Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Najlepszy piłkarz wszechczasów

Najlepszy piłkarz wszechczasów

Najlepszy piłkarz wszechczasów
Niegdyś mawiano Maradona – good, Pele – better, George – Best. Od zalążków historii piłki nożnej, ludzie zastanawiają się, kto był lub jest najlepszym piłkarzem wszech czasów. Niekończące się dyskusje ze znajomymi, godziny kłótni i sporów. Każdy lubi coś innego, inny styl gry, innych zawodników. Kogo dziś możemy nazwać absolutnym królem futbolu?

Niezwykle trudno jest wybrać jednego zawodnika spośród setek graczy, którzy zapadli nam w pamięć. Są piłkarze-gwiazdy, pierwszoplanowe postacie, o których zawsze najgłośniej, oni są w centrum uwagi, oni są uznawani za najlepszych. Tak było z Pele, Maradoną, Ronaldo; mógłbym wymieniać niemalże bez końca. Są też zawodnicy budujący sukces, lecz pozostający w cieniu – Casillas, Deschamps, Makelele itd. Ryanowi Giggsowi bliżej jest do tej drugiej grupy. Czym nasz wiecznie młody Walijczyk ustępuje gwiazdom z pierwszego planu?

Pele

Taką odpowiedź słyszę najczęściej z ust moich rozmówców, gdy zadaję pytanie: „Kto Twoim zdaniem jest lub był najlepszym z najlepszych?”. Oczywiście znaczna część z nich nie zna jego życiorysu, osiągnięć, czy nie wie, w jakich klubach grał. Media nakreśliły nam Pelego jako króla wszech czasów i tak ma już być. Zdobył trzykrotnie puchar świata – ok, strzelił w karierze 92 hat-tricki – ok, jest w piątce najskuteczniejszych graczy w historii MŚ – ok. Ale co to były za czasy? Wtedy podział futbolowego świata przebiegał tak: jest Brazylia i reszta. Chłopcy ze zniszczonej wojną Europy nie byli w stanie dorównać rówieśnikom z kraju kawy, którzy cały dzień ganiali za piłką. Pele strzelał, strzelał i strzelał. 18 lat spędził w Santosie, na piłkarską emeryturę odszedł do Stanów. Nigdy nie grał w Europie, nie występował w Pucharze Mistrzów, lidze angielskiej, hiszpańskiej czy nawet włoskiej.

Diego Armando Maradona

Ten pan do dziś jest obecny na pierwszych stronach gazet. To z powodu kłótni z argentyńskim związkiem, a to kolejnego pokazowego meczu z jego udziałem, czy kolejnego odwyku od kokainy. Przebieg ćwierćfinału mistrzostw świata w 86’ zna chyba każdy, nawet 50-letnia nauczycielka biologii z pobliskiego liceum. Dwa gole. Jeden postawił go w świetle największego oszusta w historii sportu (dziś chyba nie ma wątpliwości, że miano to należy do Henryka, robiącego aktualnie karierę za oceanem). Drugie trafienie uwieczniło jego geniusz, ukazało wirtuoza, boga. Gdyby przybysz z innej planety zapytał mnie, co to jest piłka nożna, pokazałbym mu właśnie tego gola.

Maradona grał zarówno w Ameryce, jak i Europie. Radził sobie mniej więcej na równi i tu, i tu. Niegdyś jego imieniem nazywano co czwarte dziecko w Argentynie, dziś Boski Diego robi z siebie pośmiewisko. Jako selekcjoner Albicelestes obiecywał złote góry na mundialu, mając w składzie Messiego, Higuaina, Teveza czy Di Marię, doznał porażki z bezlitosnymi Niemcami. Nie fakt wyższości naszych zachodnich sąsiadów jest tu zaskakujący. Argentyna dała sobie wbić 4 gole, ani razu nie umieszczając piłki w siatce Neuera. Z całym szacunkiem dla jego osoby, ale Diego, to koniec, odejdź!

Inni

Nie tylko gra napastników zapada w pamięć kibicom. Był kiedyś obrońca tak dobry, że grę najlepszej drużyny lat 70-tych opierano właśnie na nim. Franz Beckenbauer, zawodnik RFN, kolejno srebrny, brązowy i złoty medalista mistrzostw świata. Dzięki swojej grze uzyskał przydomek „Cesarz”. Dwukrotnie zdobył złotą piłkę, podkreślam, jako obrońca. Media bardziej pasjonują się podziwianiem kolejnych hurtowo strzelanych bramek, niż oglądaniem działań bloku defensywnego. Tak więc były gracz i trener Bayernu, nie zostanie postawiony w świetle „tego najlepszego”.

Zidane, Ronaldo, Van Basten, Cruijff, Eusebio, Charlton, mógłbym bez problemu opisać jeszcze kilkunastu zawodników, którzy, każdy na swój sposób, zasługują na tytuł „króla futbolu”. Mógłbym, lecz nie widzę potrzeby, gdyż dla mnie tron od kilkunastu lat zajęty jest przez miłościwie nam panującego Ryana Giggsa.

Ryan

Jak to Giggsa?! – wielu załapie się za głowę, parsknie śmiechem lub wyłączy przeglądarkę. Gdzie są jego medale mistrzostw świata, Europy, tytuły króla strzelców? Gdzie jest zapisana porażająca kwota, za którą go kupiono? Gdzie są gazety z jego wizerunkiem na pierwszej stronie? Nie ma tych rzeczy i nie będzie. W jego domu leżą jednak jakieś tam trofea. 11 tytułów mistrza Anglii, 4 puchary najstarszych rozgrywek piłkarskich świata, puchar zdobywców pucharów, klubowe mistrzostwo świata. W tej stercie medali, pater, tarcz i pucharów dostrzec możemy też dwa puchary Europy. Czy jest mniej utytułowany od Pelego i Maradony? Jak już wspomniałem, Brazylijczyk na dwa ostatnie lata swojej kariery pojechał grać do USA, czyli na peryferia piłki nożnej, miał wtedy 35 lat. Boski Diego ostatnie lata gry spędził w Boca Juniors, jednej z najlepszych drużyn obu Ameryk, jednak to nie była Europa. Maradona w chwili przejścia do Boca również miał 35 lat. Ryan Giggs ma dziś 38 wiosen. Tyle lat, a gra w najlepszym klubie świata. Gra, mało powiedziane, jest jednym z jego filarów! To pokazuje jego klasę.

Odnośnie mediów, czy kiedykolwiek czytaliście bądź oglądaliście w telewizji materiał na temat skandalu z udziałem Walijczyka? Szukając w najgłębszych zakątkach pamięci, nie znajduję nic takiego. Profesjonalista pełną gębą. W wywiadach Giggsy opowiada o swoim nudnym życiu. Po treningu wraca do domu, słucha muzyki, przebywa z rodziną, ogląda nowości filmowe, monotonia. Ale mówi też, że dzięki takiemu stylowi życia, utrzymuje formę. Wie, czego Boss od niego wymaga i na każdym kroku stara się dawać z siebie wszystko. Tak jest już od 21 lat i mam nadzieje, że będzie jeszcze długo. Jak długo pogra? Nikt tego nie wie. Gra z polotem nastolatka, mimo że za jego kadencji piłka nożna ewoluowała niemalże o 3 generacje. Do każdej potrafi się dostosować.

Dziś ceni i szanuje się piłkarzy wiernych swoim klubom. Nasz lewoskrzydłowy nigdy się nigdzie nie wybierał. Kiedyś Sir Alex powiedział, że żaden klub o Giggsa nie pytał, bo każdy przecież wie, iż Ryan za żadne skarby nie opuści Manchesteru. Nie odejdzie z Old Trafford, bo kocha to miejsce, ten klub, tych kibiców. Dodam jeszcze, że Walijski Czarodziej w każdym swoim sezonie w zawodowym futbolu strzela gola. Wybuchają wojny, upadają dyktatury, powstają nowe technologie, zmieniają się ustroje, a Giggs wciąż strzela. I cały czas mu mało.


Nikt nie może zdecydowanie wskazać najlepszego piłkarza wszech czasów. Eksperci mogą podawać tylko listy takich nazwisk. Uważam jednak, że na pierwszym miejscu każdej takiej listy powinno znajdować się nazwisko zawodnika wiernego jednemu klubowi od 21 lat. Piłkarza, dzięki któremu Air Alex Ferguson uznawany jest za najlepszego szkoleniowca na świecie. Niech żyje miłościwie nam panujący król Ryan Giggs, niech żyje!

Przewiń na górę strony