Nie przegap
Strona główna / Legendy / Legendy: Samuel „Sammy” McIlroy – „Nowy George Best”

Legendy: Samuel „Sammy” McIlroy – „Nowy George Best”

Urodzony 2 sierpnia 1954r. w Belfaście Samuel Baxter McIlroy jest chyba pierwszym w serii opisywanych przeze mnie zawodników-legend, który trafia do tego znakomitego grona bez juniorskiej przeszłości w innych klubach. Jako dziecko Sammy został zapisany do szkółki Manchesteru United i, co ciekawe, stał się zatem ostatnim młodzikiem, z którym Sir Matt Busby osobiście podpisał kontakt. Oznacza to, że to właśnie Sammy jest tą granicą oddzielającą erę Busby Babes od tego, co było później.

McIlroy zadebiutował jako profesjonalista w koszulce Czerwonych Diabłów w wieku… 17 lat! Dokładnie dwa lata po tym, jak znalazł się w ogóle pod skrzydłami Manchesteru United. Był to więc rok 1971, dzień 6 listopada i wręcz wymarzony mecz do debiutu – derby Manchesteru na Main Road, które w efekcie zakończyły się remisem 3:3. Dla młodziutkiego Sammy’ego był to jednak debiut wspaniały – przeciwko odwiecznym rywalom strzelił jedną bramkę i zaliczył jedną asystę. Jednak początkowo, rzecz jasna, młody piłkarz nie dostawał tak wielu szans do gry w pierwszym świetnym składzie. Byłoby to zresztą czymś anormalnym jeśli przypomnimy sobie, że ofensywa United była wtedy jeszcze, w 1971r., wspaniała: Law, Best, Charlton i kilka innych nazwisk nie-do-przebicia. Sammy musiał więc trochę poczekać na swoje regularne występy, które przyszły około 3-4 lata później, a mianowicie po odejściu tych wielkich gwiazd albo do innych klubów, albo na sportowe emerytury (w efekcie zapewne przenosiny do innych drużyn można było nazwać swoistymi emeryturami), no i kiedy sam McIlroy wykurował się po poważnych obrażeniach, których doznał w wypadku samochodowym w 1973r.

Przed Samuelem zostało więc postawione nie lada zadanie. Era Busby Babes powolutku dobiegała końca – zresztą, jak wszystko, prędzej czy później skończyć się musiała, bo przecież żaden zawodnik nie mógł grać wiecznie. Jednakże wobec takich świetności, które odchodziły ze składu Manchesteru United właściwie „na raz” (o czym wspominałam w poprzednim felietonie o Alexie Stepneyu) było niemal nierealne, by znaleźć im równych choć w połowie. Zadanie utrzymania drużyny na najlepszym światowym poziomie spoczęło więc na barkach nowej generacji w Manchesterze United, czyli między innymi McIlroya, Buchana, Macariego i Albistona. Trzeba jednak umieć wyobrazić sobie tę trudną sytuację, w której manager United staje przed przepaścią pomiędzy jednym pokoleniem, które grało „na okrągło” i tym, co nadchodzi – czyli jedną wielką niewiadomą. Dopiero, kiedy zrozumiemy ten problem, będziemy w stanie sobie wyobrazić, jak wielkim ciężarem obarczeni byli zawodnicy przychodzący na miejsce złotych Dzieciaków. Acha, dołóżmy jeszcze to, że bez przerwy byli przyrównywani do swoich poprzedników. Presja była niesamowita. Tym bardziej więc dla McIlroya – pomocnik lub napastnik (na obu pozycjach równie znakomity), pochodzący z Irlandii Północnej, urodzony w Belfaście… Już wiecie, do kogo był porównywany?

Jakkolwiek, każdy jeden piłkarz z tych, którzy trafiali do United, był dodatkowo zmotywowany i świadom tego, czego się od niego wymaga. McIlroy odpowiedzialny był za konstrukcję ataków na bramkę przeciwnika. Nie piszę dokładnie, jaką miał pozycję na boisku, bo z tego, jakie informacje posiadam i jakich szukałam wynika, że wbrew pozorom wcale nie można go „zaszufladkować” ani jako pomocnika, ani jako napastnika. Wnioskujmy więc, że McIlroy był albo defensywnym napastnikiem, albo ofensywnym pomocnikiem – te formacje zresztą, o ile istnieją w taktyce jakiejś drużyny, wielokrotnie się pokrywają. A że mógł grac zamiennie – nie ma sensu skupiać się na tym, jaką role dokładnie spelniał na boisku. W tym momencie wystarczy ogólnie, że był piłkarzem grającym w ofensywie.

Wracając do sytuacji, kiedy Sammy dostał okazję do regularnych występów, gdy już się wykurował, po rekonwalescencji i odejściu innych zawodników nie znalazł się w tak fantastycznym położeniu do kontynuowania swojej kariery, jak mogłoby się wydawać. Gdy miał wypadek był rok 1973, jak wspomniałam. Do składu powrócił więc w pełni w roku 1974, kiedy to Manchester United spadł o ligę niżej. Nikt jednak nigdy nie wypowiadał się, podobnie jak w przypadku Stepneya, że była to również wina Sammy’ego. Co więcej, działacze powtarzali, że zostawia on wiele zdrowia na boisku i jeśli ktokolwiek zawinił w sprawie tego fatalnego sezonu, to na pewno nie był to zawodnik z Irlandii Północnej. Później już Sammy występował regularnie w duecie ze Stuartem Pearsonem, a następnie z Jimmym Greenhoffem. Po odejściu Pearsona, Samuel cofnął się nieco w formacji boiskowej ostatecznie na pozycję pomocnika i tam rozgrywał najlepsze mecze i akcje w swoim życiu. Występował wtedy na lewej stronie boiska i, mimo że był prawonożny, radził tam sobie doskonale przez 4 lata.

Jednakże niezbyt dobra passa United w tamtych czasach nie przekładała się, na szczęście, na karierę reprezentacyjną tego zawodnika. Warto wspomnieć, że o ile George Best niestety nigdy nie miał okazji błyszczeć w ważnych meczach Irlandii Północnej (nie dlatego, że był za słaby, tylko oczywiście dlatego, że takowe mecze były znikome), o tyle McIlroy zaliczył naprawdę wiele występów międzynarodowych. Swój kraj reprezentował w 88 spotkaniach, w których strzelił 5 bramek. Miał jednak ten zaszczyt, że uczestniczył w zmaganiach Mistrzostw Świata 1982, gdzie Irlandia Północna awansowała do drugiej rundy. Co więcej, był kapitanem również na Mundialu, który odbył się 4 lata później.

Ogółem jednak, wracając do United, Sammy to zawodnik wybity, choć bardzo mało można znaleźć o nim informacji i w Internecie i we wszelkiego rodzaju publikacjach, artykułach, książkach. Pozostaje sobie zadać więc pytanie, dlaczego został on tak bardzo ujednolicony z innymi niemal bezbarwnymi postaciami w historii United? Przecież byle grajek nie zalicza w United 419 występów i nie strzela w nich 72 bramek. Jedyne, co psuje nieco obraz jego kariery w Czerwonych Diabłach to fakt, że nie wywalczył wielu trofeów. Niestety, był to tylko FA Cup w sezonie 1976/7 oraz Mistrzostwo Drugiej Dywizji w sezonie 1974/5.

W 1982 roku Ron Atkinson zdecydował się sprzedać McIlroya za 350 000 funtów do Stoke City. Sammy opuszczał więc United jako stosunkowo młody zawodnik, bo miał tylko 28 lat. Tam też spędził dużo czasu, a dokładnie 4 lata, zaliczając 133 występy i strzelając 14 bramek. Los go poniósł go jeszcze do… Manchesteru City, ale to był tylko roczny epizod i zaledwie 13 spotkań, wiec chyba można mu wybaczyć? ;-) Występował jeszcze w Örgryte IS, Bury, Preston North End, a karierę zakończył w Northwich Victoria.

Jako manager prowadzi w tej chwili Morecambe. Wcześniej był również trenerem Northwich Victoria, Macclesfield Town, Stockport County i reprezentacji Irlandii Północnej w latach 2000-2003. McIlroy jest też komentatorem w MUTV, skąd chętnie odpisuje na listy od fanów.

Sammy McIlroy to wielka postać w historii Manchesteru United i Irlandii Północnej. Właściwie wśród kibiców tej reprezentacji nie ma nikogo, kto nie znałby jego nazwiska. A iluż jest kibiców Manchesteru United, który po raz pierwszy o nim czytają? Sammy gromadził w sobie naprawdę wielkie pokłady talentu. Zresztą, słaby zawodnik nie dostałby okazji debiutu w derbach Manchesteru w wieku zaledwie 17 lat, a, co więcej, nie strzeliłby w nich gola, przytłoczony zapewne tremą. Media oczywiście nie mogły nazwać go inaczej, niż „Nowym George’em Bestem” – podobny styl gry no i ta sama narodowość, podobna pozycja na boisku, ale różna już mentalność. Może Sammy skończyłby tak samo jak Best, ale miał inny charakter i może też miało na niego wpływ to, że mimo debiutu w wieku 17 lat nie występował jako 'wspaniały nastolatek’ regularnie. Nie ujmuje to mu jednak wielkości. Jedyne, co zarzucało się temu zawodnikowi to to, że podobno nie potrafił robić dobrych wślizgów i miał dość słabą wytrzymałość. Ponoć tylko, i aż, to sprawiało, że Sammy nigdy nie stal się równy Bestowi.

Przewiń na górę strony