Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Owen Hargreaves powrócił!

Owen Hargreaves powrócił!

Owen Hargreaves powrócił!
Szok i radość, nadzieja i niepokój. Nagłówki przed meczem z Wolves wywołały burzę emocji. W końcu po dwóch latach na boisko wyjdzie człowiek, który ma wnieść nową jakość do środka pola, ma być jak nowy transfer, którego domaga się tak wielu kibiców. Czekaliśmy tyle czasu, aż w końcu stało się! Owen rzeczywiście powrócił!

Wystarczyło zaledwie kilka minut, aby czas prysł. Po dwóch latach operacji, rehabilitacji, powrotów do treningów, przeplatanych z kolejnymi wizytami u Steadmana w Stanach, Hargreaves był w stanie zagrać tylko kilka minut…

Nikogo nie dziwi fakt, że zejście Owena z boiska wywołało równie silne emocje, co jego pojawienie się w wyjściowym składzie. Na nowo rozgorzały dyskusje, czy jest sens trzymać w składzie kruchego jak lód Anglika, płacić za jego rehabilitację, w zamian otrzymując pięć minut gry. Jak rozwiązać ten problem? Czy powinno zostać tak, jak jest, czy Manchester powinien rozwiązać kontrakt, czy to może Hargreaves powinien wykazać się honorem i zakończyć karierę? Nie ukrywam, że to właśnie różne komentarze skłoniły mnie do napisania tego tekstu.

Ci, którzy wierzą w Hargreavesa słabiej niż Ferguson, mają kilka pomysłów. Zwolnić, obciąć premię albo przynajmniej kazać mu płacić za swoją rehabilitację. W końcu gdy cała drużyna wypruwa z siebie flaki na treningach, Owen leży do góry brzuchem na urlopie w Stanach i liczy rosnące na koncie miliony funtów. Totalna bzdura! Kto przeżył kiedyś poważną kontuzję, ten wie, ile pracy, bólu, determinacji wymaga dochodzenie do pełnej sprawności. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że to Owen musi wykonywać dużo cięższą pracę niż zdrowi zawodnicy. Do tego dochodzi ogromny wysiłek psychiczny, jakim jest pokonywanie kolejnych etapów ćwiczeń i przedłużające się oczekiwanie na powrót do gry, pokonywanie bólu i powiększająca się frustracja.

Ale jeśli Owen wykonuje tyle pracy, a skutki są niewielkie, to może się poddać i zakończyć karierę? Nie narażać się już na kolejne niepowodzenie, cierpienia, kolejne wzloty prowadzące do jeszcze boleśniejszych upadków? W listopadzie zeszłego roku usłyszałem niemal wyrok – pęknięta łękotka, konieczność operacji, minimum pół roku rozbratu z piłką, a najlepiej w ogóle z niej zrezygnować. Ale chęć gry jest silniejsza niż strach czy ból. I zwyciężyła, choć wymagała wielu wyrzeczeń. Wiem, że porównanie tak błahego urazu do kontuzji Hargreavesa jest bezczelne i ma się do siebie jak siniak do złamania, ale chyba podobne jest myślenie – skoro jest szansa, to trzeba walczyć. Zacisnąć zęby i ćwiczyć, jeździć na zabiegi, gimnastykę. Jeżeli 18-latkowi zależy na powrocie do gry w drugiej wojewódzkiej lidze juniorów, to co dopiero Owenowi, który chce znów grać na Old Trafford! Chyba nikt o zdrowych zmysłach by z tego nie zrezygnował, gdyby ceniony chirurg dawał mu nadzieję, ćwiczenia dawały efekty, a boss wciąż widział dla niego miejsce w składzie.

Co stało się Hargo tym razem – jeszcze nie wiadomo. Prawdopodobnie to uraz uda, nie kolana. Tak czy siak, to kolejny zawód dla kibiców. Uważam jednak, że nie powinniśmy go skreślać. Zamiast liczyć pieniądze, które klub przelewa na konto Anglika, podziwiajmy jego determinację i trzymajmy kciuki. Już wierzyłem, że to dzisiaj będzie dzień, w którym Owen znowu zagra pełny mecz, ale mimo to wierzę, że taki dzień jeszcze nadejdzie. A jeśli nie, pożegnam go nie jako darmozjada, ale jako człowieka o niesamowitej sile i ambicji.

Autor: Roland Suchy

Przewiń na górę strony