Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Jedyny taki Norweg

Jedyny taki Norweg

Ole Gunnar Solskjaer
„As things stand we will go into extra time with a golden goal hanging like a massive shadow over this final unless Ole Solskjaer can find another… Is this their moment? Beckham… Into Sheringham… AND SOLSKJAER HAS WON IT! Manchester United have reached the promised land!” – tak było w Barcelonie 26 maja 1999 roku, gdy Ole Gunnar Solskjaer stawał się legendą…

Podany fragment wypowiadał komentator ITV, Clive Tyldesly, prosto z Camp Nou w pamiętny, dla wszystkich kibiców Manchesteru United, wieczór. Jeszcze kilkadziesiąt sekund wcześniej nikt, ani na stadionie, ani przed telewizorami, nie zdawał sobie sprawy czego będzie świadkiem. W 93. minucie miliony kibiców piłkarskich ujrzały moment historyczny, nie tylko dlatego, że zespół sir Aleksa Fergusona jako pierwszy z Anglii zdobywał potrójną koronę, ani też nie dlatego, że był to jeden z najbardziej sensacyjnych triumfów w Lidze Mistrzów.

Piłkarze stają się legendami z biegiem czasu. Najczęściej, gdy mają świetną strzelecką serię albo po prostu formę, tyle, że musi ona trwać kilka ładnych sezonów. Nie twierdzę, że Solskjaer zdobył uznanie tylko tym jednym występem, ale ranga jego wyczynu jest niewyobrażalna. Nie ma na świecie miłośnika futbolu, ani też piłkarza, który nie chciałby znaleźć się na miejscu Norwega. No tak, miejsce. To właśnie świadczyło o klasie czy też fenomenie napastnika Manchesteru United. Potrafił znaleźć się tam, gdzie trzeba.

Po poniedziałkowej, zaskakującej, a dla niektórych wręcz szokującej wiadomości o zakończeniu kariery przez Solskjaera przejrzałem forum redcafe.net, by przeczytać wypowiedzi innych kibiców i wybrałem się na serwis Youtube.com, w wiadomym celu. Obejrzałem kilkadziesiąt bramek autorstwa „Babyface killera” i… nie mam najmniejszych wątpliwości skąd wzięło się to przezwisko. Bo Ole to był kiler, egzekutor, można wręcz powiedzieć – „sprzątacz”, nawiązując do filmów gangsterskich. Powiedzieć o nim napastnik, to po prostu za mało.

Wspomniałem o jego fenomenie. Ciężko inaczej nazwać tak niesamowitą umiejętność znajdywania się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Właśnie na tym bazowała większość jego bramek. Po prostu był tam, gdzie spadała piłka i pozostawało jedynie umieścić ją w bramce przeciwnika. Instynkt zabójcy. Jest jeszcze coś szczególnego, przynajmniej dla mnie, w tych golach Ole – sposób ich zdobywania. Nie dość, że wiedział dokładnie, jak i w które miejsce bramki strzelić piłkę, to jeszcze robił to tak, by ona na sto procent wpadła do siatki. Są zawodnicy i myślę, że jest ich dużo, którzy strzelają efektownie, ładnie, by zachwycić kibiców. Solskjaer robił coś zupełnie innego. On zachwycał samym golem, nie jego urodą. Mógł strzelać na różne sposoby, ale najczęściej wybierał ten najprostszy, a jednocześnie zabójczy. Z tych kilkudziesięciu bramek, widziałem kilkanaście strzelonych w bardzo, ale to bardzo podobny sposób. Zupełnie jakbym oglądał w kółko tę samą akcję, ale z różnymi przeciwnikami i inną sytuacją na boisku… I zawsze tak samo podniesione ręce w geście triumfu, z szerokim uśmiechem na twarzy.

Jednak w Norwegu zachwycało nie tylko strzelanie goli. Jego lojalność wobec Manchesteru United była bezgraniczna. Solskjaer spędził na Old Trafford 11 lat swojej piłkarskiej kariery i jest to naprawdę coś szczególnego. Niewielu jest zawodników, którzy nie będąc wychowankami danego klubu, pozostają w nim tak długo. Mało tego, przez te wszystkie lata, Ole nigdy nie stawał się zawodnikiem pierwszego składu na dłużej niż sezon, może dwa. Stąd dopisano mu przydomek „wiecznego rezerwowego”, ale to wcale mu nie przeszkadzało. Nie było mowy o grymasach, protestach, próbie opuszczenia Old Trafford… Patrząc na niedawno zakończone perypetie z Gabrielem Heinze, takie coś po prostu nie mieści się w głowach kibiców. A jednak jest to fakt. Solskjaer dzielnie i dumnie znosił swoje obowiązki i nigdy nie zawiódł. Co więcej, właśnie wchodząc na boisko z ławki był najskuteczniejszy. Dowodem niech będzie pewien mecz z Nottingham Forrest w ramach Pucharu Anglii. Grający od początku spotkania superduet napastników, Andy Cole i Dwight Yorke, nie potrafił zrobić tego, co zrobił Solskjaer w zaledwie 12 minut od pojawienia się na murawie jako rezerwowy. Wspomnieni Cole i York zdobyli po dwie bramki dając Manchesterowi prowadzenie 4:1. Gdy mecz się zakończył, na tablicy widniał wynik 8:1, dzięki aż czterem trafieniom Solskjaera w dwunastu ostatnich minutach tego spotkania. To był mistrz końcówek. Gdy Manchesterowi się nie wiodło, sir Alex sięgał właśnie po Skandynawa, który najczęściej odmieniał losy meczów.

Jego przywiązanie do klubu z Old Trafford jest niesamowite. Sam nie miałem pojęcia o pewnej sytuacji z kwietnia 1998 roku, podczas spotkania z Newcastle United u siebie. Jedna z ostatnich akcji meczu. Było 1:1, Manchester prowadził zażartą walkę o mistrzostwo. Gospodarze zaatakowali całym zespołem i nadziali się na kontrę… A zresztą, sami popatrzcie…

Get the Flash Player to see this player.

To chyba jedyna sytuacja, w której piłkarz dostał owację na stojąco schodząc z boiska po ukaraniu czerwoną kartką. To właśnie cały on, myślący przede wszystkim o klubie…

Ole Gunnar Solskjaer strzelił 126 bramek w 366 występach w trykocie „Czerwonych Diabłów”. Pierwszego gola zdobył już w swoim debiucie przeciwko Blackburn Rovers w 1996 roku. Bramka padła zaledwie sześć minut po jego wejściu na boisko. Miał wyczucie.

Z tych wszystkich wielu trafień znalazło się jedno, które zupełnie zmieniło obraz Solskjaera w oczach fanów, jak i jego karierę. Magiczny 1999 rok, magiczna 93. minuta finału Pucharu Europy. Nie widziałem albo nie pamiętam, żebym widział tę bramkę na żywo, nie interesowałem się piłką nożną do tego stopnia, by wysiedzieć przed telewizorem 90 minut. Choć z tego co sobie przypominam, wiedziałem o niej. Nie był o to trudno, był to jeden z najsławniejszych finałów w historii europejskich rozgrywek. Ten kilkudziesięcio sekudnowy fragment obejrzałem dopiero parę lat później w Internecie. Do tej pory, gdy widzę obraz z Camp Nou z krzyczącym komentatorem w tle „And Solskjaer has won it!” ciarki przechodzą mi po całym ciele, a w oczach ukazują się łzy. Ole dał nam, kibicom Manchesteru United, jedną z najpiękniejszych chwil w życiu i wielu z nas zapamięta ją na długo. Na zawsze…

I pomyśleć, że sir Alex Ferguson sprowadził Solskjaera na Old Trafford tylko dlatego, że Alan Shearer odmówił przejścia do Manchesteru United… Czasami wolę sobie nie wyobrażać co by było, gdyby…

Przewiń na górę strony