Nie przegap
Strona główna / Manchester United / John O’Shea jakiego nie znacie…

John O’Shea jakiego nie znacie…

John O'Shea jakiego nie znacie
Ferrybank. Małe miasteczko leżące nad rzeką River Suir, w południowo – wschodniej Irlandii. Wieś należąca do ośrodka miejskiego Waterford. Młode małżeństwo – Jim i Mary O’Shea kupują w tym miejscu dom. Wnet na świat przychodzi ich pierwsze dziecko, któremu na imię dają…Alan. Nie minęło wiele czasu, a pani O’Shea znowu zaszła w ciążę. I tak oto, 30 kwietnia 1981 r. na świat przyszedł bohater tego artykułu… John O’Shea!

Nasz przyszły bohater dzieciństwo spędził w swoim rodzinnym miasteczku. W dzieciństwie najlepszym kumplem Johna był Paul Kennedy, na którego wołał Kenno. Wszędzie byli razem. Razem grali, razem się bawili razem dorastali.

Od małego John był grzecznym, spokojnym dzieckiem i nic nie zapowiadało, że w przyszłości zostanie Czerwonym Diabłem. Co więcej, gdyby powiedzieć jego ojcu, że syn w przyszłości będzie zawodowo kopał piłkę, postukałby się tylko w głowę. Jim miał nie najlepszego zdania na temat futbolu, głównie za sprawą tego, że stadion miejscowej drużyny znajdował się w kiepskiej dzielnicy i pan O’Shea nie przepadał tam się zapuszczać, nawet samochodem. Jednak pewnego razu w domu państwa O’Shea zjawił się Jack Cantwell, który miał odmienić jego spojrzenie na piłkę nożną…

Ferrybank AFC

Jack Cantwell zabrał Jima O’Shea na stadion, na którym swoje mecze rozgrywała lokalna drużyna Ferrybank AFC. Jim szybko uległ urokowi futbolu i ze sceptyka momentalnie stał się zagorzałym fanem. Odkąd po raz pierwszy przyodział biało-zielony szalik, już się z nim nie rozstawał. Wówczas marzeniem ojca stało się to, aby jego syn mógł zagrać w barwach ukochanego zespołu.

Ferrybank AFCWkrótce John, za namową taty zgłosił się do klubu, jako kandydat do gry w zespole juniorów. Młodemu zawodnikowi udało się dostać do szkółki młodzieżowej. Podekscytowany możliwością gry dla klubu ośmioletni John rwał się do gry. W wolnych chwilach przychodził na dodatkowe treningi i grał do upadłego. Kiedy zaś musiał już zostać w domu często kopał futbolówkę w przydomowym ogródku ze swoim bratem Alanem.

W klubie zaczynał grę na pozycji bocznego obrońcy lub skrzydłowego, jednak z czasem trener przesunął go do środka pola. W tym czasie cała drużyna grała pod Johna. Co ciekawe O’Shea nie ograniczał się wówczas tylko do zadań defensywnych, jak to ma miejsce obecnie w MU, lecz często grał na pozycji rozgrywającego. Mimo, że nigdy nie był uważany za wielki talent, miano nadzieję, że będzie z niego w przyszłości sporo pożytku.

John jako dziecko był chudy i wysoki, a więc przypominał patyczka z Liverpoolu. Zapewne dziwnie musiał wyglądać zawodnik o takich parametrach w środku pola… Ze względu na wysoki wzrost trener kazał mu grać w wyższej kategorii wiekowej. Jako ośmiolatek walczył na równi w rozgrywkach U-11!

Wieś vs. Miasto

Drużyna Ferybank AFC występowała w lokalnej lidze juniorów. Prym w tej kategorii wiekowej wiodły od zawsze zespoły z dużych miast i nikt nie podejrzewał jakoby miało się to zmienić. Jednak pojawił się nowy rocznik – 1981…

Ku zaskoczeniu wszystkich, najlepszym zespołem okazała się grupka chłopców z wiejskiej szkółki piłkarskiej. Ponadto grający w środku pola O’Shea był jednym z ojców sukcesu. Satysfakcja była tym większa, że nareszcie ktoś utarł nosa mieszczuchom i pokazał, że na wsi też potrafią kopać!

Wydawało się, że i w kolejnym sezonie najlepsza będzie drużyna z Ferrybank. Kwestia mistrzostwa miała się rozstrzygnąć w ostatnim meczu przeciwko Johnville. John dostał w tym meczu zadania czysto defensywne. Przede wszystkim miał pokryć superstrzelca rywali – Stevena Hunt’a (obecnie zawodnik Reading i Rep. Irlandii). Wszystko układało się znakomicie, aż do czasu kiedy to Hunt błysnął swoimi ponadprzeciętnymi umiejętnościami i zdobywając kolejne bramki wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Ostatecznie Johnville wygrało 4-3, a młody O’Shea musiał przełknąć gorycz porażki. Na obronę Johna można dodać, że Hunt zdobył w tamtejszym sezonie aż 45 bramek, co świadczy o tym, że było go naprawdę ciężko upilnować…

Jednak już w kolejnym sezonie drużyna Ferrybank AFC powróciła na szczyt tabeli nie dając rywalom najmniejszych szans. Również rok później klub z przedmieść Waterford okazał się najlepszy. Niestety złoci chłopcy dorastali i wkrótce ich drogi musiały się rozejść…

Nie chcę odchodzić!

Kiedy John i jego kumple ukończyli szkołę podstawową w Ferrybank było jasne, że zespół juniorski się rozpadnie. Młodzi zawodnicy poszli do różnych szkół i większość z nich pozmieniała kluby, bądź też zaprzestała gry w piłkę nożną.

John został wysłany do szkoły w pobliskim mieście Waterford. Młody Irlandczyk bardzo przeżył rozstanie z kolegami, zwłaszcza z Kenno. W związku z tym bardzo niechętnie wybierał się do nowej szkoły. W tym czasie zaczął spotykać się z Yvonne, z którą związany jest do dziś. Dziewczyna pomogła Johnowi zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu. Wkrótce O’Shea został przyjęty do szkolnej drużyny piłkarskiej, a niewiele później zapisał się do miejscowego klubu – Waterford Bohemians.

Muszę lecieć, mam mecz…

Waterford BohemiansÓwczesny trener Bohemians – Noel Lavery nie oszczędzał zawodnika. O’Shea grał w czterech kategoriach wiekowych naraz, od U-15 do U-18. Jakby tego było mało John występował również w kilku drużynach szkolnych. W pierwszym sezonie reprezentował łącznie osiem zespołów, a każdego weekendu rozgrywał co najmniej dwa mecze!

Oprócz tego, że menedżer wymagał od Johna olbrzymiego zaangażowania, nie oszczędzał go, gdy ten popełnił w meczu jakiś błąd. O’Shea do dziś uważa, że słynna suszarka Alexa Fergusona to zaledwie namiastka, przy sile rażenia głosu Noela Lavery’ego, który wyrzucał z siebie słowa z siłą silnika odrzutowego.

Grając w finale jednego z pucharów, Johna wypatrzyli skauci Queens Park Rangers. Rodzina O’Shea została zaproszona do Londynu. John miał przebywać na dwutygodniowych testach, a już po kilku dniach zaproponowano mu czteroletni kontrakt. Trenerzy byli pod wrażeniem gry nastolatka. Zapewne zawodnik chciałby zostać w Anglii, jednak rodzice stwierdzili, że równie ważne jak sport jest wykształcenie. Chcieli, aby ich syn skończył szkołę w Irlandii.

Angielski sen

Jednakże Johnowi nie było dane dokończyć w spokoju nauki. W przeciągu następnego roku jeździł wielokrotnie na testy do Celticu Glasgow, jednak za każdym razem odmawiał podpisania kontraktu. W pewnym momencie po młodego Irlandczyka zgłosił się nawet Liverpool, ale po raz kolejny rodzice dali Johnowi do zrozumienia, że najpierw musi skończyć szkołę.

W międzyczasie w Szkocji były rozgrywane Mistrzostwa Europy U-16. W reprezentacji Irlandii grał oczywiście John, którego ponadprzeciętne umiejętności dostrzegł skaut MU Martin Ferguson. Niewiele później, w sierpniu 1998 roku John O’Shea złożył podpis pod trzyletnim kontraktem i został oficjalnie zawodnikiem Czerwonych Diabłów.

Entuzjazm Johna i jego rodziców szybko ostudził Alex Ferguson, który zapowiedział, że O’Shea będzie przebywał w klubie nie trzy lata, lecz trzy miesiące… Wynikło małe nieporozumienie i John musiał pokazać Szkotowi na treningach, że warto zainwestować w jego talent. Trener juniorów MU nie mógł nachwalić się Irlandczyka i szybko zasugerował Fergiemu, aby podpisać z młodzieńcem umowę na kilka lat.

A miało być tak pięknie…

John szybko zorientował się, że Manchester nie należy do najprzyjemniejszych miejsc. Przez pierwsze miesiące mieszkał w pokoiku na strychu u pewnego młodego małżeństwa. Jako, że wychował się na wsi, dość trudno było mu się przystosować do życia w tak dużym i ruchliwym mieście. Bardzo tęsknił za rodziną, która wróciła do Ferrybank i odwiedzała go sporadycznie. Wieczorami nie korzystał z uroków nocnego życia, lecz dzwonił do domu i spędzał długie godziny na rozmowach z bliskimi.

John O'SheaJohn zadebiutował w pierwszym zespole w 1999 roku na Villa Park w meczu przeciwko Aston Villi. Fergie nie ośmielił się jednak postawić na młodego defensora w kolejnych spotkaniach. Do końca tego sezonu John grał w zespole rezerw, strzelając w 20 meczach dwie bramki. Mimo niezłej dyspozycji, nie został włączony do pierwszego zespołu w kolejnych rozgrywkach.

Sezon 2001/2002 O’Shea spędził w większości na wypożyczeniu w angielskim klubie Bournemouth. To właśnie tam dał się poznać jako niezwykle wszechstronny i uniwersalny zawodnik. W zależności od decyzji menedżera występował na bokach defensywy lub pełnił rolę stopera.

Irlandia wzywa!

15 sierpnia 2001 – ta data jest dla Johna wyjątkowa. To właśnie wówczas przyodział po raz pierwszy trykot drużyny narodowej. Debiut miał miejsce w meczu z Chorwacją, na stadionie w Dublinie. O’Shea wszedł na boisko na ostatnie 5 minut, jednak nawet w tak krótkim czasie zdołał odmienić losy meczu, ale nie w ten sposób, o jakim marzył. Sfaulował w polu karnym zawodnika rywali, jedenastkę wykorzystali zawodnicy z Bałkanów i ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Choć debiut nie był zbytnio udany, z czasem John stał się podstawowym zawodnikiem drużyny narodowej i aktualnie ciężko wyobrazić sobie bez niego zespół z Zielonej Wyspy.

Niestety mimo widocznych postępów w jego grze i w kolejnym sezonie Alex Ferguson zdecydował się na wypożyczenie zawodnika, tym razem do belgijskiego klubu Royal Antwerp. Menedżer Czerwonych Diabłów stwierdził, że piłkarz więcej zyska grając w podstawowym składzie, niż siedząc na ławce na w Manchesterze. W czasie pobytu w Belgii miało miejsce zdarzenie, które wstrząsnęło Irlandczykiem.

Kenno…

Pewnego wieczoru, po powrocie z treningu John jak zwykle siedział w domu, kiedy zadzwonił telefon. Dzwonił tata. Kenno nie żyje. Powiesił się. Ten komunikat bardzo wstrząsnął Johnem. Uzyskawszy zgodę klubu Irlandczyk wrócił na dwa tygodnie do domu, gdzie w otoczeniu rodziny dochodził do siebie po stracie najbliższego przyjaciela. Przed śmiercią Kenno zostawił list, w którym żegnał się z bliskimi. Specjalny fragment poświęcił właśnie Johnowi, w którym życzył mu szczęścia w życiu i sukcesów w futbolu. Piłkarzowi bardzo trudno było odzyskać równowagę psychiczną. W powrocie do normalnego życia pomogli mu rodzice. Po pewnym czasie John wrócił do Antwerpii.

Nadszedł mój czas!

W sezonie 2002/2003 John nareszcie otrzymał własną szafkę w szatni pierwszej drużyny. Alex Ferguson nie bał się stawiać na młodego zawodnika, a ten odwdzięczył się fantastyczną dyspozycją. Występujący w środku bądź na lewej obronie John był rewelacją tego sezonu. Wróżono mu wielką karierę, a z każdym spotkaniem Irlandczyk zdawał się potwierdzać takie przewidywania. Ostatecznie John zakończył sezon z 10 bramkami strzelonymi w 53 meczach.

Jednym z najlepszych meczów Irlandczyka był występ przeciw Realowi Madryt w Lidze Mistrzów. Na to spotkanie Fergie powierzył młodemu zawodnikowi arcyważne i arcytrudne zadanie. O’Shea miał zneutralizować Louisa Figo na lewej flance. Z instrukcji menedżera wywiązał się znakomicie. Nie tylko nie dał pograć portugalskiemu gwiazdorowi, lecz często zapuszczał się pod pole karne rywali, a co więcej ośmieszył Figo zakładając mu efektowną siatkę. Nic dziwnego, że po sezonie nazwisko O’Shea widniało na liście życzeń Realu Madryt… Jednak Fergie ani myślał o sprzedaży zawodnika i czym prędzej przedłużył umowę z obiecującym Irlandczykiem.

John O’Shea vs. Louis Figo




W kolejnym sezonie O’Shea był podstawowym zawodnikiem Czerwonych Diabłów, jednak nie imponował taką forma jak w poprzednim roku. Latem 2004 roku do drużyny United dołączył Gabriel Hezinze i to właśnie on odebrał miejsce Irlandczykowi w podstawowym składzie. O’Shea pozostawał przez cały sezon w cieniu Mr Argentiny, który został okrzyknięty przez kibiców piłkarzem roku.

Od tego czasu John nie może wywalczyć sobie miejsca w podstawowej jedenastce MU. Aktualnie jako konkurentów na środku pomocy ma Carricka i Hargreavesa. Z kolei na lewej obronie występuje fenomenalny Patrice Evra. O miejscu na środku O’Shea obrony nie ma co marzyć, ponieważ para stoperów Ferdinand – Vidic jest obecnie jedną z najlepszych na świecie.

John pełni na Old Trafford rolę rezerwowego, który łata dziury po kolegach w ataku, pomocy, obronie, a nawet bramce. Chyba wszyscy pamiętają jego debiut między słupkami i fantastyczną obronę sytuacji sam na sam z Robbie Keane’m…

Debiut Johna O’Shea w bramce



John pokazał w meczu z Liverpoolem, że niezły z niego snajper. Stadion Anfield, 90 minuta gry, United gra w 10… Trybunę The Kop ucisza John O’Shea zdobywając decydującą bramkę.

Gol O’Shea w meczu z Liverpoolem

Życie codzienne Johna

Obecnie John mieszka ze swoją miłością z lat szkolnych – Yvonne. Na co dzień jeździ do pracy BMW M6. W wolnym czasie lubi pograć w golfa, interesuje się również rugby. Do jego pasji należy również kino. Uwielbia trylogię Ojciec Chrzestny, a szczególnie jej drugą część. Ulubionymi aktorami Irlandczyka są Robert De Niro oraz Edward Norton. Najlepszymi kumplami z drużyny, z którymi spędza sporo czasu poza boiskiem są: Fletcher, Brown, Ferdinand i Roo.

Nie ulega wątpliwości, że John O’Shea to piłkarz niezwykle użyteczny dla zespołu, jednak często niesłusznie pomijany przez komentatorów. Mam nadzieję, że Irlandczyk jeszcze nam pokaże, na co go stać i powróci do dyspozycji z sezonu 2002/2003! Powodzenia John!

John O’Shea – LEGEND?

Przewiń na górę strony