Nie przegap
Strona główna / Premiership / Ostatni mecz na Old Trafford

Ostatni mecz na Old Trafford

Jako że jeden z członków naszej redakcji poleciał do Manchesteru na ostatni mecz United na Old Trafford w tym sezonie, rozgrywany przeciwko ekipie Swansea, dzisiejszy tekst pomeczowy jest tylko namiastką relacji, którą Krzysiek Wójtowicz zamieści po powrocie do Polski. Jest to po prostu kilka słów, które cisną się na usta, a którymi warto się podzielić z całą rzeszą smutno-wesołych fanów.

Co do tego, że Czerwone Diabły wygrają dzisiejsze starcie w Teatrze Marzeń chyba nikt nie miał wątpliwości. Cała drużyna miała stanąć na wysokości zadania i wspiąć się na wyżyny swoich możliwości mimo prezentowanej słabszej formy w dwóch poprzednich ligowych meczach, aby godnie pożegnać swojego długoletniego managera. W porównaniu z meczem poprzedniej kolejki w drużynie gospodarzy mieliśmy aż 7 zmian. Największym zaskoczeniem była nieobecność nawet na ławce rezerwowych Wayne’a Rooneya (a spekulacjom na temat jej powodu nie ma końca), a najmniejszą niespodzianką było wystawienie w wyjściowej jedenastce Paula Scholes’a, który po tym sezonie, podobnie jak sir Alex Ferguson, odchodzi na emeryturę.

Zdobywcą pierwszej bramki był Chicharito. A w trakcie pierwszych 45 minut miał co najmniej dwie znakomite okazje, których nie wykorzystał. Początkowa ofensywa na bramkę Łabędzi nie przełożyła się jednak na gola aż do 39. minuty. Zaraz na początku drugiej połowy wyrównał Michu i goście trochę przycisnęli drużynę Czerwonych Diabłów. David de Gea musiał niejednokrotnie ratować swoich kolegów z opresji, bo piłkarzom Swansea udawało się przedzierać w pole karne gospodarzy i stwarzać co i rusz realne zagrożenie pod bramką United. W 66. minucie plac gry opuścił żegnający się z drużyną Paul Scholes. Tempo meczu nieco przygasło w ostatnich dwudziestu minutach tego wiekopomnego spotkania z cudownym przebłyskiem z 87. minuty, gdy na listę strzelców wpisał się 20. zawodnik Manchesteru United, Rio Ferdinand.

Nie o samym meczu jednak chciałam napisać, a o pięknej oprawie, o niesamowitym dopingu, o łzach wzruszenia i o chwale, w jakiej odchodzi z drużyny jej trener, mentor, wódz i jeden z ojców Manchesteru United. Imponująca kartonowa mozaika informująca o 20. zdobytym tytule mistrza kraju rozciągająca się na całą trybunę SIR ALEX FERGUSON STAND, śpiewy od pierwszej minuty meczu (a właściwie od na-długo-przed-pierwszym-gwizdkiem), niekończące się i niesłabnące chanty, szpaler honorowy dla Szkota stworzony przez ekipy obu drużyn oraz niesamowite przemówienie samego SAFa po ostatnim gwizdku stworzyły magię wokół dzisiejszego spotkania 37. kolejki Premier League.

Nie wiem, jak reszta kibiców tegorocznych mistrzów Anglii, ale ja siedziałam cały mecz jak na szpilkach, czekając na moment wręczania pucharu, pamiątkowych medali i mowy pożegnalnej Szkota. Sir Alex Ferguson podziękował kibicom, piłkarzom i działaczom Manchesteru United, życzył spokojnej emerytury Paulowi Scholes’owi oraz szybkiego powrotu do zdrowia Darrenowi Fletcherowi. Poprosił też o otoczenie wsparciem nowego managera, Davida Moyesa. Pożegnał się pięknie, godnie. Aż łza w oku się kręci…

Puchar z rąk Steve’a Bruce’a i Bryana Robsona miał odebrać kapitan zespołu, Nemanja Vidic, ale wraz z Patricem Evrą od razu oddali go sir Alexowi Fergusonowi. Ogromna radość piłkarzy przy akompaniamencie sztandarowego utworu grupy Queens ‘We are the champions’, miliony czerwonego konfetti, błyski fleszy i strugi szampana to obraz, jaki zapadnie w pamięć jako najważniejszy moment sezonu 2012/2013. Pamiątkowe medale odebrali absolutnie wszyscy, łącznie z Waynem Rooneyem, który na czas ceremonii wręczania pucharu przywdział swoją koszulkę z numerem 10, Ashleyem Youngiem i Chrisem Smallingiem, którzy na murawę i podium przydreptali o kulach czy pauzującym za kartki Rafael da Silva. Jutrzejsze gazety sportowe na całym świecie obiegną zdjęcia z 12 maja 2013 z zielonej murawy Old Trafford, a my będziemy jeszcze długo, długo wspominać niemal 27 lat pracy sir Alexa Fergusona z ekipą Czerwonych Diabłów.

Ps. Szczęściarz z tego naszego Krzyśka, który nie wiedział, na jak ważny i wiekopomny mecz zakupił bilet kilka miesięcy temu. Czekamy na prawdziwie bogatą i emocjonującą (foto)relację panie redaktorze!

Przewiń na górę strony