United to MY! – Kula & Ania

Miało być o moim kibicowaniu United. Jednak pomyślałem sobie, że wszystkie fajnie przeżycia z tym związane mają wspólny mianownik. Zawsze we wspomnieniach jest jeszcze ktoś. Nie będę więc Wam opisywał jak to na świat przyszedłem ze znaczkiem Manchesteru United na czole, a pierwszym słowem jakie powiedziałem było – United. To nie było tak, choć wg świadków gdy się urodziłem byłem cały… czerwony. Ale to chyba nie tylko ja tak miałem.

Od lat wczesno-dziecięcych, wolałem grać w piłkę niż uczyć się o stonkach i innych meduzach, więc musiałem mieć swojego ulubionego piłkarza i ulubiony klub. Na warszawskim podwórku, na skrzydłach w ataku a i czasem na bramce grał mały Best/Giggs. To był pierwszy kontakt z MU, jeszcze nieświadomy ale przekazany mi przez Ojca. Pamiętam, że gdy miałem około trzynastu lat byłem strasznym podwórkowym wywrotowcem, kibicowałem tym drużynom, które były słabsze lecz miały charakter. Zawsze musiałem być przeciw większości (i nie chodziło tylko o sport). Kibicowałem Suns i Sir (przypadek?) Charlesowi, gdy ten toczył boje z Michaelem Jordanem. Potem wszyscy kibicowali Lakersom a ja nie. Potem był powrót Jordana, więc zgodnie z zasadami kibicowałem Hornets z moim ulubionym Alonzo Mourningiem.

Tak zawsze było, szukałem w drużynie charakteru, a jeszcze lepiej gdy liderem zespołu była wielka osobowość. W 1995 roku, wróciłem do oglądania Manchesteru United. Zobaczyłem wtedy dwie postaci, które zrobiły na mnie piorunujące wrażenie – Eric Cantona i Ryan Giggs – uosobienia charyzmy. Gdy oglądałem Erica, z wiecznie postawionym kołnierzykiem i jego reakcje po strzelonych bramkach tak odmienne od wszystkich wiedziałem, że to mój człowiek. Drugim był natomiast gracz z burzą czarnych loków, walijski czarodziej – Ryan Giggs, który samym balansem ciała bez żadnych sztuczek mijał rywali jak tyczki na stoku.

Nie wiedziałem jeszcze wtedy jaka jest historia United i co jest przed nimi, ale zrozumiałem, że takim ludziom mogę kibicować. Przeczuwałem, iż takich graczy zastąpią w przyszłości kolejni z wielkim duchem do gry. Tak się rzeczywiście stało. Potem był pamiętny rok 1999, niezapomniany finał. Oglądałem go z Ojcem w domu, 90 minuta a Niemcy wygrywają. Trzy minuty później śpiewałem na balkonie, bo jak się okazało sąsiad z dołu też kibicował United. I potem już poszło samo, TV, sprawdzanie wyników w telegazecie (str. 236 – kto to pamięta ?), później Internet i diabelskie portale. Co więcej pisać? No właśnie może to Wam przypadnie do gustu?

Dramat w 3 Aktach :

Obsada :
K: Kula
A: Ania (moja miłość)
B: Babcia
O: Ojciec
S: Moja siostra (lat 8)
P: Pestek – mój przyjaciel (znany z tego, że oglądając drugą część „Władcy pierścieni” zadał pytanie – kto to jest ten gościu w białym kitlu? Chodziło o Gandalfa.

Akt 1 – Oglądanie meczu u Babci :

B: Czy ten fajny łysolek to Wasz trener? (o Spallettim podczas pierwszego meczu Manchester United- AS Roma)
-
A: Ten Pique to taki Achilles. ^^
K: Ale grają kichę.
B. Kto to jest Achilles Kiche?

Akt 2 – Oglądanie meczu w Championsie (Manchester United – AS Roma 7:1)

P: O kurde, ten gościu to typ którego moja siostra ma na pulpicie. Kto to?
K: Cristiano Ronaldo
P: Fajny chłopak…
-
K: Tato czy mógłbyś nie podskakiwać za każdym razem jak mają okazję do strzelenia bramki?
O: Dobra ( kilka minut później zostałem oblany shake’m waniliowym, sami wiecie ile tam było okazji do podskakiwania )

Akt 3 – Oglądanie meczu u Ojca

S: To ja kibicuje tym na niebiesko.
-
S: Mamo czy te wrzaski Taty, oznaczają, że będziemy miały miły wieczór?

Los mi sprzyja i mogłem przez ostatnie dwa lata śledzić „narodziny” kibica MU, czyli mojej Ani. Gdy zaczęliśmy wspólne mieszkanie, Ania była kibicem Liverpoolu (raczej bardzo biernym), nazwałbym to efektem Dudka. Kilka lat euforii spowodowanej występem Polaka w finale LM zrobiło swoje. Dodatkowo, piłka nożna z racji jej wysokiego poziomu w Polsce, nie była Jej ulubioną dyscypliną sportu.

Trzeba było więc to zmienić. Ania ma twardy charakter, więc nie mogło to nastąpić jednego dnia, a musiało być efektem długiego procesu. Stwierdzam, że mniej więcej dwa miesiące temu proces ten się zakończył, można wręcz powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza ale o tym później. Dodam jeszcze gwoli uzupełnienia, że Ania nie jest sportowym dyletantem wręcz przeciwnie jest wicemistrzem Europy w… (niech pozostanie tajemnicą), z tego względu podobnie jak ja docenia charakter i wolę walki piłkarzy a nie tylko ich boiskowe umiejętności.

Indywidualnie. Ulubionym graczem Ani dość szybko stał się Vidic, waleczny serbski obrońca naprawdę przypadł Jej do gustu. Do tego stopnia, że jego zdjęcie stoi na regale obok mojego. Rio to też ciasteczko. Gorzej było z pomocnikami i napastnikami. Choć Alan Smith i Louis Saha również należeli do grona faworytów. Do ulubieńców zalicza się też Michael Carrick ps. „sarenka” i nasz sympatyczny Koreańczyk. Ania z uporem twierdziła, że Rooney i Tevez są słabi. Owen Hargreaves otrzymał pseudonim – mopman, a Ronaldo plakietkę nadętego bufona i chama . Wes Brown, dla świętego spokoju mógł się nie pojawiać na boisku. Jedynym sposobem na zmianę nastawienia był czas. Z każdym kolejnym meczem nastawienie się zmieniało. Bo wtedy dopiero można docenić to co dla drużyny robi Rooney. Widać, że Tevez w każdym meczu do ostatniej minuty wypruwa sobie płuca. Do tego doszło zainteresowanie życiem prywatnym piłkarzy.

Na pierwszy ogień poszedł Ronaldo, trochę czytania o dzieciństwie i relacjach z rodziną, spowodowało, że przeszedł on do grupy „lubiani”, teraz wręcz Ania stała się adwokatem Portugalczyka . Potem przyszła kolej na Rooneya i Teveza. Ile meczy trzeba obejrzeć, żeby zobaczyć czemu Manchester United nie odda nigdy tych piłkarzy nawet za Benzemę, Aguero, Huntelaara, Toniego i Eto razem wziętych? Pięć? Więc zostali już tylko Owen Hargreaves i Wes Brown. Tu już było ciężko, Ania nie podzielała mojej opinii o wręcz rewelacyjnych umiejętnościach Owena. Potem, pojawił się gdzieś wywiad o tym, że urodzony w Kanadzie diabeł jest trochę na uboczu, jego dziewczyna nie „WAG’uje” i powoli „mopman” stał się w oczach Ani pełnowartościowym zawodnikiem.

Przełom nastąpił gdy któregoś dnia wybił piłkę z linii bramkowej wtedy Ania obiecała, że już nigdy nie powie na niego złego słowa, obietnicy dotrzymała. Nawet wydaje mi się że polubiła Owena. Choć moim zdaniem, dopiero następny sezon, pokaże jaki skarb sprowadził Sir Alex Ferguson na Old Trafford. Niestety Wes Brown, cały czas ma przechlapane. Na chwilę obecną ulubionym zawodnikiem Ani jest z pewnością serbski obrońca. Moje żarty w stylu „Vidic jest taki twardy bo ma za sobą bałkańską mafię” czy ” on ma tyle pieniędzy bo handluje żywym towarem” spotykają się z bardzo ostrą reakcją. Do grona ulubieńców z pewnością można zaliczyć Rio, Chaberka van Skrzata (Edwin Van Der Sar), Evrę (cyt. – on jest taki ładny jak murzynek na reklamie lodów Bambino), Johna O’Shea i Gerrarda Pique. Oczywiście jest też kilku ulubieńców spoza Manchesteru United, są nimi John Terry i Frank Lampard. Jednak żeby zobrazować Wam przepaść między nimi a np. Vidicem przytoczę pewną historię. Niedawny mecz z Chelsea, na widok Drogby pada stwierdzenie „ja go lubię”.

Dwanaście minut później po tym jak Didier znokautował Nemanje usłyszałem naprawdę wiele „ciekawych” określeń na temat napastnika z których jedyne nadające się do publikacji to: „powinni go deportować”. Nielubiani piłkarze : Joe Cole i Fernando Torres ps. „pokemon”. Dodam jeszcze, że moja lepsza połowa, zna całe życiorysy każdego piłkarza United, łącznie z datą urodzenia i liczbą rodzeństwa. Oczywiście Sir Alex Ferguson też należy do grona szanowanych i lubianych ludzi, ale czy może być inaczej w przypadku kibica Manchesteru United ?

Zespołowo. Zaczęło się słabo, zdarzały się uśnięcia w trakcie spotkania. Do tego dodam, że Ania bynajmniej nie podzielała mojej niechęci do drużyn takich jak Chelsea, Arsenal czy Liverpool. Choć niechęć ta jest jedynie „boiskowa” po prostu za każdym razem chcę żeby to United było górą w meczu. Ale jak już pisałem czas leczy rany. Mecze zaczęły cieszyć się coraz większym zainteresowaniem i co ważniejsze zaczęły emocjonować mojego kibica. Teraz każdy mecz oglądamy w napięciu, jedząc chrupki i pijąc Coca-Colę.

Wspomniałem na początku o przełomie. Otóż musicie wiedzieć, że w związku z meczami otrzymałem zakaz przeklinania dość surowo egzekwowany. Zostałem z niego jednorazowo zwolniony w czasie meczu z Chelsea. Ale wciąż czekałem aż usłyszę emocje. I stało się. Pamiętacie pucharowy mecz z Tottenhamem? Po faulu na Evrze, Robie Keane przewrócił się na ziemię, siedząc na murawie zaczął krzyczeć coś do sędziego z wielce niezadowoloną miną, wtedy usłyszałem „a idź stąd i się pier***”. Od tego czasu tworzymy dość zabawny duet kibiców, ja przeklinam i denerwuję się (nie mogę usiedzieć, gdy nasi strzelają karne) zaś Ania wnosi niezbędny spokój (no chyba, że dzieje się krzywda któremuś z naszych graczy) i krytycyzm wobec poczynań United.

Nie wiem czy za 30 lat będę pamiętał potyczki United w szczegółach ale na pewno pamiętać będę ludzi z którymi je oglądałem. Wy raczej też tak będziecie mieli więc zadbajcie o doborowe towarzystwo.


Wszystko powyżej to jedna wielka bzdura ;-). Tomek chciał wysłać nieautoryzowany tekst na Redloga, na szczęście udało Mi się go przechwycić. Stąd też wynikają pewne różnice chronologiczne. Nie będę pisać drugi raz tego samego, ale kilka rzeczy wymaga sprostowania bądź uzupełnienia.

Nazwanie mnie kibicem Liverpoolu jest delikatnie mówiąc nierozsądne. Pamiętam finał Ligi Mistrzów w Stambule i przyczyny dla których go oglądałam i nie było to spowodowane występem naszego rodaka. Po prostu wtedy usiadłam przed TV z mamą w nadziei obejrzenia kolejnego odcinka „M jak Miłość”. Z braku innych opcji stwierdziłyśmy, że sobie obejrzymy jak grają chłopcy. Z Tomkiem mamy niewiele wspólnych cech, ale jedno nas łączy – kibicujemy słabszym. Więc cieszyłam się z tego, że Liverpool doprowadził do remisu. Dudek – dance był imponujący. I tyle. Poza tym kiedyś w Liverpoolu grał Michel Owen ^^.

Następna przygoda z piłką nożną to były mecze u Ojca Tomka i wieczna nuda. Należy dodać iż Ci dwaj Panowie mieli jeszcze jedno hobby – oglądanie relacji live w Internecie i podniecanie się zmianą cyferek na korzyść Manchesteru United. Jeśli Panowie rozmawiali ze sobą przez telefon, to tylko na jeden temat. Zawsze też musiała odbyć się konferencja przed i po-meczowa, w czasie której przedyskutowywane były zarówno skład i taktyka United. To był okres, w którym zastanawiałam się czy mój chłopak jest oby na pewno normalny. I tak z grubsza wyglądał sezon 2006/07.

Mecz z AS Romą (7:1), nie mogłam doprać tej sławnej koszulki oblanej shake’iem, którą Tomek dostał ode mnie kilka dni wcześniej w prezencie. Od tamtego czasu muszę przyznać, że lubię AS Romę, cały czas pamiętam kibica Rzymian siedzącego obok nas w pubie i pocieszającą go, ocierającą mu łzy dziewczynę. Chyba nie miała udanej nocy. Poza tym oni maja takie fajne koszulki (kobitki wiedzą o co chodzi). Muszę przyznać, że cieszyłam się z mistrzostwa United w zeszłym sezonie, bo gwarantowało Mi to udane wakacje – ale ze mnie egoistka :-).

Ten sezon był inny. Oglądałam już wszystkie mecze. Powoli zaczęłam darzyć graczy United sympatią i im kibicować. Wcześniej Manchester United kojarzył mi się z boskim Davidem i moimi przyjaciółkami szalejącymi na jego punkcie. Tomek już zdążył napisać Wam już o moich faworytach. Chcę tylko dodać, że po finale w Moskwie Wesowi Brownowi też odpuszczam. Szkoda tylko, że odszedł mój Achilles Pique, no cóż nie można mieć wszystkiego.

Nie mogę się powstrzymać i nie wtrącić kilku słów o moim ulubionym piłkarzu – Nemanji Vidicu. Nie wiem jak to wytłumaczyć ale zawsze podobają mi się obrońcy. Może to kwestia prezencji czy wrodzonej zadziorności. Nema, to miłość od pierwszego wejrzenia i niech już tak zostanie. Każdy musi mieć swojego ulubieńca. Przypominam o tym, że miałam dostać koszulkę, podpisane zdjęcie ( żeby zastąpić to drukowane bez ramki) i królika, którego będzie nazywał się Nemi. Ale ktoś zabłądził i nie dotarł do sklepu.

Z czasem, zaczęłam przeżywać występy diabełków. Był to objaw dla mnie objaw niepokojący. Co gorsza poszłam o krok dalej i zainteresowałam się życiem prywatnym piłkarzy oraz śledzeniem wszystkich wiadomości na temat klubu. Dzięki temu Tomek ma codziennie rano zapewnioną prasówkę ze świeżą porcją informacji.

Tak sobie teraz myślę, że Tomkowi bardzo zależało na zrobieniu ze mnie prawdziwego kibica. Byłam uczona całej historii United a następnie odpytywana na wyrywki – „kto?, gdzie?, kiedy?, skąd?„. Kiedy już opanowałam materiał, Tomek nie omieszkał pochwalić się Tacie i kuzynowi. Tata na tym polu nie ma podobnych sukcesów.

To prawda, że kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa. U nas widać to podczas oglądania meczy. Ja zajmuję się gadaniem i dzielę się z Tomkiem swoimi przemyśleniami luźno związanymi z meczem (np. „o nowym samochodzie Ronaldo w czasie wykonywania karnego” – przyp. Tomek). On natomiast wtedy najchętniej by mnie zakneblował co powoduje, że podczas tych dziewięćdziesięciu minut zdążymy się kilka razy pokłócić. Niestety Tomek wciąż zapomina, o tym kto ma zawsze rację. Więc zamiast przytakiwać, doprowadza do niepotrzebnych dyskusji. Na szczęście diabełki często wygrywają, więc po meczu wszystko wraca do normy. Gorzej jest jak przegrają. Wtedy Tomek potrzebuje godziny dla siebie. W czasie meczu ja najczęściej spokojnie sobie siedzę, jem chrupki, popijam Cole i wierzę w wygraną United. Podczas gdy Tomek, wykonuje różne akrobacje, skłony, nie wspominając, że regularnie padają stwierdzenia typu „no to już po zawodach” czy „to sobie pograli”. Każdy przegrany mecz to stracony tytuł mistrzowski. To chyba dziedziczne.

Zauważyłam też istnienie pewnych rodzinnych zabobonów, które zostały przemilczane. Tata Tomka, nigdy nie goli się w dniu meczu – podobno pomaga. Ja profilaktycznie nie zakładam czerwonych koszulek, gdyż wtedy zawsze przegrywają. Tomek unika statystyk, bo zawsze gdy znajdzie coś ciekawego (np. passę zwycięstw na wyjeździe na danym stadionie), okazuje się, że United przegrywa. Niestety mam jedną przypadłość – bramki zazwyczaj padają podczas moich krótkich… hmm… nieobecności.

W tym sezonie opuściliśmy tylko mecz z Liverpoolem. Była wtedy Wielkanoc, którą spędziliśmy u moich dziadków w Gdańsku. Nie spałam kilka dni, zastanawiając się jak obejrzeć mecz. Okazało się, że starszy kibic, był poinformowany o nieszczęściu jakie spotkało mojego Tomka, i po każdym golu natychmiast dzwonił. Ja natomiast musiałam zadowolić się powtórką.

21 maja, był dniem długo przeze mnie oczekiwanym. Cały dzień bolał mnie brzuch – z nerwów, co najmniej jakbym to Ja występowała na Łużnikach. Czekałam w domu na Tomka i nie wiedziałam nawet czy zdąży dojechać na mecz. Wyobraźcie sobie, ten kłębek nerwów i szału przedzierający się przez warszawskie korki, współczuje innym kierowcom. Całe szczęście, że zdążył. Przez całą dogrywkę słyszałam jedno stwierdzenie – „jak będą karne to wychodzę?„. Udało mi się go powstrzymać i karne oglądał na klęczkach. Po tym jak VDS obronił karnego, zaczęliśmy skakać po pokoju niczym gumisie. Cóż to były za emocje.

Na koniec przychodzi mi do głowy rozmowa moich dwóch koleżanek.
Jak Ci się wydaje, o czym myślą faceci gdy oglądają mecz?
– Oni nie myślą, oni oglądają


Oceń ten wpis:
SłabyTaki sobieŚredniDobryBardzo dobry (28 głosów, średnia: 4,64 na 5)
Loading ... Loading ...

Tagi:


Be social
Wykop Gwar Dodaj do zakładek CafeNews



14 komentarzy do “United to MY! – Kula & Ania”

  1. paolo pisze:

    Ha ha i tekst Kuli i Ani jest świetny :) super oczywiście 5!

  2. Zoltanik pisze:

    Zarypisty tekst;) Bardzo fajne jest spojrzenie na jedną sprawę z dwóch punktów widzenia;) No i pozazdrościć wybranki serca… fanki UNITED;)
    Szkoda tylko chłopie, że jesteś na „równi” z Vida, którego śmiem twierdzić, iż Twoja żona, narzeczona bądź dziewczyna nie zna;)
    Pozdrawiam taką parę gorąco;)

  3. Szymcio pisze:

    He he, świetne, Kula jak widzę, przeżywa dokładnie tak jak ja ;p Też wielokrotnie przeklinam, chyba że obok siedzi któryś z braci lub Mama ;) a te teksty „już po zawodach” to z ust mi wyjęliście ;) Ile razy tak mówię oho ho !
    Ania to skarb. Fanka Diabłów, może trochę zbyt flegmatyczna podczas meczów, ale zawsze ;p Mi się jedna niewiasta podoba i próbowałem w nią wpoić miłość do Red Devils i oczywiście zapewniała że jest ich fanką, ale gdy po meczu z Boltonem (0-1), śmiała się z Diabłów, nazywając ich ciotami czy jakoś tak, zbluzgałem ją w najgorszych słowach jakie mogłem sobie przypomnieć i doradzałem rzucenie się z mostu. Od tego czasu rzadko porusza tego typu temat, ale niedawno znów usłyszałem niepochlebne zdanie o Ronaldo, po przestrzeleniu karnego, więc po raz wtóry została zmiażdżona słownie, no ale cóż, bywa ;)
    Tekst świetny, można się uśmiać. Mój mały przesąd, to chyba to, iż przed meczem zawsze staram się nie wierzyć w zwycięstwo [!]. Robię tak zwłaszcza przed trudnymi spotkaniami i łatwiej jest wówczas znieść gorycz porażki. Jednak po meczu z Chelsea (2-1), rzucałem „ku.wami” na lewo i prawo przez dobre pół godziny ;D

    Tekst świetny, pozdrawiam Was, ode mnie 5 !

  4. ciah pisze:

    Ciekawy tekst. A co do golenia to ja w dniu finalu ogolilem sie po raz pierwszy w zyciu wiec dla mnie bedzie to moega szczesliwe.

  5. Faith pisze:

    Świetne hehe. Fajnie zestawiliście ze sobą dwa teksty. Punkt widzenia kobiety i mężczyzny. ;-) No i fajnie się dowiedzieć, że sątak wierni kibice wśród płci pięknej.
    Pozdrawiam. (;

    P.S. Myślałem, że Ronaldo będzie ulubionym piłkarzem Anii. hehe ];->

  6. Rafi pisze:

    Hehe, zgadzam sie świetnie opisane kibicowanie z 2 rożnych biegunów, a kiedy czytałem ten opis o akrobacjach na meczu Kuli to widziałem siebie i swoją siostrę, klęczki na karnych w finale LM też były xD

    Szkoda tylko że nie chcieliście powiedzieć w czym sznowna Ania jest v-ce mistrzem Europy, bo w czym by nie była to jest to nie lada sukces :]

    Sam trenuję lekką attletykę i wiem co to znaczy poświęcenie, dlatego również cenię sobie sportowców-wojowników, którzy biegają do upadłego, aby osiągnąć cel.

  7. Christ pisze:

    Po tym jak VDS obronił karnego, zaczęliśmy skakać po pokoju niczym gumisie

    hahah lepiej tego ująć nie mogłaś:) Największy thriller w moim życiu. Bez scenariusza, jakże piękny.

    Co do słabszych drużyn… do kibicowania oprocz czerwonych koszulek i Becksa(mimo iż wtedy już nie grał, zawsze mialem do niego sentyment) zainspirował mnie chyba rok 2005, kiedy to Chelsea była mistrzem, a United pogrążało się w kryzysie(pamiętam kiedy przegrali mecz z Sunderlandem- to zaprzepaściło nikłe szanse na mistrzostwo). Mimo, że mieli wtedy prawie 9 pktową sratę do Ruskich wierzyłem w nich do końca.

  8. mally pisze:

    Fajny tekst. Kula tak trochę nudnie, Ania całkiem nieźle. Ogólnie bez zastrzeżeń, ale skoro Ania zna biografie wszystkich piłkarzy United, to chyba powinna wiedzieć, ze Gerrard Pique, to tak naprawdę Gerard. No. I w sumie wsio. Kula się staraj.

  9. Vtg87 pisze:

    Ja 21 maja czekałam dłuuuuuuuuugo na autobus, który nie mógł się przedrzeć przez korki na mieście, a ja kończyłam zajęcia na uniwerku bardzo późno, więc modliłam się, żeby zdążyć. Poskutkowało. Mecz oglądałam tylko z Tatą, jako że Brat wyjechał do Wrocka na mecz Śląsk – Lechia, no i po drugiej stronie Polski oglądał finał z kolegami. W związku z tym przy Tacie (który czasami ma wątpliwości co do tego, czy aby na pewno jestem normalna, musiałam nieco stonować emocje i starałam się nie drzeć. Jednakże aby sąsiedzi wiedzieli, kto będzie rządził w Europie (byłam pewna jak nigdy, że United wygra), już z samego rana 21 maja wywiesiłam na balkonie flagę ManU :D Najzabawniejsze było to, że na dzień przed Bożym Ciałem wszyscy mieli balkony udekorowane flagami Polski, Watykanu itd., a na moim widniała flaga klubu piłkarskiego xD
    Jak finał się zakończył i udało mi się stonować emocje, żeby Tata nie miał mnie za totalnego debila i oszołoma (xD), gdy cała rodzinka poszła spać, to pamiętam że przyszłam do siebie do pokoju i płakałam chyba z 15 minut. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.
    Jeśli chodzi o zabobony… Autentycznie ilekroć ustawię sobie na gg status „Glory Glory Man United!!” przed meczem, wtedy właśnie jest remis albo przegrana. Nie wiem, od czego to zależy, ale tak jest. Tak samo coraz częściej niestety mój szalik przynosi ogromniastego pecha, więc staram się go nie zakładać. Za to niemal zawsze na egzaminy na studiach wpinam sobie pinsa United :D I z reguły zaliczam egzaminy (odpukać, by nie zapeszyć, bo jeszcze trzy zostały :D).
    Jak tak piszecie o Waszej wspólnej pasji, to Wam zazdroszczę. Fajnie tak być w takim związku, gdzie rozumiecie nawzajem swoje emocje… Ja wiem, że ja nie trafię na kogoś takiego. Ba, ja w ogóle nie trafię, bo mam zamiar być całe życie sama ;-) Ale to nieważne. Ważne natomiast, że ja mam przyjaciela, który ma na imię Tomek. On kibicował w finale Chelsea (czasem zastanawiam się, czy nie z przekory) i przyznam, że pokłóciłam się z nim strasznie, bo odbierał cesarzom co cesarskie i nie umiał się pogodzić z porażką „Smerfów”. I to jest mój wielki minus bycia kibicem – umiem się pokłócić o byle mecz tak, że nie odzywamy się do siebie czasem przez 2 tygodnie. To w sumie nie jest dobra cecha, ale co ja na to poradzę…
    Mam charakter po United – jestem zadziorna i nigdy nie odpuszczam ;-)

    (Za tekst daję 4, bo jest sporo intów ;-) )

  10. Mateusz pisze:

    Tekst niesamowity, az mozna zazdroscic dziwczyny – kibica MU. Wasze dzieci oczywiscie tez beda musialy byc Czerwonymi Diabelkami :)

  11. XkarolaX pisze:

    oczywiście jeszcze raz 5 za ten tekst, po prostu super ;) Fajnie,że łączy was (też) miłość do United, pewnie Ani łatwiej jest teraz zrozumieć reakcje Tomka po wygranym meczu :) I gratulacje dla Ciebie Kula, że wychowałeś takiego piekielnego „Czerwonego Diabła” ;p
    PS.Faith, a co ty myślałeś,że tylko Was kręci futbol? No nie ładnie … ;)

  12. Futbolowa pisze:

    Ode mnie 5 gwiazdek :)

    Bardzo sympatyczny tekst. Sama jestem w podobnej sytuacji, bo pod moimi skrzydłami Ukochany mój stał się ogromnym kibicem United i teraz to on jest prędzej na bieżąco niż ja :D

  13. MUGirl ;D pisze:

    Tekst super, aż miło czytać. Mam nadzieję, że moja druga połówka też pokocha United jak ja ;) Życzę szczęścia i dużo miło obejrzanych (wygranych oczywiście) meczów MU.

  14. juhu pisze:

    Heh, dobrze się czyta, pozazdrościć :)

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, obrażające czytelników lub właściciela bloga zostaną skasowane.
Moderacja komentarzy jest aktywna. Nie wysyłaj swojej wiadomości dwa razy.
Możesz skorzystać z następujących tagów XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote> <code> <em> <i> <strike> <strong>

Chcesz mieć swój własny avatar na Redlogu? Przeczytaj FAQ, to tylko kilka minut!

..