Nie przegap
Strona główna / Premiership / Podsumowanie 36. kolejki Premier League

Podsumowanie 36. kolejki Premier League

Podsumowanie 36. kolejki Premier League
W 36. kolejce Premiera League najciekawiej zapowiadał się pojedynek pomiędzy Manchesterem United a Chelsea. W wypadku wygranej, Czerwone Diabły niemal zapewniały sobie mistrzostwo Anglii, zwycięstwo The Blues oznaczało natomiast rozpoczęcie wyścigu od początku. Zapraszam na podsumowanie tego meczu jak i całej serii spotkań.

Manchester United pokonał na własnym boisku Chelsea i dzięki zdobyciu trzech punktów praktycznie zapewnił sobie tytuł mistrza Anglii. Podopieczni Fergusona zanotowali piorunujący start, bramkę otwierającą wynik strzelając już w 36. sekundzie gry. Park świetnym podaniem wypatrzył Chicharito, a Meksykanin nie miał żadnych kłopotów z pokonaniem Cecha w sytuacji sam na sam. Po zdobyciu bramki napór gospodarzy wcale nie zmalał, nadal nadawali oni ton grze i stwarzali kolejne okazje. W końcu przełożyło się to na drugie trafienie, a jego autorem był Vidić, który spokojnie wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Giggsa z lewego skrzydła i strzałem głową wpakował piłkę do siatki. W drugiej połowie Czerwone Diabły nastawiły się bardziej na grę z kontry, dzięki czemu podopieczni Ancelottiego zaatakowali dużo śmielej niż na początku meczu. Obrona United spisywała się bez zarzutu, ale w 69. minucie nie udało się jej uniknąć błędu. Ramires dośrodkował z prawego skrzydła, Ivanović zgrał piłkę wprost na nogę Lamparda, który nie dał szans van der Sarowi i zdobył kontaktową bramkę. Podopieczni Fergusona świetnie zareagowali na stratę gola, nie próbowali bowiem bronić skromnego prowadzenia, ale ponownie ruszyli do ataków. Kolejne sytuacje zmarnowali jednak Rooney i Chicharito, przez co wynik pozostawał sprawą otwartą do ostatniego gwizdka Howarda Webba. W doliczonym czasie gry nic już się jednak nie wydarzyło i Czerwone Diabły mogły się cieszyć z jak najbardziej zasłużonego zwycięstwa.

Nie popisał się natomiast inny zespół z Manchesteru. City przegrało na wyjeździe z Evertonem, po spotkaniu o dwóch różnych obliczach. Przez całą pierwszą połowę podopieczni Manciniego przeważali na boisku, co w 28. minucie przełożyło się ostatecznie na bramkę. Silva prostopadle podał do wbiegającego w pole karne Yaya Toure, a ten bez żadnych problemów pokonał Howarda. Na początku drugiej odsłony, ten sam zawodnik miał szansę podwyższyć prowadzenie, ale golkiper Evertonu znakomicie go powstrzymał. Z upływem czasu, inicjatywę zaczęli przejmować podopieczni Moyesa, wykorzystując fakt zadowolenia The Citizens z jednobramkowego prowadzenia. W 65. minucie udało im się wyrównać, gdy po wrzutce Artety z rzutu rożnego najwyżej w polu karnym wyskoczył Distin i mocnym strzałem pokonał rozpaczliwie interweniującego Harta. Chwilę później było już 2:1. Prawym skrzydłem popędził Neville, po czym dokładnie dośrodkował w pole karne, gdzie dużo niższy od Kompany’ego Osman wygrał pojedynek główkowy i precyzyjnym uderzeniem umieścił futbolówkę w okienku bramki City. Podopieczni Manciniego nie potrafili się już otrząsnąć po tym nokaucie i trzy punkty pozostały na Goodison Park.

Weekendu do udanych nie zaliczy również Arsenal, który niespodziewanie stracił punkty na stadionie Stoke. Od początku meczu podopieczni Pulisa atakowali groźniej niż Kanonierzy, by w końcu, tuż przed upływem drugiego kwadransa gry, pokonać Szczęsnego. Pennant dośrodkował z rzutu wolnego, a kompletnie niekryty Jones strzelił bramkę… klatką piersiową. Tuż przed przerwą gospodarze podwyższyli wynik, a w głównej roli wystąpił asystent przy pierwszym trafieniu. Angielski skrzydłowy przebiegł z piłką kilkanaście metrów i mocno uderzył z dystansu. Piłka odbiła się jeszcze od Djourou, przez co Szczęsny nie zdołał jej wybronić i gospodarze mogli schodzić do szatni w świetnych nastrojach. W drugiej połowie na boisku działo się niewiele, a kibiców rozgrzała dopiero końcówka. W 81. minucie van Persi minął Shawcrosa, a jego precyzyjny strzał z linii pola karnego znalazł drogę do siatki. Nadzieja Kanonierów na odrobienie strat nie trwała jednak długo, kilkadziesiąt sekund po trafieniu Holendra na listę strzelców wpisał się bowiem Walters. Kolejny raz nie popisał się Djourou, to po jego fatalnej próbie wybicia piłka znalazła się pod nogami Irlandczyka, który nie miał żadnych problemów z pokonaniem polskiego bramkarza Arsenalu. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie, a Arsenal musiał po raz kolejny przełknąć gorzką pigułkę po porażce z niżej notowanym rywalem.

Z wyniku w 36. kolejce nie mogą też być zadowoleni piłkarze Tottenhamu. Koguty tylko zremisowały na własnym terenie z Blackpool, ostatecznie tracąc szansę na kwalifikacje do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. Podopieczni Redknappa od początku meczu stwarzali sobie wprawdzie zagrożenie pod bramką beniaminka, ale nie potrafili przejąć inicjatywy na dłuższy okres czasu. Mandarynki broniły się natomiast bardzo mądrze, co jakiś czas wyprowadzając groźne kontry. Jedna z nich zapoczątkowała najbardziej szalone 120 sekund w tegorocznych rozgrywkach Premier League. Najpierw w 74. minucie zupełnie bezmyślnie we własnym polu karnym zachował się Dawson, który w niegroźnej sytuacji zagrał piłkę ręką. Do jedenastki podszedł Adam, ale jego intencje wyczuł Gomes i zdołał zbić strzał Szkota na rzut rożny. Po chwili Brazylijczyk potwierdził jednak swoją opinię bramkarza nieprzewidywalnego i bezsensownie sfaulował Taylor-Fletchera, zmuszając Lee Proberta do ponownego wskazania na wapno. Po krótkiej sprzeczce z DJ Campbellem do piłki ponownie podszedł Adam i tym razem bez kłopotów umieścił piłkę w siatce, wyprowadzając Blackpool na prowadzenie. Mandarynkom nie udało się dowieźć dobrego wyniku do końca, a stało się tak za sprawą Jermaina Defoe. Anglik otrzymał piłkę przed polem karnym i długo się nie namyślając, huknął w kierunku bramki Gliksa, nie dając mu szans na skuteczną interwencję. Punkcik zdobyty w meczu w tym spotkaniu na pewno bardziej ucieszył gości, którzy wciąż nie mogą być jednak pewni utrzymania w angielskiej Ekstraklasie.

Świetną formę utrzymuje Liverpool. Tym razem The Reds rozgromili Fulham i wciąż mają szansę na grę w przyszłorocznej edycji Ligi Europejskiej. Strzelanie na Craven Cottage zaczęło się jeszcze szybciej niż na Old Trafford, bowiem już w 30. sekundzie Maxi wpisał się na listę strzelców. Akcję świetnie rozprowadził Suerez, a po zamieszaniu w polu karnym Argentyńczyk najszybciej dopadł do piłki i bez problemu umieścił ją w siatce. Sześć minut później goście mogli cieszyć się z kolejnego trafienia. Johnson uniknął spalonego, po czym dokładnie dośrodkował z prawego skrzydła do Maxiego, a ten z bliskiej odległości wpakował futbolówkę do bramki. Chwilę po upływie pierwszego kwadransa było już 3:0. Kuyt strzelił ze skraju pola karnego, a fatalną interwencją ’popisał się’ Schwarzer, przepuszczając słabe uderzenie Holendra między nogami. Dopiero w drugiej połowie podopieczni Hughesa zaczęli stwarzać zagrożenie pod bramką Liverpoolu i dość szybko udało im się zdobyć kontaktowego gola. Zamora dobrze zastawił się w polu karnym, po czym oddał piłkę Dembele, a Belg precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał Reinę. To trafienie nie zmieniło jednak obrazu gry, nadal to podopieczni Dalglisha kontrolowali poczynania na boisku, co potwierdzili kolejnymi bramkami. Najpierw w 70. minucie Maxi mocnym uderzeniem z dystansu pokonał Schwrzera, kompletując swój hat-trick, a po chwili Suarez wykorzystał świetne podanie od Shelvey’a, podwyższając wynik do stanu 1:5. Gospodarze zdołali zdobyć wprawdzie jeszcze jedno trafienie, po fantastycznym uderzeniu Sidwella w okienko bramki Reiny, ale nie zatarła ono beznadziejnego wrażenia, jakie podopieczni Hughesa pozostawili po sobie w poniedziałkowy wieczór.

Remisując przed własną publicznością z Blackburn, West Ham postawił się w fatalnej sytuacji przed ostatnimi kolejkami sezonu. Spotkanie zaczęło się znakomicie dla gości, którzy w 13. minucie objęli prowadzenie. Emerton dośrodkował z prawego skrzydła, a Roberts z kilu metrów wepchnął futbolówkę do siatki. Po stracie bramki Młoty rzuciły się do ataków, ale świetnie w bramce Blackburn spisywał się Robinson, powstrzymując kolejne uderzenie gospodarzy. W 78 minucie nie miał jednak nic do powiedzenia, gdy po uderzeniu Hitzlspergera piłka wylądowała tuż obok prawego słupka jego bramki. Podopieczni Granta mieli jeszcze szansę na przechylenie meczu na swoją korzyść, ale zabrakło im skuteczności i po ostatnim gwizdku sędziego musieli się zadowolić jednym punktem.

Inny zespół zagrożony spadkiem, czyli Birmingham, przegrał na wyjeździe z Newcastle. Spotkanie na St James Park ustawiło zdarzenie z 35. minuty. Po ogromnym zamieszaniu w polu karnym gości Ridgewell, ratując zespół przed stratą bramki, zagrał piłkę ręką, za co zobaczył zasłużoną czerwoną kartkę. Dodatkowo sędzia Foy podyktował jedenastkę dla Srok, którą pewnie wykorzystał Ameobi. Gdy tuż przed przerwą Steven Taylor podwyższył wynik, wykorzystując dokładne dośrodkowanie Bartona z rzutu rożnego, było wiadomo, że tego meczu Newcastle już nie przegra. Trafienie Bowyera w doliczonym czasie pierwszej połowy dało wprawdzie piłkarzom i kibicom Birmingham nadzieję, ale w drugiej odsłonie podopieczni Alana Pardew mądrze się bronili i wynik nie uległ już zmianie.

Bolton kontynuuje swoją fatalną passę, tym razem podopieczni Owena Coyle’a przegrali u siebie z Sunderlandem. W pierwszej połowie lepsze wrażenie sprawiały Kłusaki, ale to goście objęli prowadzenie. Malbranque zagrał prostopadle do Zendena, ten świetnie uniknął spalonego, po czym minął Jaaskelainen i wpakował piłkę do pustej bramki. W drugiej odsłonie gospodarze przeważali już zdecydowanie, ale długo żaden z nich nie potrafił pokonać dobrze dysponowanego Mignoleta. Udało się to dopiero w 87. minucie rezerwowemu Klasniciowi, który wykorzystał dokładne dośrodkowanie Rodrigo i strzałem głową pokonał golkipera Czarnych Kotów. Radość piłkarzy Boltonu nie trwała jednak długo, bowiem w doliczonym czasie gry świetnym rajdem w polu karnym popisał się Muntari, a po próbie jego dogrania piłkę do własnej siatki wpakował Knight.

Z remisu na Villa Park nie może być zadowolone Wigan. Sytuacja podopiecznych Martineza w tabeli staje się coraz gorsza i wydaje się, że nie uda im się uniknąć degradacji. Mecz zaczął się jednak dla gości bardzo dobrze. W 10. minucie Moses, mimo ataków kilku piłkarzy Aston Villi, utrzymał się na nogach, po czym oddał piłkę N’Zogbii, a Francuz precyzyjnym strzałem umieścił ją w siatce. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było jednak długo czekać. Kilka chwil później stan gry wyrównał Young, perfekcyjnie wykonując rzut wolny. Po zdobyciu bramki lepsze okazje stworzyli sobie gospodarze, ale świetnie w bramce Wigan spisywał się Al-Habsi, powstrzymując między innymi Benta w sytuacji sam na sam i w ten sposób ratując jeden punkt dla gości.

Niezwykle ważne zwycięstwo udało się natomiast odnieść Wolverhampton, które pokonało u siebie West Bromwich. Wilki wyszły na prowadzenie w 15. minucie, gdy po rzucie rożnym Hunta i zgraniu piłki Guedioury piłka trafiła pod nogi Fletchera, a ten z najbliższej odległości wpakował ją do bramki. Przed upływem drugiego kwadransa schemat powtórzył się, z lekkimi modyfikacjami. Tym razem to szkocki napastnik zgrywał, a na listę strzelców wpisał się Guedioura. Gdy chwilę po wznowieniu gry w drugiej połowie Fletcher strzelił kolejną bramkę, wykorzystując sytuację sam na sam po prostopadłym podaniu Foleya, było pewne, że ten mecz zakończy się zwycięstwem Wilków. Podopiecznych Hodgsona stać było tylko na honorowe trafienie, a jego autorem był niezawodny w tym sezonie Odemwingie, który wykorzystał jedenastkę podyktowaną za faul Guedioury na Thomasie.

Bohaterowie weekendu

Gracz kolejki: Maxi Rodriguez
Po słabej grze za czasów Beniteza i Hodgsona wydawało się, że dni Argentyńczyka na Anfield są policzone. Tymczasem pod koniec sezonu Maxi znalazł się w naprawdę wyśmienitej formie. W trzech ostatnich spotkaniach zdobył 7 (!) bramek i stał się niezbędnym elementem w układance Kenny’ego Dalglisha.

Jedenastka kolejki:
Al-Habsi (Wigan-5*) – G. Johnson (Liverpool-1), Distin (Everton-4), Vidić (Man Utd-9), Elokobi (Wolves-3) – Valencia (Man Utd-3), Park (Man Utd-3), Osman (Everton-3), Maxi (Liverpool-2) – S. Fletcher (Wolverhampton-1), Suarez (Liverpool-3)

* W nawiasie ilość nominacji do jedenastki kolejki.

Przewiń na górę strony