Nie przegap
Strona główna / Manchester United / Bez wyjazdu, ale z liderem

Bez wyjazdu, ale z liderem

Bez wyjazdu, ale z liderem
Wczoraj, po wygranym meczu ze Stoke City na Old Trafford, Manchester United umocnił się na prowadzeniu w tabeli Premier League. Czerwone Diabły na własnym stadionie potrafią zagrać fantastycznie i skutecznie. Na 11 spotkań „w domu” podopieczni Sir Alexa Fergusona wygrali 10 pojedynków i zremisowali tylko 1, z West Bromich Albion. Jednak to nie mecze w Teatrze Marzeń są przedmiotem moich rozważań.

Bardziej interesują mnie wizyty Manchesteru United na boiskach rywali. W 9 spotkaniach ekipa z Manchesteru zdążyła stracić aż 14 punktów. Łatwo policzyć, że jest to 7 zremisowanych meczów, a tylko 2 wygrane. Jak na wicemistrza Anglii taka statystyka nie powala. Mogę nawet powiedzieć więcej… takie liczby strasznie dziwią wszystkich sympatyków piłki nożnej, a kibiców United wręcz martwią. Trzeba jednak przyznać, że te statystyki straconych punktów w meczach na obcych stadionach też nie są najważniejsze. Chciałbym się skupić na innej rzeczy, a mianowicie na stylu, a raczej jego braku w grze United, kiedy trzeba wyjechać poza twierdzę Old Trafford.

Ciężko mi stwierdzić, co może być przyczyną słabej gry Diabłów na obcych stadionach. Umiejętności odmówić nikomu nie można, zaangażowania też nie, lecz zawsze czegoś brakuje. Dziwne byłoby również mówienie, iż podopieczni Szkota mają problemy ze względu na doping kibiców przeciwnika. Wielokrotnie przecież mogliśmy słuchać, jak to fani Man United bardzo głośno śpiewali pieśni znane wielu sympatykom drużyny z Manchesteru.

Często widzimy zawodników Manchesteru United, którzy nie potrafią złapać swojego rytmu, nie potrafią wymienić wielu dokładnych podań. Czasami można nawet pokusić się o stwierdzenie, że podczas oglądania meczu bardziej męczy się widz niż gracz.

Może to problem koncentracji? Od razu na myśl przychodzą 3 spotkania. Z Evertonem na Goodison Park (prowadząc 1:3 do 89. minuty gracze Fergusona stracili 2 bramki), z Fulham na Craven Cottage (przy stanie 1:2 Nani nie wykorzystał karnego w 85. minucie, a w doliczonym czasie gry Brede Hangeland strzelił bramkę) oraz z Birmingham na St. Andrews Park (tak wiem, wiem, że tutaj sędzia walnie przyczynił się do tego remisu, ale punkty oficjalnie zostały stracone). W meczu z naszym ostatnim ligowym rywalem, Stoke City, na Brittania Stadium również nie było łatwo (mimo iż mecz został wygrany 1:2). Długo utrzymywało się 0:1 i znowu przyszedł brak koncentracji. Około 80. minuty stracona została bramka na 1:1 i jedynie geniusz Javiera „Chicharito” Hernandeza, który strzelił bramkę na 1:2, uratował nam zwycięstwo.

W reszcie spotkań mogliśmy zwykle przez kilka, kilkanaście minut widzieć Manchester United w tym lepszym wydaniu, lecz niestety, nie zawsze dawało to pozytywny rezultat – jako pretendenci do tytułu nie powinniśmy uznawać remisu za dobry wynik. Mimo wszystko z meczów wyjazdowych podobało mi się ostatnie 15 minut w meczu z Aston Villą (zremisowanym 2:2). Do 75. minuty Czerwone Diabły przegrywały 0:2, lecz zawodnicy z diabłem na piersi w końcu pokazali tę swoją „jasną stronę mocy” i doprowadzili do wyrównania.

Warto również wspomnieć o noworocznym spotkaniu z West Bromich Albion na The Hawtorns. Mimo wygranej chyba nikt nie chce wspominać tego spotkania. Mieliśmy bardzo dużo szczęścia, a styl, jak to na wyjazdach, pozostawiał po raz kolejny wiele do życzenia

Ostatnim powodem jaki przychodzi mi do głowy odnośnie tych słabych wyników w delegacjach to najzwyczajniej w świecie zdecydowana poprawa poziomu drużyn grających obecnie w Premier League. Pierwszym zespołem, który przychodzi mi do głowy jest Sunderland. Ekipa Steve’a Bruce’a gra w tym sezonie bardzo dobrze czego potwierdzeniem jest bardzo wysoka, szósta pozycja w tabeli. U siebie są bardzo groźni, zdobyli bowiem 22 punkty (dla kontrastu na wyjazdach Czarnym Kotom udało się wywalczyć tylko 8).

Po Sunderlandzie szybko można pomyśleć o Boltonie. Owen Coyle odwalił tam kawał dobrej roboty, ta drużyna gra bardzo dojrzale, co skutkuje siódmym miejscem w rozgrywkach o mistrzostwo Anglii (również jest to drużyna radząca sobie dużo lepiej na własnym boisku – zdobyła na Reebok Stadium niemalże dwa razy więcej punktów niż na obcych terenach – 19 u siebie, 10 na wyjazdach). Może to właśnie wyższy poziom piłkarski i organizacyjny zespołów z Premiership decyduje o tylu straconych punktach przez Czerwone Diabły, lecz nie wiem, czy to jest rzeczywiście prawdziwy powód tych słabych meczów United na wyjeździe.

Do teraz nie mogę odnaleźć prawdziwych przyczyn, które decydują o bardzo słabej grze Manchesteru United na wyjazdach. Czy to kwestia pomocników, którzy na obcych boiskach nie potrafią się odnaleźć? Może problem tkwi w przygotowaniu mentalnym do meczu?

Może potrzeba trochę świeżej krwi, aby rozruszać tę drużynę? Jeżeli tak, to kogo byście proponowali? W końcu mamy okres transferowy, więc możemy o tym rozmawiać do woli.

Mam nadzieję, że gracze sir Alexa Fergusona poprawią nie tylko swoje wyniki na wyjazdach, ale również styl, ponieważ w Lidze Mistrzów samo szczęście może nie wystarczyć, aby osiągnąć zadowalający rezultat.

Przewiń na górę strony