The King

Eric Cantona - The King
Był sobie kiedyś pewien piłkarz, o którym tak śpiewano:

We’ll drink a drink, a drink,
To Eric the king, the king, the king,
He’s the leader of our football team,
He’s the greatest centre forward,
That the world has even seen.


Piłkarz ten, stał się moim idolem. Właściwie nie pamiętam, kiedy to nastąpiło, ale moje uwielbienie do jego osoby trwa po dzień dzisiejszy. Często opowiadam o nim znajomym, ponieważ wyznaję zasadę, że każdy powinien poznać biografię tej nietuzinkowej osobistości. Jeśli istnieje jeszcze ktokolwiek, komu poczynania Francuza nie są znane, zapraszam do lektury…

Ooh, ah, Cantona.
Say ooh, ah, Cantona.

Pracuś, rozrabiaka, geniusz. Piłkarz, którego osoba zawsze wzbudzać będzie kontrowersje. Ekscentryk, miłośnik sztuki, wspaniały przywódca. Tak krótko scharakteryzować można Erica Cantonę – najbarwniejszą postać ostatniej dekady w futbolowym świecie.

Urodził się 24 maja 1966r. Od dziecka pasjonował go futbol, z którym zdecydował się związać całe swoje życie. Mając 15 lat stał się zawodnikiem AJ Auxerre. Dwa lata później, debiutował już w seniorach tego zespołu. Szybko okazało się jednak, że w Auxerre nie ma dla niego miejsca. Na wypożyczenie do drugoligowego Martigues, przystał więc od razu, widząc, że walka o miejsce w składzie nie daje żadnych rezultatów. Momentalnie stał się gwiazdą zespołu, więc działacze macierzystego klubu natychmiast się po niego zgłosili. Spisywał się znakomicie, więc nie ma się co dziwić, że otrzymał powołanie do reprezentacji. Zadebiutował w niej 12 sierpnia 1987r. w meczu przeciwko RFN, przegranym 2:1. Cantona został zapamiętany, jako strzelec jedynej bramki dla Francji.

Z drużyną Auxerre pożegnał się w nie najlepszych stosunkach – rzucił się z pięściami na bramkarza, Bruno Martiniego, po tym jak ten, pozwolił sobie na żart pod jego adresem. Z Auxerre trafił do ukochanego klubu – Olimpique Marsylia. O jego transferze mówiła cała piłkarska Francja. Cena zawodnika wynosiła rekordową kwotę – 2,5mln funtów. W Olimpique, Cantona nie wytrzymał długo. Podczas meczu towarzyskiego przeciwko Dynamo Kijów, pokłócił się z sędzią, ściągnął koszulkę, rzucił ją na boisko i podeptał. Po tym incydencie, został natychmiast sprzedany do Bordeaux.

What a friend we have in Jesus,
He’s a saviour from afar,
What a friend we have in Jesus,
And his name is Cantona!

Kariera reprezentacyjna zawodnika też nie szła najlepiej. W sierpniu 1988r. Eric dowiedział się, że nie dostał powołania na mecz z Czechosłowacją. W efekcie tego, nazwał selekcjonera – Henri Michel’a – “najgorszym trenerem świata, wartym tyle, co kawałek gówna”. Za to został na rok wykluczony z gry w kadrze narodowej.

Z Bordeaux pożegnał się jeszcze szybciej, niż z ukochaną drużyną z Marsylii. W finale sprzeczki z Jeanem-Claude Lemoultem pobił kolegę… parą butów. Natychmiast został sprzedany do Montpellier. Zdobył z tą drużyną Puchar Francji. Jego znakomita postawa na boisku, dała kolejne powołanie do reprezentacji. Eric wciąż jednak był niepokorny, a jego charakter nie został utemperowany. W Montpellier pobił się w szatni z jednym z kolegów i został odsunięty od gry na… 10 dni. Kolejny raz zmienił barwy klubowe – po krótkim pobycie w Olimpique, dołączył do drużyny Nimes. W grudniu 1991r. rzucił w sędziego piłką. Efektem tego, była kara czteromiesięcznego wykluczenia z gry. Gdy Cantona usłyszał werdykt, wykrzyknął pod adresem komisji “idioci”. Gdy został poproszony o powtórzenie, stając po kolei przed każdym z członków komisji, mówił mu w twarz: “idiota”.

Niedługo potem, przyjął propozycję gry w Sheffield Wednesday. Wkrótce jednak, został piłkarzem Leeds United. Z drużyną Pawi zdobył tytuł mistrza Anglii i Tarczę Dobroczynności. Mimo że sezon na Ellan Road mógł zaliczyć do udanych, odszedł do Manchesteru United. To właśnie tam stał się niemal bogiem.

Zadebiutował 6 grudnia 1992r. w spotkaniu przeciwko Manchesterowi City. Od tego momentu kochali go wszyscy fani Czerwonych Diabłów. Eric zyskał przydomek króla (Eric the King), a Manchester United sprzedał więcej koszulek z jego nazwiskiem niż jakichkolwiek innych w historii.

Sielanka jednak nie mogła trwać wiecznie. 25 stycznia 1995r. w spotkaniu z Crystal Palace, schodząc z boiska, po otrzymaniu czerwonej kartki, usłyszał pod swoim adresem obraźliwą uwagę jednego z kibiców, siedzącego tuż nad zejściem do szatni. Bez zastanowienia zaatakował fana londyńskiego klubu, swoim słynnym ciosem kung-fu. Za ten “wyczyn” piłkarz został wykluczony z gry na okres 9-ciu miesięcy oraz został skazany na 120 godzin pracy publicznej.

Sezon 1996/1997 był ostatnim w karierze Cantony. Odszedł nagle i niespodziewanie, od razu poświęcając się grze w piłkę plażową, gdzie został kapitanem narodowej reprezentacji. Wkrótce potem, rozpoczął karierę, jako aktor. Zobaczyć go można głównie w mało znanych, francuskich produkcjach…

Ooh, ah, Cantona.
Say ooh, ah, Cantona.

Eric Cantona – nietuzinkowa postać, wspaniały zawodnik, ulubieniec milionów kibiców na całym świecie, legenda Manchesteru United. Na zawsze będzie zapamiętany, jako rozrabiaka i nerwus. Jednak nawet te najgorsze występki, nie przyćmią tego, iż piłkarzem był znakomitym i nieprzeciętnym.

Kluby:
Auxerre (1983-1985), Martigues (1985-1986), Auxerre (1986-1988), Olimpique Marsylia (1988-1989), Bordeaux (1989), Montpellier (1989-1990), Olimpique Marsylia (1990-1991), Nimes (1991-1992), Sheffield Wednesday (1992), Leeds United (1992), Manchester United (1992-1997).

Sukcesy:
Mistrzostwo Europy do lat 21 – 1988.
Puchar Francji – 1991.
Mistrzostwo Francji – 1991.
Mistrzostwo Anglii z Leeds – 1992.
Tarcza Dobroczynności – 1992.
Mistrzostwo Anglii z Manchesterem – 1993, 1994, 1996, 1997.
Puchar Anglii – 1994, 1996.
Piłkarz roku – 1996.


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (20 głosów, średnia: 4,30 na 5)
Loading ... Loading ...



Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews

Udostępnij



8 komentarzy do “The King”

  1. Michał mówi:

    Wiesz co sąsiadka? Fajny ten Twój idol =D
    Tylko dziwi mnie, że tak malo ludzi wogóle go zna.

  2. Syriusz mówi:

    A jak dla mnie trochę za mało.
    Mam wrażenie że czytam notkę o nim na wikipedii bądź krótki opis na stronie poświęconej MU.

  3. Vtg87 mówi:

    Hmmm trochę nie po koleżeńsku, ale uważam, że stanowczo zawaliłaś ten artykuł :/ O Cantonie nie da się dobrze napisać czegoś tak krótkiego i kolega wyżej miał rację, że czuje się jakby czytał notkę encyklopedyczną.
    Kiedy napisałam felieton o nim, pewnie kiedyś go tu wrzucimy. Nie wywyższam się ani nic takiego, ale nie będę fałszywie skromna i powiem, że to będzie artykuł na miare tego piłkarza…
    Słowem: stać Cię na więcej i ja o tym wiem :)

  4. Crisis mówi:

    Czytałem dłuższe i znacznie lepsze felietony o Cantonie.. Czyżbyś za mało o nim wiedziała? chyba nie :)
    Futbolowa stać Cię na więcej.. czekam na lepszy artykuł.

  5. visk mówi:

    Racja,napisałas to tak od niechcenia wiec przygotuj cos ekskluzywnego ^^ i wrzucaj na redloga.

  6. Futbolowa mówi:

    W takim razie muszę się jeszcze wiele nauczyć :)
    Dziękuję za wszystkie uwagi, bo są one niezwykle istotne.

  7. VanTheMan mówi:

    Liczyłem, że to trochę dłuższa notka będzie, bardzo fajnie się zaczęło, szczególnie takimi przerywnikami w postaci przyśpiewek. Można było wydaje mi się więcej napisać o tym, co było na Old Trafford. Fajnie przedstawione incydenty z Francji, o których pewnie niewielu miało pojęcie. Lekki niedosyt pozostał po przeczytaniu, bo fajny początek i nagle zjeżdżamy do komentarzy …

    Pozdrawiam, i powodzenia w dalszym notkowaniu ;)

  8. NiLok mówi:

    dokładnie, tak jak pisali Vtg87 i VanTheMan. zdecydowanie za krótko! to piłkarz-legenda! legenda chyba największa, jeżeli chodzi o Old Trafford. przezwisko “The King” nadano mu nie na darmo, choć ja osobiście wolę o nim mówić “Le Dieu” (po francusku bóg). choć nie byłem kibicem MU, gdy Cantona grał, ani wtedy, gdy odchodził, to obejrzenie DVD o jego karierze w Manchesterze wystarczy mi, by mówić o nim w ten sposób. duży plus dla Ciebie, jeżeli chodzi o incydenty we Francji, paru rzeczy nie wiedziałem :) ale jego występy w trykocie “Czerwonych Diabłów” powinny być opisane o wiele szerzej i w odpowiednim stylu… :)

    natomiast, co do samego Erica… geniusze już tacy są, że mają zawsze jakąś skazę… inaczej byliby idealni. George Best pił, Eric był niezrównoważony, można by pod to podpiąć problemy z narkotykami u Maradony… mimo wszystko ich wady nie były tak istotne, liczyło się to, co pokazywali na boisku, a “Le Dieu” pokazywał coś “boskiego”… :)

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..