zawodników grających na OT. Aby być legendą trzeba czegoś więcej niż świetnej gry na boisku, przynajmniej według mnie.
Nigdy nie twierdziłam, że te teksty są lepsze niż moich redakcyjnych kolegów. Zawsze twierdziłam, że to oni odwalają czarną robotę i podtrzymuję swoje zdanie. Legendy są marnym połączeniem kilku faktów, zawsze to mówiłam. Tyle, że można coś napisać nudno, a można ciekawie. Jeśli to jest ciekawe, to się cieszę, a jeśli nie, no to nie. Moje “uniżanie” się nie jest fałszywa skromnością, a jedynie szczerą oceną na temat tego, co tu robię. Ale nie martw się – niewiele legend zostało, więc pewno nie będą już tak drażnić.
Pozdrawiam.
schmeichel to najlepszy bramkarz w historii manchesteru united te jego parady byly fantastyczne