Nie przegap
Strona główna / Premiership / Pora zrzucić Liverpool z ich pieprzonej grzędy!

Pora zrzucić Liverpool z ich pieprzonej grzędy!

Pora zrzucić Liverpool z ich pieprzonej grzędy!
Sezon 2009/2010 będzie dla ekip Liverpoolu i Manchesteru United szczególny. Obie drużyny, odwieczni wrogowie, mają na swoim koncie po 18 tytułów mistrza kraju i muszą dzielić się miejscem na piedestale najbardziej utytułowanej drużyny w Anglii. Zbliżające się wielkimi krokami rozgrywki ligowe są niepowtarzalną szansą na pozostawienie rywala za plecami. Czy sir Alex Ferguson zrzuci The Reds z ich pieprzonej grzędy? Czy może Rafael Benitez sprowadzi legendarnego Szkota na ziemię i zaklepie tytuł dla swojej drużyny?

» Podyskutuj na forum: Premier League 2009/2010

Paradoksalnie, zamiast czekać już w blokach startowych, obie ekipy walczą z mnożącymi się wciąż problemami. Sezon tuż, tuż, a wszystko wskazuje na to, że zarówno mistrz, jak i wicemistrz Anglii, rozpoczną walkę na krajowym podwórku w mocno okrojonym składzie. Na Old Trafford z problemami zdrowotnymi zmagają się przede wszystkim zawodnicy z destrukcji: Nemanja Vidic, Gary Neville, Wes Brown, Rafael da Silva, a także Edwin van der Sar. Niewiele lepiej sytuacja wygląda na Anfield, gdzie na urazy narzekają także gracze formacji defensywnej , Daniel Agger i Martin Skrtel, a w ostatnim meczu z Atletico po kwadransie gry boisko musiał opuścić filar obrony, Jamie Carragher (kontuzja podobno nie jest poważna). Trzeba przy tym pamiętać, że Benitez nie ma już w odwodzie Samiego Hyypii, który przeniósł się do Bayeru Leverkusen. Można więc oczekiwać, że w pierwszych tygodniach nowego sezonu szkoleniowcy obu ekip będą eksperymentowali z zestawieniem defensywy. Na chwilę obecną mimo wszystko w lepszej sytuacji znajduje się szkocki menedżer Czerwonych Diabłów, który może liczyć na solidnych zmienników – Johna O’Shea oraz Jonny’ego Evansa. Natomiast Rafa ma twardy orzech do zgryzienia.

Problemy kadrowe nie ograniczają się tylko do kontuzjowanych graczy. Obie drużyny straciły w letnim okienku transferowym swoje czołowe postacie – The Reds opuścił Xabi Alonso, z kolei z Old Trafford odszedł Cristiano Ronaldo. Ponadto Rafa Benitez stracił jeszcze m.in. Alvaro Arbeloę (na jego miejsce zjawił się Glen Johnson), Andreę Dossenę oraz, wspomnianego już, Samiego Hyypię. Nieco lepiej wygląda sytuacja sir Alexa Fergusona, który oprócz portugalskiego skrzydłowego pozbył się ze składu w zasadzie tylko Carlosa Teveza. Jestem ciekaw, jak menedżerowie zrównoważą brak swoich pierwszoplanowych postaci. O ile można przypuszczać, że rolę Ronaldo w Manchesterze United przejmie Antonio Valencia, o tyle ciężko stwierdzić, jak Benitez zestawi środek pola pod nieobecność Alonso. Po sprzedaży Hiszpana na Anfield zawitał włoski pomocnik Alberto Aquilani, jednak piłkarz dochodzi do siebie po operacji prawej kostki i nie wiadomo, kiedy będzie gotowy do gry. A nawet, jeśli już wróci na murawę, ciężko przewidzieć, jak długo będą go omijały kolejne kontuzje. Futbolowi eksperci na Wyspach wyliczyli, że 25-latek w ciągu ostatnich trzech sezonów Serie A rozegrał tylko 73 mecze, więc zdrowy rozsądek nakazuje przygotować alternatywne ustawienie drużyny, bez Włocha w podstawowej jedenastce.

Największym atutem, jaki przemawia za tym, że Czerwone Diabły zrzucą Liverpool z ich pieprzonej grzędy, jest osoba sir Alexa Fergusona. Szkot wciąż jest głodny sukcesów i zdeterminowany, aby uczynić swoją drużynę najbardziej utytułowanym zespołem w Anglii. Szczególnie teraz, kiedy The Reds zdają się być jednym z głównych pretendentów do tytułu. Legendarny menedżer ma niepowtarzalną okazję, aby po raz kolejny zapisać się złotymi zgłoskami w klubowej kronice i, przede wszystkim, zamknąć usta wszystkim fanom z Anfield, którzy jeszcze szczycą się swoim rekordem. Rafa Benitez, moim zdaniem, nie ma w sobie na tyle charyzmy, aby poprowadzić swoich podopiecznych do, można rzec, historycznego tytułu, bo pierwszego od 20 lat. Tym bardziej, że konkurencja w tym sezonie będzie nie mniejsza niż rok temu – oprócz Wielkiej Czwórki, do walki o czołowe lokaty włączą się być może ekipy Tottenhamu, Manchesteru City, Aston Villi oraz Evertonu (choć zapewne skończy się na szumnych zapowiedziach…).

Wymieniając pretendentów do tytułu nie należy także zapominać o stołecznej Chelsea. Trudno przewidzieć, jak będzie się prezentowała drużyna The Blues pod skrzydłami Carlo Ancelottiego, jednak niewykluczone, że to włoski szkoleniowiec będzie świętował na finiszu ligi i tym samym pogodzi menedżerów z Old Trafford i Anfield. Ze Stamford Bridge jak na razie nie ubyło żadne istotne ogniwo, a w ramach przedsezonowych wzmocnień do klubu zawitali Zhirkov oraz Sturridge. Na przeciętnym zjadaczu chleba te nazwiska może nie robią wielkiego wrażenia, jednak myślę, że przy odrobinie szczęścia, nowe nabytki Ancelottiego rozbłysną futbolową gwiazdą już niebawem.

Wracając jednak do rywalizacji, Manchesteru United z Liverpoolem FC, wygląda na to, że w nadchodzącym sezonie to sir Alex Ferguson będzie rozdawał karty. W zbliżającym się ku końcowi okienku transferowym, żadna z drużyn nie wzmocniła się zanadto, można więc oczekiwać, że obie ekipy będą prezentowały podobny poziom jak przed rokiem. A jako, że w minionych rozgrywkach to Czerwone Diabły wyprzedziły The Reds, można oczekiwać, że podobnie zakończy się sezon 2009/2010. Pytanie tylko, czy ktoś inny nie wyprzedzi Manchesteru United? Carlo Ancelotti na pewno ma ochotę, aby po kilku latach posuchy w Mediolanie, w końcu zaznać smaku klubowego trofeum. Nie wolno także zapominać o nowej jakości ilości w postaci Manchesteru City. Może to szejkowie pogodzą dzielących wspólną grzędę Fergusona i Beniteza.

Przewiń na górę strony