Nie przegap
Strona główna / Legendy / Magiczny duet: Yorke and Cole

Magiczny duet: Yorke and Cole

Magiczny duet: Yorke and Cole
Ostatnio, dość często myślałem o przeszłości i magicznym duecie Yorke and Cole. Dziś chciałem przybliżyć, nie tylko sobie, lecz również Wam, dokonania tych dwóch czarnoskórych napastników. Zagłębiając się myślami w minione lata na mej twarzy pojawia się błogi uśmiech, gdy myślę o roku 1999 i dokonaniach, jakie wtedy odniósł nasz kochany klub. Gole strzelane przez obu napastników były przecudnej urody, a bramka zdobyta w meczu z Barceloną do dziś ukazuje jak powinien pracować prawdziwy, zgrany duet.

Dwight Yorke i Andy Cole nie zabawili na Old Trafford długo, lecz swoją robotę wykonali perfekcyjnie i zapisali się w naszej pamięci już na zawsze. Pan z numerem 19 na koszulce grał w United przez pięć lat, a Cole sześć lat. Gdy Sir Alex Ferguson postanowił sprowadzić do Manchesteru, Dwight`a w 1998 roku, pewnie nawet się nie spodziewał, iż rok później zaowocuje to zdobyciem potrójnej korony.

Obaj panowie grali ze sobą przez cztery lata i zdobyli dla klubu prawie wszystko, co mogli sobie tylko wymarzyć. W sezonie 98/99 byli najskuteczniejszymi zawodnikami na angielskich boiskach, gdyż zdobyli razem aż 53 gole. Bramki strzelone przez Cola z przewrotki śnią mi się jeszcze do dziś, a wygrywane pojedynki główkowe przez Yorke’a sprawiają, iż cały czas widzę cudowne dośrodkowania Beckhama, które Dwight kierował w światło bramki.

Nie da się ukryć, iż ówczesny skład United miał wielki potencjał i prawdopodobnie był to najlepszy zespół w historii klubu. Wiele się mówi na temat drużyny z 2008 roku, lecz ja osobiście uważam, że zdobycie potrójnej korony jednoznacznie wskazuje, iż to ci piłkarze zasługują na owo miano. Był i nadal jest to największy sukces Czerwonych Diabłów w historii.

Wracając do meritum, czyli do naszych dwóch ciemnoskórych towarzyszy, pragnę zwrócić uwagę na ich znakomitą umiejętność postrzegania kolegów i zdolność ustawienia się na boisku. Można rzec, że piłka zawsze ich szukała i nawet, gdy odbiła się od słupka, czy też poprzeczki natychmiast lądowała pod nogami drugiego by ten wykończył akcję zmuszając bramkarza do wyciągnięcia futbolówki z siatki.

Pewnie wielu z Was, pamięta mecz z Juventusem, gdy bramki Keane’a, Yorke’a i Cole’a dała nam awans do finału Ligi Mistrzów. Te czasy zapadły mi w głęboko w głowie i przyznam, że często z lubością spoglądać w przeszłość, mimo, iż mówi się, by tego nie robić. United jest zespołem, ale o ileż byłby uboższy nie mając takich zawodników, jakimi byli Dwight i Andy.

Był to iście diabelski duet, który wykończyłby każdego rywala. Wątpię czy kiedykolwiek jeszcze pojawi się na Old Trafford dwóch takich piłkarzy, którzy z zamkniętymi oczami potrafiliby odnaleźć się na boisku. Koronkowe akcje i zagrania w stylu „ole!” były ich mocną stroną, której nikt nie podważy.

Lata lecą, a wraz z nimi wspomnienia. Tego, czego United dokonało jedenaście lat temu nikt nam nie odbierze. Wielu mówi, że wygraliśmy dzięki szczęściu, ale czyż szczęście nie sprzyja lepszym? Oczywiście nasze społeczeństwo często, różnie interpretuje przysłowia związane ze szczęściem, ale uważam, że te drugie nie ma racji bytu i nie może odnosić się do drużyn piłkarskich. My, jako kibice często szczycimy się ową wygraną w Lidze Mistrzów, przypominając na każdym kroku, że losy spotkania rozstrzygnęły się dopiero w doliczonym czasie gry.

Jest to dziwne zachowanie, ponieważ kibice przeważnie nie wspominają o wygranych w ostatnich minutach meczu, ajuści często odnosi się to do słabszej dyspozycji zespołu i kiepskiej gry w danym spotkaniu. W naszym przypadku było inaczej. Jesteśmy dumni z tego zwycięstwa i otwarcie obnosimy się z owym faktem. Mecze, które rozegraliśmy w lidze były równie ciężkie i dzięki znakomitej postawie całego zespołu mogliśmy cieszyć się z glorii.

Teraz nie chodzi już wyłącznie o Andy’ego i Dwighta, gdyż na sukces i trofea pracował cały zespół. Te wybitne postacie, które wówczas przyczyniły się do triumfu, mogą obecnie z dumą spojrzeć w przeszłość i z podniesioną głową powiedzieć, że w pełni wykorzystali swój potencjał sportowy. Dzięki nim, możemy wspominać te przepiękne chwile i opierać się na cudownej historii, której niektórym, szczególnie młodym klubom brakuje.

Dwight Yorke i Andy Cole, byli jednymi z wielu znakomitych piłkarzy roku 1999. W mej pamięci widnieją równie mocno, co Irwin, Beckham, Neville, Giggs, Scholes, Schmeichel, Solskjaer, Sheringham, Keane czy Butt. Wszyscy zawodnicy, którzy w jakiś sposób tworzą historię Czerwonych Diabłów, zapadają w naszej pamięci. Jedni gorzej drudzy lepiej, lecz z tym trzeba się pogodzić. Oby ludzi z ogromnym duchem walki było w United jak najwięcej, gdyż już dawno przylgnęło do nas miano drużyny, która gra do końca.

Przewiń na górę strony