Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / „Przepraszam” najtrudniejszym słowem

„Przepraszam” najtrudniejszym słowem


Zrozumiałem, że popełniłem błąd. Z obecnej perspektywy widzę, jak bardzo się myliłem. To słowa Rooneya z niedawnego wywiadu dla „Guardiana”. Krnąbrny napastnik Manchesteru United przyznał, że popełnił ogromny błąd podczas tzw. „Październikowej Rewolucji” (to niedawno wykrystalizowane określenie na ten burzliwy i pełen niepokojów dla fanów United okres).

Od czasu kwestionowania ambicji Manchesteru w październiku Rooney próbował przeprosić, jednak nie zawsze mu to wychodziło. Napastnik wyraził żal wobec tego, jak sprawy się potoczyły. Biorąc pod uwagę pozycję lidera w Premier League i dotarcie do finału Ligi Mistrzów oraz status Wayne’a w drużynie, 25-letni były zawodnik Evertonu mógł bardzo wiele stracić, gdyby odszedł do Manchesteru City w styczniu.

Czyny Rooneya, niezależnie od tego, czy inspirowane były przez jego agenta Paula Stretforda, czy były oryginalnym pomysłem napastnika, podzieliły fanów United. Jedni twierdzili, że Rooney po takim wybryku nie powinien już nigdy wystąpić w czerwonej koszulce, podczas gdy inni oponowali, twierdząc, iż należy przebaczyć Anglikowi. Jak szybko jednak kibice zapomnieli o tej nieprzyjemnej sprawie. W Niemczech śpiewali głośno o „Białym Pele” i skandowali jego imię.

Przyznałem się i przeprosiłem. Staram się ponownie przekonać do siebie kibiców. Myślę, że teraz właśnie to robię. Jestem w stu procentach oddany temu klubowi. Było, minęło, teraz mam nadzieję, że pomogę tej drużynie w osiągnięciu sukcesu. Byłoby wspaniale zakończyć sezon finałem Ligi Mistrzów i zwycięstwem w lidze.
Wayne Rooney

Oddanie w futbolu jest bez wątpienia bardzo zmiennym zjawiskiem. Prawdę mówiąc, fani domagając się lojalności od piłkarzy, wcale się jej nie spodziewają. Było wielu piłkarzy, którzy pojawiali się na Old Trafford i znikali. Roo nie jest wyjątkiem. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Oczekiwania wobec United zawsze są olbrzymie, toteż tylko najlepsi z najlepszych zostaną na zawsze w pamięci i tylko oni będą wspominani z rozrzewnieniem.

W porównaniu z kolegami z drużyny, takimi jak Gary Neville, Paul Scholes czy Ryan Giggs, których lojalność nigdy nie była kwestionowana, Wayne Rooney wypada mizernie. Scholes zasłynął z faktu, iż nie powierzył żadnemu agentowi negocjacji kontraktu z klubem, tym bardziej nie stawiał ultimatum, ani nie żądał okupu!

Nawet Rooney rozumie, że jego występy na boisku zjednają mu kibiców. Dla wielu napastnik nigdy nie będzie ikoną, legendą klubu, a ci, którzy jeżdżą na mecze United, na pewno nie zapomną mu tego haniebnego czynu, jakiego się dopuścił.

Tymczasem transformacja Rooneya z zeszłosezonowego numeru „9” do tegorocznej „10” jest całościowa i pełna. Ta przemiana taktyczna to zasługa Sir Aleksa Fergusona. Dzięki niej Wayne znów może cieszyć się futbolem, co widać na boisku. Po raz pierwszy od roku Anglik jest bliski szczytu formy.

Oczywiście, druga połowa sezonu była zupełnie inna w porównaniu z pierwszą. Jestem obecnie dużo szczęśliwszy w życiu i na boisku. Jestem bardzo wdzięczny fanom za ich wsparcie i zadowolony z mojej formy. Mam nadzieję, że dzięki moim występom przekonam wszystkich do siebie.
Wayne Rooney

Wayne pojawił się nawet na Twitterze, co zbiegło się z jego powrotem do formy; porozumiewa się dzięki temu bezpośrednio z kibicami, choć daleko mu do erudyty Rio Ferdinanda. Rooney, wspierany najwyraźniej przez żonę i Ferdinanda, zagłębia się w różne tematy, takie jak ślub w rodzinie królewskiej czy hacking telefonów komórkowych (ciekawe), a nawet wyznaje swoją miłość do „Króla Lwa”.

Istotnie, Rooney ma ponad 300,000 obserwujących go ludzi w porównaniu do 800,000 (!) Ferdinanda. Podczas gdy Ferdinand lepiej umie porozumiewać się z publiką i czuje się swobodniej, to globalny „zasięg” Roo jest o wiele większy – jego przekaz, słowa bardziej oddziaływają na publikę.

Ryzyko, jeśli chodzi o Rooneya, jest takie, że przy jego frustracji i dość wybuchowym temperamencie, niezbyt przemyślane wypowiedzi napastnika na Twitterze mogą powodować pojawienie się tysięcy nagłówków w gazetach krytykujących (często zapewne nie do końca słusznie) piłkarza United. Kiedyś minie „twitterowa gorączka”, ale jak na razie całe artykuły powstają na bazie najdrobniejszych wpisów w popularnym serwisie.

Manchesterowi pozostały trzy mecze do rozegrania – dwa w lidze i finał LM na Wembley. Były zawodnik Evertonu z pewnością przekona do siebie większość sympatyków „Czerwonych Diabłów”, jeśli przyczyni się do zwycięstw w obu rozgrywkach.

Nie jestem zaskoczony tym, co robi Wayne. Najlepsi gracze okazują swoją wielkość w najważniejszych momentach, gdy zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Inspirują w tych kluczowych chwilach.
Ryan Giggs

Jeśli to w jakiś sposób oddaje wielkość piłkarza, to właśnie teraz jest czas dla Rooneya – aby nas do siebie przekonał i naprawił błędy z przeszłości.

Przewiń na górę strony