Nie przegap
Strona główna / Reprezentacje / No, mówiłem, mówiłem, różne rzeczy mówię…

No, mówiłem, mówiłem, różne rzeczy mówię…

Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku. Jeśli rozkażesz twemu ludowi rzucić się do morza, lud się zbuntuje. Ja mam prawo żądać posłuszeństwa, ponieważ moje rozkazy są rozsądne – tako rzekł król do Małego Księcia. Powszechnie uważa się, że miał rację.

Po co ten cytat? Wspaniale pasuje do osoby Franciszka Smudy. Więcej – pasuje podwójnie, bo Franz jest królem sam dla siebie. Zdawać by się mogło, że warto w takim przypadku skorzystać z sytuacji i wydawać takie dyrektywy, które nie tylko można, ale i zamierza się spełnić. Może i warto, ale można też nie mieć szacunku do własnego autorytetu i ostentacyjnie olewać obrane sobie ramy postępowania.

Franciszek SmudaSE: Kuszczak zbiera w Anglii znakomite recenzje i pali się do powrotu do kadry. Mówi, że mógłby dać jej doświadczenie i pozytywne nastawienie.

FS: To, co mówi Tomek, to jedno, a to, co my myślimy, to druga sprawa. Cieszę się, że w końcu regularnie gra, to dobre dla jego kariery. Ale nie jest tak, że ktoś przez 5 lat nie był podstawowym zawodnikiem, a teraz zagrał w kilku meczach i myśli, że jest znakomity i od razu wskoczy do pociągu na EURO.

SE: Czyli zamyka pan mu drzwi? Kuszczak teraz gra w każdym meczu, a powoływany przez pana Fabiański grzeje ławę.

FS: Musi pan zrozumieć jedno – za każdym razem, kiedy Fabiański bronił u mnie w kadrze, nigdy nie zrobił błędu i nie zawalił bramki.

Miało nie być już szukania „Polaków” po całym świecie. Oczywiście Perquis i Boenisch pojawili się reprezentacji i tutaj jest moje poparcie – mają przodków z naszego kraju, jeśli chcą i są na tyle dobrzy powinni u nas grać. Co innego historia z Arboledą, którego o babkę Polkę trudno posądzić, zakończona na szczęście śmiercią naturalną. Swego czasu Smuda opowiadał prasie niemieckiej, jak to on znalazł i wprowadził do wielkiej większej piłki Roberta Lewandowskiego. Kto ciekaw, jak było naprawdę, niech wygugla, bo skupić się chcę na innym temacie.

W reprezentacji będą ci, co grają u siebie w klubie
– jedna z głównych myśli powtarzanych na początku przygody z prowadzeniem kadry. Reguła ta najskrupulatniej zwykle stosowana jest przy doborze bramkarzy, więc biada Kuszczakowi wołano. A jednak kilka meczów z Orłem na piersi za Smudy rozegrał, pech chciał, że trafił na łomot w wykonaniu mistrzów świata i Europy, na który wpływu nie miał i nie mógł mieć. Wątpię, by to spotkanie zaważyło o jego dalszych losach, ale może służyć jako symbol.

Nikt nie robi tajemnicy z tego, że na bramce podczas Euro stać ma Szczęsny. Jest to tak oczywiste, że aż bije po oczach. Problemy narastają przy doborze jego zmienników – nagle okazuje się, że z ponoć potężnej polskiej szkoły bramkarskiej mało kto regularnie gra w piłkę. Zatem, powiedzmy z braku laku, kolejne szanse dostawał Fabiański. To rozumiem. Popieram natomiast ignorowanie Artura Boruca, czyli bramkarza tyleż przebojowego, co niepokornego i mającego autorytet (swoją drogą podkopany przez swego właściciela) selekcjonera daleko w tyle, czego dowód dawał dwukrotnie. Nieważne Mniej ważne, ile konkretnie wypił były golkiper Celtiku, czy rozrabiał, czy wreszcie sam absolutny zakaz spożywania procentów ma sens. Tu liczy się niesubordynacja a ta w drużynie winna karaną być.

Trwamy więc przy duecie z Arsenalu, aż tu pojawia się alternatywa. Kuszczak, kierowany prawdopodobnie zarówno chęcią pojawienia się na Euro, jak i znalezienia sobie nowego, jak najzacniejszego pracodawcy, przeszedł na czas pewien do drugoligowego Watford i tam poza pierwszym występem, mówiąc dziećmi Haxa, jest pro. Smuda, będąc konsekwentnym, przetestowałby zawodnika, do którego jeszcze nie tak dawno miał spore zaufanie, a przynajmniej sprawiałby pozory zainteresowaniem jego usługami. Jako że wiemy, jak to z wywiązywaniem się z danego słowa i pogardą dla własnego słowa bywa u naszego trenera, nie powinniśmy być wybitnie zdziwieni, że już teraz zamyka drzwi do kadry bramkarzowi Manchesteru na cztery spusty. Co najwyżej możemy czuć zawód. Zapewne tak samo, jak sam Kuszczak.

Na początku przytoczyłem fragment książki Exupery’ego i, dążąc do końca, znów się doń odniosę. Czy ktoś mi wytłumaczy, po co Franciszek Smuda (który z gówna bicza i tak by nie ukręcił) stawiał sobie tyle obostrzeń? Tak doświadczony trener powinien wiedzieć, iż sytuacja lubi się zmieniać i czasami trzeba sięgać po środki wcześniej nieprzewidziane. Czyż nie lepiej od samego początku było głosić „Buduję drużynę po swojemu. Jak? Obserwujcie.”? Teraz poza gorzkim piwem, jakie zwykle towarzyszy pracy z kadrą narodową, trzeba będzie wypić i to nawarzone w ramach przekraczania planu i wypełniania 300% normy.

Póki co, przyzwyczaiłem się, że wypowiedzi Franza w chwilach, gdy dziennikarze nietaktownie pytają bądź chociaż ocierają się o drażliwą materię jego licznych zapewnień, przypominają bełkot niejakiego Jarosława z filmu Chłopaki nie płaczą. I tak już chyba pozostanie aż do końca..


[1:24-1:27]

Oby w tym szaleństwie była metoda. Oby Smudę obroniły wyniki. Oby Szczęsny nie złapał kontuzji. Za dużo tych oby

Przewiń na górę strony