Nie przegap
Strona główna / Manchester United / M jak marketing

M jak marketing

M jak marketing
Można po prostu kibicować, krzyczeć ile pary w płucach, wybiec na boisko na golasa i uczynić swój pobyt w Anglii niezapomnianym dla siebie i tysięcy innych kibiców, można wydać kilkanaście funtów i zwiedzić stadion albo muzeum. Tak, na Old Trafford można naprawdę puścić wodze fantazji. A to dopiero początek.

Nie od dziś wiadomo, że kluby to maszynki do robienia pieniędzy (bądź długów). Marketing stał się nieodzowną częścią każdej szanującej się instytucji. Po losowaniu Ligi Europejskiej głównym powodem włodarzy Lecha do narzekań nie był fakt, iż Braga jest niewygodnym przeciwnikiem, że męczyła Arsenal do samego końca, że w lidze portugalskiej jej szanse są już policzone i teraz całą siłę skupi na Lidze Europejskiej. Nie, to widać nie stanowi powodu do zmartwień. Zmartwieniem może być fakt, że Braga nie jest medialnym przeciwnikiem, że nie przyciągnie kibiców, sponsorów, chętnych na reklamy w przerwie meczu, nie zwiększy oglądalności. Nie, Braga nie ma tej siły medialnej. Myli się ten, kto myśli, że w losowaniu chodzi o zdobycie łatwego przeciwnika. Przegrasz z faworytem – nic się nie stanie, jak wygrasz – 5 minut sławy jest Twoje, sukces medialny murowany. Nagle na końcu świata ludzie będą wiedzieli, jak wymawiać nazwisko Możdżenia czy Peszki. No właśnie, przegrasz z faworytem to nic, przegrasz z Karabachem i nie zapomną Ci tego przez najbliższe 10 sezonów. Ale do rzeczy.

O tym, że Manchester United nie jest zwykłym klubem wie każdy jego fan, ale nie każdy fan wie, że na Old Trafford można zrobić dosłownie wszystko. Szyte na miarę spotkania, konferencje, przyjęcia urodzinowe, świąteczne, koncerty, prezentacje produktów, zjazdy integracyjne, cyrk. Ba, będąc wyposażonym w odpowiednią ilość gotówki na Old Trafford można nawet wziąć ślub. Oglądanie gry Rio Ferdinanda na własnym ślubie zamiast żenującej postawy organisty – bezcenne, za wszystko inne zapłacisz… No właśnie, każdy szanujący się fan ma co najmniej jeden gadżet Manchesteru. Razem z Realem Madryt, klub jest na czele największej liczby sprzedawanych co sezon koszulek (wg football-marketing.com od 1.2 do 1.5 milionów koszulek w sezonie), a na oficjalnej stronie można już w pełni wyposażyć nawet noworodka: kaczuszki do kąpieli, grzechotki, smoczki, śliniaki i wiele, wiele innych.

Ale na zakupach świat się nie kończy. W końcu kiedyś skończy Ci się gotówka i trzeba będzie wziąć kredyt. Karta kredytowa Manchesteru? Nie ma sprawy. Książeczka bankowa dla małych i dużych? Jak najbardziej. Ale nie bądźmy płytcy. Klub ma też własną fundację. Przecież nic tak nie pomaga w działaniach marketingowych jak społeczna odpowiedzialność przedsiębiorstwa.

BTW Czy to przypadek, że oficjalna strona Manchesteru jest dostępna po angielsku, hiszpańsku, arabsku, chińsku, japońsku i koreańsku? Jeżeli tam Manchester ma najwięcej fanów, to może idąc tropem I bet Poland can get 1 million fans before any other European Country, da się wpłynąć na powstanie kolejnej językowej wersji strony klubowej?

Przewiń na górę strony