Relacja z pobytu w Anglii…

Relacja z pobytu w Anglii
Poniższy wpis zacznę pewnym niezwykłym cytatem„To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące”. I tak jest również ze mną. Jak chyba każdy kibic, któremu nigdy nie było dane być na stadionie swojego ukochanego klubu, ciągle ma marzenia dotyczące wizyty na obiekcie bądź kibicowania na żywo z trybun ulubionej drużynie. Teraz bez długiego wstępu wróćmy do głównego wątku i zacznijmy historię pewnego spełnionego marzenia, dwóch meczów najlepszej ligi świata oraz ryku 76 tysięcy gardeł kibiców United…

W dniach 17-27 sierpnia miałem przyjemność przebywać na terenie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, a dokładniej Anglii. Przyjechałem do mojego brata, bez którego żadne z moich marzeń sportowych nie spełniłoby się w trakcie tych wakacji. Dodatkowo chciałbym mu jeszcze raz serdecznie podziękować za najwspanialsze 10 dni w moim dotychczasowym, a dodatkowo krótkim jeszcze, życiu. Mieszkałem w drugim co do wielkości, mieście po Londynie, Birmingham.

Birmingham – miasto w Wielkiej Brytanii, w środkowej Anglii nad rzeką Rea. Miasto jest głównym ośrodkiem hrabstwa West Midlands. Liczba mieszkańców: ok. 992 tys. mieszkańców (2003), zespół miejski – 2 mln 575 tys. (2003) Cały ośrodek metropolitalny (wraz z m.in. Coventry, Wolverhampton, Dudley, Walsall) jest drugim pod względem ludności w Wielkiej Brytanii – zamieszkuje go ok. 5 mln osób. Ważny ośrodek przemysłowy, kulturalny i akademicki. Birmingham znane jest z systemu kanałów, bardziej rozbudowanego niż wenecki. – podaje polska Wikipedia.

St’ Andrews Ground, Birmingham City – West Ham United i 0:1

Birmingham City vs West Ham UnitedDzień po przylocie do Anglii, jadąc samochodem (oczywiście lewą stroną!) z moim bratem, zapytałem: „pojedziemy kiedyś na stadion The Blues?” – chodziło oczywiście o miejscowy klub, Birmingham City – beniaminek obecnej edycji Premiership. On skwitował to uśmiechem i powiedział – pewnie! Ja natomiast nie zakładałem, że nastąpi to tak szybko… Kilka minut później (ku mojemu zaskoczeniu) ukazał się niebieski budynek niedużych rozmiarów. Był to St’ Andrews Ground – stadion Birmingham City. Mnóstwo osób w koszulkach lokalnego zespołu przed tym obiektem nie pozostawiało wątpliwości – za kilka godzin mecz! Stadion nie wyglądał na tak duży – z wewnątrz nie pomyślałbym, iż może pomieścić ponad 30 tysięcy fanów…

Birmingham City vs WHA #2Po powrocie do domu i upewnieniu się co do godziny meczu i przeciwnika, którym okazał się West Ham United postanowiliśmy, że spróbujemy dostać wejściówki – i jak się okazało nie było z tym najmniejszego problemu. Kilka minut później wchodziłem wejściem numer 4 na stadion – ten krzyk i przyśpiewki fanów to coś niesamowitego! Wygodnie zajęliśmy miejsca i czekaliśmy na spotkanie – siedzieliśmy w miejscu „granicy” kibiców gospodarzy i fanów Młotów – a więc wszelkie wyzwiska były doskonale słyszalne ;-). Sam mecz nie był zbyt ciekawym widowiskiem, ale wyjątkowo zaciętym. Do tego oczywiście spełniało się moje marzenie – mecz Premiership obejrzany na żywo oraz zobaczenie stadionu klubu z Premier League. Jako pierwsi gospodarze stworzyli groźną sytuację, lecz Stuart Parnaby nie trafił w światło bramki z 18 metrów. West Ham było natomiast bardzo bliskie szczęścia w 25. minucie, ale po strzale Marka Noble’a piłka odbiła się od słupka. Po 45 minutach spotkania wynik bezbramkowy. W przerwie na murawie pojawili się osoby, które przy trybunach zabawiali publiczność zwodami i trickami w różnym wykonaniu. 15 minut minęło szybko – i znów emocje. Piłkarze WHU przeważali, ale długo nie potrafili tego udokumentować. Dobrą okazję zmarnował m.in. Bobby Zamora, uderzając nad poprzeczką po dośrodkowaniu Antona Ferdinanda. Jednak w 70. minucie Młoty objęły prowadzenie. Bramkarz Colin Doyle sfaulował w polu karnym Craiga Bellamy’ego, a Noble wykorzystał jedenastkę i było 0:1. The Blues nie poddali się, ale dobrze bronił Robert Green, który przeniósł piłkę nad poprzeczką po strzale Gary’ego McSheffreya z rzutu wolnego i rezultat już się nie zmienił. Do samego końca było wiele emocji – przede wszystkim dzięki zagorzałym kibicom „The Blues”.

The BluesKilka zdjęć i opuściłem stadion, jak inni kibice „The Blues” (raczej w nienajlepszych humorach). Co mnie dość zdziwiło – nie doszło do żadnej bójki czy przepychanki, jak ma to miejsce w Polsce, pomimo tego że (jak się później dowiedziałem) oba zespoły nie darzą się sympatią. W korkach spędziliśmy ponad pół godziny – ale, jak wiadomo – nie ma rzeczy doskonałych. Dowiedziałem się potem, że na kilka dni przed meczem United, na który mieliśmy iść, nie mamy biletów. I w ten oto sposób parę dób później spełniło się moje kolejne marzenie…

Manchester po raz pierwszy – Old Trafford od zewnątrz, Megastore i muzeum

Old TraffordKilka minut po 10 czasu lokalnego wyjechaliśmy do Manchesteru – po przejeździe autostradą (zupełne zaskoczenie – inaczej niż w Polsce) wjeżdżaliśmy do położonego w zachodniej Anglii miasta – i od razu jadąc ulicą od strony południowej zobaczyłem ogromne stalowe konstrukcje – tak, to dach słynnego Old Trafford. Jedne światła, drugie, trzecie, jeszcze chwila i… tak! – moim oczom ukazał się kolos znany dotychczas tylko ze zdjęć – Teatr Marzeń, choć z zewnątrz żadnego miejsca do wystawiania sztuki widowiskowej nie było widać. Obiekt pozornie nie był wysoki i nie wydawało się, że może zmieścić 76 212 osób…

Obejrzałem stadion z każdej możliwej strony – zdjęcia zrobiłem również i udałem się wraz z bratem do oddalonego o kilkadziesiąt metrów małego piętrowego budynku z napisem „Ticketing & Membership Services” – oczywiście po bilety. Bez większych problemów kilka minut później stałem przed wyżej opisanym budynkiem z dwoma biletami w ręku. Old Trafford - The Bishop BlaizeNa samą myśl, że za kilka dni będę na meczu mojej ukochanej drużyny uśmiech od ucha do ucha pojawiał się na mojej twarzy. Kilka chwil później czekałem w kolejce po bilety do muzeum (i spełniało się kolejne marzenie ;-) ). Co tu dużo mówić – cała podróż przez to wyjątkowe miejsce była jak piękny sen – chciałem nigdy się nie obudzić… Opisywać tutaj nie ma co – bo takie rzeczy znajdziecie w Internecie i słowami tego nigdy nie da się oddać. Potem poszedłem jeszcze do sklepu i spokojnie mogę powiedzieć, że był to najwspanialszy sklep w jakim kiedykolwiek byłem – tu nie trzeba było iść po zakupy i szukać na półkach produktów – tutaj każdy produkt w moich oczach była na wagę złota: od odzieży, książek i tapet na ścianę, przez słodycze do bielizny oraz śpioszków dla małych dzieci. Przesadnie mówiąc – mogłem tu znaleźć wszystko, a w dodatku z logiem United! Jeszcze chwila, kilka zdjęć i wsiadam do samochodu z perspektywą ponownego odwiedzenia Old Trafford za kilka dni. Resztę dnia spędzając w centrum Manchesteru myślałem o nadchodzącym meczu z Tottenhamem – o taktyce, atmosferze na stadionie i upragnionym pierwszym zwycięstwie w sezonie 07/08…

Manchester po raz drugi – Old Trafford od wewnątrz, cudowny mecz i tysiące fanów na Sir Matt Busby Way

Old TraffordWraz z bratem 26 sierpnia ubrani w koszulki Czerwonych Diabłów wsiadaliśmy do samochodu i wystawiwszy szalik United przez szybę ruszyliśmy na Sir Matt Busby Way… Po drodze doszło do dość ciekawego incydentu – na drodze wjazdowej do Manchesteru spotkaliśmy mały samochód towarowy cały w kolorze niebieskim – niby nic dziwnego gdyby nie kilka flag biało-niebieskich przyczepionych do dachu i dwa szaliki powiewające na wietrze – doszliśmy do wniosku, że pewnie z tyłu w miejscu na towary siedzi kilku kibiców Tottenhamu jadących na mecz. My tylko ich wyprzedziliśmy – pomyślałem – dobry znak, na pewno United też wyprzedzi zespół z Londynu i wygra… Niby nic takiego, auto przybrane we flagi ukochanego zespołu, ale zapamiętam to chyba do końca życia… coś niesamowitego – przywiązanie i miłość do klubu… Zaparkowaliśmy z dala od Old Trafford, aby potem uniknąć korków.

Old Trafford - Sir Matt Busby WayPo wyjściu z samochodu zobaczyłem te konstrukcje Old Trafford i ponownie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Po drodze na stadion spotkaliśmy wiele „stoisk” z akcesoriami kibica Manchesteru United. Zaopatrzyłem się między innymi w wielką flagę i inne rzeczy… Gdy z bliska widziałem już Old Trafford, po mojej lewej stronie ukazał się nieduży brązowy budynek z napisem „Bishop Blaize” – z początku nie skojarzyłem, ale po kilku minutach przypomniało mi się, że to chyba najbardziej znany pub kibiców ManUtd, w którym zbierają się w trakcie meczu dopingując zespół. Niestety, nie miałem możliwości odwiedzenia tego miejsca – wstęp jedynie od 18 lat… Chwilę później byłem już przed Old Trafford – tylu ludzi nie widziałem już dawno (a przypomnę, że było jakieś 4 godziny przed meczem)… – cała ulica w kolorze czerwonym, gdzieniegdzie inne barwy codziennych ubrań. Obchodząc stadion od tyłu zauważyłem postawione barierki i mnóstwo ludzi z flamastrami i notesami, czekających na przyjazd piłkarzy. Dowiedziawszy się, że za kilka minut przyjadą, udało nam się zdobyć mazak i czekaliśmy na ten moment… Najpierw przeszedł pewien Chińczyk – po bliższym przyjrzeniu mu się wydawało mi się, że był to Dong Fangzhuo, lecz nie byłem pewien. Jeden z odważniejszych fanów krzyknął „Dong!” – a ten się odwrócił. Tak – z odległości kilku metrów zobaczyłem gracza (rezerwowego bądź co bądź, ale zawodnika) United! Kilka minut później przechodziła jeszcze jedna osoba i tym razem nie miałem wątpliwości, to był Fraizer Campbell! Po chwili nadjechał autobus, drzwi się otworzyły i po kolei wychodzili z nich piłkarze United. Carrick, Saha, Evra, Fletcher i wielu innych, a na końcu Carlos Alberto Tevez – niski, w warkoczykach, z uśmiechem na twarzy oraz z słuchawkami na uszach wysiadł i poszedł pewnym krokiem w stronę szatni.

Potem jeszcze przeszedł wysoki Tom Heaton i przyjechali piłkarze Tottenhamu. Niestety – autografów nie było, a szkoda… Popatrzyłem na zegarek – jeszcze półtorej godziny do meczu. Wróciliśmy przed stadion, gdzie było coraz więcej koloru czerwonego… Wejścia były już otwarte, a więc po rewizji plecaka przez policję wchodziliśmy na stadion. Betonowymi schodami udaliśmy się do wejścia – tam stało stoisko z jedzeniem, a obok „szklana ściana” z przodu Old Trafford, skąd widziałem wszystkich ludzi przed stadionem. Udaliśmy się do wyjścia… jeszcze chwila i spełni się moje kolejne marzenie… tak! Olbrzymi napis „Stretford End” widniał przed moimi oczami.

Old Trafford - tłumy kibicówCały obiekt olbrzymi, murawa równo przystrzyżona, sztuczne nawadniane. Póki co nie było dużo osób, a z głośników wydobywała się muzyka. Po zrobieniu kilkunastu zdjęć spiker zapowiedział spotkanie, a piłkarze obydwu zespołów wyszli na intensywną rozgrzewkę przed meczem. Dłużej „grzali się” gracze Czerwonych Diabłów, co było moim zdaniem kolejnym dobrym prognostykiem. Po chwili znowu usłyszałem znany głos – teraz spiker podawał skład United oraz Tottenhamu (wiadomo – przy nazwiskach Diabłów okrzyki, przy zespole Spurs gwizdy). I po chwili wybiegli na murawę – głośny doping kibiców od samego początku i ruszyli… groźnym strzałem zaczął Robbie Keane… może nie będę opisywał całego meczu, bo znajdziecie to w Internecie, a dodatkowo polecam opis autorstwa redakcyjnego kolegi, Ringo. Nie da się opisać atmosfery na meczu, ani tego, co czułem. Po prostu trzeba to zobaczyć na własne oczy i poczuć na własnej skórze… Gdy Berbatov miał przed sobą pustą bramkę, albo piłkarze oczekiwali na werdykt sędziego liniowego co do karnego na korzyść Tottenhamu myślałem, że nie wytrzyma mi serce. Lub gdy Nani strzelił decydującego gola… – nie mogłem posiadać się z radości… Po końcowym gwizdku kibice zaczęli opuszczać stadion – ja zrobiłem jak najwięcej fotek i też udałem się do wyjścia. Wracając miałem mieszane uczucia i tysiące myśli na jedną sekundę… nie da się tego opisać. Przy opuszczaniu tego obiektu żadnego zaskoczenia – całe Sir Matt Busby Way na czerwono, a ludzie jak mrówki… Wracając ciągle się odwracałem – przez kolejne kilkanaście miesięcy nie zobaczę obiektu moich marzeń… Kilka minut i już wracałem samochodem do Birmingham czytając „United Review” i „Inside United”… Tutaj chciałbym zakończyć relację z pobytu w Anglii…

…i na koniec podzielić sie z Wami wspaniałymi słowami Johna Updike’a – „Marzenia się spełniają. Bez tej możliwości natura nie podburzałaby nas do posiadania ich.”


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (30 głosów, średnia: 4,77 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



25 komentarzy do “Relacja z pobytu w Anglii…”

  1. Wiktor pisze:

    Dziękuję wszytskim za wytrwałość w lekturze tego tekstu… Mam nadzieję, że spodobał się Wam i przypadł do gustu ;-)

    Chciałbym serdecznie podziękować Radziowi (za pomoc i cierpliwość ;] ) oraz Vtg87 (za poprawki i pomoc)…

    …a w szczegóności (jeszcze raz) mojemu bratu :D

  2. Futbolowa pisze:

    Aaaaaa, jak ja Ci zazdroszczę i jednocześnie gratuluję spełnienia tego marzenia :)

    Ja nie widzę niestety perspektyw, aby i mnie się mogło spełnić, ale nigdy nie przestanę marzyć :)

  3. Vtg87 pisze:

    Wiktor – nie masz za co mi dziękować :) Sprawdzanie tekstu każdego z Was jest czymś, hmmm, fajnym, ponieważ widzę je jako pierwsza i jako pierwsza także je poznaję :) A to, że jest kilka błędów – cóż – nawet po sprawdzeniu przeze mnie jest ich kilka ;-)
    Mówiłam, że bardzo Ci zazdroszczę tego, że tam byłeś. Fantastyczna sprawa. Tym bardziej, że ja tam nigdy ni zagoszczę. ;-)

    Ocena: 5

  4. MattMan pisze:

    Ciekawy teskt. Jedyne do czego moglbym sie przyczepic to dosc banalny tytul. Marzenia koloruja kazdy szary dzien i ciesze sie ze czlowiek po prostu jest w stanie marzyc.. bo to piekne i naturalne. Hmm… mam nadzieje ze moje marzenia, z reszta bardzo podobne… rowniez sie spelnia. :)
    Pozdrawiam

  5. Kasiex pisze:

    =). Chociaż wiesz, że za nożna nie przepadam, jednak komentuje. Text świetny. Sam pisałeś? xD
    E, to Ty chłopie masz zdolności… Na polskim się tak wykaż xP
    E…fajnie, że tam byłeś, bo to chyba było Twoje marzenie =)
    Ale racja, marzenia się spełniają i trzeba w to wierzyć.
    Pozdrawiam…

    Tekst naprawdę świetny. I gramatycznie i wogóle. śliczny… osobiście dałabym Ci szóstkę =)

  6. Ada pisze:

    Kurczę, Wiktor.
    Szczerze mówiąc, to strasznie mnie to wciągnęło ^^ Podobnie było na lekcji.
    Wiesz, mam straszną ochotę się tam wybrać. Kiedyś tam, ale z pewnością.
    Bosz, jeszcze mnie zarazisz miłością to MU.

    Buziooooole.

  7. redloger pisze:

    „Marzenia się spełniają” łatwo Ci mówić, gdybym też miał brata w Anglii, moje marzenia spełniałby się co kolejke ;)Ale tak na serio, to nie widzę żadnego problemu aby każdy z nas tu obecnych spełnił kiedyś takie marzenie. Probelmów z wyjzdem z kraju nie ma, a o prace co raz łatwiej, przy odpowiedniej dozie samo zaparcia nawet na kasie w tesco można po roku, dwóch uzbierać na taki wyjazd ;)

  8. bebe pisze:

    Heh Wiktor świetnie napisane. Nawet nasz drogi PG nie przyczepiłby się, że za mało emocji xD
    Jesteś kolejnym przykładem, że marzenia się spełniają. Wystarczy tylko w nie wierzyć;]

  9. mally pisze:

    Fajny tekst, bo o fajnym i fajnie! ;) Zazdroszczę Ci i życze tego, zebys jak najczesciej mogl goscic na OT. ;)

  10. Tomassen pisze:

    O ja, ale Ci zazdroszczę :) chciałbym się znaleźć w Megastore, nacieszyć oko tymi przeróżnymi gadżetami United. Mecz United – o tym to nawet nie marze, bo to poza górną kreską moich marzeń ^^ Ja pewnie o takiej wycieczce będę mógł marzyć długo… :/ Ale marzenia się spełniają :D

  11. qra pisze:

    eh to na pewno było niesamowite uczucie… ja jak marze o wyjeździe na Old Trafford to szybko przestaje, bo po prostu nigdy tam sie byc moze nie znajde

  12. dsw_MUszyna pisze:

    no, jest czego pozazdrościć. Ja szczerze pisząc, za swój cel w życiu stawiam wyjazd do Manchesteru na stałe (po skończeniu studiów oczywiście). Mam nadzieje że mi się uda.
    Muszę tylko wierzyć w siłę własnych marzeń :)

  13. Zaskal pisze:

    Elo :) hmm… bardziej sie nie mogłeś rozpisać:D nie no śmieje:P gratuluje :) no to by było na tyle – pozdro :D:)

  14. joanna pisze:

    No rzeczywiście piękna sprawa. Tylko dziwi mnie pesymizm wielu z Was. „Moje marzenia się raczej nie spełnią”, „jeszcze długa droga”… Jeśli ktoś chce, to osiągnie swój cel. Ja z racji tego, iż nie mam ukończonych osiemnastu lat i nie mam w Anglii nikogo na dzień dzisiejszy się nie piszę. Ale po ukończeniu 18 lat i rozpoczęciu studiów? Czemu nie? Tak jak już ktoś napisał, nawet siedząc na kasie w Tesco można wygospodarować pieniądze na taki wyjazd. Widzę tu ogromny brak samozaparcia, wiary w siebie i swoje umiejętności. Z tym jest tak jak z robotą. ZAWSZE da się coś znaleźć, ale nie zawsze się chce.
    W moim przypadku to marzenie to Old Trafford jest „jedynie” jednym z wielu. Nie jest raczej marzeniem, ale zwykłą przyszłością.

  15. becks pisze:

    Naprawdę notka pierwsza klasa, a mi pozostaje tylko smutek, że tak późno się zorientowałem, iż przebywasz na terenach Anglii, ponieważ mogliśmy się spotkać. Gratuluje udanych wakacji! :)

  16. NiLok pisze:

    hehe… marzenia się spełniają, ale często trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. marzyłem o tym, żeby mieć nowego, a przede wszystkim własnego kompa i na 90% to marzenie spełni się już w przyszłym tygodniu :) oczywiście nie samo, trzeba było trochę kasy zarobić… a przy okazji, udało mi się spełnić jeszcze inne marzenie – obejrzeć mecz piłkarski na żywo. i to nie byle jaki, USA – Brazylia. wrażenie niesamowite, mimo że to spotkanie towarzyskie. no i jestem przekonany, że o wiele mniej spektakularne niż Twoje :) jak sobie zdałem sprawę, że widziałeś tą fantastyczną bramkę Naniego osobiście… no cóż, pozazdrościć :) a co do ewentualnej wizyty na Old Trafford… mam dziwne przeczucie, że do tego dojdzie, prędzej czy później, ale się uda. nie jest to już tak nierealne jak jeszcze kilka lat temu… życzę wam wszystkim spełnienia tego marzenia, bo wierzę, że musi to być niezapomniane przeżycie.

  17. gwiazdka pisze:

    po pierwsze gratuluje szczęściarzowi pobytu na OT, a także sposobu, w jaki to opisał nam tutaj na redlogu :)miło się czytało :)
    nie będę oryginalna, bo oczywiście ja również marzę o meczu Manchesteru na żywo, o odwiedzeniu OT…:) wierzę,że się uda i wiem, że jestem bliżej niż dalej:)
    Życzę wiecej odwagi tym, którzy jej nie mają.. odwagi by umieli marzyć, bo marzenia naprawdę się spełniają, choć brzmi to tak banalnie:)

  18. Adek pisze:

    Nie myślałem, że będzie Ci się chciało tyle pisać :). Ciekawa relacja, bardzo mi sie podoba. Pokaż to Panu G. ciekawe co ci powie pewnie jak zwykle za mało emocji,uczuć :D . Może i ja kiedyś odwiedzę Hiszpanię tak jak ty teraz Anglię. HALA MADRID!!!

  19. Rooni pisze:

    ALE CI ZAZDROSZCZĘ!
    Ja nigdy nie bylem w Anglii ale za to widzialem Alianz Arena czy Olimpia Stadion w Grecji gdzie byl rozgrywany Finał LM ;] !!!

  20. Michelle pisze:

    Marzenia się spełniają, na co mamy właśnie przykład, po przeczytaniu tego jakże świetnego tekstu. Wizyta na Old Trafford, obejrzenie na żywo, we wspaniałej atmosferze meczu Czerwonych Diabłów, zwiedzanie muzeum i innych rzeczy znajdujących się na obiekcie – czy jest coś piękniejszego, większe marzenie sportowe fana Manchesteru United? No właśnie – nie ma. Nam pozostaje gratulować Wiktorowi spełnienia pięknego marzenia (i wspaniałego tekstu ;]) i nic innego jak marzyć i dążyć do tego by i nam się udało. Ocena? Oczywiście 5. ;)

  21. Mateusz pisze:

    Swietny tekst, sam mam nadzieje, ze kiedys przezyje cos podobnego.

    Mam tylko jedno pytanie. Jak wygladala sprawa kupna biletow? Napisales, ze na jakis czas przed meczem biletow juz nie bylo, a nastepnie, ze kilka dni pozniej bez problemu je kupiliscie na stadionie. Moze cos zle zrozumialem… Ile kosztowaly? :-)

  22. Danielosz pisze:

    Możecie mi wieżyć lub nie ale też byłem na OT w meczu przeciwko Birmingham w 2005 roku ;)

  23. kipcia pisze:

    po pierwsze..
    szczęściarz z Ciebie, jak mało kto=)
    ile ja bym dała, żeby się któreś z moich marzeń spełniło tak, jak Tobie..
    po drugie to świetnie piszesz xD
    chyba będziesz mi wypracowania na polaka pisał^^:P
    fajnie się to czytało=))

    no i w ogóle chyba Ci zazdroszczę:P ]:->

  24. Monia pisze:

    mam nadzieje, że wakcje miałeś udane, po takich przeżyciach no nie, wkoncu spelniles swoje marzenia, bardzo się z tego cieszę pozdrawiam trzymaj się :*:*

  25. Damian pisze:

    zajrzałem tutaj przypadkowo ponieważ szukałem nowej fotki OT z meczu na pulpit ;]

    Musze się pochwalic Ja też tam byłem ! w sierpniu 08 na meczu z Newcastle :D , moje gg 1602942 proszę napisz kiedyś do mnie powspominamy te marzenia ;]

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..