Nie przegap
Strona główna / Premiership / Wrogowie nie pomogli…

Wrogowie nie pomogli…

Wrogowie nie pomogli...
Po niedzielnym szlagierowym meczu 37. kolejki Premiership pomiędzy Liverpoolem FC a Chelsea Londyn marzenie o zdobyciu kolejnego z rzędu mistrzostwa Anglii przez Manchester United znacznie się oddaliło. Przed ostatnim spotkaniem sezonu The Blues są o krok od zdobycia upragnionego tytułu. Podopieczni Rafy Beniteza nie zdołali urwać punktów Londyńczykom, co spowodowało, że mistrzowski tytuł jest już na wyciągnięcie ręki piłkarzy ze Stamford Bridge.

Ci, którzy liczyli, że ekipa z miasta Beatlesów ugra punkty na swoim terenie w meczu z Chelsea mocno się zawiedli. W przypadku remisu lub porażki The Blues na Anfield, a wygranej United (1:0 z Sunderlandem przy. red.) to zawodnicy Fergusona byliby w tej chwili liderami Premier League przed ostatnią kolejką Premier League. Wynik 2:0 dla Londyńczyków w niedzielnym spotkaniu znacznie utrudnił kwestię zdobycia mistrzostwa Anglii przez piłkarzy Czerwonych Diabłów.

Do 33’ minuty meczu wszystko układało się po myśli kibiców i zawodników Manchesteru United. Bezbarwna Chelsea nie potrafiła zagrozić bramce Pepe Reiny i doprowadzić do utraty bramki przez Liverpoolczyków, a na tablicy utrzymywał się bezbramkowy wynik. Plany Czerwonym Diabłom pokrzyżował kapitan Liverpoolu Steven Gerrard, który swoim bezmyślnym, nieudanym podaniem stworzył sytuację bramkową Chelsea, którą wykorzystał Didier Drogba. Niewielu spodziewało się, że piłkarz klasy światowej jakim jest Gerrard zrobi tak prosty błąd, który w skutkach okazał się niekorzystny dla The Reds, jak również Manchesteru United.

„Widziałem tę akcję po meczu. To był wspaniały prezent. Nic na to nie poradzimy, musimy się z tym pogodzić.” – przyznał sir Alex Ferguson.

Gdyby nie pomyłka sędziego, który nie podyktował rzutu karnego dla Chelsea Londyn po faulu na Salomonie Kalou, wynik spotkania przesądzony byłby już przed zejściem zawodników na przerwę. Kilkunastominutowa chwila wytchnienia dawała cień nadziei, że piłkarze Rafy Beniteza staną na wysokości zadania i powalczą o punkty w meczu z Londyńczykami.

Po przerwie mecz nazywany szlagierowym przedostatniej kolejki Premiership nadal nie zachwycał. Gra toczyła się w środku pola, a żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie dogodnej sytuacji. W 54’ minucie jednak po raz drugi w tym meczu do głosu doszli zawodnicy Carlo Ancelottiego. W tej oto minucie świetnym podaniem do skrzydła popisał się Drogba, piłkę przyjął Nicolas Anelka stojący idealnie na linii z ostatnim obrońcą i dograł ją wzdłuż pola bramkowego, gdzie już był Frank Lampard. 2:0 dla Chelsea i koniec marzeń kibiców United o stracie punktów The Blues.

Wielu liczyło, że Liverpool zdoła ugrać punkty na własnym stadionie z Chelsea, co da szansę na zajęcie pierwszego miejsca w tabeli przez Manchester United.

„Jestem przekonany, że Liverpool wcale się nie podda i zrobi swoje. Wielkie drużyny nie porzucają swojej historii i tradycji na jeden mecz.”sir Alex Ferguson

Nadzieje były bardzo duże, gdyż The Reds to aktualny wicemistrz Anglii, klub który uznawany jest za jeden z najlepszych angielskich teamów. Należało jednak zdawać sobie sprawę, że drużyna ta prezentuje się znacznie poniżej swojego poziom z poprzedniego sezonu.

Siódme miejsce w tabeli angielskiej, jedenaście przegranych meczów w obecnym sezonie, słaba gra, kontuzje piłkarzy – to nie mogło napawać optymizmem przed meczem z Chelsea. Piłka jest jednak niesamowita i nieprzewidywalna, dlatego kibice Liverpoolu wierzyli w zwycięstwo swojego klubu, a fani United ściskali kciuki za wrogów z miasta Beatlesów. Spotkanie z „Niebieskimi” pokazało Liverpoolowi miejsce w szeregu. Na tę chwilę piłkarze Beniteza są zbyt słabi, aby odnosić zwycięstwa z wielkimi klubami. Pokazał to mecz z Chelsea, czy ostatnia potyczka z Atletico Madryt w Lidze Europejskiej. Jeden celny strzał zawodników The Reds w spotkaniu z Chelsea przyprawia o wstyd osiemnastokrotnych mistrzów Anglii. Trudno się jednak dziwić, gdy w składzie widzimy tak słabych piłkarzy jak bezbarwny Babel, wolny Kyrgiakos, bezproduktywny Maxi Rodriguez czy beznadziejnie niedokładny Aquilani. Do tego dochodzi jeszcze tak poważny błąd, skutkujący bramką, w wykonaniu ikony Liverpoolu – Stevena Gerrarda.

Oczywistym jest, że zdobycie tytułu przez Manchester United nie było uzależnione tylko od jednej potyczki Chelsea z The Reds i trudno winić podopiecznych Rafy Beniteza, za to, że nie ugrali korzystnego rezultatu, który znacznie przysłużyłby się do zdobycia tytułu ekipy z Old Trafford.

„Mieliśmy nadzieję, ale tak naprawdę niczego nie oczekiwaliśmy. Nie sądzę, aby to ten mecz decydował o mistrzostwie Anglii. Nasza pozycja w tabeli to efekt walki w całym sezonie. Mieliśmy kilka szans w ostatnich tygodniach, których nie potrafiliśmy wykorzystać” – powiedział dla oficjalnej strony klubu Van der Sar.

My kibice Manchesteru United wierzyliśmy, że wrogowie pomogą, lecz nie udało się. Wierzyć będziemy jednak do ostatniej minuty meczu Chelsea z Wigan, że podopieczni Carlo Ancelottiego potkną się i United wróci tam gdzie jego miejsce – na szczyt Premier League.

„Teraz jedyną rzeczą, która możemy zrobić jest wygranie ostatniego meczu sezonu. Chcemy to zrobić dla fanów, bo to ostatni dzień sezonu. Oczywiście, nie lekceważymy Wigan, bo to dobry zespół, który gra ładny futbol. Tak naprawdę nigdy nie wiesz co przyniesie piłka nożna. To zwariowana gra. My trzymamy za nich kciuki, lecz najważniejsze to wygrać nasz mecz i zadowolić kibiców.”sir Alex Ferguson.

Ciężko nie zgodzić się z Bossem United. Należy kibicować Wigan i wierzyć w cud, że The Blues polegną w ostatniej kolejce na Stamford Bridge. Ale czy naprawdę ugranie punktów w Londynie przez piłkarzy Roberto Martineza można nazwać cudem? Przypomnijmy sobie dotkliwą porażkę Chelsea Londyn z Wigan Athletic 1:3 lub niedawne zwycięstwo The Latics nad Arsenalem Londyn. Tak więc trzymajmy kciuki. GLORY MAN UNITED!

CZYTAJ RÓWNIEŻ NA MOIM BLOGU!

Przewiń na górę strony