Nie przegap
Strona główna / Trudne tematy / Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha…

Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha…

…i tak odliczać można w nieskończoność, bo jaka jest prawdziwa miłość i czy w ogóle istnieje względem swojego klubu, wie tylko on sam. Podczas spotkań ligowych i pucharowych emanuje swoim przywiązaniem do barw klubowych, co często powoduje białą gorączkę wśród kibiców drużyny przeciwnej. Podczas wywiadów podkreśla przywiązanie do krakowskiego zespołu, po czym karze wynosić się ze stadionu własnym kibicom, którzy są niezadowoleni z postawy na boisku jego i całego zespołu. Jaka jest ta miłość Patryka Małeckiego względem Wisły?

O tym, że Patryk Małecki jest postacią nietuzinkową i wyjątkową w polskiej Ekstraklasie, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Co więcej, z bólem serca muszę przyznać, że bez pomocnika Wisły Kraków w naszej lidze byłoby po prostu nudno. Znajdźcie mi innego polskiego zawodnika, który z taką „gracją” w słowach kazałby własnym kibicom zmienić barwy klubowe i przenieść się na stadion największych wrogów, albo który, mimo decyzji trenera, ot tak odmawia wejścia na boisko. Patryk Małecki jest fenomenem naszej ligi od kilku sezonów. Jedni go kochają, inni nienawidzą, lecz wydaje się, że grupa jego przeciwników w stosunku do sympatyków stale rośnie.

Patryk Małecki„Pikniki”, którzy przychodzą tylko po to, by zjeść kiełbasę i oglądnąć mecz, powinni przenieść się na drugą stronę Błoni, bo tam ich miejsce. Kibic powinien być z drużyną na dobre i na złe, tak jak nasi fani dopingujący z trybuny za bramką. Oni są z nami nawet wtedy, gdy przegrywamy. Chciałbym, żeby „pikniki” w ogóle nie przychodziły na stadion Wisły. Irytują mnie, bo jak wszystko jest dobrze, to klepią po plecach, a gdy tylko coś się nie uda – gwiżdżą. Nie pomagają nam, tylko przeszkadzają. Takich kibiców nie potrzebujemy. Naprawdę wolałbym grać tylko dla pięciu tysięcy fanatyków.

Patryk Małecki

Przypomnę tylko, że powyższa wypowiedź miała miejsce po spotkaniu Wisły z Lechią Gdańsk w piątej kolejce piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy, w którym podczas zmiany personalnej w krakowskim zespole Patryka Małeckiego pożegnały gwizdy i wyzwiska ze strony własnych kibiców. Trudno mi jednak nie zgodzić się z „Małym” w kwestii tego, że prawdziwy kibic powinien być ze swoim zespołem na dobre i złe, lecz z drugiej strony śmieszy mnie, czy też wprawia w zażenowanie, sposób w jaki Patryk Małecki wyraził swoje niezadowolenie w stosunku do zachowania wiślackich fanów.

Kilka dni później analizując swoje zachowanie, piłkarz przeprosił kibiców za swój występek i słowa jakie wypowiedział po meczu z Lechią Gdańsk, ale oczywiście tylko tych wybranych:

Patryk MałeckiPodtrzymuję to, co powiedziałem. Przeprosiłem tylko tych ludzi, którzy siedzieli i nie gwizdali na mnie, bo 20 tys. nie może gwizdać. Były tam też dzieci. Na drugi dzień przemyślałem to. Tych, którzy gwizdali na mnie i krzyczeli pod moim adresem pewne słowa, nie chcę znać i tyle.

Patryk Małecki

Wniosek jest prosty: Kibicu Wisły Kraków, jeśli śmiałeś chociaż raz wygwizdać Patryka Małeckiego – nie masz prawa przychodzić nigdy więcej na stadion przy ulicy Reymonta, gdyż jesteś niegodzien kibicowania temu zespołowi! Pomijając jednak ironię oraz srogo potępiając ludzi, którzy obrażali Patryka Małeckiego, staram się rozumieć kibiców, którzy swoje niezadowolenie wyrażali w sposób, który nie przypadł do gustu pomocnikowi Wisły. Co więcej, uważam, że gniew fanów, był krótko mówiąc zasadny, lecz sposób jego wyrażania już na pewno nie. Gra „Małego”, jak również całej Wisły, nie mogła być powodem do dumy dla fanów, którzy zdecydowali się przyjść na mecz, wydać pieniądze na bilet, przeznaczyć swój czas na oglądanie spotkania, nie po to, aby patrzeć na tak fatalnie grających zawodników Mistrza Polski. Czasami w sytuacjach, nazwijmy to trudnych, jak ta z meczu Wisły z Lechią, negatywne emocje biorą górę. Tak stało się w przypadku gwiżdżących i obrażających piłkarza fanów, jak również z ust Patryka Małeckiego, który zapewne nie odpowiedziałby fanom kilka dni po meczu w taki sposób, w jaki zrobił to tuż po konfrontacji z Lechią Gdańsk. Nie mam jednak zamiaru usprawiedliwiać krakowskiego piłkarza, lecz staram się zrozumieć jego zachowanie i niewyparzony język. Czasem przecież szybciej się mówi, aniżeli myśli…

„Mały” został ukarany za swoje zachowanie po powrocie ze zgrupowania reprezentacji. Konsekwencje występku Małeckiego okazały się niezwykle dotkliwe, gdyż poza karą finansową, której kwoty nie ujawniono, piłkarz dostał zakaz gry we wczorajszym spotkaniu z Lechem Poznań (przyp. wygrana Wisły 1:0 po golu Bitona).

Bogdan BasałajKara nałożona na Patryka Małeckiego jest dotkliwa, ale po wypowiedziach, których udzielił, musieliśmy zareagować tylko w taki sposób. Nic i nikt nie może być ważniejszy niż standardy, jakie obowiązują w klubie.

Bogdan Basałaj, prezes Wisły Kraków

Karę za „najwyższe przewinienie dyscyplinarne”, jak to określił krakowski klub, poparł trener Wiślaków Robert Maaskant:

Robert MaaskantKlub nie mógł zaakceptować tego, co Patryk powiedział o części naszych fanów. Właśnie dlatego został ukarany karą finansową i zawieszeniem na jeden mecz. Popieram tę decyzję, uważam, że kara jest surowa. – Uważamy, że zachowanie takie jak to i mówienie takich rzeczy o kibicach, którzy od pokoleń przychodzą na nasz stadion, którzy specjalnie oszczędzają pieniądze na karnety, jest niedopuszczalne. Ci ludzie są takimi samymi kibicami jak wszyscy inni, między innymi dzięki nim klub istnieje tak długo, ma już ponad sto lat tradycji. Patryk oczywiście nie jest szczęśliwy z powodu kary. Rozumie w pełni, że ma zapłacić karę finansową, natomiast nie do końca rozumie zawieszenie. Chciałby pomóc Wiśle, grając z Lechem, więc jest bardzo zawiedziony, że nie będzie mógł zagrać. Uważam jednak, że to dobra decyzja, patrząc na nią długofalowo.

Robert Maaskant

Na całe szczęście dla Białej Gwiazdy trzy punkty po konfrontacji z Kolejorzem pojechały do Krakowa, ale szczerze mówiąc, trudno mi zrozumieć, dlaczego Wisła Kraków postanowiła osłabić się na własne życzenie przed tak ważnym spotykaniem, jakim był mecz z Lechem Poznań. Czy Patryk Małecki aż tak bardzo swoim zachowaniem rozzłościł zarząd i prezesa klubu? A może jest to pierwszy krok do tego, aby pokazać, że obecny Mistrz Polski potrafi grać bez Patryka Małeckiego w składzie, a co za tym idzie plotki o możliwym odejściu „Małego” z Reymonta mogą w niedalekiej przyszłości okazać się prawdą? Albo może ktoś po prostu próbuje sprowadzić Patryka Małeckiego na ziemię, pokazując mu, że bez niego drużyna również może radzić sobie i nie jest w zespole postacią nietykalną, jak może mu się wydawać? Pytań jest wiele, lecz odpowiedzi na nie poznany dopiero na przestrzeni kilku najbliższych kolejek T-Mobile Ekstraklasy lub być może podczas najbliższego okienka transferowego.

Patryk Małecki dla Wisły Kraków jest niczym motor napędowy. Co więcej, na boisku często jest liderem zespołu i trudno wyobrazić sobie zespół z Reymonta bez „Małego”. Kiedy myślę „Patryk Małecki”, od razu w mojej wyobraźni pojawia się krakowski klub, kiedy zaś myślę o Wiśle, to wraz z nią kojarzy mi się buńczuczny skrzydłowy Białej Gwiazdy. Trudno mi również wyobrazić sobie Ekstraklasę bez Patryka Małeckiego. Przyznam jednak, że jeszcze trudniej wyobrazić mi sobie pomocnika Wisły Kraków jako jednego z liderów reprezentacji Polski. Kadra to drużyna najlepszych polskich piłkarzy, gdzie półka zawieszona jest o wiele wyżej aniżeli w polskiej lidze. Co więcej, pozycja, na której występuje w klubie „Mały”, jest niezwykle mocno obsadzona w reprezentacji Franciszka Smudy. Błaszczykowski, Peszko, Mierzejewski czy też Obraniak na pewno nie są zawodnikami, którzy z łatwością oddaliby swoje miejsce w kadrze na rzecz skrzydłowego Białej Gwiazdy. Wielu powtarza, że Małecki to zawodnik, który mógłby grać również na szpicy, lecz jeśli ktoś wierzy w to, że krakowski piłkarz mógłby wygryźć z reprezentacji Roberta Lewandowskiego lub Pawła Brożka, to trzeba przyznać, że jest wielkim orędownikiem talentu Patryka Małeckiego, jak również niepoprawnym optymistą. Trzeba także pamiętać, że w kolejce do gry w ataku polskiej kadry czekają tacy piłkarze jak Irek Jeleń czy też młody Artur Sobiech. Patryk Małecki to zawodnik niewątpliwie wyróżniający się w polskiej lidze, jak również piłkarz, który jest gdzieś blisko polskiej kadry, blisko, a jednak tak daleko. Mimo jego dobrej gry na polskich stadionach nie jest on graczem, który może stanowić o sile polskiej kadry.

Nie jestem i nigdy nie byłem fanem talentu piłkarskiego Patryka Małeckiego, choć nie zaprzeczę, że uwielbiam grajków o charakterystyce walczaka, którzy wolą walki i sercem potrafią wygrywać spotkania dla swojego zespołu. Niewątpliwie takim typem zawodnika jest pomocnik Wisły Kraków. Biorąc jednak pod uwagę jego umiejętności stricte piłkarskie, rozumiem Franciszka Smudę, że tak długo zwlekał i wahał się z powołaniem dla „Małego”. Obserwując jednak grę Patryka Małeckiego w spotkaniu z Meksykiem, byłem pod wrażeniem jego występu nawet pomimo tego, że pomocnik Wisły Kraków nie ciągnął na swoim skrzydle gry do przodu, jak ma to miejsce w Ekstraklasie, nie atakował co chwilę i nie nękał przeciwników swoimi rajdami wzdłuż linii, tak jakby spodziewali się tego kibice. Oczywiście rodzaj przeciwnika również ma znaczenie – gdzie tam przykładowo obrońca Podbeskidzia Bielsko-Biała czy też Górka Zabrze przy reprezentancie Meksyku, oczywiście nie umniejszając nikomu i podchodząc z całym szacunkiem do polskich zawodników. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na grę krakowskiego pomocnika w defensywie podczas konfrontacji z gośćmi z Ameryki Środkowej. Franciszek Smuda od początku swojej kadencji w reprezentacji zwracał uwagę Małeckiemu, wytykając jego grę w obronie jako mankament, który musi poprawić, aby pojawić się w jego kadrze i założyć wymarzoną koszulkę z orzełkiem na piersi.

Jak wcześniej wspominałem, coraz częściej mówi się, że czas Patryka Małeckiego na Reymonta dobiega końca. Wskazuje na to choćby to, iż pomocnik Wisły Kraków zerwał rozmowy o możliwej podwyżce i nowym kontrakcie podczas eliminacji do Ligi Mistrzów. Podkreślę tylko, że czas na negocjacje pomocnik Wiślaków wybrał sobie idealny – w momencie kiedy każdy w klubie myślał o wymarzonej Lidze Mistrzów, Patryk Małecki zapragnął porozmawiać o… podwyżce. To się nazywa wyczucie miejsca i czasu! Wracając jednak do tematu, chcę podkreślić, że poprzez jego zachowanie względem własnych kibiców i niezrealizowane ambicje finansowe, można domniemać, że kres cierpliwość Bogusława Cupiała względem swojego „gwiazdora” może nastąpić już niebawem. Poza tym odejście Małeckiego z Reymonta byłoby dla klubu sporym zastrzykiem gotówki. „Mały” mimo dość nierównej formy (tak jak i całej Wisły) jest zawodnikiem wyróżniającym się na tle swoich kolegów, jak również należy, bądź co bądź, do czołówki najlepszych piłkarzy w T-Mobile Ekstraklasie. Pojawia się jednak pytanie, kto w Polsce byłby chętny na zatrudnienie Patryka Małeckiego w swoim klubie lub inaczej, którzy kibice naszej rodzimej Ekstraklasy chcieliby oglądać „Małego” w koszulce swojego klubu? Wątpię, aby fani warszawskiej Legii, którzy podczas ostatniej konfrontacji z Wisłą na Łazienkowskiej, kiedy to pomocnik z Krakowa był wygwizdywany i poniżany obelżywymi sformułowaniami, i który tym samym prowokował kibiców Legii, całując przed nimi herb Wisły, mógł grać w klubie z Warszawy. No chyba, że w koszulce koloru czarnego i to na ulicy Konwiktorskiej, lecz jak dobrze pamiętam, tam również każde zetknięcie Małeckiego z piłką kwitowane było solidnymi gwiazdami. Podobnie jest na przykład w Poznaniu, Zabrzu, Białymstoku… no może poza zespołami z Gdańska i Wrocławia, z którymi Wisła Kraków na przyjacielskie kontakty.
Idąc tropem możliwego transferu „Małego”, pojawia się kolejne pytanie, czy piłkarz, który niegdyś deklarował chęć pozostania w klubie z Reymonta do końca kariery, byłby chętny, w przypadku decyzji o sprzedaży go przez klub, do gry w innym polskim zespole aniżeli Wisła Kraków. Zapewne w kolejce po Małeckiego ustawiłoby się kilka zagranicznych klubów, lecz czy pomocnik Krakowian dałby sobie rade zagranicą? Wątpię.

Gdybym był na selekcjonerem reprezentacji Polski i siedząc na trybunach krakowskiego stadionu usłyszałbym po jednym z goli Patryka Małeckiego hasło typu: „Zawiliński! Co? Małecki!”, chętnie wziąłbym megafon lub mikrofon spikera i odpowiedział kibicom, pijąc właśnie do pomocnika Wisły Kraków: „Małecki! Co? Wydoroślej!”. Biorąc jednak pod uwagę ostatnie perypetie „Małego” z krakowskimi kibicami śmiem wątpić, aby ci sami ludzie, którzy krzyczeli do selekcjonera Smudy podczas spotkania z APOELem Nikozja na temat powołania ich zawodnika do reprezentacji Polski, ponownie wstawiliby się za swoim (byłym już) pupilem. Małecki nie jest głupcem, choć czasem sprawia wrażenie „prostego chłopaka ze wsi pod Krakowem”, to zapewne wie, że przesadził. Zastanawia mnie tylko ,jak wiele wody musi upłynąć teraz w Wiśle i czy jest to w ogóle możliwe, aby Patryk Małecki ponownie stał się ulubieńcem trybun stadionu Reymonta, całego stadionu, nie tylko jego części tuż za bramką.


Analizując miłosny związek pomiędzy Wisłą Kraków a Patrykiem Małeckim, od razu widać, kto jest tą „gorszą połową” w tym układzie. „Mały” z każdym rokiem na Reymonta dojrzewa piłkarsko, jak również jako człowiek i uczy się uczucia względem swojej „partnerki” i mimo występków, przykrych scen i błędów, jakie do tej pory popełnił względem Wisły, ja wierzę w to, że naprawdę kocha swoją Wisełkę. Wisła jednak powinna się zastanowić, czy chcę być z kimś takim jak Patryk, który mimo swojego uczucia niekiedy szkodzi jej i ich związkowi. Zapewne jeszcze nieraz będziemy świadkami podobnych miłosny perypetii w tym związku, ale wierzę, że mimo wszelkich problemów Patryk Małecki i Wisła Kraków będą żyli razem ze sobą długo i szczęśliwie.

Przewiń na górę strony