Nie przegap
Strona główna / Legendy / Legendy: Eric Cantona

Legendy: Eric Cantona

Eric Cantona
Był postacią niebanalną. Gdy grał, trybuny szalały, a on sam mijał przeciwników jak tyczki slalomowe i było jasne, że nikt go nie powstrzyma. Mistrz karnych, dryblingu i planowania akcji. Mistrz w każdym calu. Piłkarz, który rodzi się tylko raz. No i pierwszy kapitan Manchesteru United spoza Anglii i Irlandii. Takim piłkarzem był właśnie Eric Cantona – chyba jedyny Francuz, którego aż tak pokochali Anglicy.

„Wyprostowany z wypiętą piersią i postawionym kołnierzem, sunął po boisku tak, jakby był jego właścicielem. Na jakimkolwiek boisku, ale nigdzie bardziej efektownie niż na Old Trafford. To była jego scena. On to kochał, a tłum kochał jego”

– właśnie tak Wielkiego Króla Old Trafford opisał wieloletni kapitan Manchesteru United – Roy Keane.

Eric CantonaZawsze, kiedy mamy do czynienia z geniuszem – obojętnie w jakiej dziedzinie życia – doceniamy go dopiero wtedy, kiedy kończy swoją karierę, czy przestaje pokazywać się publicznie. Nie w tym wypadku. Cantona od samego początku uchodził za piłkarza niezastąpionego. Być może nigdy nie zagościłby w zespole, którego stał się symbolem, gdyby nie jego wybuchowy charakter, którym zniechęcał do siebie kolejnych managerów wcale nie słabych drużyn. Jego, w pewnym sensie, nieobliczalność i charyzma chwilami były aż niewiarygodne, a w połączeniu z kreatywnością, ambicją, niesamowitą wizją gry oraz spokojem i opanowaniem w sytuacjach sam na sam, stworzyły prawdziwy i niepowtarzalny piłkarski geniusz.

A najlepiej świadczą o tym jego osiągnięcia: Mistrz Francji z 1991r., zdobywca Pucharu Francji z 1990r., Mistrz Anglii w latach 1992,1993,1994,1996 oraz 1997, zdobywca Pucharu Anglii w 1994 i 1996 r., Piłkarz Roku 1996 oraz w końcu ostatnio zdobywca Pucharu Świata w Piłce Plażowej podczas Mistrzostw Świata w Rio de Janeiro. To nie są byle jakie osiągnięcia. A poza powyższymi osiągnięciami o jego klasie i niekwestionowanej pozycji w drużynie świadczy to, że to dzięki niemu Manchester United po 26 latach wywalczył pierwszy tytuł Mistrza Anglii.

Eric Cantona urodził się w Paryżu, ale nie zabawił tam długo. Wychowywał się bowiem w Marsylii, ale nie tam zaczął piłkarską karierę i właściwie zadziwiające, że Marsylia tak późno zwróciła na niego uwagę. Pierwszym klubem Erica było FC Caillois.

Później – w 1983 roku – zauważyło go AJ Auxerre i to tam zaczął grać profesjonalnie, obierając piłkę nożną na swój sposób na życie. W 1988 roku świętował sukcesy z reprezentacją Francji U-21 zdobywając Mistrzostwo Europy. Właśnie wtedy dostrzegli go działacze rodzimego Olympiqe Marsylia. Nie był to jednak cichy transfer. Eric Cantona rozstał się z klubem ze Stade Abbe-Deschamps po bójce z bramkarzem – Bruno Martinim i Guy Roux miał serdecznie dość jego kontrowersyjnych zachowań. Sezon 1988/89 w Marsylii przyniósł mu kolejne sukcesy – razem z OM zdobył Mistrzostwo Francji i Puchar Francji. Piękny sen jednak znów się rozpłynął przez nieugięty charakter Francuza. Niebawem podczas towarzyskiego meczu przeciwko Torpedo Moskwa zdenerwował się on na trenera tylko za to, że ten postanowił zmienić go w trakcie gry. Zdjęty z boiska, niemalże zerwał z siebie koszulkę, rzucił ją na ziemię i… podeptał. Decyzja była natychmiastowa – transfer do Bordeaux. Tam jego forma szła zdecydowanie ku górze i długo tam nie zabawił.

Eric CantonaNiedługo później zakładał już trykot Montpellier i z nimi świętował zdobycie Pucharu Francji w roku 1990. W międzyczasie nie mógł występować w kadrze za znieważenie trenera. Roczne zawieszenie w meczach reprezentacji zaowocowało jeszcze wyższym poziomem gry w klubie i w wyniku tego Olympiqe znów zgłosiło się po Cantonę – chcieli odzyskać utracony, jak się okazało, skarb. Montpellier nie zastanawiało się dłużej i Eric wrócił na stare śmieci, gdzie znów ukazał ciemną stronę swego charakteru. W skutek wielu konfliktów przeprowadził się do Nimes, gdzie również nie uniknął skandalu. Podczas jednego z meczów ligowych, nie potrafił pogodzić się z decyzją sędziego. Chwycił wtedy piłkę i rzucił nią w sędziego, za co został zawieszony na 2 miesiące. Wtedy też miał miejsce słynny incydent: kiedy podczas rozprawy Cantona usłyszał wyrok 2 miesięcy zawieszenia, wstał ze swojego miejsca, podszedł do członków trybunału i każdemu z nich powiedział w twarz „Idiota”.

Po całym zamieszaniu wyszedł z sali z uśmiechem na twarzy jak gdyby nigdy nic, rzucając tylko spragnionym sensacji dziennikarzom filozoficzne podsumowania całej sprawy.

Ale wtedy Cantona chyba miał już dość tej „niesprawiedliwości” i ciągłych kar. W 1991 roku postanowił zakończyć karierę. Na wieść o tym fani byli prawdziwie zszokowani. Piłkarski geniusz w wieku 25 lat miałby zakończyć karierę?! Do ponownego rozpatrzenia tej decyzji namówili go kibice i oni też motywowali Francuza do gry. Sam Platini doradził też, aby Eric zmienił otoczenie i jako perspektywę gry wskazał przeniesienie się do któregoś z angielskich klubów. Cantona, o dziwo, posłuchał rad selekcjonera reprezentacji Francji i przeniósł się na wyspy, zasilając Sheffield Wednesday. To był jednak tylko epizod. W lutym 1992 roku trafił do Leeds United, ale już w listopadzie szykowała się kolejna przeprowadzka, jak się później okazało kluczowa w karierze Erica Cantony.

Eric CantonaNa początku sezonu 1992/1993 Cantona znów błyszczał, ale w samym Leeds sprawy wcale nie wyglądały równie pięknie jak sama gra Francuza. Któregoś smutnego i szarego listopadowego dnia kibice przecierali oczy na widok wielkich nagłówków w angielskich gazetach o tym, że Eric Cantona opuszcza Leeds i będzie grał w Manchesterze United.

Kwota transferu opiewała na 1,2 mln £. Pierwszy mecz w trykocie United rozegrał w towarzyskim spotkaniu przeciwko Benfice Lizbona z okazji 50. rocznicy urodzin Eusebio. W tym meczu Eric wystąpił z innym numerem, niż do tego później przywykliśmy. Numer „12” widniał na jego plecach, ponieważ był rezerwowym i wszedł w trakcie spotkania na boisko. I co prawda dopiero sezon 1992/3 przyniósł ustabilizowanie przez FA koszulek z numerami i nazwiskami, ale Eric zakładał później „siódemkę” już regularnie, tym bardziej, że Bryan Robson (nasza wcześniejsza „siódemka”) zmagał się z ciężkimi kontuzjami, o których możecie przeczytać w odpowiednim artykule serii „Legendy”. Po regulacji sprawy numerów, Cantona dostał w klubie „7”, a Robson zakładał już tylko „12”.
Wracając jednak do myśli przewodniej, Sir Alex potrzebował bramkostrzelnego zawodnika, potrzebował wreszcie wygrać po 26 latach Mistrzostwo Anglii i wreszcie potrzebował bohatera, który poprowadziłby zespół do odzyskania dawnej pozycji wśród klubów Anglii i reszty świata. I tak oto niespodziewanie połączenie dwóch ekscentryków zupełnie zmieniło dawnego zbuntowanego Erica. Nikt nie wie jakim cudem, ale to właśnie szkocki szkoleniowiec Diabłów sprawił, że Cantona zaczął regularnie i punktualnie stawiać się na treningach, a nawet zostawać po godzinach i trenować dalej! Jak się okazało, był to ostatni element w układance Sir Alexa. Skutki musiały więc być widoczne. 1992 Mistrzostwo Anglii znów dla Manchesteru, 1993 obrona tytułu, 1994 The Double. Sir Alex zdecydował się nawet spełnić zachciankę gwiazdy, kiedy Eric poprosił o oddzielne pomieszczenie do rozgrzewki przedmeczowej. Ale oczywiście jak zwykle piękny manchesterowy sen rozpłynął się. W meczu z Crystal Palace Francuz dostał czerwoną kartkę, a gdy schodził z boiska, jeden z kibiców odważył się niezbyt pochlebnie krzyknąć do Erica. Skutkiem tego był chyba najbardziej znany incydent w historii piłki nożnej – Cantona podszedł i zadał kibicowi cios „kung-fu”. Został za to oczywiście surowo ukarany – zawieszenie do końca sezonu i 20.000£ + 11.000£ grzywny. Tylko dzięki staraniom Manchesteru uniknął aresztu. Jak wypowiedział się sam piłkarz o tym incydencie jakiś czas później? – „Mój najlepszy moment? Mam bardzo wiele ulubionych momentów w życiu, ale najbardziej lubię ten, kiedy kopnąłem chuligana”.

Eric CantonaNiedługo później w Manchesterze znów zrobiło się niewesoło. United pozbywało się czołowych zawodników, a w ich miejsce mieli nadejść dużo młodsi piłkarze. Wszyscy spodziewali się coraz gorszej gry Czerwonych Diabłów, ale… przecież mieliśmy Erica Cantonę. Podczas treningów okazało się, że Ryan Giggs porozumiewa się niemal telepatycznie z Francuzem. Dodając do tego ogromny wpływ Cantony na Gary’ego Neville’a, Paula Scholesa oraz nawet młodziutkiego Davida Beckhama – mieliśmy ekipę na ładnych parę lat. Ekipę, która później, choć już bez Erica, wywalczyła tytuł Klubowego Mistrza Europy sezonu 1998/1999 pokonując Bayern Monachium 2:1. Cantona mógłby zagrać w tym finale – miałby przecież dopiero 33 lata. Sam jednak zdecydował inaczej. Niespodziewanie zakończył karierę w wieku 30 lat – czyli po sezonie 1996/1997. Nikt nie rozumiał tej decyzji. Była ona jeszcze bardziej zadziwiająca niż ta z 1991 roku, bo tutaj Eric zyskał przydomek Króla Old Trafford i wzbił się naprawdę tak wysoko, że wyżej już chyba nie można.

W którymś z wywiadów uchylił rąbka tajemnicy w związku z tym zadziwiającym posunięciem: „Przestałem grać w piłkę, ponieważ zrobiłem już tak dużo, jak tylko mogłem. Potrzebuję czegoś, co będzie potrafiło zafascynować mnie równie mocno, jak zafascynowała mnie piłka nożna”. Można więc wysnuć wniosek taki, iż Cantona nie chciał być zapamiętany tak, jak był kojarzony w młodości – jako piłkarz wiecznie tułający się od klubu do klubu. Biorąc pod uwagę, że kiedyś nastąpiłby zapewne spadek jego formy – chciał zostać zapisany w historii jako wielka błyszcząca gwiazda footballu. Tak też się stało. Ostatni ligowy mecz, jaki rozegrał dla Manchesteru United odbył się 11 maja 1997 roku przeciwko West Ham United. Ostatni mecz w ogóle to David Busst testimonial match przeciwko Coventry City, który odbył się pięć dni później.

Eric Cantona znalazł jednak kolejne zajęcie. Stał się grającym trenerem reprezentacji Francji w plażowej piłce nożnej. Ten sport zafascynował go w 1997 roku w Monte Carlo.

Jak sam mówił, gra sprawiała mu wiele frajdy, bo gdy gra się na plaży nic nie jest takie proste, jak na murawie. Piłka zawsze może polecieć zupełnie inaczej niż by się chciało i tak dalej… I również tutaj nie obeszło się bez sukcesów, gdyż to właśnie Francja została Mistrzem Świata w Plażowej Piłce Nożnej.

Wielkie gwiazdy również nie podważały pozycji Francuza. Sam nieodżałowany George Best powiedział niegdyś: „Oddałbym całego szampana, jakiego kiedykolwiek wypiłem, aby zagrać obok niego w wielkim meczu na Old Trafford.”. Anglicy go kochali – Nike w jednej ze swoich reklam napisał „’66 was great year for English football… Eric was born”. Przedstawienie Francuza ponad Mistrzostwo Świata, które zdobyli w tym samym 1966 roku Anglicy, wydaje się być wręcz nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę tak wielką niechęć do siebie obu narodów. Dwa lata temu, podczas wywiadu, którego udzielał Eric powiedział: „Jestem bardzo dumny, że fani wciąż śpiewają moje imię, ale boję się, że jutro mogą przestać. Boję się, ponieważ to kocham. A gdy coś kochasz – zawsze boisz się, że to stracisz”. Ale ten wielki piłkarz, którego idolami byli Maradona, Marlon Brando oraz francuski poeta Rimbaud, może być pewny, że ponad 70 tysięczny tłum na Old Trafford nigdy nie przestanie śpiewać pieśni na jego cześć.

Przewiń na górę strony