Nie przegap
Strona główna / Premiership / Powtórka z wątpliwej rozrywki?

Powtórka z wątpliwej rozrywki?

Powtórka z wątpliwej rozrywki?
W diametralnie różnych nastrojach znajdowali się kibice Manchesteru United rok temu w porównaniu do dnia dzisiejszego. Nawet ówczesne zwycięstwo 4:0 nad ekipą Stoke nie poprawiło nam humorów, gdyż jednocześnie na Stamford Bridge Chelsea wbiło przyjezdnym z Wigan aż 8 bramek, co dało im czwarte w historii mistrzostwo Anglii. W maju Anno Domini 2011 nawet ewentualna porażka w wieńczącym sezon spotkaniu nie sprawi wiele bólu fanom klubu z Old Trafford. Sielankowa atmosferę zaburza jednak pewne… koło.

Koło zatoczone przez historię, rzecz jasna. 12 miesięcy temu Wayne Rooney stracił niemal pewną koronę króla strzelców w trakcie ostatniego weekendu z Premier League. Brzemienna w wiele negatywnych skutków kontuzja wychowanka Evertonu umożliwiła Didierowi Drogbie dogonienie Anglika w klasyfikacji strzelców wyborowych.

W chwili obecnej jesteśmy świadkami analogicznej sytuacji. Carlos Tevez, strzelając następujące gole…

…zrównał się z Dimitarem Berbatowem na poziomie 21 ligowych goli. Pikanterii dodaje fakt, iż to Argentyńczyk miał do końca sezonu rozstać się z futbolem z racji odniesionego urazu. Nic nie stałoby na przeszkodzie, by Bułgar zdystansował w tym czasie byłego napastnika United, gdyby nie fakt, że Berba występuje w teamie z Old Trafford. Jak się okazuje, tutaj nawet król strzelców nie może być pewien gry w wyjściowej jedenastce, co skutecznie niweluje szanse na punktowanie w rzeczonym wyścigu.

Nie ukrywam, że ta sytuacja jest niebywale frustrująca. Zwykłem popierać Fergusona w konsekwentnym stawianiu na Hernandeza, wszak trudno zaprzeczyć, że działało to na szkodę klubu. To zdanie podtrzymuję. Irytuje jednak, iż drugi raz z rzędu w niezbyt ciekawy sposób możemy wypuścić tytuł króla strzelców z rąk. Oczywiście, trofea drużynowe górują nad wyróżnieniami indywidualnymi, jednak Sir Alex powinien ze wszystkich zdroworozsądkowych sił zapobiec ich stracie na finiszu, szczególnie na rzecz Carlosa „very difficult” Teveza. Co to oznacza?

Nie ma innej opcji niż wystawienie w pierwszym składzie Dimitara przeciwko Blackpool. Gramy u siebie z zespołem niebywale ambitnym, dla którego wynik tego meczu może przesądzić o pozostaniu w najwyższej klasie rozgrywkowej – łatwo zatem nie będzie, tym bardziej, że celem nr 1 jest finał z Barceloną, a nie relegacja Mandarynek. Po drugiej stronie barykady The Citizens zaliczają krótką podróż na Reebok Stadium. Bolton gra o czapkę gruszek, natomiast dla podopiecznych Manciniego zwycięstwo oznacza załapanie się na podium najmocniejszej ligi świata bez oglądania się na Arsenal. Na papierze rozstrzygnięcie zdaje się być oczywiste, ważniejszym jest pytanie – jak wysoki okaże się końcowy rezultat?

Wolę nie martwić się na zapas. Nie jestem pewien, w jakiej formie znajduje się obecnie nasz Bułgar, ale wiem, że nie podda się bez walki. Może presja wywierana na defensywę gości przyniesie korzyść w postaci rzutu karnego? Nie mam złudzeń, kto podszedłby przy takim obrocie spraw do wykonania jedenastki.

Będzie dobrze. Wszakże skoro Real Madryt potrafi ostatnie kolejki zagrać pod zawodnika śrubującego rekord, dlaczego nam ma się nie udać?

Przewiń na górę strony