Co czyni kibicem?

Fani Manchesteru United byli rozpieszczani przez ostatnich kilka dekad. Idziesz na Old Trafford oczekując tylko wygranej, nie zważając na przeciwnika. Rozpoczynasz sezon w sierpniu oczekując przynajmniej jednego trofeum w maju. Na przestrzeni ostatnich 20 lat, odkąd Sir Alex zdobył z drużyną pierwsze trofeum w 1990 roku, jedynymi sezonami, w których nie zdobyliśmy żadnego tytułu są lata 1995, 1998, 2002 oraz 2005. Czy mamy absurdalnie wysokie oczekiwania? Tak, oczywiście mamy. Kibice rywali mogą zrzucić to na arogancję lub cokolwiek innego, lecz prawdą jest, że przywykliśmy do wygrywania czegoś w prawie każdym sezonie.
Dziś, nie udaję, że nigdy nie słyszałam fanów naszej drużyny ostro krytykujących jej zawodników czy wygwizdujących zespół, bo słyszałam i to mnie krępuje. Dla przykładu, pierwsza połowa spotkania United z Sunderlandem w zeszłym sezonie zakończyła się wynikiem 1:0 dla drużyny ze Stadium of Light. Dźwięk gwizdka sędziego spotkał się z gwizdaniem widzów z całych trybun, co według mnie jest wysoce karygodne. Na szczęście, jako odpowiedź błyskawicznie zabrzmiał refren „We love United, we do”, kiedy piłkarze wkraczali do tunelu. Zabrzmiał on z ust tych, którzy rozumieli jaka jest rola prawdziwego kibica. Sześć minut po rozpoczęciu drugiej połowy, Dimitar Berbatov zdobył gola.
Nie zawsze będziesz zachwycony tym co dzieje się na boisku, niezależnie od tego ile pieniędzy wydałeś, ale twoim zadaniem, jako kibica, jest wspierać drużynę w każdej sytuacji.
Sześć lat temu, zespół Charlton Athletic zakończył sezon na 7. miejscu tabeli Premiership, tracąc niewiele, bo 7 punktów do czołowej czwórki. W zeszłym sezonie skończyli na 4. miejscu w League One (3. liga) mając na koncie 11 punktów mniej niż pierwsza w tabeli drużyna Norwich. Mimo tego, ich mecze wciąż przyciągają ponad 17,000 widownię. Ceny karnetów na The Valley mogą wynosić 425 funtów.
Dziewięć lat temu klub Leeds United grał w Lidze Mistrzów. Miniony sezon spędzili w League One, a średnia liczba widzów na stadionie to 23,000. Na Elland Road karnet kosztuje 480 funtów.
Karnet na mecze Manchesteru United na Old Trafford w przyszłym sezonie może kosztować ok. 513 funtów, a więc porównując do wyżej wymienionych przykładów mamy obraz tego jak wiele są w stanie zapłacić kibice aby wspierać ich ukochaną drużynę.
Jeśli płacisz za swój bilet, czy płacisz również za prawo do wygwizdywania piłkarzy, jeśli grają źle? Wydajesz swoją z trudem zarobioną pensję, aby spędzić jeden dzień w tygodniu oglądając popisy swoich ulubieńców na boisku, podczas gdy zawodnicy, których przychodzisz oglądać w ciągu jednego tygodnia zgarniają kilkanaście razy więcej niż ty możesz zarobić w rok. Najlepsi lekarze w Anglii zarabiają rocznie tyle, ile Wayne Rooney w ciągu siedmiu dni.
Tak, pieniądze w futbolu są momentami absurdalne, ale dochody jakie on przynosi są równie imponujące. Sama nasza wygrana w Lidze Mistrzów w 2008 roku to stawka 80 milionów funtów; Ronaldo zarobił w tamtym sezonie 5.3 miliona funtów. Zatem owszem, piłkarze zarabiają niewyobrażalnie wysokie sumy pieniędzy, ale uwierzcie mi, kluby mogą zarobić dużo, dużo więcej. Przeważnie jednak, jeśli drużyna nie gra zbyt dobrze, a kibice narzekają na to ile wydali by oglądać taki występ, celem ich narzekań są zawodnicy i ich gigantyczne wynagrodzenie, a nie zdzierające z nich pieniądze kluby… bądź w przypadku angielskich kibiców, FA.
Kilka dni temu Anglia zaliczyła naprawdę okropny występ przeciwko Algierii na Mistrzostwach Świata, który skończył się przygnębiającym, bezbramkowym remisem. Muszą dać z siebie wszystko w środowym meczu ze Słowenią aby wyjść z grupy, chociaż jeśli nadal ich forma będzie utrzymywała się na tym samym poziomie, w dalszych rozgrywkach mogą nie mieć szans, jeśli przyjdzie im grać z Niemcami czy chociażby Ghaną. Bądźmy szczerzy, nawet po kilku wypitych piwach i „Vindaloo” puszczonym na cały regulator w angielskim pubie nie było czego oglądać, a tym bardziej z czego się cieszyć. Z Wayne’m Rooney’em grającym jak ostatni leszcz, i resztą drużyny solidarnie mu wtórującą, większość oglądających zastanawiało się co oni tam właściwie robią.
Fani City wulgarnie zwymyślali Rooney’a, zwracając się do niego per „twat” (dla nie znających angielskiego polecam słownik, gdyż nie wypada tłumaczyć takich zwrotów); kibice United nie pozostali im dłużni przypominając, że Roo był ich jedyną nadzieją i przygadując takim zawodnikom jak Shaun Wright-Phillips i Gareth Barry, i wszyscy nazywali Lamparda tłustym draniem, Terry’ego męską prostytutką Chelsea, a Gerrarda określali mianem „scouse bastard”. O tak, jedna, wielka, szczęśliwa, angielska rodzina. Złość i frustracja narastały w trakcie jak toczyła się gra i coraz więcej alkoholu lało się w pubach. Kiedy rozległ się gwizdek sędziego wieszczący koniec meczu, zapanowało totalne niedowierzanie. Anglia grająca aż tak źle? Anglia, która nie potrafi nawet zbliżyć się do zdobycia bramki przeciwko Algierii?
Szerokim echem odbiła się pomeczowa wypowiedź Rooney’a schodzącego z boiska, dotycząca gwizdów fanów angielskiej drużyny. Jedni popierali taką reakcję zawodnika, drudzy nie mogli uwierzyć, że Roo zdecydował się tak otwarcie ich skrytykować. Przypomnijmy tą sytuację:
Nice to see your own fans booing you. If that’s what loyal support is… for fuck’s sake.”
Angielscy kibice będą wierzyli w to, że ponieważ przejechali tyle kilometrów, ponieważ wydali tyle pieniędzy, mają prawo wyrażać swoje niezadowolenie takim żałosnym występem. Zgoda, mają takie prawo, jednak to zależy jak widzisz swoją rolę jako kibica. Można ich zapytać, można zapytać „fanów” ostro krytykujących Berbatova na Ewood Park w zeszłym sezonie: co starasz się osiągnąć? Czy wygwizdywanie zawodników sprawi, że będą grać lepiej? Czy oni grają tak źle z wyboru, a teraz, kiedy już ich wygwizdałeś, zdecydują się zagrać lepiej? A może ich kompletnie demoralizujesz? Sprawiasz, że czują złość i frustrację, i nie mają już po co grać? Jeśli ich właśni fani tak ich nienawidzą, zatem co jest grane?
Pamiętny mecz sprzed dwóch sezonów. United – Liverpool, 1-4. Większość kibiców biła brawa, śpiewała na cześć drużyny, pomimo tego bolesnego uczucia jakie przegrana z rywalami przyniosła.
Jestem rozczarowany zachowaniem tak zwanych kibiców. Powinni wspierać swoją drużynę zamiast gwizdać. Manchester przegrał niezmiernie ważny mecz na Old Trafford z Liverpoolem 1-4, jednakże fani klaskali, gdy schodziliśmy z boiska. Rozumieją, że są także złe momenty w życiu piłkarskich drużyn. Po tej przegranej wygraliśmy ligę.
Patrice Evra
Tak wypowiedział się francuski obrońca po przegranym towarzyskim spotkaniu z Nigerią kilka miesięcy po meczu z Liverpoolem, kiedy to został wygwizdany przez fanów.
Wybuch Rooney’a będzie krytykowany. Będą kwestionować jego profesjonalizm, zastanawiać się czy może pozwolić sobie zwracać się do fanów w ten sposób. Chodzi o to, że Roo został narażony na coś, do czego nie jest przyzwyczajony. Zagrał źle, został wygwizdany i prawdopodobnie usłyszał obelgi pod swoim adresem. W United jest nietykalny, jednak osiemnastego czerwca doświadczył czegoś szokującego.
Osobiście popieram jego zachowanie. Angielscy fani są poza kontrolą. Jeżeli chcą gwizdać, mają do tego prawo, ale w ten sposób przyczynią się do upadku własnej drużyny. A może właśnie tego chcą? Może cieszy ich, że mają na co narzekać? Lecz jeśli siedzisz na trybunach, wygwizdujesz i wyzywasz zawodników swojej drużyny, nie oczekuj, że w następnym meczu będą walczyć dla herbu na piersi jak nigdy przedtem. Naprawdę chciałabym, aby Rooney zdobył bramkę w następnym meczu i pokazał tym cwaniakom z trybun swoją wartość.
Ewentualnie zakończ przygodę z reprezentacją, Roo. Będziemy śpiewać twoje imię głośniej niż kiedykolwiek w przyszłym sezonie, bo doceniamy cię bardziej niż inni kiedyś będą.
Bycie fanem, wiernym kibicem, nie oznacza, że nigdy nie wkurzasz się na swoją drużynę i nie jesteś krytyczny wobec jej gry. Oczywiście nie stajesz się robotem pozbawionym emocji, ale powinieneś umieć ugryźć się w język i stanąć murem za swoim zespołem. Jeśli Anglicy zakończą przygodę z mundialem na fazie grupowej, wtedy gwizdy skierowane w ich stronę na meczu ze Słowenią będą bardziej zrozumiałe, chociaż dla mnie ciągle nietaktowne i nie do przyjęcia w przypadku United. Ale wygwizdywanie ich teraz to szaleństwo. To nie jest motywacja by grać lepiej. Kiedy Synowie Albionu wrócą do domu, kiedykolwiek to się stanie, to zawodnicy i manager będą obwiniani; ale to także ci fani, którzy pojechali ich dopingować, ci którzy wydali góry pieniędzy i pomalowali twarze w barwach swojego kraju, oni także przyczynili się do upadku swojej drużyny, co kłóci się z ich rolą jako kibiców.
Zwolennicy United mają wysokie oczekiwania, także przez wszystkie te nagrody, trofea, tytuły, które nasz team zdobył. Rzadkością jest zobaczyć tak negatywną reakcję wśród kibiców Manchesteru. Nie ma kibiców idealnych, ale niemal zawsze wspieramy naszych chłopaków, bez względu na styl gry czy wynik. Przegrana z Liverpoolem jest tego idealnym przykładem. Patrzysz na angielskich fanów, których drużyna wygrała jedno trofeum (44 lata temu) i zastanawiasz się dlaczego oni oczekują samych sukcesów. Dlaczego wymagają tak wiele od drużyny, która wielokrotnie ich zawiodła? Jednak za każdym razem gdy tak się dzieje, gwiżdżą i wymyślają ich. Możecie sobie wyobrazić, że Anglia przegrywa z Argentyną? Niemcami? Jeszcze przez długi czas słyszelibyśmy w uszach dźwięki dezaprobaty.
Bez względu na wszystko, kochamy Cię Wazza i tak jak Ferguson rozpieścił swoich fanów sukcesami, my rozpieściliśmy Cię naszym wsparciem. Zatem, White Pele, wracaj jak najszybciej do domu i pozwól nam przypomnieć Ci, jak zachowują się prawdziwi fani.
Za therepublikofmancunia.com
Lubisz ten wpis?
Oceń ten wpis:
Jestem rozczarowany zachowaniem tak zwanych kibiców. Powinni wspierać swoją drużynę zamiast gwizdać. Manchester przegrał niezmiernie ważny mecz na Old Trafford z Liverpoolem 1-4, jednakże fani klaskali, gdy schodziliśmy z boiska. Rozumieją, że są także złe momenty w życiu piłkarskich drużyn. Po tej przegranej wygraliśmy ligę.

(5 głosów, średnia: 3,80 na 5)







Jak już pisałem, nie biorę pod uwagę możliwości opuszczenia kadry przez Roo. A to, że kibiców szlag trafiał podczas patrzenia na piłkarzy, którym się po prostu ruszać nie chciało jest w miarę normalne.
mogę tylko powiedzieć, że w tym temacie Scott jest lekko zboczony, i o ile generalnie dyskutuje się z nim fajnie, tak w tym aspekcie jest strasznie twardogłowy :)
nie zgadzam się z tezą artykułu, że:
kiedy pisałem o tym, że gwizdanie na Ingerlernd po meczu z Algierią było słabe, ktoś (chyba krzychu) odpisał, że gdyby zapierdalali, to byłoby słabe, ale oni tylko „zapierdalali”. i tu jest pies pogrzebany. spierałem się dość długo ze Scottem na RoM o Berbatova i gwizdy skierowane w jego stronę po i na meczu z Blackburn. napisałem wtedy mniej więcej tyle, że piłkarz może nie strzelać, może źle podawać, może się przewracać, nie wracać, ale musi walczyć. jeśli nie walczy, to znaczy, że nie szanuje ludzi, którzy go wspierają i identyfikują się z nim przywdziewając koszulki podobne do tej, którą sam nosi podczas meczu. stąd fenomen miernego Teveza, który dla wielu na zawsze pozostanie lepszy od Berby, bo biegał, starał się i walczył. nawet, jak mu nie wychodziło. stąd wiele legend, które czasem były przeciętnymi piłkarzami, ale ich determinacja i wola walki wywindowała ich w oczach fanów do pozycji liderów.
nie, nie uważam, że kibic musi wspierać drużynę, co by się nie działo – kibice również są po to, żeby wytykać błędy, krytykować, a nawet wymagać zmian, jeśli te są niezbędne. można być hurraoptymistą i mówić „dogonimy ich w kwietniu”, albo można być realistą i mówić „kurwa! ale czemu mamy ich gonić w ogóle, skoro zmiana jedna, czy dwie mogłyby zaowocować tym, że to oni by nas gonili”. kibice mają głos. Capello podobno czyta na bieżąco ileś tam blogów i stron kibiców Ingerlernd. widać to chociażby po tym, że Emile siedział na ławie w meczu ze Słowenią. Emile, który jest jednym z pupili Włocha, zdeptany przez kibiców, musiał usiąść. Cole, którego z kolei Capello nie lubi, wszedł na zmianę pod naciskiem zarówno kibiców, jak i piłkarzy. kibice mają głos – ja w to wierzę. dlatego wierzę, że warto wytykać błędy, bo nikt nie jest nieomylny, a każdy z nas może zauważyć coś, czego nie widzi trener, czy sztab. to tacy sami ludzie, jak my. oczywiście, na redlogu, działającym po polsku, mamy ograniczone pole do popisu, ale RoM chociażby jest najpopularniejszym blogiem sportowym któryś tam rok z rzędu. jestem przekonany, że znajduje się na liście Capello.
stawanie murem za swoim zespołem przypomina mi słynne „nikt nas nie przekona, ze czarne jest czarne…”. c’mon! jeśli grają źle, dlaczego mamy powiedzieć, że grają dobrze? jeśli inni są lepsi, czemu mamy mówić, że mieli szczęście, albo oszukiwali, albo cokolwiek innego? bycie kibicem nie powinno automatycznie wiązać się z wyzbyciem się trzeźwego oglądu sytuacji, możliwości krytyki itd. takie podejście to już fanatyzm, a osobiście uważam, że wszystko kończące się na -izm nie jest dobre. fanatyzm szczególnie.